

Opis
Renee Pasquier jest ghostwriterka wlasnego zycia, ukrytym geniuszem stojacym za globalnym imperium winiarskim, podczas gdy jej przemocowy maz kradnie blask reflektorow i przypisuje sobie jej osiagniecia. Kiedy publiczna zdrada oddaje jej dziedzictwo w rece rywala, Renee przygotowuje smiala ucieczke, szukajac schronienia w jedynym miejscu, gdzie jej maz nigdy by jej nie szukal: na podupadajacym majatku Estienne'a Cote. Byl chlopcem, ktory zdobyl jej serce podczas jednego przelomowego lata dwadziescia lat temu, zanim zgorzkniala rodzinna wasn rozdzielila ich na dlugie lata. Gdy miedzy nimi na nowo zapala sie nieodparty plomien, Renee musi podazyc zdradliwa sciezka odkupienia i ryzyka: czy zdola odzyskac swoje dziedzictwo, nie niszczac jedynego mezczyzny, ktory naprawde ja dostrzega, czy tez jej przeszlosc z Pasquierami zatruje ich szanse na nowe, wspolne wino?
Rozdział 1
Apr 9, 2026
POV Renée
„Château Margaux stawia się po lewej, nie po prawej. Chyba że chcesz, żeby nasi goście pomyśleli, że do ryby podajemy bordeaux jak barbarzyńcy.”
Kelner zastyga w pół kroku, butelka przyciśnięta do piersi niczym tarcza. Nie czekam na jego reakcję. Dziś nie ma czasu na trzymanie za rękę — nie wtedy, gdy wszystko, co budowałam przez ostatnie cztery lata, ma zostać uczczone pod czyimś innym nazwiskiem.
„I te hortensje proszę przesunąć o piętnaście centymetrów w lewo” — wołam do florystki układającej kompozycję na środku stołu. „Zasłaniają widok na ekspozycję nagród.”
Szybko kiwa głową, już poprawiając ustawienie.
Sierpniowy upał napiera na okna wielkiej sali posiadłości, gęsty i nieustępliwy. Przypomina mi inny sierpień, sprzed dwudziestu lat — ostatni raz, kiedy pamiętam, że byłam szczęśliwa.
Miałam dziesięć lat. Rzędy winorośli ciągnęły się bez końca, zielone i świeże, a ja biegałam między nimi boso, ziemia wciskała się między palce, a dziadek udawał, że tego nie widzi.
To był ten sam rok, w którym poznałam chłopca z sąsiedniej posiadłości — tego z dzikimi, ciemnymi włosami i śmiechem, od którego przewracało mi się w żołądku w sposób, którego jeszcze nie rozumiałam. Miał na imię Estienne.
„Źle trzymasz winogrono” — powiedział wtedy, z teatralnym zniecierpliwieniem wyjmując je z moich palców. „Najpierw musisz poczuć skórkę. O, tak.” Delikatnie przycisnął mój kciuk do owocu. „Jeśli ugina się za bardzo, jest przejrzałe. Jeśli nie ugina się wcale, potrzebuje jeszcze czasu.”
„Skąd tyle wiesz?” — spytałam, naprawdę oczarowana.
Wzruszył ramionami, jakby świat nigdy nie dał mu powodu, by w siebie wątpić. „Dziadek mówi, że wino to cierpliwość. Nie można go poganiać, nie można go zmusić. Trzeba tylko uważnie patrzeć.”
Ja patrzyłam na niego. Na to, jak jego niebieskie oczy mrużyły się od słońca. Na smugę ziemi na kości policzkowej. Na to, jak ostrożnie obchodził się z każdym gronem, jakby każde miało znaczenie.
Był piękny. Był piękny, a ja byłam za młoda, żeby wiedzieć, co to znaczy.
Dziadek przyłapał nas trzy tygodnie później. Pamiętam to dokładnie — Estienne pokazywał mi, jak przywiązać pęd do palika, jego palce muskały moje, prowadząc sznurek, i wtedy usłyszałam chrzęst butów na żwirze za nami.
Nigdy wcześniej nie widziałam takiej twarzy u Grand-père. Żuchwa zaciśnięta, oczy twarde, żyła pulsująca na skroni.
„Idź do domu, chłopcze” — powiedział do Estienne’a.
Estienne spojrzał na mnie tylko raz — zdezorientowany, trochę przestraszony — i wtedy uciekł. Chciałam pobiec za nim. Chciałam zapytać, co się dzieje, dlaczego ręce dziadka się trzęsą, dlaczego powietrze nagle zrobiło się dziesięć stopni chłodniejsze mimo sierpniowego słońca.
„Nie zobaczysz się już z tym chłopcem” — powiedział dziadek, kiedy zostaliśmy sami, a jego głos był ciężki od czegoś, co dziś rozpoznaję jako żal. „Są rzeczy, których nie rozumiesz, mała. Tamta rodzina nie jest naszym przyjacielem.”
„Ale on jest moim przyjacielem” — zaprotestowałam, z łzami spływającymi po twarzy. „On jest moim jedynym przyjacielem.”
Twarz dziadka złagodniała, tylko odrobinę. „To się pożegnaj. Tyle ci dam. Ale po jutrzejszym dniu to koniec.”
Czekałam w naszym miejscu — na starym kamiennym murze, gdzie spotykały się dwie posiadłości — przez pięć godzin następnego dnia. Słońce spaliło mi ramiona na czerwono. On nie przyszedł.
Potem skończyło się lato i nigdy już go nie zobaczyłam.
Czy poznałby mnie teraz?
Pytanie wypływa bez ostrzeżenia, gdy łapię swoje odbicie w wypolerowanej srebrnej tacy.
Nos jest inny, prostszy, bardziej szlachetny — powiedział chirurg, choć oboje wiedzieliśmy, że nie o szlachetność tu chodziło.
Szlachetność nie wyjaśnia, jak pięść mojego męża wbiła się w chrząstkę dwa lata temu, ani wizyty w szpitalu, którą personelowi opisałam jako wypadek podczas jazdy konnej.
Szlachetność nie tłumaczy, czemu opanowałam sztukę podkładu i korektora, ani czemu wiem dokładnie, ile czasu potrzeba, by opuchlizna zeszła.
„Renée.”
Głos męża przerywa wspomnienie. Odwracam się powoli, układając twarz w uprzejmą neutralność.
Frank stoi w drzwiach, jego srebrne włosy ułożone idealnie, garnitur wart więcej, niż większość pracowników tutaj zarabia w miesiąc. Wygląda na człowieka sukcesu, lidera branży, człowieka wizji.
Nie jest żadnym z nich. Ale świat o tym nie wie.
„Rezerwa z 2019,” mówi, a w jego głosie pobrzmiewa ta specyficzna nuta, którą nauczyłam się rozpoznawać. „Ktoś podmienił ją na 2018.”
„To ja,” odpowiadam spokojnie. „2018 ma lepszą strukturę tanin do jagnięciny, którą podajemy. To lepsze połączenie z menu, a krytycy obecni dziś wieczorem zauważą różnicę.”
Mówię łagodnie i ulegle. Tak, jak lubi.
„Powinnam była najpierw się z tobą skonsultować” — dodaję szybko, widząc jak zaciska szczękę. „Przepraszam. Chciałam przewidzieć potrzeby wieczoru, żebyś nie musiał martwić się o szczegóły.”
To właściwe słowa.
Zawsze to właściwe słowa — sprawić, by czuł się decydentem, żebym była tylko pomocną asystentką zarządzającą żmudnymi sprawami poniżej jego godności. Przez lata opanowałam ten scenariusz do perfekcji. Znam każdą kwestię.
Ręka i tak idzie w górę.
Trzask jego dłoni o mój policzek rozbrzmiewa echem po sali. Dwóch kelnerów zastyga. Florystka nagle bardzo skupia się na swoich hortensjach.
Nikt nie mówi nic. Nikt nigdy nie mówi.
To już czwarty raz w tym miesiącu, myślę, czując smak miedzi, gdy zęby rozcinają wnętrze policzka. Trzeci raz przy pracownikach. Przestaje być ostrożny. A może po prostu już mu nie zależy. Może nigdy nie potrzebował powodu.
„Nie będziesz mi się sprzeciwiać w moim własnym domu.” Głos Franka jest cichy, kontrolowany, przeznaczony tylko dla mnie. „Nie będziesz podejmować decyzji bez mojej zgody. I pamiętaj dziś wieczorem o swoim miejscu, gdy będę odbierał tę nagrodę. Czy jestem zrozumiały?”
Twoja nagroda. Za moją pracę.
„Jak kryształ,” szepczę.
„Dobrze.” Poprawia mankiety i już idzie dalej, już układa twarz na wieczór. „Chodź za mną. Musimy omówić rozmieszczenie miejsc przy stole przed przybyciem gości.”
Zmierza do gabinetu, nie patrząc za siebie, oczekując, że pójdę jak dobrze wytresowany pies.
Moje nogi nie ruszają się od razu. Wiedzą coś, co mój umysł dopiero przetwarza — że w gabinecie są drzwi zamykane od środka.
Że „omawianie rozmieszczenia miejsc” nie wymagało nigdy prywatności przez osiem lat małżeństwa. Że policzek nie był karą.
Policzek był rozgrzewką.
Ruszać się, mówię sobie. Jeśli się zawahasz, będzie gorzej. Jeśli uciekniesz, będzie gorzej. Jeśli źle oddychasz, będzie gorzej.
Delikatnie dotykam policzka, oceniając szkody z kliniczną obojętnością, którą nauczyłam się przywoływać. Ciepło rozchodzi się na zewnątrz, co znaczy, że za godzinę pojawią się przebarwienia. Goście przyjeżdżają za dwie.
Najpierw korektor. Potem podkład. Potem puder.
Robiłam to już tyle razy, że rutyna stała się automatyczna. Wiem dokładnie, które kosmetyki kryją zasinienia, które pędzle nie podrażniają skóry, które kąty ukrywają to, czego makijaż nie zakryje.
„Renée.” Jego głos odbija się echem z końca korytarza. Ostrzeżenie.
Dziewięćdziesiąt minut, by doprowadzić się do porządku na przyjęcie świętujące mój sukces, które nigdy nie będzie miało mojego nazwiska.
„O ile za dziewięćdziesiąt minut jeszcze będę w stanie stać” — szepczę do nikogo.

Heiress of Ashes and Grapes
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101