
Opis
Bella Winters ma siedemnascie lat, niewiele pewnosci siebie i jej codziennosc jest kontrolowana przez lek. Bella pragnie pozostac niezauwazona w szkole, ale ostatecznie zwraca na siebie uwage szkolnego tyrana oraz szkolnego amanta, Brody'ego Baxtera. To poruszajaca opowiesc o tym, jak Bella Winters doswiadcza zlamanego serca, ktore prowadzi ja do odkrycia milosci wlasnej i pewnosci siebie.
Rozdział 1
Jun 22, 2025
„Bella Winters, nie każ mi tam wchodzić!” Mój starszy brat Jedd wali w drzwi mojej sypialni, co stało się już jego codzienną rutyną. Zakrywam odsłoniętą twarz ciepłą kołdrą, zanurzając się z powrotem w krainie snów.
„Bella!” upomina mnie przez szparę w drzwiach, a ja wzdycham, czując, jak coraz bardziej oddalam się od snu i zbliżam do ponurej rzeczywistości mojego życia. Nie jestem rannym ptaszkiem... W ogóle.
„Daj mi spokój, Jedd!” mamroczę sennie, zaspanym głosem. Słyszę, jak wzdycha za drzwiami i jak jego kroki oddalają się.
„Jeśli nie wstaniesz za dwadzieścia minut, Bella, wyważę ci drzwi!”
„Nie denerwuj się, dziadku, już wstaję!” krzyczę w odpowiedzi, zrzucając kołdrę na bok i jęcząc, gdy zimno nagle uderza w moje ciepłe, śpiące ciało. Słyszę, jak Jedd coś mruczy o trudnych nastolatkach za drzwiami mojej sypialni i przewracam na niego oczami. Ma dwadzieścia lat — jest ode mnie starszy o trzy lata, ale zachowuje się, jakby różnica wieku między nami była o wiele większa.
Rozpuszczam włosy z kucyka i idę do łazienki, otwierając drzwi. Kosmyki włosów opadają mi na plecy, łaskocząc nagą skórę. Obracam głową w lewo i w prawo, rozluźniając napięcie po spaniu w jednej pozycji przez całą noc. Sięgam po szczoteczkę do zębów, nakładam pastę i zaczynam myć zęby.
Mój wzrok wędruje na małe zdjęcie przypięte do lustra w łazience. To fotografia Jadda, taty i mnie, zrobiona kilka lat temu podczas letniego grilla. Trzymam burgera w prawej ręce, a tata obejmuje mnie ramieniem. Uśmiech na mojej twarzy jest definicją niekomfortu podczas robienia zdjęcia.
Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam pięć lat, ale szczerze mówiąc, nie wpłynęło to na mnie. Z mamą nigdy nie potrafiłyśmy się dogadać. Ona lubi sukienki, ja wolę bluzy. Ona kocha perfekcyjny makijaż, ja lubię naturalny wygląd. Ona nosi długie doczepy, a ja dzień w dzień religijnie wiążę włosy w kucyk. Moja mama uwielbia też szpilki, a ja kocham i pielęgnuję swoje conversy.
Po szybkim prysznicu leniwie podchodzę do komody, wyciągam włosy z ręcznika. Zaczynam je suszyć, zerkając co chwilę w lustro, by sprawdzić, czy suszę wszystkie pasma.
Mój wzrok opada na mój nos — jest wysoki, zaokrąglony na końcu, w kształcie guzika. Usta mam nieco pełniejsze, w naturalnym, bladoróżowym kolorze. Kilka piegów rozsianych jest na grzbiecie nosa i policzkach — całkiem je lubię. Czuję się nieswojo... nie na miejscu, gdy włosy nie są związane w kucyk. Przygryzam dolną wargę, po czym sięgam po gumkę i zgarniam włosy do tyłu, mocując je na swoim miejscu. O wiele lepiej. Mój wybór ubrań jest właściwie taki sam każdego dnia.
Bluza, jeansy i stare dobre conversy.
To oszczędza czas rano, a co najważniejsze, jest definicją wygody.
Czego dziewczyna może chcieć więcej?
Kończę dezodorantem, po czym chwytam szkolny plecak i wychodzę z pokoju. Zbiegam po schodach po dwa stopnie na raz i słyszę, jak stary samochód Jedda warczy na zewnątrz, sygnalizując, że jest gotów do drogi.
„Cholera,” mamroczę pod nosem, wpadając do kuchni. Rzucam się na ostatni kawałek tosta, który widział lepsze dni.
„Musi wystarczyć,” jęczę, balansując nim w ustach, gdy pędzę przez korytarz na zewnątrz. Otwieram drzwi pasażera wolną ręką, chwiejąc się niezdarnie z powodu tego, co mam w rękach. Wsiadam, rzucając plecak na podłogę obok stóp. Jedd wzdycha, teatralnie uderzając się dłonią w czoło.
„Dzień dobry, słoneczko,” mówię, wgryzając się w tosta i krzywiąc się na jego konsystencję. Żuję powoli, unikając krytycznego spojrzenia Jedda.
„Bella, rozmawiamy o tym codziennie. Musisz zacząć wstawać wcześniej, nie mogę już spóźniać się na uczelnię.” poucza mnie Jedd, nie odrywając wzroku od drogi, gdy rusza. Przełykam kawałek tosta, czując się trochę winna.
„Przepraszam. Siedziałam do późna, ucząc się do dzisiejszego egzaminu z matmy,” odpowiadam szczerze. Wkłułam w siebie godziny powtórek i trzymam kciuki, że to się opłaci.
„Nie stresuj się, Bells, zawsze świetnie zdajesz egzaminy.” Jedd odpowiada, podnosząc mnie na duchu. Ma trochę racji, jestem prymuską i jestem z tego dumna. Codziennie po szkole zarywam noce na nauce, bo w sumie nie mam nic innego do roboty.
Nie jestem typem... duszy towarzystwa.
Trzymam się z daleka praktycznie od wszystkich w szkole, zwyczajnie przez moją nieśmiałość. Nie mam żadnego przyjaciela. Już samo podtrzymywanie znajomości sprawia, że się pocę i martwię.
A co jeśli powiem coś nie tak?
A co jeśli zdecydują, że jednak mnie nie lubią i zerwą znajomość?
Za dużo jest ryzyka w przyjaźniach, więc unikam wszystkich. Jestem tą osobą, która zostaje w klasie trochę dłużej, żeby korytarze były puste, zanim pobiegnę na następną lekcję.
Jestem tą osobą, która zawsze siada na końcu klasy, unikając kontaktu wzrokowego z nauczycielem przez całą lekcję... Jestem pewna, że 90% szkoły nawet nie zna mojego imienia, nauczyciele włącznie.
Czuję, jak niepokój we mnie narasta, im bliżej jesteśmy szkoły. W końcu Jedd zwalnia i parkuje w naszym stałym miejscu. Odwraca się do mnie i uśmiecha.
„Powodzenia na egzaminie, pamiętaj, żeby oddychać.” mówi, sięgając i czochrając mi włosy. Jęczę żartobliwie, odganiam jego rękę i sięgam po plecak.
„Dzięki, zobaczymy się po szkole,” uśmiecham się do niego, wysiadając z auta. Zanim odejdę, zwężam oczy i wskazuję na niego palcem.
„Nie pakuj się w kłopoty.” ostrzegam go. Jedd odpowiada tak samo jak od czterech lat. To nasz codzienny rytuał, specjalne pożegnanie rodzeństwa.
„Jestem aniołem, nie musisz się o mnie martwić. Pa, Bells.” Machając mi, odjeżdża. Patrzę, jak jego auto robi się coraz mniejsze, aż w końcu znika z pola widzenia. Wzdycham i odwracam się w stronę szkoły, przygotowując się na sześć godzin niewygodnego piekła. Obserwuję wejście, patrząc, jak tłumy uczniów wlewają się do drzwi Heywood High, śmiejąc się i rozmawiając.
Trochę czasu mi zajmuje, ale w końcu zbieram się w sobie, by ruszyć w kierunku budynku. Jeszcze tylko rok i stąd znikam. A tymczasem...
Czeka mnie kolejny samotny dzień do kolekcji niezliczonych innych.

His Blonde Little Secret
64 Rozdziały
64
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101