

Opis
Ava przez piec lat ukrywala swoj najbardziej wstydliwy sekret: jest beznadziejnie zauroczona ojcem swojej najlepszej przyjaciolki, ojcem swojego chlopaka i mezczyzna, ktorego kariera polityczna zainspirowala jej wlasne ambicje. Teraz, majac dwadziescia jeden lat i odbywajac staz pod jego nadzorem, jest przekonana, ze jedyna wlasciwa droga jest pogrzebanie tych uczuc. Jednak wszystko sie rozpada w noc jej urodzin, kiedy odkrywa zdrade swojego chlopaka - i wyznaje lata zakazanych pragnien jedynemu mezczyznie, ktory nigdy nie powinien sie o nich dowiedziec. Jedna nieprzemyslana noc i szczere wyznanie zmieniaja wszystko. Teraz Tobias rozpoczyna kampanie gubernatorska, podczas gdy jego manipulacyjna byla zona krazy wokol niego niczym rekin, msciwy byly chlopak Avy nie daje jej spokoju, a sama Ava skrywa sekret, ktory moze zniszczyc ich wszystkich. Jest od niej starszy o dwadziescia trzy lata. Jest jej mentorem. Jest ojcem jej najlepszej przyjaciolki. I jest jedynym mezczyzna, przy ktorym kiedykolwiek czula sie naprawde pozadana. Gdy skandal zagraza wszystkiemu, a wrogowie zblizaja sie coraz bardziej, Ava staje przed niemozliwym wyborem: chronic mezczyzne, ktorego kocha, odchodzac, czy walczyc o przyszlosc, za ktora swiat by ja potepil. Niektore milosci sa zakazane z jakiegos powodu. Inne sa warte upadku.
Rozdział 1
Jul 20, 2026
[POV Ava]
Jestem w dupie.
I to nie w ten przyjemny sposób—chociaż, Boże, już od miesięcy nic takiego się nie wydarzyło.
Nie, jestem w dupie w stylu: „siedzę naprzeciwko ojca mojej najlepszej przyjaciółki i udaję, że nie rozbieram go wzrokiem w myślach”. Co jest mniej więcej siedem tysięcy razy gorsze.
Kursor na ekranie mojego laptopa mruga na mnie oskarżycielsko, podczas gdy udaję, że przeglądam ostatni akapit mojego wniosku o program młodzieżowy. Po drugiej stronie stołu konferencyjnego Tobias poprawia okulary do czytania i coś notuje na raporcie budżetowym.
Prawie nienawidzę siebie za to, że zauważam, jak dokładnie popołudniowe światło odbija się od srebrnych pasemek na jego ciemnych skroniach.
"Komitet przyznający granty będzie tym zachwycony."
Stuka moją propozycję swoim drogim długopisem, a ja śledzę ten ruch jak kot śledzący laserowy wskaźnik. Jego rękawy są podwinięte, odsłaniając przedramiona, które absolutnie nie mają prawa wyglądać tak dobrze u czterdziestoczteroletniego radnego miejskiego.
"Zwłaszcza tę część o mentoringu młodzieży."
"Dziękuję, panie Murphy." Zmuszam się, by spojrzeć z powrotem na ekran laptopa, gdzie kursor mruga na mnie osądzająco.
Mój głos brzmi pewnie, profesjonalnie. Nauczyłam się tego.
"Tobias," poprawia mnie automatycznie, po czym uśmiecha się i spogląda w górę. "No dalej, Ava. Masz już dwadzieścia jeden lat. Nie możesz wciąż nazywać mnie panem Murphy, jakbyś wciąż była tą nieśmiałą siedemnastolatką, która rumieniła się za każdym razem, gdy pytałem o twoje zajęcia."
Wciąż się rumienię, ty niesprawiedliwie przystojny srebrny lisie. Po prostu nauczyłam się to lepiej ukrywać.
"Stare nawyki," wyduszam z siebie, dumna, że głos mi się nie łamie.
"A skoro już o dwudziestce jedynce..." Odkłada długopis, poświęcając mi pełną uwagę. "Chloe doprowadza mnie do szału przygotowaniami do imprezy. Najwyraźniej mój gust muzyczny został uznany za 'agresywnie millenialsowy' i mam zakaz wstępu na playlistę."
"Po zeszłorocznym maratonie Bon Jovi?" Zauważam, że rozluźniam się w naszej zwyczajowej wymianie zdań, w tej bezpiecznej strefie, gdzie mogę udawać, że to wszystko jest normalne. "Dziwię się, dlaczego."
Jego śmiech wypełnia salę konferencyjną, lekki i szczery, a ciepłe orzechowe oczy marszczą się w kącikach, gdy się uśmiecha.
"To była edukacja z klasycznego rocka!" protestuje, opierając się wygodnie na krześle. "Ale dobrze, zostanę przy swojej roli mistrza grilla i zostawię playlistę wam, dzieciaki."
"Już nie jesteśmy dzieciakami."
Te słowa zawisły między nami jak wyzwanie, którego nie chciałam rzucić. Coś przemknęło przez jego twarz—tak szybko, że mogłam to sobie wyobrazić.
"Nie," przyznaje cicho. "Nie jesteście."
Chwila się przeciąga, ciężka od czegoś, czego nie chcę nazwać, dopóki Jordan z księgowości nie psuje wszystkiego, wsadzając głowę do środka. "Przepraszam, ale burmistrz potrzebuje—"
"Już idę." Tobias wstaje, zbierając papiery z wprawą, po czym zatrzymuje się przy moim krześle.
Jego dłoń ląduje na moim ramieniu, krótki, przyjacielski uścisk, który nie powinien sprawiać, że moja skóra pali przez bluzkę.
"Ty też powinnaś już wychodzić, Ava." Jego głos obniża się na tyle, że muszę ścisnąć uda pod stołem. "Zasługujesz na czas, żeby się przygotować na dzisiejszy wieczór. Dwudzieste pierwsze urodziny są tylko raz."
Mruga do mnie, mały, zwyczajny gest, który absolutnie nie powinien sprawiać, że serce bije mi szybciej. I wtedy już go nie ma, a ja wpatruję się w ekran laptopa.
Podróż do domu to piętnaście minut czystego masochizmu. Wciąż odtwarzam tamtą chwilę—już nie jesteśmy dzieciakami—and the way his eyes went dark. Just for a second.
Zdecydowanie muszę przestać romantyzować ojca mojej najlepszej przyjaciółki.
Ale z nieodpowiednimi zauroczeniami jest tak, że nie słuchają logiki. Uwierzcie, próbowałam.
Pięć lat tej niedorzecznej, wstydliwej fascynacji, która zaczęła się, gdy miałam ledwie siedemnaście lat i stałam w kuchni Murphych, podczas gdy jego córka Chloe szukała przekąsek.
Tobias wrócił późno z posiedzenia rady miejskiej, wyglądał na zmęczonego, rozczochranego i absurdalnie atrakcyjnego. Zapytał o moje plany na studia z prawdziwym zainteresowaniem, a ja przez całą rozmowę zapomniałam, jak się prawidłowo oddycha.
Randkowanie z bliźniakiem Chloe, Tylerem, miało to wszystko naprawić.
To miał być sposób na przekierowanie tych nieodpowiednich uczuć na kogoś właściwego, kogoś w moim wieku. Ale to tylko dało mi więcej pretekstów, by przebywać w pobliżu jego ojca, więcej okazji, by torturować się bliskością czegoś, czego nigdy nie mogłam mieć.
Stoję w samej bieliźnie przed szafą, trzymając w ręce sukienki i wtedy telefon wibruje na łóżku. Na ekranie pojawia się imię Tylera.
Tyler: Hej, kochanie, co do dzisiejszego wieczoru…
Żołądek podchodzi mi do gardła, gdy czytam początek jego wiadomości.
Ja: Nie mów, że odwołujesz.
Tyler: Nie odwołuję! Mogę się tylko trochę spóźnić. Awaria w pracy w Riverside.
Ja: Tyler, to moja impreza urodzinowa. Obiecałeś, że pomożesz mi wszystko przygotować.
Tyler: Wiem, kochanie, wiem. Postaram się wszystko załatwić i zdążyć na wieczór. Rozumiesz, prawda? Nowa praca, muszę zrobić dobre wrażenie.
Rozumiem. Zawsze rozumiem. To właśnie robię—wymyślam wymówki, łagodzę sytuację, udaję, że rozczarowanie nie smakuje gorzko.
Ja: Jasne. Po prostu postaraj się przyjść.
Gapię się na telefon, jakby skrywał tajemnice wszechświata, gdy drzwi zaczynają wibrować od natarczywego stukania.
"Otwieraj, solenizantko!" Głos Chloe przebija się przez drewno. "Mamy imprezę do ogarnięcia!"
Narzucam szlafrok i wpuszczam ją do środka. Gdy rzuca jedno spojrzenie na mój telefon, jej twarz ciemnieje, a Chloe przechodzi obok mnie z butelką wina.
"Powiedz mi, że mój bezużyteczny brat nie daje nogi."
"Nie daje nogi. Po prostu się spóźni. Sprawy w pracy."
"Sprawy w pracy," powtarza Chloe beznamiętnie, już otwierając wino, nie zawracając sobie głowy kieliszkami, tylko upija łyk i podaje mi. "Jasne. Tak jak 'sprawy w pracy', przez które nie pojawił się na twoim świętowaniu stażu? Albo 'sprawy w pracy' podczas urodzinowej kolacji twojej mamy?"
"Chloe..."
"Nie, poważnie, Ava. Nie rozumiem. Nie rozumiem, co w nim widzisz." Rzuca się na moje łóżko, zrzucając poduszki dekoracyjne na podłogę. "On cię nie docenia, pojawia się, kiedy mu wygodnie, a ty po prostu... to akceptujesz."
Biorę długi łyk z butelki wina. "Jest w porządku."
"Ava, kochanie, miłości mojego życia, to nie jest w porządku. Boże, nienawidzę, że was ze sobą poznałam. Myślałam, głupio zresztą, że randkowanie z tobą trochę go zmieni. Że będziesz dla niego dobra. A on po prostu... marnuje cię."
"Związki wymagają kompromisów," mówię słabo, odwracając się do szafy.
"Kompromis oznacza, że obie strony się starają. Kiedy ostatnio Tyler poszedł na kompromis dla ciebie?" Nie czeka na odpowiedź, której obie nie mamy. "Zasługujesz na kogoś lepszego, Ava. Zawsze tak było."
"Możemy nie rozmawiać o tym dzisiaj?" Wyciągam letnią sukienkę. "To za bardzo na luzie?"
"Unikasz tematu, ale niech ci będzie."
Chloe siada, przyglądając mi się swoimi przenikliwymi piwnymi oczami, które odziedziczyła po ojcu.
"Wiesz, czego ci trzeba? Zapomnieć o istnieniu mojego durnego brata choć na jeden wieczór i naprawdę się zabawić. Tańczyć, aż cię będą bolały stopy. Wypić za dużo szampana. Poflirtować z kimś, kto naprawdę cię doceni."
"Chloe!"
"Tata już wszystko przygotowuje," kontynuuje, a coś ściska mnie w piersi. "Specjalnie pytał, jaki chcesz tort. Czerwony aksamit z kremem śmietankowym, prawda? Dopilnował, żeby piekarnia zrobiła go idealnie. Dzwonił do nich dwa razy ."
Obraz Tobiasa, który dzwoni do piekarni w sprawie mojego tortu, nie powinien sprawiać, że czuję się ciepło i lekko, ale tak właśnie jest. Boże, jestem żałosna.
"To było bardzo miłe z jego strony..." udaje mi się powiedzieć.
"Taki jest tata. Naprawdę słucha, gdy ktoś mówi." Chloe wyciąga sukienki z mojej szafy. "Załóż niebieską. Podkreśla twoje oczy."
Więc tak zrobiłam i godzinę później Chloe prowadziła swój samochód przez znajome ulice prowadzące do posiadłości Murphych. Dom wyłania się zza zakrętu—kamień i szkło, rozległy zielony trawnik, wszystko to, czym mój ciasny dziecięcy apartament nigdy nie był.
To miejsce zawsze wydawało się jak z magazynu, pełne elegancji i międzypokoleniowej stabilności.
"Dom, słodki dom," oznajmia Chloe, wjeżdżając na zakręcony podjazd.
Od razu go zauważam. Tobias stoi na tarasie, rozwiesza lampki na pergoli, śmieje się z czegoś, co mówi sąsiad, pan Chen.
Rękawy ma podwinięte do łokci, zwykle idealnie ułożone włosy lekko potargane od pracy, wygląda na odprężonego w sposób, w jaki rzadko wygląda podczas sezonu kampanijnego. Popołudniowe słońce pada na niego pod idealnym kątem i muszę odwrócić wzrok.
Podnosi głowę, gdy wysiadamy z samochodu, a jego cała twarz się rozjaśnia. Profesjonalna maska, którą nosi w biurze, znika, ustępując miejsca czemuś ciepłemu i autentycznemu, co aż ściska mnie w piersi.
"O, jest nasza solenizantka!" Odkłada lampki i podbiega, ramiona już rozwarte.
Przytulenie jest przyjacielskie, odpowiednie, dokładnie takie, jakie dałby przyjaciółce córki.
Ale jego dłoń przez chwilę zatrzymuje się na mojej talii i przysięgam, że wciąga powietrze blisko moich włosów, zanim się odsuwa. Zapach jego perfum, czegoś męskiego i drogiego, zostaje przy mnie nawet, gdy mnie puszcza.
Wmawiam sobie, że to sobie wyobrażam. Wmawiam sobie, że coś sobie dopowiadam.
Ale i tak wciąż powtarzam tę chwilę w głowie.

His Daughter's Best Friend
51 Rozdziały
51
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101