

Opis
Lady Beatrice Pemberton przybywa do krolewskiego palacu z niczym poza zrujnowanym nazwiskiem i desperacka nadzieja. Trzy lata po skandalu ojca, ktory zniszczyl wszystko, pojawia sie niemozliwe rozwiazanie: malzenstwo z nastepca tronu, ksieciem Mikolajem, mezczyzna lagodniejszym, niz na to zasluguje, i przystojniejszym, niz sie spodziewala. Jest gotowa byc idealna panna mloda - wdzieczna, posluszna, niewidzialna. Nie jest jednak przygotowana na ksiezniczke Teodore - ostra w slowach, bezkompromisowa i calkowicie nieokielznana. Teodora proponuje nauczyc Beatrice, jak przetrwac na dworze. Jednak ich lekcje szybko wykraczaja poza odpowiednie maniery - prowadza do zacienionych zakamarkow, szeptanych wyznan i dotykow, ktore kaza Beatrice kwestionowac wszystko, czego ja nauczono, ze powinna pragnac.
Rozdział 1
May 25, 2026
POV Beatrice
Pałac Królewski w Montclair został zaprojektowany, by onieśmielać – i w pełni osiągał ten cel.
Przycisnęłam dłonie do brzucha, gdy nasza kareta przetaczała się przez żelazną bramę, mijając wypielęgnowane trawniki i potężne dęby, których rozłożyste konary zdawały się sięgać ku nam jak chciwe palce.
Moje gorsety wydawały się zbyt ciasne, choć wiedziałam, że to tylko panika zaciska mi płuca, a nie błąd starannego sznurowania Mary.
"Ani jednego fałszywego kroku, Beatrice." Głos matki był napięty od ledwie powstrzymywanej paniki, a jej rękawiczki ściskały moje ramię z siłą, po której pozostaną siniaki. "Rozumiesz? Ani jedno nieodpowiednie słowo, ani jeden gest, który można by opacznie zrozumieć."
"Rozumiem doskonale, matko."
I rzeczywiście rozumiałam – z bolesną jasnością. Rozumiałam, że jestem składana w ofierze jak baranek, by zapewnić naszej rodzinie przetrwanie. Że czeka mnie małżeństwo oparte na zimnej kalkulacji, a nie uczuciu.
Że najpewniej spędzę życie jako ozdobna żona mężczyzny, który będzie mnie traktował jak przykrą konieczność – zbrukana Pembertonówna, do której przyklejone są cenne ziemie przygraniczne.
Trzy lata od ostatniego, druzgocącego aktu tchórzostwa mego ojca. Trzy lata od jego samobójstwa, które zdegradowało nasze nazwisko do szeptanych skandali i zamykanych przed nami drzwi. Trzy lata obserwowania, jak dawni przyjaciele przechodzą na drugą stronę ulicy, by nas nie zauważyć, zaproszeń, które nigdy nie nadchodziły, i widoków na małżeństwo, które rozwiały się jak poranna mgła.
A teraz, jakimś cudem – audiencja u Korony.
"Pamiętaj o postawie," wtrąciła babcia z przeciwka karety, jej przenikliwe spojrzenie w wieku sześćdziesięciu trzech lat wciąż potrafiło podporządkować sobie całe sale. "Dankworthowie przez pięć pokoleń służyli rodzinie królewskiej z podniesioną głową. Bez względu na błędy twojego ojca, masz naszą krew w żyłach – a nasza krew nie słabnie."
"Tak, babciu."
Moi dziadkowie od strony matki wyczerpali wszelkie przysługi, wykorzystali każde powiązanie, jakie dawała ich daleka, królewska krew, aby zdobyć tę niemożliwą audiencję. Strategiczne ziemie przygraniczne, które kontrolowaliśmy, i nasze prawowite – choć dawne – roszczenie do królewskiego pochodzenia miały wartość, nawet jeśli ich zhańbiona wnuczka nie miała.
Byłam towarem z wadą, łaskawie rozważanym – i wszyscy o tym wiedzieliśmy.
"Książę został poinformowany o naszej sytuacji," powiedziałam ostrożnie, ważąc słowa. "Każdy szczegół intryg ojca, każdy szept skandalu –"
"A więc nie dasz mu powodu, by roztrząsał te sprawy." Ton babci nie dopuszczał sprzeciwu. "Masz w sobie królewską krew, choćby odległą. Masz ziemię, masz nienaganne maniery, byłaś szkolona od urodzenia dokładnie w tym celu. Będziesz opanowana."
Opanowana. Jakby opanowanie mogło wymazać trzy lata ruiny.
Wnętrze pałacu okazało się gorsze, niż sobie wyobrażałam – niekończące się korytarze rozciągające się we wszystkich kierunkach, portrety surowych monarchów śledzące mój każdy krok z pozłacanych ram, oceniając mnie bezlitośnie. Gdy moją rodzinę odprowadzono na wstępne rozmowy z doradcami Ich Królewskich Mości, desperacko szukałam chwili samotności.
Potrzebowałam powietrza. Przestrzeni. Chwili, by się pozbierać przed czekającym mnie sądem.
Wybrany przeze mnie korytarz prowadził jeszcze głębiej w serce pałacu, obok olejnych obrazów i zdobnych kinkietów, aż dźwięk ruchu zatrzymał mnie przed uchylonymi drzwiami. Może ktoś wskaże mi drogę z powrotem do głównego skrzydła.
Popchnęłam drzwi szerzej i zamarłam.
Mężczyzna stał do mnie tyłem, koszulę niedbale rzuconą na pobliskie krzesło. Popołudniowe światło wpadało przez wysokie okna, podkreślając każdy zarys i zagłębienie mięśni, które nigdy nie powinny być widoczne dla oczu niezamężnej kobiety. Jego ramiona były szersze, niż przystało dżentelmenowi, zwężając się ku szczupłej talii; kręgosłup tworzył doskonałą linię siły.
Gorąco zalało mi twarz, szyję, rozlewając się aż tam, gdzie nie śmiałam nawet przyznać.
Nigdy nie widziałam mężczyzny w takim stanie. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że męskie ciało może być tak pociągające. Tak całkowicie rozpraszające, że mój wytrenowany umysł zupełnie się wyłączył.
Odwrócił się.
Słodkie miłosierne niebiosa.
Był piękny. Nie tylko przystojny – to słowo nie wystarczało. Jego twarz powinna widnieć na antycznych monetach: silna szczęka, wysokie kości policzkowe, usta z naturalną zmysłowością nawet w spoczynku.
Ciemnoblond włosy opadały mu na czoło, lekko wilgotne od wysiłku. Ale to oczy naprawdę mnie pokonały – inteligentne, ciepłe, w kolorze orzecha, tańczące z niekłamanym rozbawieniem na widok mojej wyraźnej konsternacji.
„Och! Proszę wybaczyć,” wyjąkałam, mój głos zabrzmiał o kilka oktaw wyżej niż zwykle. „Jest mi niezmiernie przykro — nie zamierzałam naruszać pańskiej prywatności. Natychmiast się wycofam…”
„Nie ma potrzeby uciekać w popłochu.” Jego głos niósł w sobie ciepło zamiast nagany, był bogaty i dźwięczny, jakby drgał w moich kościach. „Muszę jednak przyznać, że ciekawi mnie, jak odkryła pani to szczególne schronienie. Większość gości potrzebuje szczegółowych map i oddanego przewodnika, by przejść przez te korytarze bezbłędnie.”
„Mam niezwykły talent do beznadziejnego gubienia się,” odparłam, zanim dobre maniery zdążyły mnie powstrzymać. „Najwyraźniej mój zmysł orientacji jest równie kiepski jak wyczucie czasu.”
Zaśmiał się — szczerze i ciepło, a ten dźwięk przemienił atmosferę wokół nas. „Jakie to orzeźwiająco szczere. Większość dam omdlałaby teatralnie albo uciekła bez słowa.” Sięgnął po koszulę z ruchem aż nazbyt płynnym, zbyt pełnym wdzięku. „Chociaż, być może, pewne uznanie niestosowności sytuacji byłoby na miejscu?”
„Cała niestosowność leży po mojej stronie.”
Zdołałam się odezwać, choć zdradziecki wzrok wciąż padał na jego tors, gdy naciągał len przez głowę. Widok tkaniny sunącej po tej nieprawdopodobnej sylwetce okazał się dla mnie bardziej poruszający niż sama nagość.
„Nie powinnam była oddalać się aż tak daleko od głównego skrzydła. Po prostu szukałam chwili samotności przed…” Urwałam, niepewna, ile mogę powiedzieć.
„Przed tą przerażającą audiencją, która na panią czeka?”
W jego oczach pojawiła się znajoma, współczująca błyskotliwość, gdy poprawiał ubranie.
„Pałac potrafi przytłoczyć nowoprzybyłych. Ale muszę przyznać, dokonała pani czegoś, czego nie udało się wielu dworzanom przez całe dekady — odnalezienie tego pokoju wymaga albo wyjątkowych umiejętności nawigacyjnych, albo wyjątkowego ich braku.”
„Sądzę, że możemy śmiało założyć to drugie,” odparłam, sama zaskoczona łatwością naszej rozmowy. „Moja guwernantka zawsze powtarzała, że damy powinny trzymać się znanych sobie terytoriów. Chyba właśnie potwierdziłam jej obawy.”
„Guwernantki, z mojego doświadczenia, doradzają ostrożność we wszystkim, co mogłoby się okazać bardziej pociągające niż przewidywalne.” Wyciągnął dłoń z naturalnym wdziękiem. „Jestem Mikołaj. A pani?”
„Beatrice.” Ujęłam jego dłoń, a kontakt wywołał we mnie niespodziewany dreszcz. Jego uścisk był ciepły, stanowczy, a kciuk — przypadkiem czy nie — musnął wnętrze mojego nadgarstka tuż przy końcu rękawiczki.
Coś błysnęło w jego oczach. Może rozpoznał moją reakcję.
„A więc, Lady Beatrice o duszy poszukiwaczki przygód,” powiedział, a jego głos obniżył się lekko, „pozwoli pani, że odprowadzę panią z powrotem ku cywilizacji. Te korytarze łatwo pożerają nieostrożnych.”
Nasza droga do głównego skrzydła stała się czymś, czego nie doświadczyłam od trzech lat — rozmową z kimś, kto traktował mnie po prostu jak mnie samą.
Nie jak skandal, nie jak atut strategiczny. Po prostu Beatrice. On żartował z mojej beznadziejnej orientacji w terenie, a ja odpowiadałam uwagami, które przyprawiłyby moją matkę o zawał — i przez dziesięć idealnych minut zapomniałam zupełnie o celu mojej wizyty.
„Mam nadzieję, że pani spotkania przebiegną pomyślnie,” powiedział, gdy dotarliśmy do znajomego przepychu. „Cokolwiek panią tu sprowadza, zasługuje na uważne rozważenie.”
„Jest pan bardzo uprzejmy,” odparłam, zaskoczona, jak bardzo nie chciałam, by ta chwila się skończyła. „Obawiam się, że całkowicie zawłaszczyłam pański czas moją nieudolnością.”
„Czas spędzony w miłym towarzystwie nigdy nie jest stracony.” Wykonał idealny, zgodny z etykietą ukłon. „Powodzenia, Lady Beatrice.”
Patrzyłam, jak znika w korytarzu, a w mojej piersi zagościło coś na kształt prawdziwego rozczarowania.
Wtedy głos matki roztrzaskał tę chwilę. „Beatrice! Oto jesteś! Ich Królewskie Mości są gotowe na oficjalne przedstawienie. Chodź — szybko!”
Dwadzieścia minut później onieśmielający przepych sali tronowej uderzył mnie niczym fizyczny cios. Wysokie sklepienia, lśniące złocenia, a na końcu sali dwie postacie na tronach, zaprojektowanych tak, by uwypuklić bezkresny dystans między monarchami a zwykłymi śmiertelnikami.
Ale to trzecia postać, stojąca w oficjalnym stroju dworskim obok władców, sprawiła, że serce mi zamarło.
Mikołaj.
Mój Mikołaj z sali szermierczej. Półnagie mężczyzna, który śmiał się z mojego zakłopotania i sprawił, że przez chwilę byłam po prostu sobą.
Następca tronu, książę Mikołaj Montclair.
Mężczyzna, którego miałam poślubić.
Nasze spojrzenia spotkały się ponad nieosiągalnym dystansem i widziałam, jak jego twarz przechodzi przez szok, rozpoznanie, a potem coś niebezpiecznie bliskiego rozpaczy — zanim opadła nań maska królewskiej powagi.
On też nie wiedział.
Małe miłosierdzie.

Intimate Education for a Noble Lady
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101