

Opis
Gordon Hayes jest zakochany w swoim najlepszym przyjacielu od trzech lat. Trzy lata wspolnych treningow na silowni, uderzen w ramie i patrzenia, jak Simon goni za kobietami, ktorymi nie jest on sam. Simon jest heteroseksualny. Agresywnie, nieswiadomie, bolesnie heteroseksualny. A Gordon nigdy nikomu nie powiedzial, ze jest gejem. Wtedy Simon nie przestaje mowic o dziewczynie, ktora poznal w grze VR - pelna immersja neuralna, kazde doznanie jest rzeczywiste. Jest zabawna, nieustraszona i rozumie go jak nikt inny. Simon zakochuje sie po uszy. Ta dziewczyna jest Gordon. Pod kobiecym avatarem Gordon wreszcie ma wszystko, czego pragnal: uwage Simona, jego wrazliwosc, jego serce. Jedyny koszt to fakt, ze nic z tego nie nalezy do mezczyzny, ktorego Simon naprawde zna. Ale pelna immersja oznacza pelnie doznan, a kiedy Simon zaczyna zadac wiecej - prywatnych serwerow, braku ograniczen, relacji, ktora wydaje sie bardziej realna niz wszystko, czego Gordon doswiadczyl - granica miedzy fantazja a oszustwem zaczyna sie zacierac. Wtedy gra przestaje pozwalac im wyjsc. Uwiezieni w smiertelnym turnieju bez mozliwosci wylogowania sie i tylko jedna droga wyjscia, Gordon musi walczyc u boku mezczyzny, ktorego oszukuje - wiedzac, ze przetrwanie oznacza zmierzenie sie z prawda, ktora moze zniszczyc ich obu. W prawdziwym swiecie byl niewidzialny. Tutaj jest wszystkim, czego pragnie Simon. Ale kazde klamstwo ma date waznosci.
Rozdział 1
Apr 2, 2026
Perspektywa Gordona
Ławka do wyciskania to miejsce, gdzie zawsze się zatracam.
Simon kładzie się na wyściełanej powierzchni, oplatając palcami gryf z tą swobodną pewnością siebie, którą wnosi we wszystko.
Staję za nim, dłonie zawieszone pod ciężarem, gotowy do asekuracji. Taki mamy układ od trzech lat—pięć dni w tygodniu, dziewięćdziesiąt minut tego, co on nazywa „bro time”, a ja—wyrafinowaną, samonarzucaną torturą.
„Gotowy?” pytam beznamiętnym głosem.
„Urodziłem się gotowy.” Uśmiecha się do mnie, a ja nienawidzę tego, jak to głupie powiedzenie nadal coś we mnie skręca. „Jedziemy dziś na ciężko. Czuję moc.”
Wypycha gryf, a ja patrzę—zawsze patrzę. Napinające się pod wysiłkiem ramiona, jak włókna mięśni przesuwają się pod opaloną słońcem skórą.
Przy trzecim powtórzeniu jego koszulka podjeżdża, ukazując pasek brzucha, linię włosków znikających w pasie, i zapisuję to w pamięci, jak wszystko inne. Odkładam na półkę w archiwum, które prowadzę i którego nienawidzę.
„Wolniej przy opuszczaniu,” mówię, bo trenowanie go to jedyne bezpieczne miejsce, gdzie mogę kierować swój głos. „Spieszysz się.”
„No, no.” Kontroluje następne powtórzenie, ramiona lekko drżą na dole ruchu. „Lepiej?”
„Lepiej.”
Jego perfumy mieszają się ze świeżym potem w przestrzeni między nami, a ja wdycham to mimowolnie. Znam ten zapach na pamięć. Pewnie rozpoznałbym go w ciemno, wśród obcych. Ta wiedza leży mi w żołądku jak kamień, którego nie potrafię strawić.
Jeszcze osiem powtórzeń. Liczę każde, traktując to jak medytację, żeby nie patrzeć, jak jego klatka piersiowa rozpręża się wysiłkiem, jak cicho stęka, gdy ciężar robi się naprawdę duży. Po odłożeniu gryfu siada, strzepuje ramiona, uśmiecha się szeroko.
„Twoja kolej, lekki.”
Zmieniamy się miejscami. Jego dłonie unoszą się pod moim gryfem, tak blisko, że czuję ciepło bijące od jego dłoni. Przerabiam swoją serię z mechaniczną precyzją, skupiony na paleniu mięśni, nie na jego bliskości.
Łatwiej jest, gdy to ja ćwiczę. To daje ujście napięciu.
„Dobra technika,” mówi, gdy kończę. „Dobrze się wyrabiasz, stary. Jeszcze parę miesięcy i może faktycznie będziesz wyglądał jak ktoś, kto ćwiczy.”
„Wow. Dzięki za wsparcie.”
„Mówię serio!” Śmieje się, klepiąc mnie w ramię, gdy siadam. Dotyk trwa o pół sekundy za długo. U Simona to norma—dotyk jest dla niego jak oddychanie, odruchowo wplatany w każdą interakcję. Nie ma pojęcia, co to ze mną robi. „Do przodu. Powoli, ale skutecznie, co?”
„No.”
Przechodzimy przez resztę treningu w dobrze znanym rytmie. Wyciskanie nad głowę, ściąganie linek, prostowanie tricepsów. Między seriami Simon wypełnia ciszę jakby to była jego praca—plotki z pracy, nowa odżywka białkowa, koleś z recepcji, który miał fochy o jego kartę członkowską.
Odpowiadam, kiedy trzeba, śmieję się we właściwych momentach, podtrzymuję grę, która stała się drugą naturą.
Wtedy szturcha mnie w ramię. „Ej. Czternasta. Sprawdź.”
Podążam wzrokiem za jego spojrzeniem na siłowni, gdzie kobieta robi hip thrusty. Blond kitka, wysportowana sylwetka, szorty, które nie pozostawiają wiele wyobraźni. Jest skupiona na technice i zupełnie nieświadoma uwagi Simona.
„Wiesz, jak się nazywa to ćwiczenie?” Robi pauzę, uśmiecha się. „Piekarnia. Bo ona jest ewidentnie piekarką.” Wskazuje na jej pośladki. „To są bułki na poziomie mistrzowskim. Nagrodzone. Mówię o niebieskiej wstędze na dożynkach.”
Żart jest okropny, naprawdę straszny. Patrzy na mnie z tym wyczekującym wyrazem twarzy, jak golden retriever, który właśnie przyniósł patyk.
Wykrzywiam usta w odpowiednim uśmiechu. „Jest atrakcyjna. Powinieneś do niej zagadać.”
„Nie.” Wzrusza ramionami, odwracając się do maszyny z linkami. „Nie w moim typie. Zbyt…”
„Zbyt co?”
„Nie wiem. Zbyt oczywista, chyba? Tak jakby wiedziała, że jest atrakcyjna. Widać to.”
Dokręca stos, zastanawia się.
„Lubię kogoś bardziej… pewnego siebie w inny sposób. Wysportowaną, jasne, ale nie tylko przez ciało. Kogoś, kto nadąża za mną mentalnie, rozumiesz? Kto łapie moje żarty nawet, gdy są słabe. Zwłaszcza, gdy są słabe.”
Opisuje mnie. Opisuje dokładnie mnie i nie ma o tym pojęcia, a ironia leży mi w piersi jak kamień, którego nie potrafię przełknąć.
„Brzmi jak określony typ,” mówię.
„Może.” Zaczyna swoją serię, a ja go asekuruję bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. „A propos—próbowałeś już tej gry VR, o której ci mówiłem? NeuralScape?”
„Gram.” Słowa wychodzą ostrożnie neutralnie. „Intensywna sprawa. Pełna immersja robi wrażenie.”
„No nie?” Jego oczy rozświetlają się i odkłada ciężar wcześniej niż trzeba, żeby pogadać o tym. „Stary, to sprzężenie zwrotne to czysty odjazd. Miałem mecz walki w zeszłym tygodniu i naprawdę czułem, jak wali mi serce. W sensie moje prawdziwe. Technologia jest z innej ligi.”
Zatrzymuje się i coś zmienia się w jego wyrazie twarzy. Coś, czego nie widziałem nigdy wcześniej. „Gram z taką dziewczyną. Kira.”
„Mówiłeś o niej.”
„Gramy razem 2v2 od kilku tygodni. Ona jest…” Przerywa, odwraca wzrok. I wtedy Simon Hale—najgłośniejszy w każdym pomieszczeniu, odporny na wstyd, bezwstydny we wszystkim—faktycznie się rumieni.
Kolor wpełza mu na szyję i rozlewa się na kościach policzkowych, a ja patrzę na to jak na cud.
„Jaka jest?” dopytuję spokojnym głosem.
„Rozumie mnie. Jak nikt inny, stary. Jesteśmy w środku meczu, totalny chaos, a ona wie, co zrobię, zanim to zrobię. Czasem nie musimy nawet rozmawiać. A jak już rozmawiamy…”
Kręci głową, uśmiechając się do czegoś, czego nie widzę.
„Przy niej czuję, że naprawdę jestem ciekawy. Nie tylko zabawny, czy coś tam. Naprawdę ciekawy.”
Czułość w jego głosie to nóż wsuwający się między moje żebra. Znam Simona od trzech lat. Widziałem, jak randkuje, flirtuje, czaruje dziesiątki kobiet. Nigdy nie słyszałem, by tak brzmiał. Ani razu.
„Brzmi poważnie,” mówię.
„Nie wiem, co to jest.” Otrząsa się, prostuje, a rumieniec znika, gdy znów klepie mnie w ramię. „Ale hej, jesteś moim najlepszym ziomkiem. Wiesz o tym, prawda? Nic tego nie zmieni.”
To zapewnienie ma mnie pocieszyć. Zamiast tego boli bardziej niż jakiekolwiek odrzucenie.
„Wiem,” odpowiadam. „To samo.”
Kończymy trening. Rozchodzimy się na parkingu jak zwykle—piątka, „do jutra”, ta sama swoboda, która mnie kosztuje wszystko, a jego nic. Patrzę, jak jego pickup odjeżdża, zanim pozwalam opaść swojej twarzy.
Droga do domu jest cicha. Moje mieszkanie jest ciche. Pokoje nie odbijają nic z tego, kim jestem—beżowe ściany, minimalne wyposażenie, przestrzeń zaprojektowana, by być niewidzialną.
Biorę prysznic bez czucia wody. Jem bez smaku. Przechodzę przez gesty życia, aż docieram do jedynego pokoju, gdzie mogę naprawdę istnieć.
Pokój do grania jest mały i ciemny, zasłony zaciemniające odcinają świat zewnętrzny. Siadam w fotelu z haptyką, zakładam rękawice neuronowe, podnoszę headset z ładowarki. Jego ciężar jest już znajomy—pocieszający w sposób, którego nie chcę analizować.
Zakładam go. Ciemność rozpuszcza się w świetle, w kod, w nowy świat renderujący się wokół mnie. I gdy patrzę w wirtualne lustro, Gordona już nie ma.
Patrzy na mnie Kira. Ciemne włosy, ostre rysy, pewna postawa. Wszystko, co chowam za dnia, stoi tu na wierzchu. Uśmiecha się, a ja czuję, jak moje prawdziwe usta układają się w ten sam uśmiech.
Powiadomienie pulsuje w polu widzenia. Wiadomość od SimonTheGreat:
Hej. Wolna? Gramy parę meczy?
Mój palec zawisa nad przyciskiem „akceptuj”. Wiem, że powinienem to przerwać. Wiem, dokąd to zmierza, wiem, że kłamstwo kiedyś się zawali, wiem, że buduję coś pięknego na piasku.
I tak przyjmuję zaproszenie.
________________

His Online Lover
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101