

Opis
Ava przez piec lat ukrywala swoj najbardziej wstydliwy sekret: jest beznadziejnie zauroczona ojcem swojej najlepszej przyjaciolki, tata swojego chlopaka i mezczyzna, ktorego kariera polityczna zainspirowala jej wlasne ambicje. Teraz, majac dwadziescia jeden lat i odbywajac staz pod jego nadzorem, jest przekonana, ze jedyna droga naprzod jest zakopanie swoich uczuc. Ale wszystko sie rozpada w noc jej urodzin, gdy odkrywa zdrade swojego chlopaka - i wyznaje lata zakazanej tesknoty jedynemu mezczyznie, ktory nigdy nie powinien sie o tym dowiedziec. Jedna lekkomyslna noc i szczere wyznanie zmieniaja wszystko. Teraz Tobias rozpoczyna kampanie na gubernatora, podczas gdy jego manipulacyjna byla zona krazy wokol niego niczym rekin, jej msciwy byly nie chce odpuscic, a Ava nosi w sobie sekret, ktory moze zniszczyc ich wszystkich. Jest od niej starszy o dwadziescia trzy lata. Jest jej mentorem. Jest ojcem jej najlepszej przyjaciolki. I jest jedynym mezczyzna, przy ktorym poczula sie naprawde pozadana. Gdy skandal wisi w powietrzu, a wrogowie sie zblizaja, Ava staje przed niemozliwym wyborem: chronic ukochanego, odchodzac, czy walczyc o przyszlosc, za ktora swiat by ja potepil. Niektore milosci sa zakazane nie bez powodu. Inne sa warte upadku.
Rozdział 1
Feb 5, 2026
[POV Ava]
Jestem w dupie.
I to nie w tym przyjemnym sensie—choć, na Boga, minęły już miesiące, odkąd ostatni raz coś takiego się zdarzyło.
Nie, jestem w dupie w sensie 'siedzę naprzeciwko ojca mojej najlepszej przyjaciółki i udaję, że nie rozbieram go w myślach'. Co jest jakieś siedem tysięcy razy gorsze.
Kursor na ekranie mojego laptopa miga do mnie oskarżycielsko, gdy udaję, że jeszcze raz czytam ostatni akapit mojej propozycji programu młodzieżowego. Po drugiej stronie stołu konferencyjnego Tobias poprawia okulary do czytania i zaznacza coś w raporcie budżetowym.
Prawie siebie nienawidzę za to, że zwracam uwagę na to, jak dokładnie popołudniowe światło podkreśla srebrne nitki w jego ciemnych włosach na skroniach.
"Komisja grantowa będzie to uwielbiać."
Stuka moją propozycję swoim drogim długopisem, a ja śledzę ten ruch jak kot śledzi laser. Jego rękawy są podwinięte, odsłaniając przedramiona, które absolutnie nie powinny wyglądać tak dobrze u czterdziestoczteroletniego radnego miejskiego.
"Zwłaszcza ten fragment o mentorstwie młodzieży."
"Dziękuję, panie Murphy." Zmuszam się, by znów spojrzeć na ekran laptopa, gdzie kursor miga do mnie z dezaprobatą.
Mój głos brzmi spokojnie, profesjonalnie. Wyszłam w tym z wprawy.
"Tobias," poprawia odruchowo, po czym się uśmiecha i podnosi wzrok. "Daj spokój, Ava. Masz już dwadzieścia jeden lat. Nie możesz cały czas mówić do mnie ‘panie Murphy’, jakbyś wciąż była tą nieśmiałą siedemnastolatką, która się rumieniła za każdym razem, gdy pytałem o twoje zajęcia."
Wciąż się rumienię, ty niesprawiedliwie piękny silver foxie. Po prostu nauczyłam się to lepiej ukrywać.
"Stare nawyki," udaje mi się powiedzieć, dumna, że mój głos nie drży.
"A skoro już o dwudziestce pierwszej..." Odkłada długopis i poświęca mi całą uwagę. "Chloe doprowadza mnie do szału przygotowaniami do imprezy. Najwyraźniej mój gust muzyczny został uznany za 'agresywnie millenialsowy' i mam zakaz ingerowania w playlistę."
"Po zeszłorocznym maratonie Bon Jovi?" Zauważam, że zaczynam się rozluźniać w naszej zwyczajowej grze słów, w tej strefie bezpieczeństwa, gdzie mogę udawać, że to wszystko jest normalne. "Nie mam pojęcia, dlaczego."
Jego śmiech wypełnia salę konferencyjną, swobodny i szczery, a ciepłe orzechowe oczy marszczą się w kącikach, gdy się uśmiecha.
"To była lekcja klasycznego rocka!" protestuje, odchylając się na krześle. "Ale dobrze, zostanę przy swojej roli grillmastera i zostawię playlistę wam, dzieciaki."
"Nie jesteśmy już dzieciakami."
Te słowa zawisają między nami jak wyzwanie, którego tak naprawdę nie chciałam rzucić. Coś mignęło na jego twarzy—pojawiło się i zniknęło tak szybko, że mogłam to sobie wyobrazić.
"Nie," zgadza się cicho. "Nie jesteście."
Chwila się przeciąga, ciężka od czegoś, czego nie zamierzam nazwać, dopóki Jordan z księgowości nie psuje wszystkiego, wsadzając głowę do środka. "Przepraszam, ale burmistrz potrzebuje—"
"Już idę." Tobias wstaje, zbierając swoje papiery z wprawą, po czym zatrzymuje się przy moim krześle.
Jego dłoń ląduje na moim ramieniu, krótki, przyjacielski uścisk, który absolutnie nie powinien sprawiać, że moja skóra płonie pod bluzką.
"Ty też powinnaś już iść, Ava." Jego głos obniża się ledwo zauważalnie i muszę ścisnąć uda pod stołem. "Zasługujesz na czas, żeby się przygotować na dzisiejszy wieczór. Dwadzieścia jeden ma się tylko raz."
Mruga do mnie, drobny, swobodny gest, który absolutnie nie powinien sprawiać, że moje serce zaczyna bić szybciej. A potem już go nie ma, a ja wpatruję się w ekran laptopa.
Droga do domu to piętnaście minut czystego masochizmu. W kółko odtwarzam tamten moment—nie jesteśmy już dzieciakami—and the way his eyes went dark. Tylko na sekundę.
Wyraźnie muszę przestać romantyzować ojca mojej najlepszej przyjaciółki.
Ale z tym właśnie jest problem z niestosownymi zauroczeniami—nie poddają się logice. Uwierzcie, próbowałam.
Pięć lat tej idiotycznej, wstydliwej fascynacji, która zaczęła się, gdy ledwo skończyłam siedemnaście lat, stojąc w kuchni Murphych, podczas gdy jego córka Chloe szukała przekąsek.
Tobias wrócił wtedy późno z posiedzenia rady miasta, zmęczony, rozczochrany i absurdalnie atrakcyjny. Zapytał mnie o plany na studia z prawdziwym zainteresowaniem, a ja zapomniałam, jak się normalnie oddycha przez całą rozmowę.
Randkowanie z Tylerem, bliźniakiem Chloe, miało to naprawić.
Miało przekierować te niestosowne uczucia na kogoś odpowiedniego, kogoś w moim wieku. Zamiast tego dało mi tylko więcej wymówek, by przebywać w pobliżu jego ojca, więcej okazji do torturowania się bliskością czegoś, czego nigdy nie mogłam mieć.
Stałam przed szafą w samej bieliźnie, trzymając w rękach sukienki, gdy telefon zabrzęczał na łóżku. Na ekranie pojawiło się imię Tylera.
Tyler: Hej kochanie, co do dzisiejszego wieczoru…
Żołądek mi się zaciska, gdy czytam początek jego wiadomości.
Ja: Nie mów, że odwołujesz.
Tyler: Nie odwołuję! Mogę być tylko trochę spóźniony. Awaria w pracy w Riverside.
Ja: Tyler, to moje przyjęcie urodzinowe. Obiecałeś, że pomożesz mi w przygotowaniach.
Tyler: Wiem, kochanie, wiem. Postaram się wszystko ogarnąć i być do wieczora. Rozumiesz, prawda? Nowa praca, muszę zrobić dobre wrażenie.
Rozumiem. Zawsze rozumiem. To właśnie robię—szukam wymówek, wygładzam sprawy, udaję, że rozczarowanie nie ma gorzkiego smaku.
Ja: Jasne. Po prostu spróbuj przyjść.
Gapię się w telefon, jakby miał w sobie tajemnice wszechświata, kiedy drzwi zaczynają drżeć od agresywnego stukania.
"Otwieraj, solenizantko!"—głos Chloe przebija się przez drewno. "Mamy imprezę do zaliczenia!"
Narzucam szlafrok i wpuszczam ją do środka. Kiedy rzuca okiem na mój telefon, jej twarz ciemnieje, a Chloe przechodzi obok mnie, niosąc butelkę wina.
"Proszę, powiedz mi, że mój bezużyteczny brat się nie wycofuje."
"Nie wycofuje się. Po prostu się spóźnia. Sprawy w pracy."
"Sprawy w pracy," powtarza Chloe beznamiętnie, już otwierając wino, nie zawracając sobie głowy kieliszkami, po prostu bierze łyk i podaje mi. "Jasne. Takie same 'sprawy w pracy', przez które przegapił twoje świętowanie stażu? Albo te 'sprawy w pracy' podczas kolacji urodzinowej twojej mamy?"
"Chloe…"
"Nie, serio, Ava. Nie rozumiem. Nie rozumiem, co w nim widzisz." Rzuca się na moje łóżko, strącając poduszki ozdobne. "On cię nie docenia, pojawia się, kiedy mu wygodnie, a ty po prostu... to akceptujesz."
Biorę długi łyk z butelki. "Jest dobrze."
"Ava, kochanie, moje oczko w głowie, to nie jest dobrze. Boże, nienawidzę, że was ze sobą poznałam. Myślałam, głupia, że spotykanie się z tobą sprawi, że będzie mniej dupkiem. Że będziesz dla niego dobra. Zamiast tego on po prostu... marnuje cię."
"W związku trzeba się godzić na kompromisy," mówię słabo, odwracając się z powrotem do szafy.
"Kompromis oznacza, że obie strony się starają. Kiedy ostatnio Tyler się dla ciebie poświęcił?" Nie czeka na odpowiedź, której obie nie mamy. "Jesteś dla niego za dobra, Ava. Zawsze byłaś."
"Możemy nie rozmawiać o tym dzisiaj?" Wyciągam letnią sukienkę. "To za bardzo na luzie?"
"Zmieniasz temat, ale okej."
Chloe siada, studiując mnie tymi swoimi bystrymi piwnymi oczami, które odziedziczyła po ojcu.
"Wiesz, czego ci potrzeba? Żebyś na jedną noc zapomniała, że mój idiota brat istnieje, i naprawdę się zabawiła. Tańcz, aż cię rozbolą stopy. Wypij za dużo szampana. Flirtuj z kimś, kto cię naprawdę doceni."
"Chloe!"
"Tata już wszystko przygotowuje," kontynuuje, a coś w mojej piersi się ściska. "Specjalnie pytał, jaki chcesz tort. Red velvet z kremowym serkiem, prawda? Upewnił się, że cukiernia zrobiła go idealnie. Dzwonił do nich dwa razy."
Obraz Tobiasa, dzwoniącego do cukierni w sprawie mojego tortu, nie powinien sprawiać, że czuję się ciepło i lekko, ale tak właśnie jest. Boże, jestem żałosna.
"To było bardzo miłe z jego strony..." udaje mi się powiedzieć.
"Taki jest tata. On naprawdę słucha, gdy ktoś mówi." Chloe wyciąga sukienki z mojej szafy. "Załóż niebieską. Podkreśla twoje oczy."
Więc tak zrobiłam, a godzinę później Chloe prowadziła samochód znajomymi ulicami, które prowadziły do posiadłości Murphych. Dom wyłania się z oddali—kamień, szkło i rozległy, zielony trawnik, wszystko to, czym moje ciasne mieszkanie z dzieciństwa nigdy nie było.
To miejsce zawsze wydawało mi się wyjęte z magazynu, pełne wdzięcznych przestrzeni i pokoleniowej stabilności.
"Dom, słodki dom," oznajmia Chloe, wjeżdżając na zakręcany podjazd.
Zauważam go od razu. Tobias stoi na tarasie, zawiesza lampki na pergoli, śmieje się z czegoś, co mówi sąsiad, pan Chen.
Ma podwinięte rękawy, zwykle idealnie ułożone włosy lekko potargane od pracy i wygląda na zrelaksowanego, jak rzadko kiedy w czasie kampanii. Popołudniowe słońce pada na niego pod idealnym kątem i muszę odwrócić wzrok.
Zerka w naszą stronę, gdy wysiadamy z samochodu, i cała jego twarz się zmienia. Profesjonalna maska, którą nosi w pracy, znika, zastąpiona czymś ciepłym i autentycznym, co sprawia, że aż mnie ściska w piersi.
"O, jest solenizantka!" Odkłada lampki i podbiega, już rozkładając ramiona.
Przytulenie jest przyjacielskie, stosowne, dokładnie takie, jakie dałoby się najlepszej przyjaciółce swojej córki.
Ale jego dłoń zostaje na mojej talii o ułamek sekundy za długo i przysięgam, że wciąga powietrze tuż przy moich włosach, zanim się cofa. Zapach jego perfum, męski i drogi, zostaje na mnie nawet po tym, jak mnie puszcza.
Wmawiam sobie, że to wymyślam. Wmawiam sobie, że to projekcja.
Ale i tak wciąż powtarzam tę chwilę w głowie.

His Daughter's Best Friend
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101