
Opis
Te ciemnobrazowe oczy - nigdy wczesniej nie czulam sie oniesmielona jednym spojrzeniem. Sposob, w jaki stoi, pokazuje sile i arogancje; a jednak jest w nim cos intrygujacego - jakas aura. Z jednego spojrzenia, teraz trzyma moja dlon i nie ma juz drogi ucieczki przed nim. W koncu jestem jego Roza.
Rozdział 1
Jan 30, 2026
Rose
Patrzę prosto w lustro, widząc swoje odbicie. Wzdycham, słyszę, jak ktoś woła moje imię, ale bardziej wymuszonym tonem. Staram się zignorować jego głos, dalej myję ręce, ale serce mi zamiera w piersi, gdy ktoś wyłamuje drzwi—sprawiając, że patrzę na sylwetkę ze zdziwieniem.
— Co do cholery tak długo ci zajęło? — pyta Terry, a ja tylko przewracam na niego oczami. Potem podchodzi do mnie i ciągnie mnie za ramię.
Kiedy próbuję wyrwać się z jego uścisku, popycha mnie na ścianę; jego oddech tuż przy mojej szyi—przez co wzdrygam się nerwowo. Patrzę prosto w jego oczy, a on robi to samo—jakbyśmy się wzajemnie wyzywali. Jego silne, umięśnione ramiona oplatają moją talię, po czym zjeżdżają niżej, na mój tyłek.
— Co ty robisz? — pytam.
Staram się go odepchnąć, ale jest znacznie silniejszy ode mnie. Gdy jego usta dosięgają moich, zmuszam się do walki, ale on dalej napiera na mnie. Gryzie mnie w dolną wargę—mocno, celowo, przez co otwieram usta, a on wykorzystuje to, by przejąć kontrolę.
— Odejdź. — mówię, tym razem mój głos brzmi jak rozkaz, próbując przerwać pocałunek.
Patrzy na mnie. — Jesteś dziwką. Tym jesteś, więc zachowuj się jak ona.
Kiedy jego dłonie wędrują po moim ciele i niemal sięgają, by podnieść moją sukienkę, ktoś nam przerywa—sprawia, że cofa się nieco. Wciąż opieram się o ścianę, nie chcąc się do niego zbliżać. On jest potworem. Nickel patrzy na nas obu—dając Terry'emu znak, że szef chce nas natychmiast.
Terry przyciąga mnie do siebie, dotykając mojego pośladka. Obracam się, by rzucić mu gniewne spojrzenie, ale on dalej mnie dotyka. Gdy wychodzimy z łazienki, kierujemy się do sekcji VIP, gdzie siedzi Gonzales—właściciel tego miejsca—człowiek, który mnie posiada. Z daleka widzę go śmiejącego się, podczas gdy trzyma kogoś za talię.
To świnia, muszę przyznać.
Gonzales łapie mój wzrok, a gdy Terry, Nickel i ja docieramy do niego—Terry puszcza mnie i popycha w stronę Gonzalesa, przez co ląduję przed nim na kolanach. Słyszę śmiech Terry'ego za sobą, podczas gdy Nickel lustruje moje ciało wzrokiem. Bawi ich to, prawda? Zawsze ich to bawi.
Wszyscy ich to bawi.
Lubią torturować dziewczyny. Robili gorsze rzeczy niż tylko tortury i mogę się uważać za szczęściarę, że jeszcze nie posunęli się ze mną aż tak daleko. Jestem raczej ulubioną dziewczynką Gonzalesa—nie pozwoliłby tym popapranym typom zrobić mi czegoś bez mojej zgody, ale i tak mnie dotykają. Uważają, że mają do tego prawo, choć nie mają na mnie żadnych haków.
Wstaję, gdy Gonzales ciągnie mnie za talię—zmuszając, bym usiadła mu na kolanach. Zaczyna przyciągać mnie bliżej i widzę, że kręci go, kiedy się opieram. Uważa mnie za kuszącą. Nie mogę temu zaprzeczyć. Nienawidzę być w ich pobliżu, ale jeśli nie wykonam rozkazu, mogą mnie pobić. Zrobili to już. Przeszłam przez to.
Był taki raz, gdy Terry nie dostał ode mnie tego, czego chciał—seksu. To było okropne. To był ból. Nie wahał się mnie uderzyć; nie mają uczuć, nie mają współczucia. Jak mówiłam, to banda zwierząt. Są popaprani. Zwłaszcza Gonzales.
— No dalej, mała. Nie wstydź się. — mówi Gonzales, odgarniając kosmyk włosów za moje ucho. Potem przesuwa ręką po moim udzie—celowo próbując podnieść moją sukienkę, ale patrzę na niego z wściekłością. Śmieje się, wiedząc, że nie znoszę, gdy mnie tak dotyka. Nigdy im nie pozwalam. Nawet jeśli miało by mnie to zabić, nigdy im nie pozwolę.
Odsuwam się i siadam obok niego. Chciałabym po prostu stąd uciec, ale wiem, że nie zajdę daleko. Nikt nie przeżył ucieczki przed Gonzalesem i jego ludźmi. To zabójcy. Zabijają bez współczucia, każdego, kto im przeszkodzi. Tacy właśnie są. Takimi są.
Terry siada obok mnie, znów dotykając moich ud. Odsuwam jego rękę i wyraźnie nie rozumie przekazu „spierdalaj”. Głośna muzyka w tle rozsadza mi bębenki, więc próbuję skupić się na niej, ignorując Terry'ego, ale on dalej mnie dotyka.
— Spierdalaj, Terry. — mówię, tym razem mój głos brzmi, jakbym miała już dość. Podnosi bezbronnie ręce i się cofa, co dla mnie jest szczęśliwym trafem, bo rzadko kiedy się cofa. Chyba nie może zrobić mi krzywdy, gdy Gonzales jest w pobliżu. Gonzales nie lubi, gdy któraś z jego dziewczyn jest bita. Najśmieszniejsze jest to, że sam je bije, jeśli sprawiają problemy, więc jaka to różnica?
Chyba już się domyślasz. Nie mieszkam w zamku z księciem z bajki, tylko tutaj, z kilkoma popapranymi facetami. Zabrali mnie z ulicy, gdy miałam jakieś jedenaście lat. Dorastając w takim otoczeniu, można powiedzieć, że do pewnych rzeczy się przyzwyczajasz.
Zmusili mnie do czegoś, w co nigdy nie sądziłam, że się wplączę. Widać to po mnie. Sprzedaję swoje ciało za pieniądze. To nie jest życie, jakiego chciałam. Nigdy. Ale jeśli się nie zgodzę lub nie posłucham, mogą mi spalić twarz. Zrobili to poprzedniej dziewczynie.
Zgadnij, gdzie ona jest.
Martwa.
Widziałam, jak ludzi zabijano na moich oczach. To był początek. Byłam taka młoda, gdy zobaczyłam, jak zastrzelili kilku mężczyzn tylko dlatego, że nie wykonali rozkazu Gonzalesa. Od tamtej pory ta scena mnie prześladuje, ale z czasem stałam się na to obojętna. Znieczulona na wszystko.
Mój wzrok błądzi po sali, widzę Gonzalesa i jego ludzi, jak dobrze się bawią. Inne dziewczyny chyba nigdy się nie sprzeciwiają ani nie protestują, cokolwiek mężczyźni chcą zrobić z ich ciałami. Nigdy nie rozumiałam, czemu się im poddają; wydaje mi się to głupie. Naprawdę to dla mnie nierealne. Może po prostu boją się śmierci, tak jak ja.
Mam wrażenie, że tu nie pasuję, bo naprawdę nie pasuję. Nigdy tu nie należałam. Muszę stąd wyjść—muszę zacząć nowe życie. Nowy początek. Ten nowy początek wydaje się niemożliwy dla kogoś takiego jak ja. Bardziej niż śmierć przeraża mnie społeczeństwo—czy będą mnie osądzać za to, kim jestem? Czy będą pytać, co zrobiłam? Czy będą patrzeć na mnie inaczej?
Przestaję się rozglądać, gdy widzę nieznajomego mężczyznę patrzącego na mnie. Jego brązowe oczy są tak ciemne, jak tylko mogą być, a twarz ma pięknie wyrzeźbioną. Lustruję wzrokiem jego twarz—uświadamiając sobie, jak niesamowicie jest piękny. Ma mocną szczękę i idealnie ukształtowane usta. Jest zbyt piękny, by być człowiekiem; wydaje się aniołem. Aniołem nie z tego miejsca.
On dalej patrzy na mnie, a ja na niego. Ku mojemu zaskoczeniu, mówi coś do mężczyzny obok, po czym wstaje i rusza w moją stronę. Nie przestaje na mnie patrzeć, a ja nie potrafię oderwać od niego wzroku. Rumienię się, gdy widzę, jak na jego ustach pojawia się delikatny uśmiech—odsłaniając dołeczki.
Boże, on jest piękny.
Nim się obejrzę, już stoi przed Gonzalesem—tylko szklany stolik ich dzieli. O rany, jak on tu wszedł? Mrugam kilka razy, patrząc na Gonzalesa, który zdaje się rozpoznawać, kto przed nim stoi. — Minęło sporo czasu, Elia — mówi Gonzales, upijając łyk drinka, po czym odstawia szklankę.
— Trochę czasu minęło. — odpowiada piękny mężczyzna—zakładam, że to Elia. Spogląda wprost na Gonzalesa, potem znów rzuca spojrzenie w moją stronę. Siada na jednym z miejsc nieco dalej od dziewczyn, ale wciąż wystarczająco blisko mnie i Gonzalesa. Jeszcze raz się uśmiecha, pokazując znów dołeczki. — Chcę jedną z twoich dziewczyn. — oznajmia.
Gonzales zachichotał: ''Mądrze. Wybierz dowolną.'' Zaczyna wskazywać dziewczyny po drugiej stronie — które wydają się zaskoczone pięknem, które widzą. Wiem, dziewczyny, nie musicie się gapić. Wszyscy możemy zobaczyć, jaki on jest piękny. Pomyślałam sobie.
Elia uśmiecha się, patrząc w dół, zanim podniesie głowę i spojrzy prosto na mnie. ''Nie. Chcę ją.'' Wskazuje na mnie — co sprawia, że moje oczy rozszerzają się ze zdumienia, ale pozostaję na miejscu. Czuję się, jakby cały świat przestał się poruszać. Gonzales odwraca się, by na mnie spojrzeć, ale ja dalej patrzę na Elię. Kim on sobie myśli, że jest? Chce mnie? Nie jestem przedmiotem. O, sarkazm. Spójrzcie, gdzie jestem i co mnie powstrzymuje.
''Najwyraźniej, mój przyjacielu, wybierz kogokolwiek, tylko nie ją.'' dodaje Gonzales, a jego twarz staje się śmiertelnie poważna.
Część mnie chce wstać i po prostu pobiec w stronę Elii, chociaż go nie znam i mógłby być seryjnym mordercą czy kimś takim, ale jest w nim coś, co sprawia, że czuję się tak przyciągana. Może to tylko jego wygląd, może po prostu jest zbyt piękny, dlatego.
Elia przez sekundę lub dwie milczy, po czym zaciska szczękę i zaczyna mówić ponownie: ''Ile?'' pyta, a ja zaczynam czuć lekki ból w klatce piersiowej.
Wiem. Jestem kurwą. Obcy przychodzą do mnie i płacą mi za moje usługi. Szczerze mówiąc, nigdy mnie nie obchodzi, kiedy mnie wykorzystują, ale nagle, jeśli chodzi o tego przystojnego faceta tam — Elię, ten nagły ból jest dla mnie zaskoczeniem. No dalej, może jest tylko jak każdy inny facet, który chce mnie mieć na jedną noc i wyrzucić.
''Jak powiedziałem, ona nie jest na sprzedaż.'' mówi Gonzales, wyciągając broń. Ku mojemu zaskoczeniu, Elia się śmieje. O Boże. Czy to tylko ja, czy jego śmiech to najpiękniejszy dźwięk na świecie? No dobrze, może nie najpiękniejszy, ale cholera. Czy on jest prawdziwy, czy śnię? Dlaczego nigdy wcześniej nie spotkałam nikogo takiego jak on? ''Jeśli nie masz już żadnych życzeń, wyjdź.'' dodaje Gonzales.
Elia patrzy Gonzalesowi w oczy. Sposób, w jaki patrzy, pokazuje determinację — przyszedł tu po to, czego chce i nie odejdzie, dopóki tego nie dostanie. ''Twój biznes się psuje. Twoich dziewczyn jest coraz mniej z dnia na dzień. Klienci nie przestają narzekać. Gdzie myślisz, że dojdziesz przy takiej sytuacji?'' mówi spokojnie. Elia nawet nie drgnie na widok broni Gonzalesa.
Wypuszczam powietrze. To za dużo, żeby przetworzyć.
''Milion.'' mówi nagle Gonzales.
Wow, czekaj. Milion, do cholery?!
Patrzę na Elię i widzę, jak kiwa głową, zanim za nim stają dwaj mężczyźni. Jeden z nich mówi mu coś cicho, podczas gdy drugi obserwuje nas wszystkich. To muszą być jego ludzie. Elia kiwa głową jeszcze raz, po czym wstaje — poprawiając garnitur. Potem podaje mi rękę. Gonzales wstaje, ''Jeśli nie masz pieniędzy—'' zaczyna mówić, ale Elia przerywa mu uniesionym palcem wskazującym.
W ciągu kilku sekund telefon Gonzalesa zaczyna dzwonić; pojawia się powiadomienie. Wyciąga telefon i patrzy na ekran. Potem znowu spogląda na Elię — sam zaskoczony.
''Od tej pory nie masz z nią nic wspólnego. Nigdy więcej jej nie zobaczysz. Nie możesz się do niej nawet zbliżyć, bo inaczej zniszczę ciebie i wszystkich, którzy są z tobą powiązani. Włącznie z tymi dwoma.'' mówi Elia, uśmiechając się na końcu i wskazując na Terry'ego i Nickela.
Jestem osłupiała. Co mam zrobić? Gonzales właśnie sprzedał mnie nieznajomemu i pozwólcie, że to powtórzę, pięknemu nieznajomemu, ale mu nie ufam. Nie ufam nikomu, szczerze mówiąc. Czasem nawet sobie nie ufam.
Dlaczego narzekam?
Nie wiem. Może dlatego, że ktoś mnie kupuje.
Elia podchodzi do mnie, po czym się zatrzymuje. Spoglądam w górę — spotykając jego twarz z bliska i widzę, że z bliska wygląda jeszcze lepiej. Czuję, jak całe moje ciało się trzęsie i nie mogę się opanować. Kiedy znów patrzę w dół, zaskakuje mnie to, że kuca, żeby nasza twarz była zaledwie kilka centymetrów od siebie. Mój oddech przyspiesza, gdy nasze nosy lekko się dotykają, zanim on się powoli odsuwa.
Jeszcze raz podaje mi rękę i tym razem kładę swoją w jego z lekkim wahaniem. Nasza skóra dotyka się pierwszy raz i czuję, jak nogi miękną mi bez powodu. Dalej, Rose! On tylko trzyma cię za rękę, do cholery. Jęczę w myślach.
Nim się obejrzę, już stoję przed jego samochodem. Wypuszczam powietrze — nie dowierzając, że naprawdę opuszczam to miejsce. Marszczę brwi, zastanawiając się, czym sobie zasłużyłam na taką szansę. Nie, mam tendencję do zapominania o Bogu i pamiętam o Nim tylko, gdy mam ciężko. Więc wykreślmy 'bycie religijną'.
Powoli zaczynam odchodzić, nie oglądając się za siebie. Wiem, może pójdzie za mną, ale tego właśnie chcę, prawda? Chcę mieć okazję uciec i odejść. Uciec z tego całego gówna. Przez ostatnie lata pragnęłam własnej wolności. Chyba zawsze wchodzę we własną pułapkę.
Słyszę, jak ktoś woła moje imię z tyłu, ale idę dalej — ignorując wołania. Mój krok sam przyspiesza; przez co idzie mi łatwiej. Chociaż sukienka utrudnia mi chodzenie, próbuję jak mogę. Nie mogę przegapić tej szansy. No dobra, właściwie to już chyba tracę szansę na ucieczkę.
Skręcając w lewo, zrzucam obcasy i zaczynam biec w ciemną uliczkę. Zły pomysł, zły pomysł, Rose! Przeklinam się w myślach, ale gdzie indziej mam iść? Jest ciemno i nie wiem, dokąd się udać. Teraz uciekam przed tym pięknym nieznajomym, bo już uciekłam Gonzalesowi. Dzięki temu pięknu.
''Stój!'' Słyszę, jak ktoś krzyczy z tyłu i odwracam się, widząc, że to tamten mężczyzna, z którym rozmawiał Elia.
Jęcząc, biegnę dalej; ostro skręcam i uderzam ramieniem o ścianę — jęcząc jeszcze mocniej. Pierdolone brudne ulice, muszę się stąd wydostać. Wreszcie się ze sobą zgadzam, rozglądając się — widząc, że na wprost jest otwarta ulica. To może być moja jedyna szansa na ucieczkę! Muszę działać szybko.
Gdy postać się zbliża, przyspieszam kroku. Natychmiast przestaję biec, gdy widzę kogoś stojącego kilka kroków przede mną. Przy przyćmionym świetle ledwo widzę jego twarz, ale po chwili obrazy napływają mi do głowy. Oczywiście, że tu będzie. Oczywiście. Wypuszczam powietrze, zaczynam cofać się o kilka kroków, ale jeśli to zrobię, wpadnę na któregoś z jego ludzi, a jeśli zostanę, on mnie złapie.
Mam inne wyjście? Nie.
Zbliża się do mnie, a im bliżej jest, tym wyraźniej widzę figlarny uśmieszek na jego twarzy. Jestem martwa. Na pewno. Zamykam oczy i jeszcze raz wypuszczam powietrze. Gdy tylko czuję znajomy zapach jego perfum, otwieram oczy i widzę, że stoję twarzą przy jego klatce piersiowej. Jesteśmy blisko siebie. Zbyt blisko.
Patrzę w górę i widzę, jak patrzy na mnie — nawet w ciemności udaje mi się dostrzec ciepło jego oczu. Używa wierzchu dłoni, by gładko przejechać po moim policzku; sprawiając, że przełykam ślinę nieświadomie. Nasze spojrzenia się nie odrywają, nawet mrugnięcie nam nie przeszkadza. Pochyla się, a ja czuję jego usta muskające mój policzek, co sprawia, że wstrzymuję oddech.
Jego usta przesuwają się do mojego ucha: ''Przepraszam, mio amore.'' szepcze miękko.
I wtedy poczułam ostry ból z boku szyi i oczy rozszerzyły mi się, gdy zobaczyłam, że wstrzykuje mi coś. Spoglądam na jego twarz, gdy lekko się odsuwa — patrząc na mnie z góry. Moje nogi natychmiast miękną, gdy płyn wędruje przez moje żyły. Całe ciało pali; nagły dyskomfort, ból, drętwienie; wszystko w jednym.
Mrugam kilka razy, próbując wyostrzyć wzrok, ale wszystko zaczyna się rozmazywać. Włącznie z nim.
Spogląda na moje usta, po czym patrzy prosto w moje oczy, a moje powieki natychmiast się zamykają — czuję tylko jego ramiona wokół mojej talii, podtrzymujące mnie, bym nie upadła.
Cóż za interesujący sposób na śmierć.

His Rose
45 Rozdziały
45
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101