

Opis
Czasami najlepsze historie milosne zaczynaja sie od checi zamordowania siebie nawzajem. Natalie to zawodowa porazka wampirow i kompletna katastrofa, jesli chodzi o "picie ludzkiej krwi". Ostatnia szansa, by udowodnic, ze nie jest calkowicie bezuzyteczna-schwytac wilkolaka albo cieszyc sie wiecznym wschodem slonca. Avery jest ksiezniczka wilkolakow, ktora czeka aranzowane malzenstwo z psychopata; desperacko probuje udowodnic, ze jest materialem na alfe, a nie tylko hodowlanym towarem. Co sie stanie, gdy wyglodnialy wampir spotka wilka, ktory porusza sie jak kontrolowany chaos?
Rozdział 1
Aug 18, 2025
POV Natalie
Pięćdziesiąt trzy lata temu zginęłam w wypadku samochodowym na autostradzie 101.
Siedemnaście lat, sukienka na studniówkę wciąż jak z obrazka, tusz do rzęs cudem nietknięty. Szczytowa martwo-nastoletnia estetyka, szczerze mówiąc.
Alaric Courtland znalazł mnie ledwo żywą i wykrwawiającą się, i pomyślał: „Ta ma potencjał.”
Potencjał do czego? Do bycia zawodowym rozczarowaniem?
Zadanie wykonane, staruszku.
Za pierwszym razem, gdy spróbowałam ludzkiej krwi, wymiotowałam przez trzy dni bez przerwy. To raczej nie ta historia o początkach wampira, którą wrzucają do broszurek.
Podczas gdy inne nowo narodzone wampiry szły pełnym Drakulą, ja sucha rzygałam w kabinach łazienek i odmawiałam polowania.
Alaric nazywał to „moralną słabością”. Ja nazywałam to „wciąż mam pierdoloną duszę”.
Więc znalazłam alternatywy. Krew zwierzęca, gdy byłam zdesperowana, smakuje jak metaliczne rozczarowanie, ale utrzymuje cię przy życiu. Energetyki z dodatkiem suplementów żelaza.
Czasem kradłam worki z krwią ze szpitali, wmawiając sobie, że już zostały oddane, już miały ratować życie.
Głód jednak nigdy nie ustaje. To jakby być na stałe wygłodniałym, podczas gdy wszyscy wokół ucztują.
Czasem pękałam, osaczałam jakiegoś skurwiela, który skrzywdził innych, i brałam tylko tyle, by przeżyć. Wmawiałam sobie, że jestem Robin Hoodem z kłami.
Ale te momenty? Czuły się jak umieranie od nowa.
Teraz stoję w Wright Hall, absolutnie zjechana przez sześciu pradawnych wampirów, którzy myślą, że jestem ich największą porażką. Gdyby teraz podłoga otworzyła się i wyjebała mnie prosto do piekła? Pewnie zostawiłabym pięciogwiazdkową recenzję na Yelp.
Zamiast tego stoję na środku sceny, a ich świecące oczy rozbierają mnie wzrokiem jak nieudany eksperyment naukowy, a współczucie tutaj jest na poziomie absolutnego zera.
Moje buty równie dobrze mogłyby być zabetonowane w kamieniu. Moja twarz? Czysty marmur.
Chcą, żebym się złamała? Będą musieli się postarać.
Mistrzyni Lira nawet nie udaje, że chce usiąść, krąży jakby startowała w castingu do filmu przyrodniczego o drapieżnikach szczytowych. Jej długa, ciemna spódnica wydaje na podłodze syczący dźwięk, przez który mam poważne skojarzenia z wężami.
„Kolejna porażka,” ogłasza, głos ostry jak szkło. „Kolejny wilk. Kolejna żałosna wymówka.”
„Nie dałam ci żadnej,” odpowiadam, utrzymując równy głos, choć kręgosłup zaraz mi pęknie.
„Tak. Bo wiesz, że już żadnej nie ma.” Zatrzymuje się, wbija we mnie te drapieżne oczy. „Już nie.”
Moje dłonie drżą, chcą zacisnąć się w pięści, ale trzymam je luźno. Trzymam kły tam, gdzie ich miejsce.
Głód dosłownie mnie zżera – nie jadłam porządnego posiłku od miesięcy.
Ostatni raz to był jakiś gwałciciel, którego dopadłam w alejce. Wmawiałam sobie, że zasłużył, ale jego krew i tak smakowała jak moje człowieczeństwo wyciekające kropla po kropli.
Ale prosić tu o krew? Wolę płukać gardło święconą wodą.
„Daliśmy ci wszystko,” kontynuuje Lira, krążąc wokół mnie jakbym już nie żyła. „Siłę. Nieśmiertelność. Moc, o której nie śniłaś. A ty wciąż zachowujesz się jak przestraszona dziewczynka, która boi się użyć swoich kłów.”
„Nie boję się.” Słowa wychodzą ostrzej, niż chciałam.
„To czym do cholery jesteś?” Jest już przy mojej twarzy. „Bo na pewno nie tym, co stworzyliśmy.”
Jakiś idiota z cienia mruczy: „Wciąż udaje człowieka.”
Cue śmiech. Zimny, szyderczy, absolutnie rozkoszny.
Nie odwracam się. Doskonale wiem, kto się śmieje. Ci sami dupkowie, którzy od dekad patrzą, jak spektakularnie zawodzę, pewnie obstawiając zakłady, kiedy w końcu pęknę.
Nie rozumieją. Nie udaję człowieka – próbuję nim zostać. To różnica.
Za każdym razem, gdy się najem, gdy poddam się do końca, tracę kolejną część tego, kim byłam. Pięćdziesiąt trzy lata walki z tym czymś we mnie, a gdzieś głęboko wciąż mam siedemnaście lat, wciąż jestem przerażona tym, czym się stałam.
„Daruj sobie motywacyjne przemowy,” mówię, z podniesioną brodą, jakbym nie umierała w środku.
„To twoje ostatnie ostrzeżenie.” Uśmiech Liry to same kły, zero ciepła. „Shadowmere Pack. Coś ci mówi?”
„Tak.” Wszyscy ich znają.
To te wilkołaki, które dla zabawy robią z wampirów konfetti na imprezy.
„Namierz ich. Przyprowadź ich dziedzica żywego. Do przesłuchania. Nie zabij. Nie spieprz tego.”
„A jeśli jednak?” Bo dziś chyba mam życzenie śmierci.
„Nie spieprzysz.” Jej obcasy stukają jak wystrzały. „Bo jeśli to zrobisz, czeka cię wschód słońca. Na stałe.”
Cisza spada jak fizyczny cios. Nawet lampy zdają się przygasać z szacunku dla mojej przejebanej sytuacji.
Nie mrugam. Tylko kiwam głową i kieruję się do wyjścia, jakby moje wewnętrzne wrzaski nie były wystarczająco głośne, by obudzić zmarłych.
„Będziesz potrzebować siły,” rzuca za mną Lira. „Stół ofiarny jest tuż obok.”
Zapach ciepłej krwi uderza mnie jak ciężarówka.
Bogata, gotowa, wręcz błagająca o spożycie. Moje kły niemalże wibrują, gardło płonie, ale duma? Duma jest chyba wyższa niż instynkt przetrwania.
„Zdecydowanie nie,” mówię, nie oglądając się.
„Słabniesz,” ktoś syczy.
„Nie,” odpowiadam, ręka na klamce. „Po prostu pamiętam, kim byłam, zanim wszyscy postanowiliście zapomnieć.”
Drzwi trzaskają z siłą wystarczającą, by pewnie pękła framuga. Korytarz jest zimniejszy, a może to po prostu ja powoli umieram z głodu.
Idę dalej – mijam portrety poległych wojowników, mijam ołtarz Alarica, gdzie jego namalowane oczy kiedyś patrzyły z dumą, a teraz tylko znużone moimi wiecznymi wybrykami.
Mój pokój przypomina mauzoleum. Zdzieram rękawiczki, dłonie trzęsą mi się jak przy odwyku.
Bądźmy szczerzy, pewnie tak właśnie jest.
„Nie teraz,” mówię sobie. „Trzymaj się, Nat.”
Mapy pokrywają mój stół jak tablica dowodowa seryjnego mordercy – terytoria, tereny, lata notatek o wilkach. Palcem śledzę północno-zachodni róg, gdzie miesiące temu zakreśliłam czerwoną kropkę. To nie chodzi o bycie ich idealnym potworem. Chodzi o przetrwanie.
Czas przestać rozmyślać i zacząć polować.
Jeden wilk. Żywy. Ile to może być roboty?
Ale głęboko pod warstwą pięćdziesięciu trzech lat wampirzego warunkowania jakiś uparty kawałek mnie szepcze: To jest złe i wiesz o tym.
Wpycham ten głos do srebrnego pudełka i zatrzaskuję wieko.
Mijając dwóch strażników, jeden postanawia być pomocny: „Tym razem postaraj się nie zapomnieć kłów, półkrwi.”
Zatrzymuję się. Uśmiecham się wszystkimi zębami.
„Ty postaraj się nie zapomnieć, że wciąż mogę cię skończyć, czysta krew.”
Leśne powietrze uderza mnie w twarz, gdy wychodzę. Drzewa witają mnie jak starzy przyjaciele, którzy od dawna czekali.
Shadowmere nie mają pojęcia, co na nich idzie.
Nie obchodzi mnie już, jak mnie nazywają – potworem, porażką, człowiekopodobną. Nie chcę być człowiekiem. Chcę być wolna.
A jeśli przywleczenie wilka to mój bilet do wolności? Niech tak będzie.

Hunt Me, Hold Me
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101