
Opis
Raven Hart, lowczyni nagrod dla Piekla, jest na polowaniu. Z widokiem na swoja zdobycz, uderza w mur, a raczej w bardzo twarda klatke piersiowa olbrzymiego mezczyzny. Moze teraz stracila nagrode, ale jest zwyciezca, gdy przystojniak chce sie z nia zajac fizycznie. Marcus Dionysius, Nefilim pracujacy dla Nieba, ma jedno zadanie - powstrzymac pieknosc z Piekla przed kradzieza dusz przeznaczonych dla wyzszej plaszczyzny. Ale szybko zdaje sobie sprawe, ze spotkal swojego seksualnego partnera. Ona jest dostatecznie niegrzeczna, by kusic jego zmysly, ale jej niewinnosc oznacza, ze nie moze odejsc, kiedy najbardziej go potrzebuje. Pracujac razem, aby odkryc, kto porwal dusze z Nieba, zdaja sobie sprawe, ze prawdziwe niebezpieczenstwo polega na zakochaniu sie.
Rozdział 1
Mar 31, 2025
Rozdział Pierwszy
Mężczyźni obserwowali ją, gdy przemykała przez hotelowe lobby. Raven Hart wiedziała, że choć przyglądali się jej, zapamiętają jedynie buty jak u prostytutki, obcisłą sukienkę podkreślającą jej kształtne ciało, burzę rudych loków i szkarłatne usta, ale nigdy nie byliby w stanie jej zidentyfikować.
Sztuczki zawodowe.
Zatrzymała się w wejściu do ultranowoczesnego baru. Szklane ściany, niskie skórzane fotele i wypolerowane chromowane stoliki nadawały pomieszczeniu zimną atmosferę, której pragnęła wyrafinowana klientela hotelu. Nie należała do nich, czując się bardziej swojsko w osiedlowym barze z niedopasowanymi krzesłami i zużytymi drewnianymi stołami, ale wykonywała swoją pracę tam, gdzie było trzeba.
Podeszła nonszalancko do baru, zamówiła colę bez lodu i wsunęła się na wysoki stołek, gdy barman postawił przed nią napój. Mieszając drink słomką, czekała na swoją ofiarę. Obserwując różne grupy ludzi śmiejących się i udających zainteresowanie rozmowami, westchnęła. Raven nigdy nie lubiła imprezowych tłumów, preferując zagłębić się w dobrej książce z kieliszkiem ulubionego trunku.
Rozejrzała się po barze, upewniła się, że nikt nie patrzy, otworzyła torebkę i wyjęła piersiówkę. Odkręcając ją, wlała szalej do swojej szklanki. Po zabezpieczeniu srebrnej butelki z nektarem w torebce, upiła łyk ulepszonego napoju. Cierpki smak podrażnił jej kubki smakowe. Szalej zabijał ludzi, ale był nektarem arcydemonów i jako sukkub nie mogła bez niego żyć.
Ogromny mężczyzna schylił się, wchodząc do baru, zatrzymał się, zdjął okulary przeciwsłoneczne, wsunął je do kieszeni marynarki i poczekał, aż jego oczy przyzwyczają się do przyciemnionego światła. Rozejrzał się po barze, po czym wybrał swoją drogę. Trzymając głowę wysoko i omiatając wzrokiem ludzi, unikał kontaktu wzrokowego z kimkolwiek.
Obserwowała go. Niewątpliwy prąd elektryczności przepływał przez jego ciało. Zatrzymując się obok niej, przyćmiewał jej drobną sylwetkę kolosalnym wzrostem, muskularną budową widoczną przez garnitur i aurą pewności siebie, która sprawiała, że wszyscy w barze go zauważyli. Dał znak barmanowi o single malt whisky, bez dodatków.
Gdy drink się pojawił, objął szklankę swoimi ogromnymi dłońmi, skinął jej głową i upił łyk złotego płynu. Czysta ekstaza odmalowała się na jego twarzy. "Czekasz na kogoś wyjątkowego?"
Raven próbowała walczyć z przyciąganiem iskrzącym między nimi i gromadzącym się między jej nogami. "Każdy jest wyjątkowy."
Uśmiech wypełzł na jego pełne usta, a w oczach koloru mokki zabłysło rozbawienie. "Chyba tak." Wziął kolejny łyk.
Lustrując go od stóp do głów, zapytała: "Jaki jesteś wysoki?"
Spojrzał na nią oczami ministranta, a jego uśmiech się poszerzył. "Dwa dwadzieścia pięć, mniej więcej."
Wodząc opuszkami palców po krawędzi szklanki, jeszcze raz go obejrzała i zdecydowała, że było to raczej więcej niż mniej. Gdyby nie wiedziała lepiej, pomyślałaby, że jest nieśmiertelny, ale zwykle potrafiła ich wyczuć. Każdy nieśmiertelny miał wokół siebie unikalną aurę, charakterystyczny ślad, niezależnie czy był fae, zmiennokształtnym czy nieumarłym.
Powstrzymując się przed przesunięciem dłońmi po jego umięśnionych ramionach poprzez chwycenie swojego drinka i zamieszanie płynu, zapytała: "Grasz w koszykówkę?"
Uśmiechnął się. Pewny afrodyzjak dla każdej kobiety. "Coś w tym rodzaju." Jego oczy koloru gorącej czekolady pociemniały. "Wiesz, jestem nowy w mieście i miałem nadzieję, że mogłabyś mnie oprowadzić."
Tłumiąc śmiech, Raven wzięła kolejny łyk swojego drinka. Jak wszyscy mężczyźni, chciał seksu i, będąc sukkubem, spodziewała się nieuchronnego podrywu. Czego się nie spodziewała, to swojego pociągu do niego. "Oprowadzić gdzie?"
Zaśmiał się, a ona wraz z nim. "Gdzie tylko zechcesz."
Jego surowy, seksualny urok otaczał ją, a myśl o jego wielkim członku wbijającym się w jej łono sprawiła, że jej puls przyspieszył, ale miała zdobycz do złapania, a praca zawsze była na pierwszym miejscu. Gdy jej cel się pojawi, musiała być gotowa do ataku. Raven chwyciła swoją colę. "Wrócę do ciebie w tej sprawie." Przeszła do stolika w rogu i ustawiła się tak, by móc wypatrywać swojej ofiary.
Wyczuwając żar męskiego spojrzenia, Raven wiedziała, że olbrzym nie spuszczał z niej wzroku. Szkoda dla niego, ale nie miała zamiaru być jego kolejnym podbojem, którym mógłby się chwalić kolegom z drużyny w szatni.
Wyjmując małą piersiówkę z torebki, dolała więcej szaleju do swojego drinka. Według jej informacji, cel powinien już tu być. Spojrzała na telefon, ale nie otrzymała żadnych nowych wiadomości.
Wokalistka jazzowa weszła do środka i położyła nuty na pianinie. Zdjęła szal, wyciągnęła butelkę wody ze swojej torby i uśmiechnęła się do nielicznej publiczności. Podeszła do baru, zamówiła drinka, obejrzała olbrzyma od stóp do głów, odwzajemniając jego spojrzenie, po czym wróciła do pianina.
Ruch w drzwiach przykuł uwagę Raven. Jej ofiara, senator, z zaledwie jednym człowiekiem obstawy, wszedł do baru, jakby próbował zachować dyskrecję. Podeszli do stolika w głębi i usiedli. Senator przyjrzał się wokalistce jazzowej, trącając łokciem swojego kumpla przy jakimś wspólnym żarcie, po czym kontynuował lustrowanie sali.
Raven wstała, spojrzała senatorowi w oczy, a potem się uśmiechnęła.
Jego zamglone pożądaniem oczy przesunęły się po jej ciele, więc wypchnęła piersi i uniosła palec do ust. Nie rozumiała, dlaczego śmiertelni mężczyźni uważali ssanie palca za podniecające, ale zawsze działało.
Jej ofiara pożerała ją wzrokiem. Nie podniecało jej to, nie tak jak wcześniej z olbrzymem. Po prostu koncentrowała się na dokończeniu zadania, nic więcej.
Według jego biografii, platforma senatora opierała się na wierze i rodzinie. A jednak był tu, polując na seks. I za to słono zapłaci.
Ruszyła w jego kierunku, wiedząc, że jej obcisła, czerwona sukienka utrzyma jego uwagę skupioną na niej. Uśmiechając się, przypomniała sobie grzechy, które zapamiętała z jego akt. Pożądanie, pycha, obżarstwo i chciwość - cztery z siedmiu grzechów głównych oznaczały, że trafił na jej listę.
Raven wsunęła się na puste miejsce obok senatora. Utrzymując miękki ton głosu, powiedziała: "Hej."
Spojrzał na swojego przyjaciela siedzącego obok, głupawy uśmieszek na jego twarzy sprawił, że pomyślała, jakby właśnie znalazł zabawkę w pudełku płatków śniadaniowych. "Hej, piękna."
"Może postawisz mi drinka?"
Przyjaciel uśmiechnął się, jakby to jego zaprosiła. Musiała zostać z senatorem sam na sam. Unosząc szklankę, zawirowała płynem. "Może twój przyjaciel pójdzie mi po niego?"
Przyjacielowi nie spodobało się odprawienie, ale, tak jak Raven miała nadzieję, fantazja senatora o seksie wygrała z przyjaźnią. "Idź przynieś damie drinka."
Pochlebca wstał, skrzywił się i zapytał krnąbrnie: "Co chcesz?"
Nie odrywając wzroku od senatora, powiedziała: "Zrób mi niespodziankę." Upewniła się, że obaj mężczyźni zrozumieli, że jego odprawienie jest permanentne. Rzucając jej gniewne spojrzenie, mężczyzna odwrócił się i odszedł. Teraz miała senatora dokładnie tam, gdzie chciała.

Hell's Bounty
12 Rozdziały
12
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101