

Opis
"Jesli nie jestem w ciazy, opuszcze ten przeklety palac." Po trzech latach uwiezienia w zimnym, pozbawionym milosci malzenstwie, ksiezniczka Ewangeline osmiela sie marzyc, gdy dowiaduje sie, ze jest w ciazy-i to z blizniakami. Moze teraz jej zdystansowany maz, nastepca tronu Sebastian, wreszcie zobaczy w niej cos wiecej niz polityczny obowiazek. Ale ta nadzieja rozpada sie, gdy przylapuje go na pocalunku z inna kobieta. "To byl pocalunek pelen milosci i oddania, ktorych nigdy nie okazal wlasnej zonie." Zdruzgotana, Ewangeline zada uniewaznienia malzenstwa. "Doskonale mnie uslyszales," mowi pewnym glosem. "Chce, aby nasze malzenstwo zostalo uniewaznione." Ucieka z krolestwa, zdeterminowana, by samotnie wychowac swoje dzieci-niewidzialna, nieuznana i niezwiazana z mezczyzna, ktory kiedys wycedzil przez zeby: "Nie potrzebuje od ciebie potomstwa, Ewangeline. Nigdy nie potrzebowalem i nigdy nie bede potrzebowal." Na wygnaniu Ewangeline odbudowuje swoje zycie od zera. Znajduje schronienie, rodzine i dume w wychowywaniu synow z dala od palacu, ktory kiedys byl jej wiezieniem. Piec lat pozniej Sebastian wraca-nieprzygotowany na spotkanie z dwoma chlopcami, ktorzy nosza jego rysy. A kiedy widzi Ewangeline ponownie, silniejsza, promienna i calkowicie poza jego zasiegiem, prawda uderza jak miecz w brzuch: "Bliznieta, ktore Ewangeline nosila pod sercem, gdy uciekala w noc... byly jego." Teraz mezczyzna, ktory kiedys ja odepchnal, tonie w zalu. "Zatoczylem sie do tylu... dzieci, ktorych nigdy nie szukalem wystarczajaco mocno... byly tutaj." Ale Ewangeline nie jest juz jego wlasnoscia. A przebaczenie nie jest czyms, na co zasluzyl.
Rozdział 1
Apr 9, 2026
„Jeśli nie jestem w ciąży, opuszczam ten pałac” – szepnęła do siebie księżniczka Ewangeline.
Siedziała w poczekalni przed gabinetem nadwornego lekarza, jej palce nerwowo bawiły się zielonym aksamitem sukni.
Złote popołudniowe światło przelewało się przez witraże, rzucając kolorowe wzory na marmurową podłogę. Służący przemieszczali się cicho po korytarzach, ich kroki tłumiły grube dywany.
Trzy lata. Była żoną następcy tronu, księcia Sebastiana, przez długie trzy lata.
Trzy lata spania w osobnych komnatach, oficjalnych kolacji, podczas których rozmawiali wyłącznie o polityce, publicznych wystąpień, na których udawali idealną parę królewską. Prywatnie byli sobie obcy.
Ich ojcowie zaaranżowali to małżeństwo, aby wzmocnić więzi między Królestwem Valdris a Księstwem Morwyn.
Od pierwszego dnia Sebastian jasno dawał do zrozumienia, że czuje wobec niej jedynie obowiązek.
Ciężkie drzwi otworzyły się, a mistrz Aldrich pojawił się z typowym dla siebie życzliwym uśmiechem. Starszy lekarz skłonił się, gdy światło prześlizgnęło się po jego srebrnych włosach.
„Wasza Wysokość, proszę wejść do mojego gabinetu.”
Ewangeline powstała z gracją, choć serce waliło jej jak oszalałe, gdy weszła za nim do środka.
W pokoju unosił się zapach ziół i starych ksiąg. Ściany od podłogi do sufitu zastawione były medycznymi tomami i butelkami lekarstw. W kamiennym kominku trzaskał ogień, rzucając światło na anatomiczne rysunki i portrety królewskie.
„Proszę usiąść, Wasza Wysokość” – powiedział mistrz Aldrich, wskazując obite krzesło przy swoim biurku.
Ewangeline usiadła na brzegu siedziska, zbyt spięta, by się rozluźnić. Myśli krążyły chaotycznie.
Od tygodni czuła się rano źle, była wyczerpana i mdliły ją niektóre zapachy. Po cichu miała nadzieję, że może dziecko zbliży ją do Sebastiana.
Mistrz Aldrich podniósł ze swojego biurka zapieczętowany dokument i podał jej go, królewska pieczęć woskowa była nienaruszona.
„Wasza Wysokość” – powiedział serdecznie – „z radością oznajmiam, że rzeczywiście spodziewa się pani dziecka.”
Oddech Ewangeline zamarł, gdy drżącymi palcami złamała pieczęć.
Rozwinęła dokument, by ujrzeć staranne pismo lekarza, ale jej oczy natychmiast odszukały słowa, które zmieniły wszystko.
„Co więcej” – kontynuował mistrz Aldrich, ledwie powstrzymując entuzjazm – „wszystko wskazuje na to, że nosi pani bliźnięta. Dwoje dzieci, Wasza Wysokość. Prawdziwe błogosławieństwo.”
Dokument wyślizgnął się z zesztywniałych palców Ewangeline, gdy patrzyła na niego oszołomiona. „Bliźnięta?”
„Tak, rzeczywiście. Teraz musi pani szczególnie o siebie dbać, Wasza Wysokość. Dużo odpoczynku, dobre jedzenie, regularne kontrole. Królestwo będzie zachwycone, mogąc powitać nie jedno, lecz dwoje dziedziców.”
Po raz pierwszy od miesięcy prawdziwa radość wypełniła serce Ewangeline. Uśmiech rozjaśnił jej twarz, gdy przycisnęła dłonie do brzucha, wciąż płaskiego pod suknią.
Może to zmieni wszystko.
Może Sebastian wreszcie zobaczy w niej coś więcej niż polityczny obowiązek. Może ich dzieci przyniosą miłość, której brakowało w ich małżeństwie.
„Dziękuję, mistrzu Aldrichu” – powiedziała, zbierając fałdy sukni, gdy wstawała. – „To wspaniała wiadomość.”
„Czy mam poinformować Jego Wysokość, czy woli pani powiedzieć mu osobiście?”
„Powiem mu sama” – odparła Ewangeline pospiesznie.
Chciała zobaczyć twarz Sebastiana, gdy dowie się, że zostanie ojcem. Z pewnością ta wiadomość roztopi jego chłodny pancerz.
Praktycznie unosiła się nad marmurowymi korytarzami, jej jedwabne pantofle cicho sunęły po wypolerowanej podłodze, gdy zmierzała do prywatnego gabinetu Sebastiana.
Służący kłaniali się, gdy przechodziła, ale ona ledwie to zauważała, skupiona wyłącznie na niezwykłych wieściach.
Wcześniej odesłała swoją pokojówkę, pragnąc prywatności podczas wizyty u lekarza. Teraz czuła wdzięczność, że jest sama.
Ta chwila powinna należeć tylko do niej i Sebastiana.
„Sebastianie!” – zawołała, zbliżając się do jego apartamentów, jej głos tchnął radością. – „Mój panie, mam najwspanialszą nowinę do—”
Słowa zamarły jej w gardle, gdy dotarła do otwartych drzwi gabinetu.
Tam, na tle okna wychodzącego na królewskie ogrody, stał jej mąż, obejmując inną kobietę.
Lady Cordelia Ashworth, córka księcia Greymont, była przyciśnięta do piersi Sebastiana, jej rude włosy opadały na jego ramiona, gdy ją tulił.
Ewangeline patrzyła w osłupieniu, gdy Sebastian ujmował twarz kobiety w dłonie i całował ją – pocałunkiem tak czułym, tak namiętnym, że aż odebrało jej dech.
To był pocałunek pełen tej miłości i oddania, których nigdy nie okazał własnej żonie.
„Sebastianie” – wyszeptała Ewangeline, ledwie słyszalnie.
Spojrzał, zaskoczony, nadal obejmując lady Cordelię. Przez jego przystojną twarz przemknęło poczucie winy, zanim zastygła w niej chłodna obojętność, którą znała aż za dobrze.
„Ewangeline” – odezwał się, głosem starannie opanowanym. – „Co cię tu sprowadza?”
Lady Cordelia pobladła, odsunęła się od Sebastiana, lecz pozostała w jego objęciach.
„Ja... Mieszkam tu” – zdołała powiedzieć Ewangeline, jej głos był mocniejszy, niż się czuła. – „Jestem twoją żoną.”
„Potrzebujesz czegoś?” – zapytał Sebastian, tonem równie formalnym, jakby była tylko kolejną dwórką proszącą o audiencję.
Radość sprzed kilku minut zamieniła się w coś ciemnego i gorzkiego.
Stała tu, nosząc jego dziedziców, przyszłość jego rodu, a on okazywał czułość innej kobiecie.
Ewangeline uniosła podbródek, przywołując lata królewskich nauk. Gdy przemówiła, jej głos był jasny i zdecydowany.
„Tak, mój panie. Potrzebuję czegoś.”
Sebastian uniósł brew, oczekując.
„Chcę unieważnienia małżeństwa.”
W gabinecie zapanowała zupełna cisza. Sebastian patrzył na nią, jakby mówiła w obcym języku, podczas gdy lady Cordelia zaskoczona zakryła usta dłonią.
„Co powiedziałaś?” – spytał Sebastian, jego głos był niebezpiecznie cichy.
„Słyszałeś mnie doskonale” – odparła Ewangeline, utrzymując głos w ryzach mimo burzy w sercu. – „Chcę unieważnienia naszego małżeństwa.”

Hiding My Twin Heirs from the Ruthless Prince
150 Rozdziały
150
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101