

Opis
Sawyer Drum ma piec bylych dziewczyn i jeden sekret: nigdy nie byl podniecony przy zadnej z nich. Jego ojciec siedzi w wiezieniu za handel narkotykami, matka ledwo trzyma sie na nogach, a cala tozsamosc Sawyera opiera sie na jednej zasadzie - nigdy nie stac sie Dalem Drumem. Nigdy nie byc zamknietym w sobie mezczyzna, ktory zniszczyl wlasna rodzine. Wtedy jego matka wychodzi za maz za Richarda Ellory'ego. Sawyer przeprowadza sie do nowego domu niedaleko kampusu, gdzie dzieli lazienke i codziennosc z przybranym bratem, ktorego nienawidzi od czasow liceum - Cadem Ellorym. Gwiazda plywacka. Zlotym chlopcem uczelni. Jedyna osoba, przy ktorej cialo Sawyera go zdradzilo. Co mogloby pojsc nie tak?
Rozdział 1
Jun 30, 2026
POV Sawyera
"Jesteśmy razem od dwóch tygodni, Sawyer." Głos mojej dziewczyny brzmi tak głośno, że grupa chłopaków przechodzących z stołem do beer ponga odwraca głowy. "I nawet nie pozwalasz mi cię dotykać. Co z tobą jest nie tak?"
Megan przygniata mnie do ściany korytarza, zaczepiając palce o szlufki moich spodni, a ja myślę tylko o tym, jak bardzo chcę ją od siebie odepchnąć.
"Nic mi nie jest." Łapię ją za nadgarstki i odciągam jej ręce od swojej talii. "Może po prostu nie chcę twoich rąk w moich spodniach pośrodku domu bractwa."
"To nie tylko tutaj. To wszędzie." Szuka w mojej twarzy odpowiedzi, której nie mam. Jest ładną dziewczyną o brązowych włosach, wielkich zielonych oczach i ciele, za które połowa pierwszorocznych przeszłaby po rozbitym szkle. Nic nie czuję, gdy przyciska je do mnie. "Nie pociągam cię?"
"Zamknij się, Megan."
Pcha mnie w pierś, moje ramiona znów uderzają o ścianę. Ponad jej głową, przez łuk prowadzący do salonu, widzę jego.
Cade Ellory, mój wróg, siedzi na kanapie w salonie. Oczywiście na środku. Nogi szeroko rozstawione, ramię zarzucone na oparcie, piaskowe blond włosy krótko ostrzyżone.
Megan wsuwa się w mój kadr, zasłaniając Cade'a całym swoim ciałem. Jej paznokcie wbijają się w mój przedramię. "Sawyer. Mówię do ciebie."
Nie słucham.
Patrzę, jak Cade przechyla piwo na kanapie po drugiej stronie pokoju, i myślę o lecie, kiedy zajął moje miejsce w drużynie pływackiej. Spędził trzy miesiące, szepcząc synowi trenera Hardinga o moim temperamencie, moim życiu rodzinnym, moim "problemie z nastawieniem".
Kiedy przyszły eliminacje, już byłem wykreślony. Następnego dnia znalazł mnie na korytarzu i uśmiechnął się tym irytującym, zamkniętym uśmiechem, który mówił: Zabrałem ci to, bo mogłem.
Złamałem mu za to nos. Krwawił na moją pięść i uśmiechał się jeszcze szerzej.
"Naprawdę mnie teraz ignorujesz?" Megan wali obiema dłońmi w moją pierś.
Ma ten sam uśmiech co wtedy. Widzę go stąd.
Mój wzrok skupia się na sposobie, w jaki jego gardło porusza się z każdym łykiem piwa, szczęka uniesiona jakby prowokował, żeby ktoś w nią uderzył.
Powinienem przyjąć zaproszenie? Walić pięścią w tę szczękę, aż kość się przesunie, jego głowa poleci na bok i pojawi się krew?
Już kiedyś złamałem mu twarz. Niektóre noce nadal napinam dłoń i za tym tęsknię.
Po obu jego stronach siedzą dwie dziewczyny, jakby zamówił je z menu. Chłopak opiera się o podłokietnik, mówi mu coś do ucha. Cade nie reaguje na nic — dziewczyny, chłopaka, uwagę.
Pieprzy wszystko, co się rusza, a cały kampus go za to uwielbia.
Patrzę, jak jego usta wyginają się w uśmiechu na coś, co mówi chłopak. Uśmiech nie sięga jego oczu. Oczy pozostają puste, ale nikt poza mną tego nie zauważa, bo są zbyt zajęci duszeniem się jego kutasem.
Mocniej ściskam kubek, aż plastik się wgniata.
Megan chwyta mnie za szczękę i zmusza, bym spojrzał na nią. "Spójrz na mnie."
Patrzę. Zasługuje na lepsze słowa, niż to, co zamierzam powiedzieć, ale nie obchodzi mnie to na tyle, by się powstrzymać.
Zdejmuję jej ręce z klatki piersiowej i opuszczam je z siłą. "Wyjdź mi z oczu, Megan."
Jej broda drży. Mruga szybko, próbując się pozbierać.
"Jesteś takim dupkiem, Sawyer." Jej głos łamie się. Cofnęła się o krok. Potem jeszcze jeden. "Zadzwoń, jak się dowiesz, czy w ogóle lubisz kobiety."
Odwraca się na pięcie i znika w tłumie, jakby nigdy tu nie była.
Stoję przez chwilę z plecami opartymi o ścianę i zaciśniętymi pięściami. Boli mnie w klatce piersiowej, bo powiedziała coś, czego nikt nie powinien mówić, i to, że to boli, znaczy, że jest tam miejsce do uderzenia, a na to nie mogę sobie pozwolić.
Sięgam po butelkę Jim Beama z kuchennego blatu i piję prosto z niej, aż gardło mnie pali. Opieram się o lodówkę. Patrzę, jak ludzie przemykają obok w różnych stadiach upojenia.
Kiedy patrzę z powrotem, kanapa jest pusta. Cade i chłopak zniknęli. Pewnie są w jakiejś sypialni na górze, a tamten klęczy i dziękuje Bogu za ten przywilej.
Kurwa obrzydliwe.
Dwadzieścia minut później decyduję, że muszę znaleźć Megan. Jeśli wróci do domu zapłakana, moja matka się o tym dowie. A na to nie mogę sobie pozwolić.
Odrywam się od lodówki i idę na górę.
Tu na korytarzu jest ciemniej, muzyka stłumiona przez podłogę. Łazienka na końcu, drzwi uchylone i światło wylewające się na deski.
Otwieram je szerzej.
Pierwsze, co widzę, to włosy Megan. Zwisają jej na twarz, kołyszą się w rytm jej głowy, która porusza się między nogami kogoś siedzącego na krawędzi wanny. Jej kolana na kafelkach. Ręce zaciśnięte na jego udach.
Wtedy widzę, czyje to uda.
Cade Ellory patrzy na mnie ponad jej głową. Jego dłoń spoczywa na jej potylicy. Nie odpycha jej, nie zakrywa się. Błękitne oczy wbija w moje, jakby... oczekiwał mnie?
"Megan." Nie słyszy mnie. Albo słyszy i nie obchodzi ją to. Podnoszę głos. "Wyjmij mu tego chuja z ust i wstawaj!"
Odsuwa się gwałtownie, tusz rozmazany, usta mokre. "Sawyer — ja nie—"
Łapię ją za kołnierzyk i jednym ruchem podnoszę na nogi i wyciągam za drzwi. Potyka się za mną na korytarz, już płacze, już się tłumaczy.
Nie słucham.
Wchodzę do łazienki i zatrzaskuję drzwi.
Cade odchyla głowę do tyłu, opierając o kafelki. Nadal siedzi na krawędzi wanny, z dżinsami zsuniętymi i kutasem na wierzchu, twardym tak, że praktycznie celuje we mnie.
Patrzy na mnie, jakbym miał czuć się zaszczycony. "To ona do mnie przyszła, dla jasności."
Uderzam go w szczękę tak mocno, że pękają mi kostki.
Jego głowa odskakuje na bok. Krew rozlewa się na jego dolnej wardze, a on się śmieje — krótko, bez tchu — po czym wstaje i wpadamy na siebie w wąskiej przestrzeni między wanną a umywalką.
Łapie mój drugi cios i pcha mnie na lustro. Szkło pęka za moją głową. Wbijam mu kolano w żebra, zgina się, chwyta mnie za koszulę, ciągnie w dół ze sobą.
Walczymy na kafelkach.
"No właśnie, to on." Krew spływa mu po brodzie. Jego oczy są jasne, rozszerzone, żywe. "Tęskniłem za tą wersją ciebie."
"Zamknij się."
Walę go pięścią w bok, a on wygina się pode mną — i wtedy to czuję.
Był twardy przez cały ten czas. Nie opadł. Teraz jego kutas napiera na moje udo — gruby, nie do pomylenia, pulsujący przez dżins, podczas gdy unieruchamiam go na łazienkowej podłodze.
Moje ciało robi coś, czego nigdy sobie nie wybaczę.
Gorąco zalewa mi krocze tak szybko, że zamazuje mi się obraz. Każdy mięsień poniżej pasa napina się, a moje biodra — moje biodra prawie — spinam je tak mocno, że drżą mi uda. Mój własny kutas twardnieje w dżinsach i nie mogę tego powstrzymać. Nic. To się dzieje trzy cale od jego, i jeśli się choć trochę przesunie, poczuje to.
Przesuwa się.
Jego oczy zatrzaskują się w moich. Uśmiech, który rozlewa się po jego zakrwawionych ustach, to najgorsza rzecz, jaką w życiu widziałem.
Uderzam go tak mocno, że jego głowa odbija się od kafelków. Potem znowu. I jeszcze raz. Potem odpycham się od niego i chwiejnie wstaję.
Wychodzę bez słowa. Schodzę po schodach, przez tłum, mijam Megan na ganku, szlochającą do telefonu. Chłodne nocne powietrze uderza mnie w twarz i idę dalej, aż muzyka cichnie, latarnie się przerzedzają i jedynym dźwiękiem zostaje mój własny oddech.
To gorąco w moim brzuchu nie znika. Siedzi tam, nisko i cierpliwie, jakby zawsze tam było i dopiero je zauważyłem.
Przyspieszam.

Hurt Me Like You Need Me
75 Rozdziały
75
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101