

Opis
Sophie Carter nigdy nie wyobrazala sobie, ze jej zycie wywroci sie do gory nogami po jednej pijanej nocy. Jako oddana sekretarka Alexa Donalda-zimnego, bezwzglednego i niesamowicie pociagajacego szefa-znala zasady: zachowuj profesjonalizm. Jednak jeden pocalunek zmienil wszystko. To, co zaczelo sie jako impulsywny blad, przerodzilo sie w namietne uwiklanie, ktoremu zadne z nich nie potrafilo sie oprzec. Alex, znany ze swojej surowosci i braku poblazania, nagle lamie wszystkie wlasne zasady wlasnie dla niej. Ale czy to tylko pozadanie, czy moze cos wiecej? Gdy Sophie zaczela wierzyc, ze naprawde cos dla niego znaczy, poznala bolesna prawde: mial poslubic inna kobiete. Zalamana, odeszla... tylko po to, by odkryc, ze jest w ciazy z jego dzieckiem. W swiecie pelnym sekretow, zdrady i milosci, ktora nie chce umrzec, czy Sophie zawalczy o swoje szczescie, czy pozwoli, by miliarder na zawsze zniknal z jej zycia?
Rozdział 1
Dec 8, 2025
„Nigdy nie będę dla ciebie wystarczająca, prawda?” – zapytała Sophie, jej głos drżał, lecz wciąż był stanowczy. Skrzyżowała ramiona mocno na piersi, jakby chciała ochronić się przed ciężarem własnych słów. Jej oczy, zwykle tak jasne, teraz lśniły od niewylanych łez.
Alex siedział za biurkiem, głowę miał ukrytą w dłoniach. Skronie pulsowały mu tępym bólem. W biurze panowała przytłaczająca cisza, przerywana jedynie nieustannym tykaniem zegara na ścianie i nierównym oddechem Sophie.
„Sophie…” – zaczął Alex, jego głos był ochrypły, jak żwir szorujący po stali. Podniósł głowę wystarczająco, by na nią rzucić okiem, lecz szybko odwrócił wzrok, gdy zobaczył ból wyryty na jej twarzy. „Byłaś wspaniała…”
Sophie wydała z siebie gorzki śmiech, który bardziej przypominał szloch, na który nie pozwoliła sobie ulec.
„To mówią ludzie, kiedy zaraz mają cię wyrzucić z życia,” powiedziała, kręcąc głową. Jej usta wykrzywił bolesny uśmiech, który nie sięgnął oczu. „O co chodzi, Alex? Po prostu mi powiedz. Dlaczego mnie nie wybierzesz?”
Ramiona Alexa opadły, jakby dźwigał ciężar wszystkich niewypowiedzianych prawd między nimi. Przesunął dłonią po rozczochranych włosach — starym nawyku, który kiedyś Sophie uważała za uroczy, a teraz sprawiał, że wyglądał tylko na małego i zdesperowanego. Gardło zacisnęło mu się, gdy próbował znaleźć słowa, które nie rozerwałyby ich obojga na strzępy.
„Nie miałem wyboru, Sophie,” przyznał w końcu, jego głos był ledwie szeptem. „Wiesz, że muszę to zrobić. Muszę to zakończyć.”
Jej oddech urwał się słyszalnie na te słowa i przez chwilę wydawała się zastygła w bezruchu, jakby czas sam się zatrzymał, by przedłużyć jej cierpienie. Potem szybko zamrugała, a jej rzęsy zwilżyły się łzami, które nie chciały już dłużej pozostawać ukryte. Kiedy znów przemówiła, jej głos załamał się pod ciężarem złamanego serca.
„To już wszystko, tak?” powiedziała, a jej ton balansował na granicy niedowierzania i rezygnacji. „Byłam tylko twoim sekretem.” Znowu się zaśmiała, ale tym razem był to pusty, wydrążony śmiech — dźwięk, który odbił się echem od zimnych ścian jego biura, jak duch, który ich nawiedza. „Nigdy nie miałam szans, prawda?”
„Sophie—” zaczął Alex, ale przerwała mu szybkim ruchem głowy.
„Wierzyłam ci,” powiedziała, a jej głos rósł z każdym słowem, gdy przez smutek zaczęła przebijać się złość. „Uczyniłam cię swoim światem. Dałam ci mój czas, moją energię, moją miłość — bo wierzyłam w nas. A może…” Jej głos na moment się załamał, gdy świeże łzy popłynęły po jej policzkach. Szybko je otarła wierzchem dłoni, po czym kontynuowała. „Może to był mój błąd.”
Odwróciła się gwałtownie i ruszyła w kierunku swojego biurka w rogu pokoju. W powietrzu rozległ się dźwięk otwieranych szuflad i szeleszczących papierów, gdy zaczęła pakować swoje rzeczy do torby drżącymi dłońmi.
„Co robisz?” zapytał Alex, w końcu wstając z krzesła. Jego kroki były niepewne, gdy podchodził do niej, jakby bał się, że rozpadnie się na kawałki, jeśli zbliży się za bardzo.
Sophie nie spojrzała na niego, odpowiadając: „Odchodzę z pracy,” powiedziała beznamiętnie.
Ostateczność w jej tonie przeszyła Alexa falą paniki. „Sophie... nie rób tego,” błagał, wyciągając rękę, lecz zatrzymał się tuż przed jej ramieniem. „Proszę, nie odchodź w ten sposób.”
Zamarła w pół ruchu i powoli odwróciła się w jego stronę. „Odejść w jaki sposób?” zapytała cicho. „Jak ktoś, kto wreszcie rozumie, gdzie jest jego miejsce? Jak ktoś, kto odmawia bycia tą drugą?”
Alex otworzył usta, by odpowiedzieć, ale zabrakło mu słów. Prawda wisiała między nimi jak niewypowiedziane wyznanie, którego nie potrafił z siebie wydobyć.
Sophie pokręciła jeszcze raz głową i z nową determinacją wróciła do pakowania rzeczy. Oprawione w ramkę zdjęcie ich dwojga z zeszłorocznej imprezy firmowej — chwili, kiedy byli szczęśliwi i beztroscy — zostało wrzucone bezceremonialnie do torby, razem z długopisami i notatnikami.
„Nie możesz tak po prostu odejść,” powiedział Alex rozpaczliwie, podchodząc bliżej, jakby sama bliskość mogła naprawić to, co już się rozpadło.
„Patrz,” odparła Sophie bez wahania. Jej głos był teraz opanowany — zimny i stanowczy w sposób, który sprawił, że żołądek Alexa ściśnięty był ze strachu.
Kiedy zamknęła torbę i przewiesiła ją przez ramię, zatrzymała się przy nim po raz ostatni. Przez chwilę ich spojrzenia się spotkały — jej oczy były pełne bólu, a jednocześnie tej siły, którą zawsze w niej podziwiał.
„Mam nadzieję, że cokolwiek wybierasz zamiast mnie, jest tego warte,” powiedziała cicho, lecz stanowczo. „Bo właśnie straciłeś kogoś, kto zrobiłby dla ciebie wszystko.”
****
Miesiąc wcześniej…
Przenikliwy dźwięk telefonu służbowego wyrwał Sophie z krzesła. Serce podskoczyło jej do gardła, gdy chwyciła słuchawkę, palce lekko jej drżały.
— Panna Carter, do mojego biura. Natychmiast — rozległ się niski, stanowczy głos jej szefa, Alexa Donalda, po czym linia została przerwana.
Sophie przełknęła ślinę, czując przyspieszone tętno. Nigdy wcześniej nie dzwonił do niej w taki sposób — nie z taką stanowczością, podszytą czymś, czego nie potrafiła nazwać.
Czy to możliwe, że się dowiedział?
Jej żołądek ścisnął się, gdy pomyślała o rozmowie z Benitą wcześniej tego dnia. Jej najlepsza przyjaciółka wpadła do niej podczas lunchu i, jak zwykle, rozmawiały o wszystkim — włącznie z żenującą fascynacją Sophie jej szefem, Alexem. Sophie nie mówiła o tym jednak zbyt energicznie. To nie było tak, że wylewała przed nią swoje serce; wspomniała o tym raczej jak o jednym z wielu zmartwień, czymś, z czym większość dziewczyn może się zmagać.
Wtedy Alex pojawił się na końcu korytarza. W momencie, gdy go zobaczyła — wysokiego i jak zawsze onieśmielającego — zamarła. Benita przewróciła oczami, wymusiła niezręczny uśmiech i szybko zmieniła temat.
Ale Alex po prostu... spojrzał na nie, zanim wszedł do swojego biura.
Czy usłyszał?
Sophie poczuła, jak ciepło wpełza jej na szyję, kiedy odsuwała krzesło i wygładzała spódnicę. Nie, to pewnie coś innego. Może po prostu coś związanego z pracą.
Nigdy nie dał jej powodu sądzić, że mógłby interesować się jej życiem osobistym. Była przecież tylko jego sekretarką.
Biorąc głęboki oddech, ruszyła korytarzem w stronę jego biura. Wielkie dębowe drzwi wyglądały równie imponująco jak zawsze. Zawahała się, wygładzając bluzkę, jakby to mogło dodać jej pewności siebie. Potem, unosząc zaciśniętą pięść, zapukała.
"Proszę wejść," odezwał się jego gładki baryton.
Weszła do środka, starając się nie zdradzić zdenerwowania.
Alex nie siedział za swoim biurkiem jak zwykle. Zamiast tego opierał się o jego krawędź, ze skrzyżowanymi na szerokiej piersi ramionami.
Dwa górne guziki idealnie białej koszuli były rozpięte, co nadawało mu lekko wyluzowany, ale niebezpiecznie pewny siebie wygląd.
"Zamknij drzwi, Sophie," powiedział, a jego głos był wyjątkowo miękki.
Sophie przełknęła ślinę i odwróciła się, cicho zamykając drzwi za sobą. Odwróciła się z powrotem, nagle czując się niezręcznie pod jego przenikliwym spojrzeniem.
— Chciał pan mnie widzieć? Czy mogę w czymś pomóc? — zapytała, starając się brzmieć profesjonalnie.
Uśmiechnął się kpiąco, powoli, w sposób, który przeszył ją dreszczem.
"Chciałem," powiedział po prostu.
Sophie czekała, spodziewając się, że będzie kontynuował. Ale nie zrobił tego. Po prostu siedział tam i patrzył na nią jak kot bawiący się swoją ofiarą.
— Um... co mam zrobić? — zapytała, przenosząc ciężar z jednej nogi na drugą.
Jego uśmiech poszerzył się nieznacznie.
— Powiedz mi, Sophie... — pochylił się lekko do przodu. — Dlaczego miałaś na mnie crusha przez cały ten czas i nic mi nie powiedziałaś?
Sophie poczuła, jak grunt usuwa się jej spod nóg.
Jej usta otworzyły się, potem zamknęły, potem znowu otworzyły. Żadne słowa nie padły.
Słyszał.
O Boże. Słyszał wszystko.
Całe jej ciało zapłonęło, a policzki paliły ją tak mocno, że była pewna, że wygląda jak ludzki pomidor.
— N-nie wiem, o czym pan mówi — wyjąkała, potrząsając głową tak szybko, że prawie zakręciło jej się w głowie.
Alex zaśmiał się cicho. — Nie kłam, Sophie. Słyszałem twoją rozmowę z przyjaciółką.
Jej oddech przyspieszył.
— S-słyszał pan?
— Każde słowo — potwierdził, przechylając głowę, jakby studiował jej reakcję. — Podobam ci się, co?
Sophie chciała, żeby ziemia się pod nią zapadła.
— Nie — skłamała szybko.
— Naprawdę? — uniósł brew. — Bo według mnie brzmiałaś na naprawdę zauroczoną.
— J-już nie! — wypaliła, natychmiast tego żałując. — To znaczy — miałam, ale już nie mam. To był tylko głupi crush. Nic poważnego.
Alex wydał z siebie zamyślony dźwięk i wyprostował się do pełnej wysokości. Sophie instynktownie cofnęła się o krok.
— Czyli kiedyś byłaś we mnie zauroczona? — zrobił powolny krok w przód.
Sophie cofnęła się o kolejny krok, jej plecy oparły się o zamknięte drzwi. — Tak! Dokładnie. Już po wszystkim. Minęło. Całkowicie minęło.
Jego spojrzenie pociemniało czymś, czego nie potrafiła nazwać.
— Hmm. — Kolejny krok w przód.
Sophie przycisnęła dłonie płasko do drzwi za sobą, serce waliło jej w piersi. — Przepraszam za wcześniejszą rozmowę... to było nieprofesjonalne. Po prostu zwykła pogawędka z przyjaciółką, może trochę z próżności, albo... czegoś innego. Panie Donald, ja—ja chyba powinnam wrócić do biurka.
— Alex.
Mrugnęła. — Słucham?
— Mów mi Alex. — Jego głos był niski, intymny.
Sophie przełknęła głośno ślinę. — Ale—
— Powiedz to — ponaglił.
Zawahała się, jej usta lekko się otworzyły. — A—Alex.
Powolny uśmiech rozjaśnił jego twarz.
— Tak lepiej — mruknął. A potem, bez ostrzeżenia, uniósł rękę i lekko położył ją na jej ramieniu.
Sophie zamarła.
Ciepło jego dotyku przeszyło ją dreszczem, a żołądek znowu wykonał fikołka. To był zupełnie inny Alex. Nie ten surowy, stanowczy szef, dla którego pracowała przez ostatni rok.
To był mężczyzna. Bardzo niebezpieczny, bardzo pociągający mężczyzna.
Jej usta lekko się rozchyliły, ale nie padło żadne słowo.
Jego kciuk musnął materiał jej bluzki, tak lekko, że niemal nie dało się tego poczuć.
Sophie gwałtownie wciągnęła powietrze. — C-co pan robi?
Alex nie odpowiedział. Zamiast tego pochylił się trochę bliżej, jego oczy utkwiły w jej spojrzeniu.
Jej kolana zadrżały. Chciała odwrócić wzrok, uciec od tego elektryzującego napięcia, ale nie mogła.
— Mogę cię pocałować? — Jego kolejne słowa rozbiły w pył każdą racjonalną myśl w jej głowie.
Jej oddech znów przyspieszył.
Umysł Sophie krzyczał, żeby coś powiedziała — cokolwiek — ale słowa ugrzęzły jej w gardle.
Nie była pewna, czy to ze szoku, czy z powodu tego, jak jego głos przeszył ją dreszczem.
Alex patrzył na nią, czekając.
Wystarczyło, by powiedziała tak... albo nie.
Ale jej usta nie chciały się otworzyć.
Jej serce biło jak szalone, zagłuszając wszystko inne, a powietrze między nimi zrobiło się nieznośnie gęste.
Zanim zdążyła odwrócić wzrok od magnetycznego spojrzenia, Alex pochylił się i pocałował ją w usta.

IF HE WANTED TO HE WOULD: PREGNANT WITH THE CEO’S BABY
20 Rozdziały
20
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101