

Opis
Dwa tygodnie temu mialam wszystko. Idealna srednia. Idealnego chlopaka. Idealne zycie, jesli zignorowac fakt, ze glownym talentem Liama bylo udawanie, ze mu zalezy. Bylam swietna w byciu idealna dziewczyna - same piatki, mila, nie sprawialam problemow. Az do momentu, kiedy podczas lunchu na moim telefonie pojawil sie post z bliskich znajomych Madison. Uwaga, spoiler: Liam mial na sobie moja bluze na lozku, ktore nie bylo moje, a Madison byla, no coz, w polowie naga. ,,Och," powiedziala, kiedy na nich wpadlam. ,,Zoe." Bez przeprosin. Bez wstydu. Tylko plaska, wycwiczona obojetnosc. Moj chlopak i moja najlepsza przyjaciolka? Tak, byli w tym razem. Moje idealne zycie poszlo sie pasc. Wracalam do domu jak robot, udajac, ze to jakis dziwny kawal, ktory ,,przejdzie" za tydzien. Spoiler: nie przeszlo. Wtedy pojawil sie Jaxon Reed - moj osobisty koszmar - wkraczajac na scene, jakby byl jej wlascicielem. ,,Chcesz, zeby byli publicznie zawstydzeni i emocjonalnie niestabilni?" zapytal. Powiedzialam: ,,Tak. Chce tego." I wtedy sprawy zaczely sie dziac naprawde. Zaczelismy nasza mala operacje zemsty, przeciekajac wiadomosci, wywolujac dramy, a tak przy okazji, absolutnie udaje, ze nie cieszylam sie tym. To znaczy, zemsta jest malostkowa, ale widzialas te zadowolona twarz Liama? Im wiecej Jaxon mi pomagal niszczyc moja reputacje w liceum, tym bardziej nie moglam przestac myslec, jak dobry w tym jest. Ale-zwrot akcji-nie moge sie spotykac z Jaxonem. Nie, bo jest chodzaca katastrofa, pogromca reputacji, a tak, jest tez najgorszym koszmarem mojego bylego. Poza tym, moi przyjaciele na pewno by mnie wydziedziczyli, zwlaszcza po tym, jak zobaczyli mnie w jego bluzie - tej bardzo charakterystycznej bluzie, ktorej zdecydowanie nie powinnam byla nosic. Ale badzmy szczerzy, to o mnie mowimy. Jestem w tym za gleboko, drama jest dzika, a Jaxon wlasnie mnie pocalowal. W szkolna noc. W bibliotece. W srodku planowania upadku mojego bylego. I szczerze? Nie mialam nic przeciwko temu. Ale nie powinnismy byc razem, okej?
Rozdział 1
Apr 18, 2026
Gdybyś zapytał mnie dwa tygodnie temu, powiedziałabym ci, że mam życie z marzeń licealnych. Średnia ocen: solidna. Chłopak: Liam Carter – grający w drużynie piłkarskiej, z dołeczkami na policzkach, z rodzajem szczęki, która sprawiała, że mamy stawały się dziwnie kokieteryjne. College: przyjęta do Berkeley z oczekującym potwierdzeniem stypendium. Grupa przyjaciół: na najwyższym poziomie. Mieliśmy zarezerwowany stolik w kafeterii – nieprzydzielony, ale zrozumiany. Ja, Leah, Macy, Jamie i Madison Kim, do cholery.
Leah znała wszystkie moje sekrety, w tym te, które przysięgałam, że nigdy nie wypowiem na głos. Była moim pierwszym telefonem, moim kontaktem awaryjnym, moją niezawodną przyjaciółką od szóstej klasy na targach naukowych. Macy i Jamie byli głośną, chaotyczną przeciwwagą dla naszego cichego spiskowania – sprawiali, że życie było zabawne, szybkie i na granicy dramatyzmu.
A potem była Madison. Madison Kim, której imię zawsze wypowiadano w całości, jakby było marką lub puentą albo jednym i drugim. Była przerażająca w najlepszy sposób – redaktorka szkolnej gazety, wzorowa uczennica, odbyła praktykę w prawdziwym wydawnictwie latem. Dziecko z układami, córka dyrektora streamingowego i modelki, z garderobą (i umiejętnościami networkingowymi), które to potwierdzały. Przemierzała szkołę jakby była to jej osobista wybieg-slash-sala konferencyjna, a jednak potrafiła być dla mnie naprawdę miła. Irytujące, prawda?
Wszyscy albo chcieli być nią, albo się z nią zaprzyjaźnić – i ona o tym wiedziała.
Moje dni były zamazane przez zajęcia AP, notatki z kodowaniem kolorów i grupowe czaty nazwane rzeczami jak "Prom Posse 2025 💖", gdzie robiliśmy rozbudowane plany, na które żaden z nas nie miał czasu i wysyłaliśmy memy, z których byliśmy zbyt mądrzy, by się śmiać, ale jednak to robiliśmy.
Mieliśmy plany. Dominacja na balu. Dopasowane czapki na zakończenie. Podwójne eseje o "pracy zespołowej w związkach". (Wiem. Wstrętne. Ale byłam zdeterminowana.)
Nie byłam idealna. Ale grałam tę rolę. I byłam w tym dobra.
Aż do momentu, gdy zielone kółko pojawiło się wokół profilu Maddie.
Byliśmy w środku lunchu. Jamie rozrywał opcje tematyczne na bal, jakby osobiście uraziły jego zmysł mody, a Macy dźgała swoją sałatkę, jakby była jej winna pieniądze. Gapiłam się na swój telefon, przegryzając słomkę na śmierć, gdy to kliknęłam.
Historia Bliskich Znajomych Madison.
Zdjęcie było ziarniste. Złe oświetlenie, leniwy kąt. Łóżko. Nieuporządkowana pościel. Na środku kadru: szara bluza z kapturem Liama. Ta, którą mu dałam. Ta, którą nosił w zimne dni meczowe, a ja nosiłam w stresujące weekendy debat.
Była nie do pomylenia.
Tak samo jak łóżko. Nie było moje.
Gapiłam się na ekran, aż obraz wypalił się za moimi oczami. Potem wstałam, mrucząc coś o łazience, i wyszłam.
Nikt nawet nie podniósł wzroku.
Pojechałam prosto do domu Liama.
Z każdym kilometrem dawałam sobie nowe wymówki. Może to było stare. Może Maddie ją pożyczyła. Może to był żart. Nieporozumienie. Coś, z czego będziemy się śmiać za tydzień.
Drzwi wejściowe były otwarte. Weszłam do środka bez zastanowienia. Znałam skrzypienie jego podłóg lepiej niż kombinację swojego własnego zamka.
Kiedy otworzyłam drzwi do jego pokoju, spodziewałam się zaprzeczenia. Wymówek.
Zamiast tego znalazłam Madison.
Na jego łóżku.
Tylko w staniku, w dżinsowych szortach i z telefonem w dłoni.
Spojrzała na mnie, jakbym przerwała jej w środku pisania sms-a. "O," powiedziała. "Zoe."
Nie zszokowana. Nie zawstydzona. Po prostu obojętna. Jakby już przećwiczyła, co powie, gdybym weszła.
Liam stał przy oknie. Bez koszulki. Nadal trzymał telefon, jakby myślał, że to minie, jeśli po prostu się nie ruszy. Jakby stojąc wystarczająco nieruchomo, naprawdę mnie tam nie było.
Nie odezwał się. Nawet nie wyglądał na przepraszającego. Po prostu... pusty. Jakby jego mózg się zawiesił i nie mógł uwierzyć, że to dzieje się na jawie.
Zamarłam.
Nie było krzyków. Żadnych dramatycznych westchnień ani rozbitych ram obrazów. Tylko upiorna cisza, którą czujesz tylko wtedy, gdy twój mózg się przeciąża i twoje ciało decyduje się opuścić statek.
Nie pamiętam, jak wracałam do samochodu. Nie pamiętam jazdy. Myślę, że przejechałam przez wszystkie zielone światła, a mimo to czułam się, jakbym tonęła.
Zanim się zorientowałam, siedziałam za siłownią.
Siedziałam na trawie, zapięta w bluzie pod samą szyję, kolana przyciągnięte do klatki piersiowej, jakbym mogła fizycznie powstrzymać się przed rozpadnięciem. Złapałam zgnieciony Capri Sun, który ktoś zostawił na ziemi przy pojemnikach do recyklingu, i ściskałam go jak zabawkę antystresową. Żałosną, o smaku soku, linę ratunkową.
Siedziałam tam, próbując oddychać przez pieczenie w gardle, chcąc, aby moje bicie serca przestało odbijać się echem w uszach.
I wtedy usłyszałam kroki.
"Whoa."
Głos był trochę zbyt głośny, trochę zbyt zadowolony z siebie i od razu znajomy.
Podniosłam wzrok.
Oczywiście. Oczywiście.
Jaxon Reed.
Opierał się o ceglaną ścianę, jakby to był jakiś niskobudżetowy film niezależny, w którym został obsadzony bez przesłuchania. Bluza z kapturem zbyt droga dla kogoś z jego średnią ocen, loki rozczochrane, jakby właśnie obudził się z drzemki, na którą nie zasługiwał.
"Czego chcesz?" zapytałam, głos chrapliwy, ale wciąż zdolny do sarkazmu.
Podniósł obie ręce, jakbym wyciągnęła na niego nóż. "Spokojnie. Po prostu przechodzę. Nie wiedziałem, że organizujesz tu pełnowymiarową imprezę kryzysową."
"To kontynuuj spacer."
Ale oczywiście, nie zrobił tego.
Usiadł na zardzewiałej ławce obok, wyjął Capri Sun z kieszeni bluzy — bo oczywiście miał swoje — i ssał słomkę, jakby to była jego standardowa czwartkowa atmosfera.
Przez chwilę siedzieliśmy tam w milczeniu.
Potem spojrzał na mnie. "Chcesz o tym porozmawiać?"
Nie zamierzałam odpowiadać. Ale słowa już się wypowiadały.
"Widziałam post Maddie na Close Friends. Bluza Liama. Jej łóżko. Przyjechałam. Była tam. Tylko w staniku. Bez wstydu. Po prostu… siedziała tam. Jakby chciała, żebym weszła."
Jaxon mrugnął. Nic nie powiedział. Po prostu czekał.
"Liam nie powiedział ani słowa," dodałam. "Nie przepraszam. Nie zaskoczony. Po prostu patrzył na mnie, jakbym to ja była intruzem."
Spojrzałam na paczkę soku w mojej ręce. "Wiesz, co jest smutne? Ciągle myślałam, że to moja wina. Zmusiłam go do kandydowania na Króla Balu. Nie pozwoliłam mu tylko dryfować, jak chciał. Sprawiłam, że rzeczy... miały znaczenie."
"Wow," powiedział Jaxon, opierając się. "Więc to tutaj miłe dziewczyny pękają."
"Nie masz pojęcia," mruknęłam.
Jaxon nic nie powiedział. Po prostu czekał.
"Liam tak naprawdę nie lubił mnie od miesięcy. Nie naprawdę."
Wbiłam paznokcie w materiał mojej bluzy.
"Zwykł przerywać mi w pół zdania, kiedy byliśmy z jego przyjaciółmi. Albo mówił, że jestem 'zbyt intensywna', kiedy poruszałam jakikolwiek temat, który naprawdę mnie obchodził — politykę, debatę, dosłownie szkołę. Kiedyś byłam podekscytowana zdobyciem listu rekomendacyjnego od pani Davili i powiedział, 'Czy możemy nie robić teraz akademickiego popisu?' Jakby moje sukcesy sprawiały, że czuł się mały."
Wyraz twarzy Jaxona nieco się wyostrzył, ale nie odezwał się.
"A najgorsza część?" kontynuowałam, teraz cichszym głosem. "Sprawił, że czułam się, jakbym była problemem. Jakby było mnie za dużo. Zbyt ambitna. Zbyt ostra. Więc zaczęłam się kurczyć. Śmiać się z rzeczy, które nie były śmieszne. Prosić o mniej. Udawać, że jego podejście do życia było urocze zamiast —" westchnęłam ciężko, "— leniwe i niepewne."
Spojrzałam na swoje dłonie. Trzęsły się.
"Powinnam była go zostawić miesiące temu. Ale byłam zbyt zajęta byciem 'idealną dziewczyną'. Dziewczyną, która nie wywołuje dram. Dziewczyną, która 'ma wszystko'." Prychnęłam. "Okazało się, że byłam tylko dziewczyną zdradzoną w HD."
Kolejna przerwa.
Potem, bez żadnego ostrzeżenia, Jaxon zapytał, "Chcesz zemsty?"
Spojrzałam na niego. "Co?"
"Chcesz, żeby zostali publicznie zawstydzeni i emocjonalnie niestabilni?" zapytał, jakby oferował przewodnik do nauki, a nie społeczne zabójstwo.
Patrzyłam na niego, a potem kiwnęłam głową. "Tak. Chcę tego."
Uśmiechnął się. "Tak myślałem."
I tak po prostu, zawarliśmy pakt.
Dziesięć dni.
Liam i Madison: zniszczeni.
Społecznie. Romantycznie. Akademicznie. Publicznie. Sekretnie.
I nikt — nikt — nie mógł się dowiedzieć. Ani Leah, ani Jamie, z pewnością nie Macy.
"Naprawdę," powiedziałam. "Jeśli ludzie dowiedzą się, że pracuję z tobą, jestem skończona."
Uniósł brew. "Bo jestem mną?"
"Tak," powiedziałam. "Jesteś radioaktywny. Połowa moich przyjaciół myśli, że przekupiłeś się na próby do college'u. Liam powiedział wszystkim, że opłaciłeś trenera, aby ukraść mu miejsce, pamiętasz?"
Parsknął. "Ta stara historia? Proszę cię."
"Nienawidzą cię od drugiej klasy," powiedziałam. "Jest dosłowny czat grupowy o nazwie Klub Nienawiści Jaxona. Jestem pewna, że Leah zrobiła niestandardowe emotikony."
"Pochlebione," powiedział sucho.
"Jeśli ktoś mnie z tobą zobaczy, nie tylko stracę Liama i Maddie. Stracę całą swoją grupę. Swoją reputację. Swoje miejsce we wszystkim."
Skinął powoli głową i popijał sok, jakby to był po prostu interes.
"A ty dostaniesz swoją zemstę," powiedział.
Wyciągnął rękę.
Nie uścisnęłam jej. Nie dlatego, że nie byłam poważna, ale dlatego, że byłam. Uścisk dłoni z Jaxonem Reedem publicznie? Mogłabym równie dobrze zacząć pakować się na społeczne wygnanie.
Ale spojrzałam mu w oczy i powiedziałam to mimo wszystko.
"Umowa."

How to Destroy Your Ex in 10 Days
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101