

Opis
W Krolewskiej Akademii, Lady Helena Ashbourne jest wysmiewana z powodu swoich kraglosci, zdradzona przez swoja idealna siostre i okrzyknieta Brzydka Ashbourne przez dwor pieknych potworow. Nikt nie jest bardziej okrutny niz Ksiaze Henry - smiertelnie niebezpieczny, zloty i opetany pragnieniem zniszczenia jej. "Chce cie zdobyc," szepcze, "publicznie. Calkowicie." Zlaczeni jako kochankowie w najbardziej obserwowanym spektaklu krolestwa, ich wojna staje sie przewrotna. Nienawisc miedzy nimi przeradza sie w cos mroczniejszego, bardziej glodnego. "Wciaz ploniesz dla mezczyzny, ktory uwaza cie za odrazajaca," szydzi. Ale za jego okrucienstwem kryje sie cos jeszcze. "Jestes jedyna osoba, ktora patrzy na mnie, jakbym wciaz byl czlowiekiem." Z kazda kwestia, kazdym tancem, kazdym brutalnym pocalunkiem, ktory prawie sie wydarza, Helena przestaje sie ukrywac. "Zniszczenie i zbawienie czesto nosza te sama twarz," mowi mu. To nie jest bajka. To historia wrogow stajacych sie kochankami - z korona, scena i bez litosci.
Rozdział 1
Aug 14, 2025
"Mam propozycję", mówi nagle Henry.
"Twoje ostatnie poszły tak dobrze".
"Ta jest inna". Prostuje się, tracąc nieco pijackiego rozluźnienia w postawie. "Przyjdź na królewski bal".
Mrugam na niego. "I tak planowałam przyjść".
"Nie jako szara myszka. Nie chowając się po kątach. Przyjdź jakbyś była tu u siebie".
"Dlaczego?"
"Bo chcę z tobą zatańczyć". Słowa wychodzą szorstko, desperacko. "Na oczach wszystkich. Przed nimi wszystkimi".
Ściska mi się gardło. "Chcesz ze mną zatańczyć?"
"Chcę cię uznać za swoją". Jego głos opada do ledwie szeptu. "Publicznie. Całkowicie. Chcę, żeby każda osoba na tej sali wiedziała, że jesteś moja".
"Nie należę do nikogo".
"Nie", przyznaje z uśmiechem ostrym jak ostrze. "Ale mogłabyś być moja. Gdybyś chciała".
***
Miesiąc wcześniej
"Przestań natychmiast szarpać te rękawy!" Głos Mamy trzaska jak bat w powozie. "Wyglądasz jak pospolita pomywaczka, nie jak dama zmierzająca do Królewskiej Akademii!"
Odrywam ręce od przeklętego mundurka, ale szkoda już została wyrządzona. Materiał napina się na moich ramionach, piersiach, wszędzie tam, gdzie ta nieszczęsna sukienka nigdy nie była przeznaczona dla dziewczyny o moich... proporcjach.
"Mamo, co jeśli tu nie pasuję?" Słowa wypadają, zanim zdążę je powstrzymać. "Co jeśli-"
"Nonsens!" Zatrzaskuje wachlarz z furią. "Mirelle zapewniła nas, że będziesz się rozwijać. Teraz przestań ten nieprzystojny pokaz nerwów!"
Ale ostatni list Mirelle pali mnie w pamięci: "Życie w Akademii trzyma mnie w zajęciu. Ale do zobaczenia wkrótce, kaczuszko". Zimny. Zdystansowany. Nic jak starsza siostra, która kiedyś szeptała mi sekrety do ucha.
Marmurowe korytarze Akademii rozciągają się przede mną jak katedra osądu. Każdy portret pokazuje tę samą perfekcję - wiotkie szyje, ostre kości policzkowe, talie, które mogłyby pęknąć przy silnym wietrze. Przechodzę obok nich ciężko, moje kroki odbijają się echem jak grzmot.
"Lady Heleno?"
Obracam się gwałtownie. Przede mną stoi bogini wyrzeźbiona z księżycowego światła i złośliwości - złote włosy upięte do perfekcji, sylwetka tak wątła, że mogłaby odlecieć z podmuchem wiatru, oczy jak zimowy lód.
"Jestem Panna Callisandra Vale", mruczy, jej dygnięcie to arcydzieło wdzięku. "Calla dla moich najdroższych przyjaciół. Którą ty naturalnie będziesz, jako... towarzyszka Mirelle".
Pauza przed słowem 'towarzyszka' przecina mnie na wskroś.
"Gdzie jest Mirelle?" żądam, desperacja przebija się przez mój głos. "Muszę ją natychmiast zobaczyć!"
Śmiech Calli dzwoni jak tłuczone szkło. "Och, słodkie dziecko. Najpierw musisz wziąć udział w naszej świętej tradycji - oczyszczającej kąpieli w komnatach uzdrawiających".
Jej spojrzenie pożera moją sylwetkę jak drapieżnik oceniający ranną ofiarę. "Wody czynią cuda dla tych, którzy... wymagają transformacji".
Moje policzki płoną. "Nie rozumiem-"
"Oczywiście, że nie rozumiesz", przerywa, jej ramię wślizguje się pod moje z wężową gracją. "Ale zaufaj mi, kochanie. Potrzebujesz tego bardziej niż większość".
Drzwi komnaty zamykają się za mną z ostatecznością grobowca. Para unosi się z marmurowego basenu, ciężka od lawendy i kłamstw. Uśmiech Calli błyszczy jak ostrze.
"Weź tyle czasu, ile potrzebujesz", mówi, jej głos ociekający fałszywą słodyczą. "Z pewnością na to zasługujesz".
Woda parzy moją skórę, gdy się w nią zanurzam, ale witam ten ból. Może wypali wstyd, pewność, że tu nie pasuję, że ja-
ŁUP!
Drzwi wybuchają otwarciem. Męskie głosy huczą przez komnatę, śmiech odbija się od marmurowych ścian jak wycie wilków.
"No, no. Cóż za urocze stworzenie odkryliśmy?"
Książę Henry z Ildareth wyłania się z pary. Jego nagi tors jest wilgotny, mięśnie zarysowane, a skóra złota od słońca. Ręcznik wisi nisko na jego biodrach. Odwracam wzrok, po czym mimo woli zerkam z powrotem. Rozpoznaję go natychmiast - jego twarz jest wszędzie w akademii. Jego zdjęcie jest na połowie plakatów w częściach wspólnych, i ludzie nie przestają o nim mówić. Za nim, jego grupa szlacheckich przyjaciół - jego "wataha", jak niektórzy ich nazywają - wydaje się równie rozbawiona moją reakcją jak on prawdopodobnie jest.
Moje serce wali o żebra, gdy uświadamiam sobie własny stan rozebrania. Woda ledwo zakrywa moje piersi, i jestem boleśnie świadoma, jak moje krągłości muszą wyglądać pod jego kalkulującym spojrzeniem. Rzucam się po ręcznik, woda gwałtownie się przelewa, ale jest tuż poza zasięgiem.
"Wasza Wysokość! Ja- to jest-" Mój głos łamie się jak u nastolatki.
"Pułapka?" Jego głos przecina moje jąkanie jak miecz przez jedwab. Jego oczy - ciemne jak północ i dwa razy bardziej niebezpieczne - przesuwają się po mojej odsłoniętej sylwetce z chirurgiczną precyzją. Zauważam subtelne rozszerzenie jego źrenic, prawie niezauważalne zaciśnięcie szczęki. "Oczywiście, że tak. Bez wątpienia dzieło Calli".
Gorąco zalewa moje policzki, gdy w końcu chwytam ręcznik, owijając się nim. Ale szkoda została już wyrządzona - widziałam, jak jego spojrzenie zatrzymało się na moich pełnych biodrach, hojnej krzywiźnie mojej talii. I co bardziej niepokojące, poczułam zdradziecki odzew mojego ciała na jego uwagę.
"Więc to jest ta nowa dziewczyna", mówi, wystarczająco głośno, by wszyscy słyszeli. "Nikt ci nie powiedział, że jest dress code?"
Śmiech rozchodzi się po pomieszczeniu.
Podchodzi bliżej, nonszalancko, jakby tylko prowadził rozmowę. "Naprawdę przyjmują teraz każdego, co?"
Wzdragam się, ale nie odwracam wzroku.
"Lepiej trzymaj się płytkiego końca", dodaje, głos ma teraz niższy. "Nie wyglądasz, jakbyś umiała pływać".
Komnata wybucha okrutnym śmiechem. Każdy dźwięk obdziera mnie żywcem.
"Widziałem stworzenia morskie z większą elegancją", kontynuuje Henry, jego słowa ścigają mnie, gdy potykam się w kierunku drzwi. "Może powinnaś wrócić do jakichkolwiek mętnych głębin, które cię wydały".
Wypadam na korytarz akademika, moje mokre ślady znaczą moje upokorzenie na nieskazitelnym marmurze. Łzy mnie oślepiają, ale przez mgłę widzę ją.
Mirelle.
Moja najdroższa siostra stoi na końcu korytarza, otoczona kręgiem doskonałych piękności Akademii. Szepczą i chichoczą jak spiskowcy, ich oczy śledzą moją ociekającą, zawstydzoną postać.
"Mirelle!" wołam, mój głos łamie się z desperackiej nadziei. "Mirelle, proszę!"
Obraca się. Nasze oczy spotykają się przez dystans.
Przez jedno uderzenie serca widzę dziewczynę, która kiedyś nazywała mnie swoją kaczuszką, która przysięgała, że razem podbijem świat.
Potem unosi podbródek, jej doskonałe rysy twardnieją w marmur.
"Jestem strasznie przykro", woła, jej głos niesie się do każdego ucha w korytarzu. "Ale nie sądzę, żebyśmy zostały właściwie przedstawione".
Słowa uderzają mnie jak fizyczny cios. Krąg piękności wybucha perlistym śmiechem.
"Mirelle, nie możesz mieć na myśli-"
"Obawiam się, że myli mnie pani z kimś innym", kontynuuje, jej głos staje się silniejszy, pewniejszy. "Jestem Panna Mirelle Ashbourne z Surrey Ashbournów. Być może szuka pani kogoś z... prowincjonalnych rodzin?"
Zdrada zalewa mnie jak fala przypływu. Nie pułapka Calli. Nie okrucieństwo Henry'ego. Ale to. Ta publiczna egzekucja naszej przyjaźni, wykonana dla widowni żmij.
"Obiecałaś", szepczę, słowa wyrwane z gardła. "Przysięgłaś, że mnie ochronisz".
Uśmiech Mirelle jest ostry jak zima. "Obawiam się, że pomyliła pani uprzejmość z czymś znaczącym. Choć mam nadzieję, że znajdzie pani... zakwaterowanie odpowiednie dla swoich szczególnych potrzeb".
Odwraca się, jej uczennice podążają za nią jak stado dobrze ubranych wilków. Ich śmiech odbija się echem przez korytarz, każda nuta jest sztyletem w moim sercu.
Stoję sama w marmurowym korytarzu, woda kapie z mojej zrujnowanej postaci, ciężar setki obserwujących oczu przygniata jak kamienie. Złote portrety Akademii zdają się drwić ze mnie ze swoich ram, ich malowana perfekcja jest okrutnym przypomnieniem wszystkiego, czym nigdy nie będę.
W tej chwili rozumiem prawdę, która narastała, odkąd po raz pierwszy postawiłam stopę w tym miejscu pięknych okrucieństw:
Nie jestem tu, by stać się damą.
Jestem tu, by zostać zniszczona.

Hate That I Want You
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101