

Opis
Lyra Morris pragnie nowego poczatku, ale jej manipulacyjny byly chlopak i kompromitujace nagranie, ktore ma nad nia wladze, nie pozwalaja jej odejsc. Gdy Ashton Jennings, twardy, starszy mezczyzna, pojawia sie jako nowy trener druzyny hokejowej, Lyra szybko odkrywa, ze w rzeczywistosci jest on jej tajnym ochroniarzem, wynajetym przez ojca, ktory ja porzucil. Ich wymuszona bliskosc rodzi zakazane napiecie, ktorego zadne z nich nie potrafi zignorowac. Jednak jedna lekkomyslna noc sprawia, ze Lyra zachodzi w ciaze, a nagle wszyscy wokol staja sie zagrozeniem. Z przesladowca na kampusie i bylym chlopakiem, ktory staje sie coraz bardziej agresywny, Lyra musi zdecydowac, czy moze zaufac jedynemu mezczyznie, ktory nigdy nie powinien byl sie w niej zakochac.
Rozdział 1
Dec 23, 2025
Perspektywa Lyry
Prawie oddałam Nate’owi swoje dziewictwo w noc pachnącą waniliowymi świecami i złamanymi obietnicami.
Miękkie prześcieradła pod moimi plecami. Migoczące cienie tańczące po suficie. Jego twarz pochylona nade mną, tak czuła, że sprawiała, iż moja klatka piersiowa bolała od pewności. Serce waliło mi o żebra, gdy sięgnęłam, by musnąć jego szczękę, drżącymi palcami, z każdym zakończeniem nerwowym iskrzącym od nerwowego oczekiwania.
"Chcę, żebyś był moim pierwszym," wyszeptałam.
Jego wyraz twarzy drgnął — coś, czego nie potrafiłam odczytać, przemknęło w jego oczach. "Czekaj, mówisz poważnie? Naprawdę jesteś dziewicą?"
Kiwnęłam głową, nagle czując się obnażona w sposób, który nie miał nic wspólnego z ubraniami, które już zdążyłam zrzucić. "Chciałam, żeby to było z kimś, komu ufam."
Zaśmiał się. To nie był ciepły śmiech. Nie był też nerwowy. To był okrutny, drwiący dźwięk, od którego całe moje ciało zrobiło się zimne.
"To urocze." Odchylił się, patrząc na mnie jak na zagadkę, którą właśnie rozwiązał. "Ta zdesperowana mała dziewica, oszczędzająca się dla Księcia z Bajki. Niech zgadnę — planowałaś tę chwilę już od liceum? Świece, romantyczna muzyka, cała ta bajka?"
Wpatrywałam się w niego, a moje serce biło teraz z zupełnie innych powodów. "Nate—"
"Boże, naprawdę jesteś naiwna." Pokręcił głową, ale jego dłonie wciąż były na mnie, już znowu w ruchu. "Nieważne. Może być. Dam sobie radę z niedoświadczoną. Tylko nie licz na to, że będę delikatny—"
"Przestań." Złapałam go za nadgarstek, odsuwając jego rękę.
"Co?" Zmarszczył brwi, zirytowany. "No weź, Lyra. Nie przesadzaj. Nie o to mi chodziło—"
"Zejdź ze mnie."
"Serio?" Znów się zaśmiał, tym samym drwiącym śmiechem. "Robisz z tego wielką sprawę? Tylko żartowałem. Wyluzuj."
"Powiedziałam, żebyś zszedł." Odepchnęłam go od siebie, tym razem mocniej, i odsunęłam się do tyłu, aż moje plecy uderzyły o zagłówek. Moje ręce drżały, gdy chwytałam prześcieradło i podciągałam je, by się zasłonić. "Wyjdź."
Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, z zaciśniętą szczęką, a w jego oczach błysnęło coś brzydkiego. Potem znów się zaśmiał — lekceważąco, okrutnie — i zaczął zakładać ubrania.
"Dobrze. Twoja strata." Podniósł kurtkę z podłogi. "Powodzenia w szukaniu jakiegoś idealnego dżentelmena, który zniesie twoje niedoświadczone bzdety. Daj znać, jak ci to wyjdzie."
Siedziałam tam w ciszy, ściskając prześcieradło przy piersi, wpatrując się w świece, które tak starannie zapaliłam. Waniliowy zapach, który jeszcze godzinę temu wydawał się romantyczny, teraz przyprawiał mnie o mdłości.
Wspomnienie pęka, a jego miejsce zajmuje lodowata pustka.
Stoję przy bandach lodowiska Whitmore College, z klipbordem przyciśniętym do piersi, zimne powietrze szczypie mnie w policzki do żywego. Jako asystentka trenera Miller’a zajmuję się wszystkim, na co nie ma czasu — statystyki, inwentarz sprzętu, harmonogramy, kontakt z działem sportowym.
Ale podczas treningów moim głównym zadaniem jest obserwacja. Drużyna przegrała ostatni mecz i trener od tamtej pory ich zamęcza. Notuję wszystko. Każdy ruch. Każdą słabość. Każdego zawodnika, który odpuszcza, i każdego, który zaciska zęby i walczy dalej.
Nate mija moją sekcję już czwarty raz, a mój żołądek ściska się, zanim jeszcze spotykam jego wzrok. Ten uśmiech. To mrugnięcie. Ten zaborczy przechył głowy.
Ściskam długopis tak mocno, że aż bolą mnie knykcie i nie odrywam wzroku od klipborda.
"Dobrze dziś wyglądasz, Lyra." Stuka kijem o bandę tuż przy moich stopach. "Powinniśmy pogadać po treningu."
Nie odpowiadam. Nauczyłam się, że każda reakcja tylko go zachęca.
Dołączyłam do tej drużyny przez niego. Zostałam asystentką, bo bycie blisko Nate’a wtedy wydawało się ważniejsze od wszystkiego innego. Głupia. Tak bardzo głupia.
Teraz za każdym razem, gdy przejeżdża obok mnie na łyżwach, mam ochotę zapaść się pod ziemię.
Trening się kończy i chłopaki rozbiegają się do szatni, przepychając się i rzucając żartami. Zostaję przy bandach, porządkując notatki, czekając, aż Nate zniknie pierwszy.
Nie znika.
Powoli zdejmuje sprzęt, cały czas na mnie patrząc, obserwując jak się pakuję. Gdy w końcu ruszam w stronę wyjścia, jego dłoń zaciska się na moim ramieniu i szarpie mnie do tyłu.
"Musimy pogadać."
"Puść mnie."
Nie. Wciąga mnie do zacienionej wnęki obok magazynu ze sprzętem, gdzie nad głową mrugają popsute świetlówki. Nasze stałe miejsce. Tam, gdzie nikt nigdy nie przerywa.
— Nate, powiedziałam, żebyś mnie puścił —
— Dlaczego jesteś taka? — Jego głos wpada w ten zraniony ton, który opanował do perfekcji. — Próbuję naprawić to, co jest między nami.
— Tu nie ma nic do naprawiania. — Wyrywam rękę. — Nie jesteśmy razem. Czemu po prostu nie możesz dać mi spokoju?
Zaciska szczękę. Maska zranionego na chwilę gaśnie, pod nią pojawia się coś twardszego. — Nie mówisz poważnie.
— Każde słowo jest prawdziwe. Rozstaliśmy się. To koniec.
— Coś mi jesteś winna.
Te słowa opadają między nami ciężko. Cofam się, plecami napotykam ścianę.
— Przegraliśmy mecz w zeszłym tygodniu, bo nie mogłem się skupić. Bo od tygodni zachowujesz się jak zimna suka. — Podchodzi bliżej, zawężając moją przestrzeń. — Przez ciebie cierpi cała drużyna.
— To nie mój problem.
— To jest twój problem. — Jego dłoń uderza w ścianę tuż obok mojej głowy. — Pomóż mi się odstresować. Uklęknij, a może w przyszłym tygodniu będę mógł się skoncentrować.
Przez moje ciało przetacza się fala obrzydzenia, gorąca i ostra. — Chyba oszalałeś. Nic dla ciebie nie zrobię.
— Nie? — Wyciąga telefon, a coś w jego wyrazie twarzy sprawia, że krew mi zamarza. — Jesteś tego pewna?
Ekran się rozświetla. Na wyświetlaczu zamrożona klatka, a ziemia usuwa mi się spod nóg.
Moja twarz. Zaczerwieniona. Zamknięte oczy. Leżę pod nim tylko w bieliźnie, bezbronna, ufna i tak żałośnie pełna nadziei. Ta noc, kiedy prawie oddałam mu wszystko.
— Pamiętasz to? — Jego kciuk zawisa nad przyciskiem „play”. — Każde słowo, które szeptałaś, jak bardzo chcesz, żebym był twoim pierwszym. Jak to miało być wyjątkowe. Jak bardzo mnie kochałaś.
Moje płuca odmawiają współpracy.
— Nadal chcesz się ze mną droczyć? — Przesuwa ekran bliżej, zmuszając mnie, bym patrzyła. — Odejdziesz ode mnie teraz, a to trafi do każdego czatu grupowego na uczelni do rana. Do twoich znajomych. Do wykładowców. Wszyscy zobaczą, jak bardzo byłaś zdesperowana. Jak żałośnie błagałaś mnie, żebym odebrał ci dziewictwo.
Wnęka kurczy się. Kąty widzenia zacierają się, gdy przez moje wnętrze przetacza się fala zdrady. Nagrywał wszystko. Każde wyznanie, każdą chwilę słabości — uchwycił to, czekając, by użyć przeciwko mnie.
— Więc tak to będzie wyglądać. — Jego głos robi się znudzony. — Uklękniesz. A jutro uśmiechniesz się do mnie na treningu. Rozumiesz?
Nie mogę oddychać. Nie mogę myśleć. Każda opcja wyparowuje, zostaje tylko zimna betonowa podłoga i chłopak, którego kiedyś kochałam, stojący nade mną, czekający.
Moje kolana się uginają. Podłoga unosi się, by mnie przyjąć.
Nate sięga do pasa, satysfakcja rozlewa się po jego twarzy.
Moja głowa gwałtownie odwraca się w stronę dźwięku. Nate zamiera, jego spojrzenie ucieka poza moje ramię w ciemność korytarza.
Kroki. Ciężkie. Celowe. Każdy odbija się echem od ścian, zbliżając się. Świetlówki migają, rzucając cienie tańczące po podłodze. Puls bije mi tak mocno, że czuję go w skroniach.
Ktoś nadchodzi.
Kroki milkną. Cisza opada z hukiem. Wtedy głos rozcina spokój, głęboki i zimny, jakby temperatura spadła o dziesięć stopni.
— Radziłbym bardzo dobrze przemyśleć następny ruch.
Z twarzy Nate'a odpływa krew.
Odwracam się, by zobaczyć mężczyznę wypełniającego korytarz. Wysoki, barczysty, około trzydziestki, z ciemnymi włosami i oczami, które już wyliczyły, jak bardzo mogą zranić. Nawet na mnie nie patrzy. Całą uwagę skupia na Nate'cie.
— Kim ty, do cholery, jesteś? — głos Nate'a się łamie.
— Masz trzy sekundy, żeby się od niej odsunąć. Potem przestaję być uprzejmy.
— To nie twoja sprawa—
— Dwa.
To jedno słowo waży więcej niż cios. Wystarcza jeden krok, by Nate cofnął się potykając, mamrocząc coś o tym, że to się nie skończyło, i zniknął w cieniu.
Nieznajomy kieruje te groźne oczy na mnie, wciąż skuloną na zimnej podłodze.
— Jesteś już bezpieczna.
Ale klęcząc tu, patrząc w górę na mężczyznę, który właśnie zobaczył najupokarzającą chwilę mojego życia, nie czuję się bezpiecznie. Czuję, jakbym zamieniła jednego diabła na drugiego, którego jeszcze nie rozumiem.

Guarding the Virgin
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101