

Opis
Siedem lat temu Henry Carter zamienil zycie Renet w pieklo. On byl szkolna zlota gwiazda, hokeista, ona nikim, a gdy niespodziewanie zwrocil sie przeciwko niej, zadbal o to, by wszyscy sie o tym dowiedzieli. Teraz Henry jest zawodowym sportowcem z milionami fanow, kontraktem sponsora na szali i jednym anonimowym kontem, ktore rozbiera go na kawalki pod kazdym pojedynczym postem. Nie wie, ze to konto nalezy do Renet. Nie wie, ze Renet jest dziennikarka, ktora wlasnie usiadla naprzeciwko niego na przelomowym wywiadzie jego kariery, uzbrojona w dyktafon, dysk pelen jego sekretow i tyle skrywanej wscieklosci, by zniszczyc wszystko, co zbudowal. Renet ma plan. Plan jest prosty: zblizyc sie, zdobyc historie, zemscic sie. Ale Henry Carter wciaz mowi rzeczy, ktore nie pasuja do potwora, ktorego nienawidzila przez siedem lat, a im dluzej gra w te gre, tym trudniej jej pamietac, ktora wersja jego jest prawdziwa, a ktora wersja jej samej jest klamstwem.
Rozdział 1
Jul 9, 2026
[Perspektywa Renet]
"Czy nadal jesteś w depresji i samoleczysz się nielegalnymi substancjami, panie Carter?"
Dyktafon między nami wychwytuje każde słowo. Dobrze. Mój magazyn wysłał mnie, żebym napisała laurkę o najnowszym złotym chłopcu NHL: zabieg wybielania reputacji przed jego wielkim kontraktem sponsorskim.
A Henry Carter nie ma pojęcia, że kobieta siedząca naprzeciwko to ta sama dziewczyna, którą zmusił do jedzenia lunchu samotnie przez cały ostatni semestr liceum.
Nie poznaje mnie. To najlepsze w tym wszystkim.
Siedem lat temu miałam metr pięćdziesiąt wzrostu, puszące się włosy i aparat na zębach, byłam tak niewidzialna, że nawet panie z bufetu zapominały moje imię. Henry Carter i jego kumple z hokeja dbali tylko o to, bym była widoczna wystarczająco długo, żeby mnie upokorzyć.
Każdy kolejny rok poświęciłam na odbudowę od zera. Nowe ciało, nowa kariera, nowy kręgosłup. Ta sama wściekłość, ten sam twardy dysk pełen jego cyfrowych trupów: screenshoty z finsty, przypadkowo wrzucone przez jego matkę recepty, siedem lat brudów w schludnych folderach.
Jestem też jego największą anonimową hejterką w sieci. Konto, które rozrywa go na strzępy pod każdym postem. A on siedzi trzy metry ode mnie i nie ma o niczym pojęcia.
Mruga tylko raz, powoli i zdezorientowany, i boże, zrobił się przystojniejszy od czasów szkoły. Szersza szczęka, ostrzejsze kości policzkowe, te same głupie brązowe oczy, które sprawiają, że serce mi bije szybciej.
A potem maska znów wraca na miejsce. Kącik jego ust unosi się w miażdżącym uśmiechu. To pewnie dlatego jego reputacja wymaga odświeżenia: za dużo dziewczyn, za dużo złamanych serc.
Chciałabym zetrzeć ten uśmieszek z twojej paskudnej gęby.
"Mocne pytanie." Odsuwa się na krześle, zrelaksowany i nonszalancki. Śledzę wzrokiem jego wyraźne żyły i natychmiast odwracam spojrzenie. "Skąd w ogóle masz takie informacje?"
"Od zaufanych źródeł." Patrzę mu prosto w oczy, nie ruszam długopisem. Spokojne dłonie, spokojny głos. Dziewczyna, która kiedyś jąkała się w jego obecności, została pogrzebana pod latami ciężkiej pracy i terapii.
"Masz więc świetne źródła." Przetacza butelkę wody między dłońmi. "Na twoje pytanie: nie. Tak naprawdę nigdy nie byłem."
Kłamca, myślę, gdy gorycz i ból ściskają mi gardło. On od zawsze był kłamcą, wydaje się, niepotrzebnie okrutnym i impulsywnym.
Uśmiecham się i zapisuję w notesie coś bez znaczenia. Niech myśli, że wygrywa. "Twoi dawni koledzy z drużyny opisali twoje licealne lata jako 'burzliwe.' Zgadzasz się z tym?"
Na moment zaciska wargi, po czym natychmiast się rozluźnia. Widziałam tę twarz na transmisjach meczów hokejowych i w komentarzach wystarczająco długo, by czytać każdy jego mikro-ekspresję.
Zbliżam się za bardzo do prawdy i nie chce, żebym o tym wiedziała.
"Każdy nastolatek przeżywa burzliwe czasy." Jego głos jest lekki, beztroski. Robi pauzę, przeczesuje palcami ciemne kręcone włosy, znów się uśmiecha. "Moje nie były wyjątkowe. Powiedziałabyś to samo o swoich?"
Cholerny drań. To ty sprawiłeś, że moje nastoletnie lata były burzliwe, i doskonale o tym wiesz.
"Powiedziałabym, że niektórzy mieli gorzej od innych." Przerzucam kartkę. "Wielokrotne doniesienia wiążą twoje nazwisko z incydentami związanymi z substancjami podczas ostatniego roku szkoły. Szkoła prawie cię wydaliła. Chcesz to skomentować?"
"Te doniesienia są nieprawdziwe, niepotwierdzone i szczerze mówiąc? Trochę nudne." Odkręca butelkę z wodą, pije powoli. "Wygląda na to, że czytasz moją ulubioną internetową krytyczkę. Komentuje pod każdym postem, naprawdę zaangażowana w swoją rolę."
Serce mi przyspiesza, ale zachowuję znudzoną minę. Odczekuję trzy sekundy, zanim się odzywam. "Wygląda na to, że masz fankę."
"Raczej stalkerkę." Śmieje się, kręcąc głową, autentycznie rozbawiony. "Anonimowe konto, komentuje wszystko, co robię. Wie o mnie rzeczy, których nawet mój agent nie zna. Mój menadżer myśli, że to jakiś znudzony nastolatek. Ja uważam, że to jeszcze zabawniejsze."
Tętno mi szaleje z głupiego niepokoju i wściekłości. Nie ma szans, żeby się domyślił, ale moje ciało zachowuje się, jakby już wiedział. A fakt, że traktuje to jak żart, sprawia, że mam ochotę sięgnąć przez stół i złamać mu ten idealny nos.
"Dobra, dobra, przejdźmy dalej." Henry w końcu odpuszcza, podnosi obie dłonie, a ja śledzę wzrokiem długość jego palców. Co ty oglądasz, Renet? "Zadaj mi jakieś przyjemniejsze pytanie, to może będę milszy."
Zmuszam się, by spojrzeć mu w oczy.
"Sponsoring Orion." Szybko zmieniam temat, bo muszę go rozluźnić do akapitów, które napiszę później. "Plotki są wszędzie. Wielka marka odżywek i nowa gwiazda hokeja. Ich poprzedniego ambasadora wyrzucono po zarzutach o przemoc domową, więc teraz szukają nowej twarzy. Oficjalnie czy jeszcze nie?"
"Jeszcze nie, ale jesteśmy blisko." Jego oczy rozjaśniają się, brąz cieplejszy niż wcześniej. "Ale to dla mnie zaszczyt, naprawdę. Wiesz, jak ważne jest odpowiednie odżywianie, szczególnie dla sportowców. Być twarzą takiej marki to naprawdę wiele znaczy."
Tylko że nie dostaniesz tej umowy.
Trzy miesiące temu Henry został przyłapany na wymykaniu się z klubu z modelką, podczas gdy jego influencerka dziewczyna transmitowała swoje złamane serce do dwóch milionów obserwujących. Internet go pożarł, sponsorzy zaczęli się wycofywać, a teraz ten wywiad ma być jego ścieżką odkupienia. Bo firmy takie jak Orion nie znoszą skandali.
"Wielka szansa, prawda?" Pochyla się do przodu, łokcie na kolanach. "Dla nas obojga. Okładkowy artykuł do twojego magazynu, czysty wizerunek dla moich sponsorów. Wszyscy wygrywają."
Wszyscy oprócz ciebie, kiedy napiszę, jakim jesteś dupkiem, Henry.
"Czyli potrzebujesz, żebym cię wybieliła?"
Znam odpowiedź, ale usłyszeć ją na głos, na dyktafonie, jest jeszcze lepsze niż wiedzieć.
"Potrzebuję, żebyś napisała prawdę." Przytrzymuje moje spojrzenie o ułamek sekundy za długo. Nie mrugam, nie odwracam wzroku, bo pierwszy kto odpuści — przegrywa. "Prawda dobrze na mnie wygląda, Renet."
Moje imię w jego ustach przesuwa się po moim kręgosłupie jak gwóźdź. Czuję, jak każdy kręg rozświetla się, zanim zdążę to stłumić.
Oczywiście zna moje imię. Jego menadżer przesłał mu je razem z briefingiem prasowym. To nie znaczy, że mnie pamięta. Spokojnie.
Tyle że pamiętam, jak wypowiadał moje imię z taką czułością, że osiadało mi w piersi i łykałam je jak idiotka. Przez chwilę wierzyłam, że naprawdę możemy być przyjaciółmi, a może nawet czymś więcej.
Ale pamiętam też okrucieństwo. Jak wołał moje imię przez korytarze szkolne, tak jakby wołał psa, który się posikał na dywan. Wyzwanie w oczach: odwróć się, to sprawię, że pożałujesz.
Wtedy cała się wzdrygałam. Teraz już nie. "To ja zdecyduję."
"Na to liczę." Mruga do mnie, naprawdę mruga. Pieprzony pozer.
Zamykam notes ze stukiem i przechodzę do pytań końcowych. Jeszcze pięć minut łatwego materiału i mogę iść.
Ten artykuł go zniszczy.
"Dziękuję za wywiad, panie Carter. To wszystko." Wstaję i chowam dyktafon do torby. Obcasy stukają o kafelki, gdy zbieram rzeczy, w głowie już układam lead, kiedy jego głos odzywa się tuż za mną.
"Renet?"
Jego głos najpierw uderza w tył mojej szyi, wszystkie włoski na rękach stają dęba. Odwracam się i z bliska jest jeszcze bardziej piorunujący. Góruje nade mną, muszę zadrzeć głowę, dłonie w kieszeniach, głowa lekko przechylona. Ten sam przechył, te same brązowe oczy, prawie ten sam wzrost, przez który czułam się mała na szkolnych korytarzach.
"Bardzo się zmieniłaś od liceum," mówi cicho.
Zamieram w miejscu, dłonie zaciskają paski torby.
Pamięta mnie, pamięta mnie, pamięta mnie... Rozpoznał mnie. Kurwa!

How to Hate a Hockey Star
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101