

Opis
Ona gra, by wygrac. On gra na luzie. Ale zadne z nich nie spodziewalo sie, ze zakocha sie w swoim najgrozniejszym rywalu. Tori Martinez jest gwiazda na pozycji libero w druzynie siatkowki Uniwersytetu Westridge, znana z niezrownanych refleksow, dyscypliny i zelaznej koncentracji. Zbudowala swoje zycie wokol kontroli-na boisku, na zajeciach, a zwlaszcza w kwestii unikania zarozumialego tenisowego zlotego chlopca, Ethana Harringtona. Ethan ma wszystko: urok osobisty, talent i rodzinne dziedzictwo wpisane w program tenisowy uczelni. Ale za perfekcyjnymi serwisami i beztroskimi usmiechami kryje sie mlody mezczyzna przygnieciony ciezarem oczekiwan. Gdy projekt z ekonomii laczy go z zasadnicza Tori, staje sie zaintrygowany-i postanawia przebic sie przez jej lodowata fasade. To, co zaczyna sie jako rywalizacja akademicka, przeradza sie w nieoczekiwana chemie, a jedna impulsywna noc grozi wywroceniem do gory nogami ich starannie uporzadkowanych swiatow. Jednak gdy na szali stoi mistrzostwo, wizyta lowcy talentow mogaca zmienic przyszlosc Tori i tajemnice, z ktorymi zadne z nich nie jest gotowe sie zmierzyc, zwyciestwo moze kosztowac ich wiecej, niz sie spodziewali.
Rozdział 1
May 30, 2025
PERSPEKTYWA TORI
Łup!
Moja dłoń z rozmachem uderzyła piłkę, posyłając ją czysto ponad siatką prosto na podłogę po drugiej stronie, nie dotkniętą przez nikogo. Perfekcyjne przyjęcie i zbicie. Skrzypienie butów i rozproszone brawa rozległy się w tle, ale ja słyszałam tylko dudnienie w uszach.
Wszyscy patrzą. Nie spieprz tego, Tori.
Trenerka zagwizdała. „Dobre czytanie gry, Martinez. Reset!”
„Dzięki, trenerko,” powiedziałam, starając się zabrzmieć swobodnie, chociaż serce waliło mi o żebra.
„Powtarzamy ćwiczenie. Pozycje, wszyscy!”
Pobiegłam z powrotem na pozycję, próbując ignorować napięcie ściskające mi klatkę piersiową. Nie miało znaczenia, że właśnie zaliczyłam idealną akcję. Nie miało znaczenia, że w tym tygodniu obejrzałam więcej nagrań niż przespałam godzin. Jeden zły ruch, jedno słabe podanie i ktoś zdecyduje, że nie zasługuję już na miejsce w pierwszym składzie.
A to oznaczałoby, że stypendium jest zagrożone.
Mój kucyk kleił się do karku. Pot spływał mi po kręgosłupie. Podskakiwałam na palcach, czekając na następny serwis, kiedy podwójne drzwi sali gimnastycznej otworzyły się z hukiem, a głos dyrektora sportowego przerwał trening.
Gwizdek trenerki Rivery zwisał jej z ust, kiedy spotkała się z nim na środku boiska. Ich rozmowa była krótka, pełna gestykulacji trenerki i kręcenia głową przez Petersona.
„Dziewczyny, zbiórka,” zawołała trenerka, głosem pełnym napięcia.
Zebrałyśmy się wokół niej, wciąż oddychając ciężko po ćwiczeniach.
„Najwyraźniej,” zaczęła, nie kryjąc irytacji, „drużyna tenisa potrzebuje dziś sali do treningu w hali. Coś o renowacji kortów.”
„Serio?” wyrwało mi się. „Za dwa tygodnie mamy regiony!”
„Wiem, Tori. Ale kazano nam dzielić salę. Do końca tygodnia ćwiczymy na połowie boiska.”
Poczułam, jak krew napływa mi do twarzy. „To jest jakaś ściema—”
„Słownictwo,” przerwała mi trenerka. „Też mi się to nie podoba, ale dostosujemy się. Tak robią mistrzowie.”
Maya szturchnęła mnie łokciem. „Oddychaj, Tori.”
Ale ja już kipiałam ze złości. Oczywiście, że to żeńska drużyna siatkówki dostaje po tyłku. Oczywiście. Nigdy ukochana męska koszykówka czy futbol. Tylko my. Zawsze my.
Jak na zawołanie, drużyna tenisa zaczęła wchodzić do sali, torby sportowe przewieszone przez ramię. Na czele szedł Ethan Harrington, złoty chłopiec Westlake High, z jego idealnymi włosami, ocenami i całym tym perfekcyjnym życiem.
Oparł się nonszalancko o ścianę obok naszego boiska, obserwując nas z tym swoim swobodnym uśmiechem, przez który miałam ochotę rzucić w niego piłką z całej siły.
„Problem, Tori?” zapytała trenerka, zauważając moją minę.
„Nie, trenerko.” Ścisnęłam mocniej kucyk.
Przez następne trzydzieści minut całą frustrację wyładowywałam w każdym serwisie, posyłając piłkę ponad siatką z pewnie większą siłą, niż było to konieczne. Słyszałam, jak drużyna tenisa rozkłada się po drugiej stronie sali, ich śmiechy i rozmowy mieszały się z naszymi zawołaniami.
„Ładna technika,” usłyszałam głos zbyt blisko za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam słynnego dupka, kręcącego piłką tenisową na palcach. Ethan to kapitan szkolnej drużyny tenisa. Znany z tego, że jest mistrzem, podrywaczem i rozpieszczonym dzieciakiem, który urodził się z „srebrną łyżeczką”. Przez jego osobowość uważam go za aroganckiego i zarozumiałego, chociaż nasze drogi nigdy się wcześniej nie przecięły.
„Słucham?”
„Twój serwis. Dobra technika. Masz sporo siły jak na swój wzrost.”
Zdziwiona patrzyłam na niego. „Jak na mój wzrost?”
Od razu się wycofał. „Chciałem tylko powiedzieć, że to imponujące. Jak ty—”
„Nie masz własnych treningów, którymi powinieneś się martwić?” przerwałam mu, sięgając po kolejną piłkę z wózka.
„Staram się być miły, Martinez.” Znowu ten uśmiech. Jakby wszystko w życiu przychodziło mu bez wysiłku.
„A ja próbuję się skupić.” Odwróciłam się do niego plecami, dając jasno do zrozumienia, że rozmowa skończona.
Ale nie odpuścił. „Wiesz, obie nasze drużyny dostały po tyłku z tym układem.”
„Mam wrażenie, że moja drużyna oberwała bardziej niż wasza,” mruknęłam.
„Możliwe.” Wzruszył ramionami. „Ale możemy to rozwiązać. Skorelować ćwiczenia tak, żebyśmy sobie nie wchodzili w drogę. Mogę pogadać z trenerem Wintersem.”
Zerknęłam przez ramię. „Nie potrzebujemy twojej pomocy.”
„Każdy czasem potrzebuje pomocy.”
„Nie od ciebie.”
Zaśmiał się, co tylko bardziej mnie zirytowało. „Naprawdę mnie nie lubisz, co? Zrobiłem ci coś konkretnie, czy to ogólna niechęć?”
Patrzyłam na niego, a on wzruszył ramionami, kręcąc piłkę siatkową na palcu.
Wyrwałam mu piłkę. „Następnym razem poczekaj na zaproszenie, zanim zaczniesz przejmować teren.”
Uniósł brwi. „Ała.”
Odwróciłam się, zanim powiedziałabym coś, czego bym żałowała. Dlaczego on brzmi, jakby flirtował, nawet kiedy po prostu oddycha?
Cicho się za mną zaśmiał. Ten dźwięk przeszedł mi po skórze jak ładunek elektrostatyczny.
Trening skończył się kolejnymi ćwiczeniami i mniejszą godnością. Złapałam torbę i ruszyłam prosto do szatni, myślami już przy następnych obowiązkach. Za dwadzieścia minut ekonomia, nie dam się rozproszyć Harringtonowi ani jego głupim perfumom.
Skup się, Tori. Jeszcze jedna lekcja, potem regeneracja, potem analiza wideo, a potem kolacja.
Tak lubiłam swoje dni – poukładane.
***
„Cisza, proszę,” profesor Chen weszła do klasy, poprawiając okulary. „Dziś porozmawiamy o elastyczności cenowej popytu, a potem ogłoszę wasze semestralne pary projektowe.”
Zrobiło mi się niedobrze. Prace w grupach były najgorsze – zawsze trzeba było ciągnąć za kogoś, dopasowywać się do czyjegoś chaosu w grafiku.
Pięćdziesiąt minut później, kiedy studenci zaczęli już pakować zeszyty, profesor Chen podniosła rękę.
„Zanim pójdziecie, ogłoszę pary projektowe.”
Profesor zaczęła czytać nazwiska z listy. Słuchałam jednym uchem, dopóki nie padło moje imię.
Tori Martinez.
Natychmiast się wyprostowałam.
„Twoim partnerem będzie Harrington.”
Zamarłam. „Tenisowy Harrington?”
„Jest jakiś problem?” zapytała, unosząc brwi.
Odruchowo przełknęłam ślinę, starając się utrzymać szczękę na miejscu. „Nie, nie ma problemu.”
„Dobrze. Projekt to trzydzieści procent oceny,” dodała, jeszcze mocniej wbijając nóż. „I jak wspominałam, każdy kto obleje ten przedmiot, natychmiast trafia na warunkowy okres naukowy.”
Warunkowy okres naukowy. Pocałunek śmierci dla sportowców i jeszcze większy problem dla mnie, dziewczyny na stypendium.
„Bez presji,” odezwał się ten irytująco gładki głos za mną. „Jesteśmy już współlokatorami w sali sportowej. Prawda, Martinez?”
Jego perfumy dotarły do mnie, zanim zdążyłam się powstrzymać przed ich zauważeniem. Powoli odwróciłam się i zobaczyłam, że Ethan Harrington stoi zbyt blisko, z łobuzerskim uśmiechem na ustach.

In Her Court
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101