

Opis
Isabella D'Angelo spedzila swoje zycie, bedac posluszna - doskonala corka jednej z najpotezniejszych mafijnych rodzin we Wloszech. Obiecana mezczyznie, ktorego nienawidzi, jest gotowa poswiecic swoje serce w imie obowiazku. Ale kiedy jej narzeczony upokarza ja na oltarzu, Isabella podejmuje jedyna decyzje, ktorej nigdy nie mogla podjac: ucieka. Zagubiona, boso i zlamana, przekracza granice zakazanego terytorium - i wpada w ramiona Leandro Morettiego, syna najstarszego wroga jej rodziny. Rozdarta miedzy lojalnoscia wobec krwi a pierwszym smakiem prawdziwej wolnosci, Isabella i Leandro zawieraja niebezpieczny tajny pakt. Ale w ich swiecie milosc jest zdrada - a niektore zdrady sa oplacane krwia.
Rozdział 1
May 15, 2026
Punkt widzenia Isabeli
Zawsze myślałam, że jeśli będę wystarczająco nieruchoma, wystarczająco miękko się uśmiechała, doskonale posłuszna, to moje życie jakoś będzie się wydawało właściwe. Że jeśli będę składać ręce tak, jak nauczyła mnie mama, nosić krzyże, które dał mi ojciec, i mówić właściwe rzeczy właściwym ludziom, będę dumna z dziewczyny w lustrze.
Ale stojąc tam, tonąc w warstwach sprowadzonej koronki i jedwabiu, nawet siebie nie rozpoznawałam.
Lustro wpatrywało się we mnie, okrutne i bezlitosne. Panna młoda. Córka. Pionek.
Moja suknia ślubna była piękna. Kości słoniowej biała, z perełkami wszytymi w rękawy, trenem wystarczająco długim, by ciągnąć za sobą pół katedry. Moje włosy były spięte, makijaż nieskazitelny, paznokcie pomalowane na miękki, posłuszny róż.
Nienawidziłam tego.
Nie dlatego, że nie wyglądałam pięknie. Wyglądałam. Wyglądałam dokładnie tak, jak powinna wyglądać córka D'Angelo w dniu ślubu: doskonale, wypolerowana, nieosiągalna.
Ale wewnątrz czułam się, jakbym się dusiła.
Moje ręce drżały, gdy dotknęłam gorsetu sukni. To nie była sukienka. To była więzienie.
"Wyglądasz olśniewająco, cara," szepnęła za mną moja matka, wygładzając welon na moich ramionach. Jej oczy lśniły dumą. Nie widziała, jak moja klatka piersiowa się zaciska, jak pali się moje gardło. Kiwnęłam głową przez odbicie, bo tak powinnam zrobić. Uśmiechnąć się, bo tak robiły dobre córki.
Myślałam o Elio Contim, czekającym na mnie przy ołtarzu.
Moim narzeczonym od szesnastego roku życia. Obiecanym mu jak kontrakt podpisany krwią. Umowa mająca na celu połączenie Contich i D'Angelosów w jedną niepowstrzymaną siłę, zdobycie większej władzy, większej kontroli. Mój ojciec, Isaac D'Angelo, nie mógł być bardziej dumny.
Elio. Przystojny, czarujący, doskonały na papierze. Doskonały publicznie, ale okrutny, gdy nikt nie patrzył. Kontrolował uśmiechami, ale ranił ludzi słowami, które nigdy nie zostawiały śladów. Oszukiwał z dziewczynami, które chichotały i pisały do niego po północy. Dziewczynami jak Natalie Romano.
Natalie, która nawet się nie wstydziła. Z pewnością była jego ulubioną zabawką.
Za każdym razem, gdy próbowałam coś powiedzieć o nawykach Elia do oszukiwania, moi rodzice to zbywali. "Normalne," mówili. "On się tylko bawi przed ustatkowaniem się."
Przełknęłam gulę w gardle. Mój ojciec oczekiwał doskonałości dzisiaj. Moja matka oczekiwała córki, z której mogłaby się chlubić.
Zmuszałam się, by odwrócić się od lustra.
Nadszedł czas.
Katedra była już pełna, gdy wszedłem do środka, z ręką w ramieniu mojego ojca. Trzysta gości. Sojusznicy. Dziennikarze. Detektywi w cywilnych ubraniach udający, że nie zauważają, kto siedzi w pierwszych ławkach. Ochroniarze z słuchawkami za uszami.
Wszyscy patrzyli. Powtórzę to jeszcze raz, wszyscy patrzyli na mnie, gotowi do ślubu tej nocy.
Organy zagrały. Moje kroki były miarowe. Mój uśmiech był zamarznięty. Starałam się jak najlepiej wyglądać normalnie i szczęśliwie.
I tam był.
Elio stał przy ołtarzu, przystojny w swoim czarnym smokingu, jego uśmiech szeroki i złośliwy. Zrobiłam kolejny krok w jego stronę, a moje serce biło tak mocno, że bolało.
Nie chciałam tego. Nie chciałam jego. Nie chciałam niczego z tego.
Ale szłam dalej, bo córki mafijnych mężczyzn nie miały wyboru.
Kapłan mówił, a ja ledwie go słyszałam nad szumem krwi w uszach. Moje palce były zimne i zdrętwiałe. Trzymałam oczy spuszczone. Uśmiech. Oddychaj.
"Elio Conti, czy bierzesz Isabelę D'Angelo na swoją prawowitą żonę?"
Wstrzymałam oddech.
Elio uśmiechnął się złośliwie, patrząc mi prosto w oczy, i powiedział: "Biorę... ciebie Natalie, na moją żonę."
Świat się zatrzymał.
Przez chwilę myślałam, że źle usłyszałam. Czy on właśnie powiedział imię Natalie?
Ale wtedy to zobaczyłam.
Patrzył – nie na mnie – ale za moje ramię. W stronę ławki. W jej stronę.
Natalie Romano.
Siedziała tam, żując gumę, uśmiechając się zuchwale, jakby nic się nie stało. Kiedy złapała moje spojrzenie, zrobiła wulgarne gesty ręką w stronę Elia, subtelne na tyle, że większość by tego nie zauważyła. Spojrzałam na nią, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
Mój żołądek się przewrócił. Mój wzrok się zamazał.
Przez tłum przeszedł szmer – śmiech. Na początku miękki, niezręczny, potem głośniejszy, gdy ludzie zdecydowali, że to musiał być żart.
Oczywiście to był żart. Elio Conti nigdy nie ośmieszyłby D'Angelosów w ten sposób. Prawda?
Elio zaśmiał się i udał kaszel. "Mam na myśli Isabelę D'Angelo," powiedział gładko, mrugając do tłumu.
Ale było już za późno.
Widziałam prawdę. Kpinę. Zdradę.
On mnie nie kochał. Nigdy nie kochał. Pokazywał mnie jak trofeum, podczas gdy potajemnie spotykał się z nią. Myślał, że się uśmiechnę i skłonię głowę, i podziękuję mu za to, że wybrał mnie ponad swoje liczne poboczne związki.
Chciałam krzyczeć. Chciałam rozerwać tę doskonałą, ciężką suknię i rzucić ją w jego bezczelne twarzy.
Twarz mojego ojca była kamienna. Moja matka była zamrożona.
Kapłan się zawahał, patrząc między nami.
Nie mogłam oddychać. Nie mogłam go poślubić. Po prostu nie mogłam.
"Przepraszam," powiedziałam, mój głos drżący, ale wystarczająco głośny, by rozbrzmiewać po katedrze.
Wszyscy się odwrócili.
"Potrzebuję chwili," powiedziałam, zmuszając się do uprzejmego uśmiechu. "Tylko dziesięć minut. Proszę."
Były szmery. Mój ojciec zaczął wstawać, ale podniosłam rękę, i jakoś mnie puścił.
Odwróciłam się i poszłam – nie, pobiegłam – boczną nawą, moja sukienka zaczepiała się o ławki, mój welon zsuwał się z głowy. Przebiłam się przez ciężkie drzwi i wpadłam z powrotem do pokoju, w którym ubierałam się tego ranka. Zamknęłam drzwi za sobą, opierając się plecami o nie, zsuwając się na podłogę, łapiąc powietrze.
Łzy zasłoniły mi wzrok, ale wściekle je otarłam. Nie mogłam płakać. Nie tutaj. Nie teraz.
Moje myśli kręciły się. Czy powinnam uciec? Czy powinnam wrócić tam i udawać, że nic się nie stało? Czy naprawdę mogłabym spędzić resztę życia z człowiekiem, który nie szanował mnie nawet na tyle, by udawać na naszym ślubie?
Ostry stukot wstrząsnął drzwiami.
"Isabelo, otwórz te drzwi," głos mojej matki wezwał, napięty i naglący. "Masz pięć minut, by się opanować. Słyszysz mnie? Pięć minut. Potem wracasz tam i kończysz to."
Skończ to.
Jakby poślubienie Elia było tylko transakcją biznesową, którą musiałam podpisać.
Objęłam kolana ramionami, drżąc. Nienawidziłam Elia. Nienawidziłam Natalie. Nienawidziłam siebie za to, że kiedykolwiek myślałam, że mogę to znieść. Patrzyłam na drzwi, tania złota klamka lekko się trzęsła, gdy moja matka próbowała ponownie.
Nie. Nie zrobiłabym tego.
Wstałam na nogi, zerwałam ciężki welon i wyszłam przez boczne okno, lądując ciężko na bruku poniżej. Miasto rozciągało się przed mną, szerokie i dzikie i nieznane. Nie spojrzałam wstecz. Biegłam – bo wszystko, wszystko było lepsze niż należenie do Elia Contiego.
Wybiegłam przez boczne drzwi katedry, obcasy stukające o marmurowe schody. Chłodne powietrze uderzyło mnie w twarz. Zerwałam obcasy, rzucając je na bok, i biegłam boso przez miasto. Moja droga suknia ciągnęła się za mną. Moje włosy się rozpuściły. Moje serce łomotało tak głośno, że nie mogłam myśleć.
Nie wiedziałam, dokąd idę. Wiedziałam tylko, że nie mogłam wrócić.
Nie do Elia. Nie do moich rodziców. Nie do życia, w które mnie wplątali.
Biegłam przez zaułki, przez ulice, ignorując westchnienia i krzyki nieznajomych. Nie obchodziło mnie, czy wyglądam na szaloną. Nie obchodziło mnie, czy ktoś to zobaczy.
Niech widzą.
Niech wszyscy widzą.
Musiałam uciec. Musiałam znaleźć coś prawdziwego, coś, co było moje.
Musiałam uciec – jak najdalej od Elia Contiego – i nigdy nie wrócić. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Nie jego kłamstw. Nie jego gier. Nie jego dotyku. Wolałabym stracić wszystko, niż kiedykolwiek do niego należeć.

I Married the Wrong Mafia Prince
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101