

Opis
Stypendium marzen Leah Rosewood w jednej z najlepszych kancelarii prawnych powinno byc jej zlotym biletem - dopoki nie spotyka Jareda Connorsa, aroganckiego spadkobierce firmy w garniturze za tysiac dolarow. Ich pierwsze spotkanie konczy sie propozycja wulgarnego kontraktu seksualnego, drinkiem wylanym mu na twarz i przysiega, ze beda sie nawzajem unikac na zawsze. Jednak los - i biurowa polityka - wiezi ich razem przy tym samym elitarnym projekcie, gdzie przymusowa bliskosc, narastajace napiecie i kolejne upokarzajace rozgrywki wladzy doprowadzaja ich oboje na skraj wytrzymalosci. Jest bystra, biedna i zdeterminowana, by osiagnac sukces dzieki wlasnym zaslugom. On jest bogaty, bezwzgledny i rozpaczliwie pragnie uznania ojca. To, co zaczyna sie jako wojna ego i seksualne gierki, przeradza sie w cos, nad czym zadne z nich nie ma juz kontroli.
Rozdział 1
Apr 20, 2026
POV: Leah
Ktoś powiedział, że ta impreza miała być zwykłym, luźnym powitaniem.
Tak, jasne.
Centrum studenckie w Lions Fade Law School lśniło drogim światłem i śmiechem głośniejszym, niż to konieczne. Wszystko tutaj wydawało się zbyt wypolerowane, zbyt perfekcyjne.
Nawet sposób, w jaki ludzie stali w grupach—jakby już wiedzieli, kto tu należy, a kto nie.
Zesztywniałam na obcasach i próbowałam się nie wiercić. To była moja pierwsza prawdziwa noc na kampusie. Pierwszy raz stałam w pokoju pełnym ludzi o nazwiskach, które otwierają drzwi, podczas gdy ja musiałam wyważyć swoje, żeby się tu dostać.
Życie było trudne odkąd mama zostawiła mnie, żeby być z kimś, kto mieszka na drugim końcu kraju. Podobno ten facet nie znosił dzieci, więc zdecydowała się zostawić mnie w żłobku i nigdy już po mnie nie wróciła.
Dobry wybór, co?
Ścisnęłam mocniej kieliszek wina. Nie jest łatwo stać na własnych nogach, dlatego to stypendium tak wiele dla mnie znaczy.
Connors Legal Associates Foundation umożliwiła mi to wszystko. Jedno z trzech pełnych stypendiów, które zaoferowali w tym roku. Tak ciężko pracowałam i ta praca mnie nie zawiodła.
Nie zamierzałam pozwolić, by jakiś syndrom oszusta mi to odebrał.
Ale zdecydowanie potrzebowałam teraz trochę powietrza. I wciąż nie mogę uwierzyć, że naprawdę uczę się na Lions Fade Law School, to surrealistyczne uczucie być wśród innych elitarnych studentów.
Odwróciłam się, by przecisnąć się obok zbyt ściśle ustawionej grupki—i wpadłam prosto na ścianę mięśni i drogiej wody kolońskiej.
Moje wino wyślizgnęło się z kieliszka, zanim zdążyłam zareagować—czerwone, śmiałe, obciążające. Rozlało się na jego koszuli, zostawiając ciemną, rozkwitającą plamę.
Zamarłam, skamieniała ze wstydu, już próbując wydukać przeprosiny.
— O Boże — wydyszałam. — Tak bardzo, bardzo przepraszam!
Patrzyłam z przerażeniem na jego koszulę, a on spojrzał w dół powoli, strzepując plamę jakby ją osobiście go obraziła. Potem podniósł wzrok na mnie.
I... o rany.
Był tam—wysoki, opanowany, wykuty jak kłopoty. Ostry podbródek, usta ułożone w uśmiech, który igrał z kącikami, jakby był rozbawiony.
Facet zsunął z siebie zrujnowaną marynarkę z powolną, zamierzoną łatwością, trzymając ją w dwóch palcach jakby materiał miał go ugryźć. A może to ja miałam.
Jego chłodne, nieczytelne oczy znów spotkały się z moimi. Potem zjechały niżej, zatrzymując się na moim ciele, mierząc je. Poczułam, jak ciepło wspina się po mojej piersi, by zaraz opaść, zwijając się nisko w brzuchu.
Podałam mu serwetki. — Naprawdę przepraszam, nie zauważyłam cię—
— Najwyraźniej — jego głos był gładki, ale zimny. — Powiedz mi, czy niszczenie markowych ubrań to twój sposób na przedstawienie się? To twoja metoda, by zwrócić moją uwagę?
Zmarszczyłam brwi. — To był wypadek.
— Mhm — mruknął. — Wy, biedni ludzie, zawsze tak mówicie.
To bolało. Cofnęłam się lekko i prychnęłam z niedowierzaniem. — Słucham?
Przechylił głowę, przyglądając mi się jakbym była nieudanym eksperymentem naukowym. — Zgadnę: nowa stypendystka?
Sposób, w jaki to powiedział, jakby to była diagnoza, przyprawił mnie o dreszcze.
— I co z tego? Zapracowałam na swoje miejsce tutaj — powiedziałam, prostując ramiona.
Parsknął niskim, bogatym śmiechem przesyconym kpiną, składając poplamioną marynarkę na ręku jakby ją obrażała.
— Oczywiście, że tak — powiedział. — Zawsze potrzebują jednej czy dwóch takich jak ty. Na broszurach lepiej to wygląda.
— Jednej takiej jak ja ? — uniosłam brew. — Ach, chodzi ci o kogoś, kto nie potrzebował portfela tatusia, żeby zdać podstawową matematykę?
Jego uśmiech zadrżał, już nie tak pewny siebie.
— Więc masz kręgosłup — zbliżył się, ściszając głos. — Urocze. Ale to cię nie zaprowadzi daleko, kiedy prawdziwy świat pożera uprzywilejowanie, nie wysiłek.
Przechyliłam głowę, wlepiając wzrok w plamę na jego koszuli.
— A jednak tu stoisz, cały w Shirazie, patrząc z góry na kogoś, kto naprawdę musiał coś sobie wypracować. Musi być wyczerpujące, tyle przywilejów i ani grama klasy.
Jego uśmiech lekko zgasł, choć tylko na chwilę, ale nie czekałam, aż się pozbiera.
Spojrzałam mu prosto w oczy i dodałam: — Wiesz, jak na kogoś tak zafiksowanego na byciu ponad innymi, wyglądasz na desperacko próbującego to udowodnić.
Uśmiech zniknął mu z twarzy. — Co ty właśnie powiedziałaś?
— Powiedziałam — powtórzyłam głośniej — że zachowujesz się, jakby pieniądze dawały ci wartość. Nie dają. Po prostu ukrywają fakt, że w głębi duszy nie jesteś niczym wyjątkowym.
Zacisnął szczękę. Kilka osób obok wyglądało na zszokowanych, ktoś zaśmiał się nerwowo.
Przybliżył się, próbując zmniejszyć dystans między nami, ale zadbałam, byśmy mieli przestrzeń. Odsunęłam się, by się oddalić, ale złapał mnie za nadgarstek.
— Sporo szkód, panno Stypendystko. Z pewnością pożałujesz, gdy dostaniesz ode mnie list z pozwem.
Wciąż trzymając mnie w miejscu, pochylił głowę do mojego ucha.
— Zacznę od pięćdziesięciu tysięcy dolarów za ciebie — wyszeptał, a ja odwróciłam się do niego tak szybko, że jego usta znalazły się tuż przed moimi oczami.
— Pozew za coś takiego to dla cip takich jak ty — nie wiem, skąd wzięłam te wyzwiska, ale jestem pewna, że jutro będę tego żałować.
Wydał z siebie cichy śmiech, po czym znów szepnął mi do ucha.
— Uważaj, ta twoja postawa naprawdę mnie podnieca, panno Stypendystko. Dyscyplinowanie takich dziewczyn jak ty naprawdę mnie podnieca, wiesz? Ale nie martw się, sprawię, że prędzej czy później się mnie posłuchasz. A może poddasz mi się już teraz, wtedy… mogę rozważyć wybaczenie tobie i twoim grzechom.
Aż mnie ręka świeżbiła, żeby go spoliczkować, ale tylko wysyczałam mu w tę arogancką twarz: — Jesteś takim zboczeńcem!
— Zostań moją niewolnicą, panno Stypendystko. Wtedy możemy negocjować przebaczenie.
Próbowałam się od niego wyrwać, ale wciąż mnie trzymał. Podniosłam lewą rękę i wylałam resztę wina na jego głowę, przez co wszyscy westchnęli równocześnie.
— Będziesz tego żałować — powiedział, głosem niskim i napiętym.
— Wątpię — odparłam, wyrywając rękę z jego uścisku i odwracając się.
* * *
Gdy wróciłam do swojego pokoju w akademiku, od razu zmyłam cały makijaż i przebrałam się w piżamę. Byłam gotowa położyć się spać, żeby wcześnie rano zacząć nowy dzień.
Wpełzłam do łóżka, zmęczenie mnie ogarniało, ale zamarłam w miejscu, gdy ktoś zapukał do moich drzwi. Spojrzałam na zegar—była prawie pierwsza w nocy.
Kto, do diabła, odwiedza o takiej porze?
Ciekawość zwyciężyła, więc wstałam i podeszłam do drzwi. Serce waliło mi jak szalone ze zdenerwowania, ale otworzyłam drzwi całkiem szybko.
Nikogo nie było, tylko brązowa koperta leżała pod moimi drzwiami. Było na niej moje imię; rozejrzałam się, ale nikt nie stał ani nie odchodził. Zabrałam ją i weszłam do środka.
Nie zajęło mi długo otwarcie tajemniczej koperty. Pierwsze, co wyjęłam, to mała karteczka:
„Panno Rosewood, W związku z dzisiejszymi szkodami, proponuję prywatne rozwiązanie... kreatywne. Proszę dokładnie przejrzeć załączoną umowę. —J”
Rozwinęłam dokument i zamarłam.
„Umowa Pan-Submisyjna.”
Serce mi stanęło. Przeczytałam ją dwa razy, próbując nie uwierzyć w to, co właśnie czytam. To nie mogło być prawdziwe. Spojrzałam na podpis. Tylko litera: J.
Nawet nie znając nazwiska, już wiedziałam, kto to wysłał.
Czy ja śnię? Czy ten dupek naprawdę wręczył mi umowę pan-submisyjna dlatego, że wylałam wino na jego pieprzoną koszulę?

Legally Not Yours
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101