
Opis
Czasami pokonanie bolu i zdrady oznacza wstanie, odplacenie sie i znalezienie lepszego mezczyzny! Astrid zaplanowala swoje idealne wesele. Az do momentu, gdy odkryla, ze jej narzeczony Bryan zdradza ja z jej kuzynka, przyjaciolka i druhna, Geena. Co gorsze, Bryan spowodowal u Geeny ciaze! I kiedy Astrid myslala, ze nie moze byc juz gorzej, otrzymala zaproszenie na swoje wymarzone bajkowe wesele. Jednak juz nie bedzie ona panna mloda! Wiec gdy jej rodzice namowili ja, zeby uczestniczyla w weselu "jako rodzina", zaplanowala idealna zemste! Zrobi show, zeby wszyscy zobaczyli. Pokaze im, ze teraz jest lepsza. I ze zakochala sie w lepszym mezczyznie. Bedzie gotowa zaplacic facetowi, zeby udawal bogatego, odnoszacego sukcesy i calkowicie zakochanego w niej - chocby na jedna noc. Wtedy spotkala Rydera. Calkowicie przystojny i uroczy. Zarabia na zycie jako barman i Astrid pomyslala, ze to jest idealny facet na to zadanie. Na weselu wszyscy mysleli, ze Astrid jest naprawde z przystojnym kolesiem, ktory codziennie nosi garnitury Armaniego, jezdzi luksusowym McLarene'em i calkowicie zakochal sie w niej. Wymyslila idealnego faceta, o ktorym kazda dziewczyna moglaby zabic, zeby sie z nim umowic, i ktorego kazdy byly chlopak nienawidzilby byc porownywany z nim. Ale czy naprawde go wymyslila? A co jesli naprawde pocalowala zabe i oswoila bestie? A jej quest za zemsta naprawde byl poczatkiem jej dlugiego i szczesliwego zwiazku na zawsze.
Rozdział 1
Jun 20, 2025
Przy wyborze kolorystyki dla wesela, warto wziąć pod uwagę kolory, które mają znaczenie w waszym związku i to, co chcecie przyciągnąć w przyszłości.
"Chcielibyśmy kolory w odcieniach zieleni i brązu", mówiła do mnie Estelle, szczęśliwa przyszła panna młoda, oraz moja najlepsza przyjaciółka Nicole. Przyglądałam się jej marzącym oczom i uśmiechowi, zastanawiając się, czy wyglądałam tak śmiesznie planując swoje własne wesele.
Nicole uśmiechnęła się do niej entuzjastycznie. "To dobry zestaw. Więc..."
"Junglowe", zasugerowałam, przerywając Nicole w połowie zdania.
Estelle spojrzała na mnie przez chwilę, a jej marzący uśmiech zagrażał, że zniknie z jej pięknej twarzy. "Przepraszam?"
Nicole spoglądała na mnie ze skrytym przekazem w rodzaju: Jeśli nie możesz powiedzieć nic miłego, po prostu zamknij się!
"To znaczyła... ziemiste", powiedziała Nicole, uśmiechając się do Estelle. Po wyrazie jej twarzy widać było, że robiła wszystko, aby przekazać pannie młodej trochę swojego entuzjazmu.
"Nie. Miałam na myśli junglowe. Gdybym miała na myśli ziemiste, tak bym to powiedziała", powiedziałam dosadnie, co spowodowało kolejny gniewny wzrok ze strony Nicole. Tym razem jej skryty przekaz brzmiał: Jesteś skończona! Podniosłam jedną brew do góry i wyświetliłem jej krzywy uśmiech, który miał znaczyć: Już wiem!
"Przepraszam? Masz... jakiś problem ze mną?" zapytała pod tytułem Estelle, niechętnie.
Westchnęłam. "Nie. Przepraszam, kochanie. Nie mam problemu z tobą. Mam problem z zielonym. Dokładnie, z odcieniem zieleni mchu. A skoro jesteś w Malibu i planujesz plażowe wesele, może powinnaś się zastanowić nad kolorem złotym, żółtym lub pomarańczowym, a także czerwonym i może nieco indygo?"
Myślałam, że Estelle kaza mi wylecieć z jej mieszkania w tym momencie. To faktycznie nie miało znaczenia. Już mi nie zależało. Wesela kiedyś były moją dziedziną. Jednak z powodu ostatnich wydarzeń w moim przeklętym życiu sprawiało mi teraz ból patrzeć na szczęśliwe, rumieniące się panny młode. Łatwiej mi było wyobrazić sobie, że może w nocy wieczór panieński jej narzeczonego, to on może właściwie uprawiać seks z tancerką w środku dużego tortu!
"Przepraszam, Estelle. Wiem, że lubisz zielony..." Nicole zaczęła przepraszać w moim imieniu. Nie martwiła się już o zdenerwowanie mnie. Wiedziała, że jest mi obojętnie, a jeśli spędzimy najwięcej czasu na gniewnym wzajemnym wpatrywaniu się, tylko stracimy profesjonalizm.
"Mój narzeczony lubi zielony. Ja... w rzeczywistości lubię... pomarańczowy."
"Niestety, nie widzę, żeby zielony i pomarańczowy pasowały do twojej koncepcji. Mam nadzieję, że płacisz za wesele", powiedziałam to cicho.
"Właściwie to tak", powiedziała Estelle dumnie podnosząc brodę.
Uśmiechnęłam się do niej. "Bardzo dobrze! W takim razie powinnaś zaplanować go tak, jak chcesz. W ten sposób zachowasz swoje pomysły na wesele, jeśli twój narzeczony postanowi w ostatniej chwili poślubić kogoś innego!"
"Mogę mieć z tobą chwilę na osobności, Astrid?" spytała mnie Nicole z poważnym wyrazem twarzy, którego już nie ukrywała przed Estelle.
"Pewnie", powiedziałam uśmiechając się sarkastycznie. Następnie odwróciłam się do Estelle. "Proszę, rozważ wybór między pomarańczowym a zielonym. Gdybym była tobą, uczyniłabym to w pełni warta mojej pracy. Pomyśl o rzeczach, które są zielone...". Mówiłam zastanawiając się głośno. "Hmmm... jak wymiociny."
"Astrid!" Nicole wstała, chwytając mnie za ramię.
Kiedy wyszliśmy z biura, Nicole dała mi porządny policzek. Naprawdę bolało.
"Jesteś już rozbudzona?", zapytała mnie złośliwie.
"Jaki masz problem, Nic?" zapytałam, pocierając policzek dłonią.
"Weź się w garść, Astrid! Albo nie tylko stracisz swoje wymarzone wesele, ale również możesz stracić pracę!" powiedziała do mnie. "Teraz zostań tutaj, a ja porozmawiam z Estelle... sama!"
Nicole zaczęła wracać do pokoju konferencyjnego.
"Nic!" zawołałam, a ona obejrzała się na mnie z podniesionym oczkiem. "Jeśli wybierze kolor pomarańczowy, chociaż dostanę odznakę za przekonanie jej?"
Ględziła miała we mnie ostatni raz, potem odwróciła się na pięcie w kierunku pokoju konferencyjnego, mając nadzieję naprawić wszelkie szkody, jakie mógłbym spowodować.
Poszłam do kuchni, aby nalać sobie filiżankę kawy. Policzek, którego mi Nicole wydała, nie był wystarczająco mocny, żeby mnie obudzić. Ale wiedziałam, że ma rację. Jeśli będę kontynuować takie mówienie do Estelle, jak zrobiłam to dotychczas, ponownie zgłoszą na mnie skargę.
W zeszłym tygodniu klient odwołał swoje konto u nas, ponieważ panna młoda kochająca tulipany nie mogła zapomnieć historii, którą jej opowiedziałam o psychopatycznym mordercy, zabijającym panny młode w ich wyjściowych nocach ślubnych i kładących je na łóżku z tulipanami później. Oczywiście wymyśliłam tę historię, ale nie wiedziałam, że ma taka dzika wyobraźnię! Wiec narzeczony odmówił nam zorganizowania swojego wesela, twierdząc, że przeżyła ona traumę. Teraz jestem pewna, że jeśli Estelle nadal wybierze zielony, wszystko w jej weselu będzie jej przypominać wymioty.
I mówiąc o wymiotach, mam ochotę na nie, kiedy patrzę na biuro i widzę role koronkowe i kokardy różnych kolorów. Jedna kokarda, jedna koronka, sprawia, że mam ochotę zwymiotować!
Podniosłam z mojego biurka kokardę, która tam wylądowała. Na niej była wygrawerowana fraza: "Na zawsze twój".
Pochrzaniłam nosem i wrzuciłam sznurek do kosza na śmieci. Na zawsze to takie duże obietnice. Nie wierzę, że ktokolwiek mógłby dotrzymać obietnicy tak wielkiej. Dlatego rozwody zdarzają się wciąż i wciąż. Każda dziewczyna byłaby głupia, żeby wierzyć w na zawsze. Ja sam jestem przeklęta, jeśli kiedykolwiek uwierzę w to słowo znowu!
Byłam tak zagubiona w moich myślach, że nawet nie zauważyłam, że Nicole już stoi przede mną ze złośliwym spojrzeniem na twarzy. Przyglądałam się jej przez chwilę, a potem westchnęłam.
"Tak, tak. Przepraszam. Pomyliłam się", powiedziałam, rzucając ręce w górę.
"Nie, nie pomyliłaś się, Ash! Celowo sabotażowałaś to spotkanie!"
"Nie, nie zrobiłam tego!"
"Owszem to zrobiłaś!" powiedziała złośliwie. Potem westchnęła i usiadła na krześle przede mną. "Co się z tobą dzieje, Ash?"
"Nic", odpowiedziałam. To było kłamstwo. Wiem dokładnie, co ze mną jest nie tak.
"Kiedyś wierzyłaś w to. Ta firma jest dwa razy większa niż była na początku dzięki tobie. Pracowałaś na to przez pięć lat i byłaś najlepszym pracownikiem tej firmy, jaki kiedykolwiek mieliśmy. A teraz... zaprzepaszczasz to wszystko. I w ten sposób nie tylko narażasz naszą przyszłość, ale również przyszłość narzeczonych, którzy tu wejdą!" Nicole wydała zirytowany westchnienie. Spojrzała na mnie i pokręciła głową.
Mogłabym ciągnąć tę nieuchronną krągłą zaprzeczanie w nieskończoność. Mogłabym też spierać się z nią tak długo, jak tylko chcę, ale wiedziałam, że ma rację. Byłam wredna. Byłam trudna. I nie mogłam znieść widoku kolejnego wesela w moim życiu. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
"Co chcesz, żebym zrobiła?" zapytałam. "Chcesz, żebym złożyła wypowiedzenie?"
Nicole prychnęła. "Nie, głupia! Ale myślę, że powinnaś wziąć trochę wolnego! Myślę, że powinnaś powstrzymać się od rozmowy z narzeczonymi... dopóki się nie pozbierasz." Próbowała uśmiechnąć się zachęcająco.
Westchnęłam. "Chyba masz rację. Perspektywa patrzenia na to miejsce, które kiedyś tak bardzo kochałam, sprawia, że chce się wymiotować! I nie sądzę, że wytrzymam jeszcze zobaczyć jedno kolejne wesele. Proszę! Myśl o tym, że może nie zakończy się szczęśliwie, wystarczy, żeby chciało się powiesić!"
"Dobrze! To właśnie tego chcą nasi klienci po spotkaniu z tobą!" powiedziała znajomy głos zza pleców.
Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć kto to powiedział. Fiona Lewinsky stała przede mną z gniewnym spojrzeniem na sercowatej twarzy. Twierdziła, że urodziła się, żeby organizować wesela, ponieważ kształt jej twarzy sam w sobie oznacza miłość. Przy pierwszym usłyszeniu jej tego powiedzenia musiałam przewinąć oczami. I nadal chciało mi się to robić.
"Fiona...", westchnęłam. "Chyba potrzebuję małego urlopu", powiedziałam do niej.
"Spędź go na zawsze. Jesteś zwolniona!" powiedziała do mnie bez migotu.
Nicole wstała w szoku. "Fiona! Nie możesz tego zrobić! Zawdzięczasz jej połowę swojego sukcesu! Zrobiła cię bogatą!" próbowała się bronić.
Fiona spojrzała na nią spojrzeniem. "To zasłużyła! Straciłam dwóch klientów w ciągu jednego tygodnia z jej powodu."
"Dała ci niemal tysiąc takich, odkąd zaczęła dla ciebie pracować!" argumentowała Nicole. "Nie bylibyśmy tu, gdyby nie ona."
"Powód, dla którego była tak dobra, to dlatego, że dobrze ją nauczyłam. Dałam jej tydzień, żeby stęskniła się i zapłakała po zerwanym zaręczynach. Już minęły trzy tygodnie! Ona zdecydowanie robi się gorzej. Nie mogę narażać swojego biznesu, bo jej narzeczony ją zostawił na ołtarzu!"
"To nieprawda!" porozumiałam się po raz pierwszy od czasu, gdy mnie zwerbowano.
"Tak! To nieprawda!" zgodziła się Nicole. "Nie nauczyłaś jej niczego. Była świeża, dynamiczna i kreatywna. To ona stworzyła najbardziej ambitne koncepcje wesel, które robiliśmy przez lata. Prawda, Ash?" Spojrzała na mnie, jakby błagała mnie, żebym się broniła.
Wzięłam głęboki oddech. "To, co miałam na myśli, to że nieprawda, że mój narzeczony zostawił mnie na ołtarzu", powiedziałam z poważnym głosem, a Nicole patrzyła na mnie, nie umiejąc zdjąć wstrząśniętego wyrazu z twarzy.
"Oh, świetnie, droga. Przynajmniej nie było to zbyt żenujące", powiedziała Fiona beznamiętnym głosem. "Teraz, zanim każda inna przyszła panna młoda będzie miała nieszczęśliwy los, sugeruję, żebyś zmyła się. Narażasz mój biznes. Dziękuję ci za twoje usługi, ale już straciłam dwóch klientów przez ciebie, nie mogę sobie pozwolić na więcej."
Nie wiedziałam, czy poczułam się zrozpaczona przez to, co powiedziała. Oczywiście było smutno widzieć, że szefka nie wydaje się o tobie dbać, zwłaszcza jak jest jej częściowym dłużnikiem wzrostu firmy, ale jednocześnie odczuwałam ulgę, że nie muszę spełniać marzeń innej panny młodej. Było dla mnie trudne od czasu, gdy byłam samą panną młodą, ale zaręczyny nie trwały na tyle długo, żeby dotrzeć do ołtarza.
"Dobrze", mruknęłam. Potem wzięłam komórkę i torbę. "Oczekuję pełnej korzyści, Fiono."
Podniosła brew. "W porównaniu do ilości biznesu, którego straciłabym przez ciebie? Chętnie dam ci twoje odprawy na srebrnym blacie!"
Odkręciłam oczami przeciwko niej po raz ostatni, a potem wyszłam z pokoju. Nicole ruszyła za mną w momencie, gdy dotarłem do windy.
"Wróć tam, Nic, jeśli nie chcesz podzielić mojego losu", ją ostrzegłam.
"Oj, zwariowałaś, Astrid! Powinnaś walczyć! Wszak to jej zawdzięczasz!" upierała się.
Potrząsnęłam głową. "Czy naprawdę myślałaś, że tego nie chcę?" zapytałam ją. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nic nie wydobyło się z jej ust. "Do zobaczenia, Nic. Porozmawiamy później."
"Porozmawiam, porozmawiam", powiedziała, gdy drzwi windy zamknęły się za mną.
Wysiadłam z budynku i złapałam taksówkę. Tam, na tylnej kanapie, mając tylko kierowcę taksówki za towarzysza, straciłam panowanie nad sobą. Płakałam, płakałam ze wszystkich sił serca.
***
Nowożeńcy pan i pani Bryan Bryans! Usłyszałam z entuzjazmem ogłoszenie gospodarza. Trzymałam się ramienia mojego nowego męża z radością.
Bryan uśmiechnął się do mnie delikatnie, miał łzy w oczach. Pochylił się, żeby dać mi pocałunek w usta.
Miejsce było magiczne. Ogród tuż za kościołem był pokryty tkaninami w odcieniach zieleni i brązu. Było mi ciepło w mojej nieskazitelnie białej sukni. Chciałam długiego trenu, ale Bryan się obawiał, że w jakiś sposób na nim potknie. Przypuszczałem, że to było jego jedno życzenie, więc zdecydowałam się na tren długości do pasa. Długie szydełkowe rękawy mojej bolerki zakrywały moje ramiona. Prawie nie pokazywały mi ciała. Moja suknia odzwierciedlała skromną, dziewiczą pannę młodą, która byłam.
Tort był idealnie dwupiętrowy, na podstawie miały małe zielone kwiatki. Figurka na torcie przedstawiała tradycyjną pannę młodą i pana młodego, którzy byli ujęci w słodkim uścisku.
Moi druhowie, którzy byli ubrani w eleganckie suknie o spiralnych odcieniach zieleni i brązu, tańczyli wokół nas. Dzięki dwucentymetrowym obcasom, moje fioletowe oczy były prawie na tym samym poziomie co brązowe Bryan'a. Nie był wysoki, ale to naprawdę nie miało dla mnie znaczenia. Był moim narzeczonym, moim mężem. Sprawił, że to wymarzone wesele stało się rzeczywistością. Zgodził się, żeby było tak, jak marzyłam.
Tańczyłam szczęśliwie w ramionach Bryana. Następnie gospodarz ogłosił zmianę partnerów i byłem wyrwana z ramion Bryana. Rozejrzałem się, aby zobaczyć, gdzie teraz jest. A potem go zobaczyłam... na środku parkietu do tańca, tańczącego szczęśliwie z druhną w zmysłowej sukni w odcieniach zieleni, kwiatkiem wetkniętym za prawym uchem. Spojrzała na mnie i na jej piękne lalkowate cechy pojawił się psotny uśmiech, a potem wydała najbardziej podłe ze śmiechów, jakie kiedykolwiek usłyszałam w swoim życiu.
"To jest moje wesele!" krzyknąłem do niej. A potem upadłem na kolana, płacząc.
Czułam, jak ktoś połapał się po mnie i zmusza mnie do wstania. To był mój najmniej ulubiony człowiek na świecie, Adam. Wstrząsnął mną i powiedział: "Wyrwij się, Astrid!"
"Nie mogę..." powiedziałem.
"Pobudź się, Astrid!" krzyknął do mnie.
Czułem, jak wstrząsał mną coraz bardziej intensywnie.
"Pobudź się!" krzyknął.
Świat wirował wokół mnie. Zmusiłem się do otwarcia oczu. Znalazłem się na wysokości paru intensywnie niebieskich oczu, wykonturowanych przez przystojną opaloną twarz. Wstałem z łóżka i spojrzałem na Adama.
Spojrzał na mnie z uniesioną brewką.
"Czy masz się dobrze?" zapytał mnie.
Głęboko odetchnęłam i próbowałem się uspokoić. Następnie powoli kiwnąłem głową.
"Twój telefon nie przestaje dzwonić", powiedział mi. "Nie mogę się skoncentrować i muszę przedłożyć memorandum na jutro."
Adam jest moim kuzynem, ale nie jesteśmy spokrewnieni krwią, chociaż dorastaliśmy razem. Był półbratem mojego kuzyna. Od dzieciństwa nigdy za bardzo się nie dogadywaliśmy. Jest zbyt szczery, zbyt nietaktyczny. Mówi to, co myśli, bez względu na to, kto zostanie zraniony lub wygląda jak głupiec.
Właściwie nie wiem, dlaczego skończyłem w jego mieszkaniu po tym, jak cały mój świat się rozpadł. Dzieliłem mieszkanie z Geeną, piękną lalką Barbie z moich marzeń. Jest moją kuzynką pierwszego stopnia i od zawsze była moją najbliższą przyjaciółką. Spędzałam więcej czasu w jej domu niż w swoim łóżku. Dlatego było naturalne, że po studiach zamieszkamy razem. Tylko to nie było moje mieszkanie, tylko jej. Wujek Jack, ojciec Adama i Geeny, zadbał, żeby dobrze się na nią zapatrzyła.
Między nami dwojgiem Geena była dzika. Nie zawsze była mądra, ale dzięki jej urokowi i wyglądowi przetrwała wszystkie wyzwania, jakie pojawiły się na jej drodze. Cóż, jeśli udało jej się uciec z moim narzeczonym za moimi plecami, może też uciec z niemal czymkolwiek. Albo być może byłem zbyt ufna... zbyt naiwna!
Mój były narzeczony był ortodontą. Celowy i ambitny, podobnie jak ja. Kiedy Geena potrzebowała pracy, która nie wymagała dużego napięcia, Bryan przyjął ją. Nie martwiłem się. Oboje mnie kochali. Nigdy by mnie nie zdradzili... przynajmniej tak myślałam.
Kiedy od początku byłem wobec niego podejrzliwy, Adam podsuwał mi różne rzeczy; czasami w formie bardzo sarkastycznych uwag, ale ponieważ byłem przyzwyczajony do jego chamstwa, po prostu go ignorowałem.
Więc pewnego wieczoru planowałem zaskoczyć Bryana w pracy. Miałem zamiar otworzyć drzwi, gdy usłyszałem, że on i Geena się sprzeczają.
"Musisz się tego pozbyć!" Bryan powiedział gniewnie.
"Nie zamierzam się tego pozbywać! Może robiłam wstydliwe rzeczy w swoim życiu, ale nie zamierzam zabić mojego własnego dziecka!"
"Astrid się tego dowie!"
"Ale ty dalej planujesz się z nią ożenić, po tym jak mnie zapłodniłeś!?" Geena zapytała gniewnie.
"Już wydałem majątek na to, wesela, które planowała! Było zbyt ekstrawaganckie! Co chcesz, żebym zrobił? Odwołał wszystko?"
"O tak? Więc chcesz, żebym odwołała moją ciążę?" Geena zapytała. "Nie mogę uwierzyć, że nawet rozważasz to! Może powinieneś był sprawdzić swój kondom sprzed dziesięciu lat, zanim rzuciłeś się na mnie na kanapie!"
"Jesteś pewna, że to nawet moje?"
"Jak śmiesz, Bryan?" Geena się za niego rozgniewała. "Kochaliśmy się przez sześć miesięcy! Inny mężczyzna nigdy mnie nie dotknął, oprócz ciebie!"
"W takim razie co chcesz, żebym zrobił? Wybrać między moim ślubem a twoją ciążą? To trudny wybór, wiesz!"
W tym momencie nie mogłem tego już znieść. Wpadłem do pokoju, co ich obu zszokowało. Stojąc przed nimi, przyjrzalem się obu, zatapiając niesamowicie zadłoniętą twarz.
"Och, kochanie... po prostu rozmawialiśmy o... pacjentce", Bryan starał się skłamać.
Spojrzałam na niego z marszczeniem brwi. "Naprawdę? Jakim pacjentem? Twoim nienarodzonym dzieckiem?"
Obaj byli zszokowani usłyszeniem ode mnie takich słów.
"Jestem tu wystarczająco długo i zapewniam cię, że nie potrzebuję żadnych wyjaśnień od was obojga". Postarałam się opanować głos. "Bryan, wiem, że to jest bardzo trudny wybór. Taki mężczyzna, jak ty, nie ma jaj wystarczająco dużych, aby podjąć taką decyzję. Więc dlaczego nie wyjdę przed ciebie?" Wziąłem głęboki oddech. "Oboje trzymajcie mnie na odległość przez resztę mojego życia! W razie jakbyście byli na tyle głupi, żeby tego nie zrozumieć, Bryan... to wesele jest odwołane!" Potem obróciłem się na pięcie.
"Ale... już wydałem na to cholerną fortunę!" powiedział Bryan gniewnie.
Obróciłem się, aby móc się z nim zmierzyć. "W porządku, a więc wyślę ci wszystkie paragony, a ty zobaczysz, czy dostaniesz jakiekolwiek zwroty!" Wyszedłem z pokoju.
Wróciłem od razu do domu i zebrałem swoje ubrania i tyle rzeczy, ile mogłem zmieścić w jednej walizce. Nie miałem gdzie się udać w tym czasie. Nie mogłem jeszcze stawić czoła moim przyjaciołom. Byłem zbyt zażenowany. Już niezbyt lubił Bryan'a, bo uważał, że jest skupiony na sobie i egoistyczny. Broniłem Bryana, mówiąc, że jest przynajmniej wierny. A teraz to!
Zanim nawet miałem szansę ponownie przemyśleć opuszczenie mieszkania Geeny, udałem się do osoby, która wiedziała o tym, co się dzieje nawet zanim to sam zrozumiałem. I szczerym człowiekiem ufam, że ta osoba traktuje mnie jak rodzinę przez te wszystkie lata.
Adam nigdy nie przepadał za Bryanem. Zawsze mi mówił, że mój chłopak nie jest nic dobrego, albo że myśli tylko o sobie i zmusi mnie do płaczu.
Kiedy podejrzewał, że między Bryanem a Geeną dzieje się coś nie tak, mówił mi takie rzeczy jak:
"Jesteś zbyt naiwna, Ash!"
"Otwórz sometimes oczy i przestań tak bardzo ufać!"
"Czasami, osoby, którym najbardziej ufamy, wydają się być tymi, które nas krzywdzą najbardziej. Spójrz wokół. Być może zrozumiesz, co mam na mysli."
Więc kiedy przyszłem do niego tej nocy, nie musiałem wyjaśniać niczego. Widział, że mam spuchnięte oczy i że niosę ze sobą walizkę. Bez słowa otworzył drzwi szerzej, żeby mnie wpuścić.
"Od jak dawna o tym wiedziałeś?" zapytałem go.
"Czy to ma znaczenie, ile czasu o tym wiedziałem?" zapytał.
Z nago Adam usiadł obok mnie na kanapie, nie proponując mi ręki ani ramiączka na którym mógłbym się rozpłakać. Adam jest typem człowieka, który nie jest bardzo lubiący kontakty fizyczne. Ale dla mnie była to ważna rzecz, że czułam, że jest tam dla mnie.
"Jak się czujesz?" zapytał Adam, ponownie mnie potrząsając.
Kiwnęłam głową.
"Przez całe popołudnie byłaś w domu. Nie powinnaś wtedy pracować?" zapytał.
Pokręciłam głową. "Już nie."
Podniósł brew. "Twoja szefowa cię zwolniła?"
Westchnęłam, a następnie ponownie kiwnęłam głową. "Niedawno dowiedziałam się, że nie rekomenduję już przebywania w odległości dziesięciu stóp od osób, które wychodzą za mąż."
"Nie mogę jej nic zarzucić", powiedział. "Zrobiła z tej przerwy w związku twoje centrum wszechświata, Ash. Musisz to przerwać. Musisz się pozbierać. Mieszkanie nad tym, co mogło się stać, tylko sprawi, że będziesz podwójnym przegranym."
"Nie jestem przegranym!"
"Cokolwiek." Przewrócił oczami. "Ale z mojego punktu widzenia wygląda na to. Bez domu, bez chłopaka, bez pracy."
"Tak, tak. Przypomnij mi, żeby jak najszybciej znaleźć mieszkanie."
"Oznacza to, że kiedy dostaniesz pracę", powiedział.
"Tak, też to."
Westchnął. "Nie jest tajemnicą, że chcę zachować to mieszkanie dla siebie. Ale teraz, Ash, jesteś jedyną osobą, jaką masz. Nie mam wyboru. Nie mogę cię wydziedziczyć. Ale nienawidzę patrzeć, jak każdego dnia się pogarszasz. Tydzień na rytuały jest w porządku. Minęło już prawie miesiąc. Twoja sytuacja jest jeszcze gorsza, niż była, kiedy pierwszy raz trafiłaś na mój próg."
"Nie wiem, co mam zrobić, Adam", przyznałam.
"Tak, wiesz. Spotykaj się ze swoimi przyjaciółmi. Baw się całą noc. Możesz spać z kim chcesz. Nawet ja cię nie ocenię", powiedział. "Po prostu wstań z łóżka i przestań marnować swoje życie."
"Nie marnuje swojego życia!"
Zaszczył. "Nie przekonujesz mnie."
Przewróciłam oczami i położę się na łóżku.
"A tak nawiasem mówiąc, twoja matka do mnie dzwoniła. Pytała, czy ciebie widziałem. Kiedy ostatnio rozmawiałeś z nią? Wyrażała głębokie zaniepokojenie."
"Tydzień temu. Zajęło jej trochę czasu, żeby do ciebie zadzwonić."
"Szczerze mówiąc, jestem ostatnią osobą w naszej rodzinie, do której uważali, że będziesz uciekać", powiedział, wstając z łóżka, a następnie skierował się do drzwi.
"Adam..." zawołałam.
Odwrócił się do mnie.
"Jak się ma... Geena? Bryan prosił ją, żeby zlikwidowała to dziecko. Zrobili... czy zgodzili się na to?"

Knight in Shining Suit
39 Rozdziały
39
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101