

Opis
Serena to dobra dziewczyna, ktora wczesnie nauczyla sie, jak przetrwac strate: matke zabrana przez raka, ojca, ktory za szybko poszedl dalej, i dom, ktory przestal byc bezpieczny. Caleb to chlopak, z ktorym sie wychowywala i przed ktorym nauczyla sie odczuwac lek - okrutne slowa, przemyslane upokorzenia, reputacja zbudowana na lamaniu zasad i ludzi. Zmuszeni przez rodzine i okolicznosci, by krazyc wokol siebie, ostrza sie nawzajem na wrogow... nawet jesli cos mrocznego i niewypowiedzianego czai sie miedzy nimi. Zaloba tworzy szczeliny, przez ktore przesaczaja sie sekrety. Starannie kontrolowany swiat Sereny peka pod naporem ciaglej bliskosci, nekania udajacego przekomarzanie i chlopaka, ktory dotyka wszystkich, ale patrzy na nia, jakby byla zakazana. Caleb nosi maske hulaki, bo to latwiejsze niz zmierzenie sie z przemoca, przed ktora uciekl jako dziecko, latwiejsze niz uwierzenie, ze moze byc kims innym niz zlamanym czlowiekiem. Ona jest dziewica, ktora powinna wiedziec lepiej. On jest zlym chlopakiem, ktory nie zasluguje na odkupienie. A jednak nienawisc staje sie intymna, przyciaganie niebezpieczne, a pragnienie, by go naprawic, jest rownie lekkomyslne, co nieodparte.
Rozdział 1
May 4, 2026
* Rok temu *
POV Serena
Lato przed ostatnim rokiem w liceum miało należeć do mnie—stosy książek do SAT na moim biurku, eseje na studia czekające na napisanie, przyszłość, którą wciąż mogę ukształtować własnymi rękami.
Zamiast tego błąkam się po opuszczonych korytarzach Westmont Prep, szukając jedynej osoby na tej planecie, przez którą mam ochotę popełnić przestępstwo.
Twoja matka prosi cię o jedną przysługę, Serena. Jedną.
Catherine nie może się dodzwonić do swojego ukochanego syna. Trening lacrosse skończył się godzinę temu, ale Caleb nie odbiera telefonu. I jakoś, jakoś , to jest mój problem.
Nasi rodzice są nierozłączni od dzieciństwa. Catherine jest moją matką chrzestną. Mój dziadek prowadził ją do ołtarza, kiedy jej własny ojciec odmówił przyjścia.
Wychowywali nas razem, przekonani, że będziemy tak samo blisko, jak oni.
Nigdy nie zauważyli, kiedy wszystko się popsuło.
Mijam gablotę z pucharami, gdzie zdjęcie Caleba z lacrosse stoi na środku, ten wkurzający uśmieszek zachowany za szkłem. Sześć lat okrucieństwa ukrytego za uśmiechami przy rodzinnym stole.
"Co jest, księżniczko? Pójdziesz się poskarżyć mamusi? Och, czekaj, ona jest..."
Drzwi do męskiej szatni są uchylone. Wydobywa się z nich para, niosąc zapach mydła i coś nieodparcie intymnego.
Słyszę kobiecy jęk, zanim cokolwiek zobaczę.
Mokry dźwięk spotykających się ust i skóry odbija się echem od kafelkowych ścian. Niski, męski śmiech, który rozpoznaję natychmiast, dźwięk wwierca mi się pod skórę i osiada tam, gdzie absolutnie nie powinien.
Odwróć się, Serena. Napisz Catherine, że go nie znalazłaś. Odejdź.
Ale moje nogi niosą mnie dalej i przez szparę w drzwiach widzę ich.
Jade Richards siedzi na brzegu umywalki, jej koszulka do siatkówki podciągnięta tak, że widać płaski brzuch i wielkie cycki. Nogi oplatają mu talię, kostki skrzyżowane na jego plecach, przyciągając go bliżej.
A Caleb... właśnie tam. Stoi między jej udami, mając na sobie tylko ręcznik, który niebezpiecznie nisko opada na biodrach.
Woda wciąż przylega do jego ramion, łapiąc światło jarzeniówek, zamieniając jego skórę w coś, co powinno być w muzeum, a nie w szkolnej szatni. Mięśnie na plecach napinają się, gdy się porusza, i nienawidzę— nienawidzę —tego, że aż zasycha mi w ustach na ten widok.
Jego dłoń obejmuje tył jej szyi z tą zaborczą delikatnością, która nie powinna istnieć u kogoś, kto przez sześć lat zmieniał moje życie w piekło.
Jego usta suną w dół jej gardła, powoli i celowo, jakby delektował się każdym centymetrem.
"Caleb, ktoś może wejść."
"Mam to gdzieś." Nie przestaje. Zęby muskają jej obojczyk i dziewczyna wzdycha, palce zaciskają się na jego nagich ramionach. "Niech patrzą."
Druga ręka sunie po jej udzie, znika pod jej szortami. Cokolwiek robi, sprawia, że Jade wygina się w łuk od lustra, a z ust wydobywa się dźwięk czystego, niepowstrzymanego pożądania.
Powinnam wyjść. Naprawdę powinnam, bez dwóch zdań.
Zamiast tego stoję jak idiotka, a przez moje ciało przechodzą fale gorąca. Najpierw twarz, potem klatka piersiowa, potem niżej, aż osiada między udami z pulsowaniem, od którego mam ochotę umrzeć ze wstydu.
To obrzydliwe. On jest obrzydliwy. Nienawidzisz go.
To Caleb Thornton. Ten sam dupek, który przykleił mi gumę do włosów w pierwszej klasie liceum. Który rozpowiadał, że wypycham stanik. Który zrobił ten okropny żart o mojej mamie na imprezie u Dereka.
Ale moje ciało najwyraźniej ma gdzieś naszą historię, za bardzo skupione na tym, jak jego biodra kołyszą się do przodu, wciskając ją mocniej w umywalkę. Dźwięk, który z siebie wydaje—surowy i rozpaczliwy—coś we mnie ściska.
To tak to wygląda? Być tak pożądaną? Mieć kogoś, kto patrzy na ciebie tak, jakbyś była jedyną ważną osobą na świecie?
Ta myśl to zdrada, więc ją tłumię. Akurat wtedy moje ramię uderza w framugę drzwi. Dźwięk jest cichy, ale w tej gęstej ciszy między ich westchnieniami rozbrzmiewa wyraźnie.
Caleb odwraca głowę w stronę drzwi.
Rusz się. Teraz!
Wpadam do środka, zanim mózg nadąży, pozwalam drzwiom rozsunąć się szeroko, zmuszam się do irytacji zamiast gorącego wstydu, który wpełza mi do gardła.
"Twoja matka dzwoni do ciebie od godziny, palancie." Mój głos brzmi płasko, pewnie. Cud. "Nasi rodzice chcą nas oboje dziś na kolacji u mnie. Podobno to coś ważnego."
Jade zeskakuje z umywalki, gwałtownie naciąga koszulkę, jej twarz płonie purpurą. Ale Caleb się nie rusza. Opiera się o kafelkową ścianę, ramiona skrzyżowane na nagiej piersi, patrzy na mnie.
Jego oczy wędrują po mojej twarzy—rumieńca, którego nie potrafię ukryć, szybko bijącego pulsu na szyi. Powoli uśmiech rozciąga się na jego ustach.
"Podoba ci się widok, księżniczko?" Jego głos jest ochrypły, niższy niż zwykle.
"Ja nie—" Zaprzeczenie zamiera mi w gardle, bo oboje wiemy, że to kłamstwo.
Jade chwyta swoją torbę. "Muszę iść. Trener mnie zabije, jeśli się spóźnię."
Mija mnie z wymownym spojrzeniem— przyłapałam cię —i drzwi zamykają się za nią, zostawiając mnie samą z Calebem i całym tym parującym powietrzem, przez które wszystko wydaje się zbyt bliskie, zbyt ciepłe, zbyt intensywne.
"Mogłaś napisać smsa," mówi, odpychając się od ściany.
"Catherine poprosiła, żebym cię znalazła. Znalazłam. Przekazałam wiadomość."
"Tak to nazywasz?" Robi krok w moją stronę. "Bo wyglądało na to, że patrzyłaś."
"Wystarczająco długo, żeby się zniesmaczyć."
"Zniesmaczona." Jego śmiech jest niski i mroczny. "Jasne."
Kolejny krok w moją stronę. Teraz jest już tak blisko, że widzę krople wody spływające po jego piersi.
"Więc czemu jeszcze tu jesteś, Lakin?"
Bo moje stopy się nie ruszają.
Bo jakaś złamana, zdradziecka część mnie chce wiedzieć, jakby to było, gdyby spojrzał na mnie tak, jak na nią. Chce poczuć, jakby to było, gdyby był przyciśnięty…
"Wychodzę. Nie spóźnij się na kolację."
"Podwiozę cię."
"Mam rower. Nadal nie mam ochoty siadać na jakieś zużyte prezerwatywy w twoim samochodzie."
"Jak chcesz, księżniczko."
Świeże powietrze i ruch, Serena. Dobre dla ciała, dobre dla duszy.
Głos mojej mamy pojawia się bez ostrzeżenia—tak, jak to mówiła, gdy wsiadała na rower, nawet podczas chemii, gdy ledwo mogła ustać na nogach.
Wybiegam za drzwi, zanim zdąży zobaczyć, jakie uczucie pojawiło się na mojej twarzy. Droga do domu zajmuje dwadzieścia trzy minuty. Kiedy podjeżdżam pod podjazd, samochód Caleba już tam stoi.
Kolacja mija w rozmazanej plamie rozmów o niczym i wymuszonych uśmiechów, ale dziś wieczorem coś jest inaczej. Catherine ciągle dotyka ramienia mojego ojca—nie są to już pocieszające gesty przyjaciela w żałobie. Te dotknięcia trwają dłużej.
A on pochyla się w jej dłoń w sposób, który sprawia, że mój żołądek się kurczy.
Spędzają ze sobą tyle czasu, odkąd mama umarła. Odkąd ojciec Caleba zniknął z każdym dolarem, jaki mieli Thorntonowie.
Myślałam, że po prostu się wspierają po katastrofie. Ale patrząc na nich teraz, dostrzegam to, czego nie widziałam przez łzy. Sposób, w jaki ich spojrzenia spotykają się nad stołem i trwają o sekundę za długo, niosąc rozmowę, do której nie jestem zaproszona.
Kiedy naczynia są posprzątane, nikt się nie rusza, by wyjść.
Mój ojciec poprawia zegarek. Raz. Dwa. Trzy razy.
Robi to tylko wtedy, gdy jest zdenerwowany.
"Dzieci, Catherine i ja właściwie chcemy wam coś powiedzieć." Chrząka. "W ostatnich miesiącach spędzaliśmy razem dużo czasu i zrozumieliśmy, że nasze uczucia… się rozwinęły."
Catherine sięga po jego dłoń. Jej oczy błyszczą czymś, co wygląda przerażająco jak radość.
Nie… Niemożliwe.
"Więc postanowiliśmy się pobrać," mówi mój ojciec.
Mój żołądek wywraca się tak gwałtownie, że chwytam się krawędzi stołu.
Catherine—ciocia Cat—która przynosiła zapiekanki podczas tygodni chemii i tuliła mnie, gdy szlochałam na pogrzebie. Która była najlepszą przyjaciółką mojej mamy przez trzydzieści lat. Która teraz siedzi tutaj, na miejscu mojej mamy, z pierścionkiem zaręczynowym, który właśnie zauważyłam.
Minęło zaledwie sześć miesięcy.
Sześć miesięcy od pochówku mamy, a mój ojciec już…
Nie. Zasługuje na szczęście. Catherine jest cudowna. Mama by tego chciała—
Ale mamy tu nie ma, żeby czegoś chcieć, prawda?
"Znaleźliśmy nowy dom," kontynuuje ojciec. "Neutralny teren dla wszystkich. Nowy początek i wystarczająco duży dla wszystkich."
Po drugiej stronie stołu wyraz twarzy Caleba jest nie do odczytania. Ma zaciśniętą szczękę, ale nic nie mówi.
"Pokoje dzieci są na tym samym piętrze," dodaje Catherine. "A Serena, twój pokój łączy się z pokojem Caleba przez łazienkę Jack-and-Jill. Fajnie, prawda?"
Moje oczy natychmiast szukają wzroku Caleba. Przez ułamek sekundy dzielimy coś, co mogłoby być wspólną grozą.
"No dalej, będzie fajnie," uśmiecha się ojciec. "W końcu będziecie mieli okazję zostać prawdziwą rodziną."
Słowo rodzina spada między nas niczym bomba, a usta Caleba wykrzywiają się w uśmiechu, który obiecuje tylko detonację.
Moja życiowa, skrywana miłość już wkrótce zostanie moim przyrodnim bratem.
Tak, tato. Naprawdę zajebiście fajnie.

Hate Me Like You Love Me
120 Rozdziały
120
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101