

Opis
"Stay away from him," Gianni growled, blood still fresh on his knuckles. "You're mine now." Catarina didn't plan to fall for her best friend's father. But one violent night, one stolen kiss, and one locked door changed everything. Now she's trapped in his mansion, caught between the man who bruised her and the man who broke every rule to protect her. But Gianni has secrets-and she's not the only one he's hiding. Love wasn't supposed to feel like this. Dangerous. Addictive. Unforgivable.
Rozdział 1
Apr 23, 2026
Caterina
„Pozwól, że się upewnię, czy dobrze zrozumiałam”, mówi Tatiana, pochylając się nad konsolą środkową, jej łokieć skrzypi na skórzanym obiciu, gdy próbuje ustabilizować kieliszek szampana.
Odrzuca blond włosy z twarzy, a jej oczy błyszczą od wszystkich toastów, na które uparła się, żebyśmy poszły. „Właśnie skończyłaś studia, a twój chłopak od pięciu lat nie pojawił się na ceremonii… i nie spędził z tobą nocy po tym?”
Zaciskam zęby, uśmiechając się uśmiechem, który nie jest uśmiechem. Jej bezpośredniość zawsze spada jak policzek—celna, piekąca, nie do zignorowania. Po pięciu imprezach czuję, jakbym biła brawo cudzym błyszczącym życiom, podczas gdy moje trwało gdzieś na marginesie, przygaszone i nie do końca moje.
„Musiał wcześnie wstać do pracy”, powtarzam, recytując wersję, którą Luciano podsuwa mi, gdy chce pozostać nie do ruszenia. „Stara się być odpowiedzialny.”
„Dorosły człowiek bierze wolne na coś ważnego”, stwierdza, wzruszając ramionami. „Znał datę od miesięcy. Nie kupuję tego, Caterina.”
Nie ma odpowiedzi, która by ją zadowoliła albo ukoiła ból, który już przećwiczyłam w samotności. Nie wiem, czemu zostaję. Strach przed pustką, gdy puszczę? Przyzwyczajenie udające lojalność? Nadzieja cienka jak nić?
„Hej”, mówię, zmieniając temat, bo nie mogę znieść lustra, które mi podsuwa. „Jego nieobecność oznacza, że mam cię całą noc dla siebie. I… twój chłopak też nie dołącza.”
Jej uśmiech gaśnie. „Tak. Obie mamy pecha.” Chwila ciszy. „On też miał inne rzeczy do zrobienia.”
Nie rozwija tematu. Może on też nie powiedział dlaczego.
Roger skręca kierownicą, prowadząc nas na długą drogę do posiadłości Rossettich. Żołądek napina mi się jak zawsze, kiedy zbliżamy się do tego miejsca—jakby powietrze zmieniało gęstość. Kamienny mur wyrasta z ciemności; strażnik unosi szlaban z skinieniem głowy. Po drugiej stronie świat jest wypielęgnowany i czujny. Jest tu tyle ziemi, że nawet ochroniarze mieszkają w małych domkach jak pionki szachowe na obrzeżach.
To moja ulubiona sceneria do fantazji, której nigdy nie wypowiadam na głos.
Gianni Rossetti. Niebezpieczny w ten sposób, który sprawia, że mężczyźni robią się ostrożni, a kobiety prostują się bezwiednie. Mój ojciec—Detektyw przez wielkie D—nazywa go bólem głowy z uśmiechem, który nie sięga oczu. Mówi, że Rossetti Explosives to czysty garnitur zarzucony na bałagan mafijnych powiązań. Ostrzega mnie. Zawsze ostrzega. A mimo to myśl o głosie Gianniego, chropowatym i niskim, żyje pod moją skórą od czasów, gdy byłam nastolatką i zrozumiałam, że władza to nie tylko słowo, to temperatura.
Tatiana opróżnia kieliszek i mruga do mnie. „O czym my rozmawiałyśmy?” Stuka się w podbródek. „A, tak. Luke, ten palant.”
„On nie jest palantem”, mówię odruchowo.
Może jeśli powtórzę to wystarczająco często, stanie się prawdą. Może słowa potrafią zeszlifować krawędzie.
„Jest”, upiera się. „To twój dzień ukończenia studiów, raz w życiu. Wiedział, że twój tata zaprosił go na kolację. Nie mógł załatwić choć tej jednej nocy?”
„Musiał zmienić kogoś na zmianie”, mówię ciszej. „Siłownia to duża inwestycja. Jeśli chce ją przejąć, musi być poważny.”
„Poważni ludzie i tak przychodzą dla osoby, którą kochają.” Beknie, zawstydzona, potem się śmieje. „Przepraszam. Po prostu nie cierpię patrzeć, jak się ranisz.”
„Nie jestem zraniona”, kłamię, bo to zranienie jest dziwne—tępe tam, gdzie powinno być ostre. Co to znaczy, gdy ktoś, z kim budujesz przyszłość, nie potrafi cię zranić? Co to mówi o tej przyszłości?
Kierowca zatrzymuje się przed głównym wejściem, jakbyśmy przyjeżdżały do cichego hotelu. Już wysiada, otwierając drzwi z lekkim ukłonem, na który Tatiana zawsze udaje, że się złości. Chwytam swoją torbę na noc i odsuwam się, żeby mogła wysiąść, nie pokazując światu wszystkiego. Zachwieje się.
Wślizgujemy się w chłodny spokój domu. Tu mieszka cisza—wypolerowane podłogi, kosztowna powściągliwość, szum drogich urządzeń za ścianami. Dom mojego ojca jest mały, ciepły i zatłoczony pytaniami. Ten tutaj wstrzymuje oddech.
„Trzeba było zjeść”, mamrocze Tatiana, opierając się ciężej.
„Zjadłaś pół kanapki.” Sadzam ją na stołku kuchennym, wyciągam batonika zbożowego i wodę, wciskam jej w dłonie. „Zjedz coś, zanim twój żołądek złoży skargę.”
Potem wspinamy się po korytarzu, nasze kroki odbijają się echem. „Twój tata jest w domu?” pytam, starając się, by nie zabrzmiało to jak pytanie o pogodę, a jednak trochę o burzę.
„Pracuje”, szepcze. „Zawsze.”
Powiedział po obiedzie, że się spóźni. Zawsze się spóźnia. Nie przez lekkomyślność—spóźnia się, jakby należał do tysiąca głodów, a ten dom był tylko jednym z nich.
Rossetti Explosives wygląda legalnie na papierze. Papier leży w równych stosach, podczas gdy na posesji mieszkają uzbrojeni mężczyźni. Usta mojego ojca spłaszczają się za każdym razem, gdy wypowiada tę nazwę. Chce kajdanek. Dostaje komunikaty prasowe.
W łazience sadzam Tatianę na zamkniętej klapie od sedesu i przesuwam płatek kosmetyczny wzdłuż jej linii rzęs. Wzdycha, oczy na wpół przymknięte. „Nie zasługuję na ciebie, C.”
„Nie zaczynaj.” Uśmiecham się i prowadzę dłoń delikatnie. „Zmienia się, raz ty, raz ja. Tak działa przyjaźń.”
„Dziś żadnych mdłości,” obiecuje, próbując zażartować. Wychodzi z tego coś kruchego i słodkiego.
Zakładam jej piżamę, potem kładę do łóżka. Kiedy skończę myć twarz i rozczesywać włosy, pokój zalewa srebrzyste światło księżyca. Wślizguję się na swoją stronę łóżka. Materac ugina się; Tatiana odwraca się w moją stronę.
„To tylko ja,” szepczę.
„Wiem,” mówi cicho, sennie się uśmiechając. „Przepraszam.”
„Za co?”
„Za to, że ci dokuczałam o Luciano. Masz rację. Christopher też nie jest żadną nagrodą.” Jej głos się ścina. „Czasem mam wrażenie, że nawet mnie nie lubi.”
To mnie zaskakuje. Zbroja Tatiany jest efektowna, ale to wciąż zbroja.
„Jestem pewna, że lubi,” mówię, odgarniając jej kosmyk włosów za ucho. „Czego tu nie lubić?”
„Wiesz, o co mi chodzi. Jest gorący i zimny. Raz jestem jedyną osobą w pokoju, a potem… tylko hałasem.” Patrzy ponad mną. „To mylące.”
„Od kiedy tak jest?” pytam, bo jeśli ją pomniejsza, chcę mieć listę i plan.
„Niedługo.” Chwila ciszy. „Martwię się, że jest ktoś inny.”
„Ktoś inny?” mrugam. „Byłby idiotą. Jeśli tak, lepiej wiedzieć.”
„Mam nadzieję, że Francja nas naprawi,” mamrocze, zamykając oczy. „Miesiąc razem.”
„Mam nadzieję,” mówię cicho, choć miesiąc potrafi powiększyć wszystko, co już istnieje. Jeśli ją zrani w innym kraju, zabraknie powietrza na świecie.
Jej oddech się wyrównuje. Leżę bez snu, puls wciąż głośny po tym dniu. Udało się—ukończyłam szkołę. Tata był rozświetlony dumą. „Masz szczęście, że masz już pracę,” powiedział, a w jego głosie słychać było napięcie dumy.
Szczęście. Słowo dziwnie brzmi. Ekonomia wydawała się bezpieczna. Bezpieczna praca. Bezpieczny chłopak. Bezpieczna przyszłość. Bezpiecznie to pokój, w którym nic się nie psuje—ani nie płonie. Ostatnio ciągle się zastanawiam, kto zdecydował, że mi nie wolno płomieni.
To jakby odgrywać sztukę napisaną przez kogoś innego. Mogę chodzić szybciej lub wolniej, ale dekoracje się nie ruszają. Wyjście jest tylko namalowane.
Dość. Przekąska, herbata, oddech w ciemności.
Wysuwam się z łóżka, nie budząc Tatiany, i przemykam do korytarza. Staram się nie myśleć o imieniu Gianni, ale już za późno—te sylaby są kluczem, który chowam pod językiem. Ma w sobie obecność, która sprawia, że pokoje się prostują. Rzadko się uśmiecha ustami, ale czasem linie przy oczach miękną, jak sekret słyszany tylko przez niego. Tatuaże pod mankietami. Blizna wzdłuż kłykcia. Sposób, w jaki patrzy na świat, jakby już znał jego koniec. Wyobrażałam sobie, jak to jest stać na tyle blisko, by poczuć jego ciepło, i jak to by było zostać wybraną przez mężczyznę, który nigdy nie musi się tłumaczyć.
On nigdy się nie dowie. To ojciec mojej najlepszej przyjaciółki, starszy o dekady, człowiek, którego mój ojciec by aresztował, gdyby mógł. To zauroczenie jest prywatną religią—bez wiernych, bez spowiedzi.
Kuchnia jest ciemna, światła na patio za przesuwnymi drzwiami rzucają nikły blask na marmur. Otwieram lodówkę. Wszystko jest symetryczne i świeże. Rozważam herbatę, potem sięgam po jogurtowy koktajl, jakbym wybierała łatwość zamiast rytuału. Odkręcam zakrętkę i siadam przy wyspie, śledząc palcem słoje drewna.
„Bezpiecznie,” szepczę, a to słowo jest jak małe, zamknięte pudełko.
Wtedy to słyszę.
Nie głos. Dźwięk, który wymazuje wszystko inne—niski, urywany, nie do pomylenia. Jęk. Potem kolejny, dłuższy. Włosy na karku stają mi dęba. Trzymam butelkę w połowie drogi do ust i zapominam oddychać.
Gdzieś w tym cichym, wystudiowanym domu ktoś wcale nie jest bezpieczny.

I Ran From My Ex, Straight Into My Best Friend's Father
102 Rozdziały
102
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101