

Opis
Eva jest cudownym mechanikiem, ukrywajacym swoja prawdziwa tozsamosc w bezwzglednym swiecie Formuly 1. Zdesperowana, by udowodnic swoja wartosc na wlasnych zasadach, pracuje dla czolowego zespolu wyscigowego pod przybranym nazwiskiem, z dala od swojej poteznej rodzinnej dynastii. Jej swiat to latwopalna mieszanka goracych klotni i sekretnych schadzek z gwiazdorskim kierowca jej zespolu, Charlesem Weinbergiem. On jasno dal do zrozumienia, ze nic miedzy nimi nie ma i nigdy nie bedzie - jednak nigdy nie przestal jej pragnac w swoim lozku. Wszystko zmienia sie, gdy Elio Black, czarujacy i arogancki kierowca konkurencyjnego zespolu, zaczyna zwracac na nia uwage. Gdy ich sciezki sie krzyzuja i rodzi sie miedzy nimi wiez, publiczne oznaki uczucia ze strony Elio wywoluja burze zazdrosci u zazwyczaj chlodnego Charlesa. Teraz jest uwieziona w milosnym trojkacie na torze wyscigowym, rozdarta miedzy dwoma mezczyznami na zatloczonym polu bitwy. Jednym, ktory pragnie jej prywatnie, podczas gdy publicznie sie jej wypiera, i drugim, ktory publicznie zabiega o jej wzgledy, grozac ujawnieniem kruchego, sekretnego swiata, ktory zbudowala.
Rozdział 1
Aug 7, 2025
POV Eva
Czwarte miejsce.
Te dwa słowa smakują w moich ustach jak kwas akumulatorowy, gdy patrzę, jak Charles wpada do garażu.
Jego kombinezon wyścigowy rozpięty do pasa, blond włosy przyklejone do czoła od potu i furii. Hiszpańskie słońce było bezlitosne przez cały weekend, ale to nic w porównaniu z żarem, jaki bije od niego teraz.
Wiem, co się zaraz wydarzy, zanim jeszcze otworzy usta.
Napięcie szczęki, sposób, w jaki zaciska i rozluźnia pięści… Potrzebuje kogoś, kogo może obwinić, a ja mam dziś na sobie tarczę.
— Balans hamulców był zły. — Jego niemiecki akcent wyostrza się, gdy jest wściekły, zamieniając słowa w broń. — Mówiłem ci, że potrzebuję mocniejszego przodu w drugim sektorze!
Woźny, który przyszedł tylko, żeby zetrzeć rozlane napoje energetyczne i egzystencjalną rozpacz, zamiera w pół ruchu i patrzy na nas, jakby Charles właśnie zaczął mówić alfabetem Morse’a.
Nie dziwię mu się.
Przesunięcie balansu na przód oznacza, że więcej siły hamowania idzie na przednie koła — pomaga to utrzymać tył w ryzach w trudniejszych partiach. Jak drugi sektor. Wiem o tym.
Chciałabym to wyjaśnić temu biedakowi.
Ale teraz jestem zbyt zajęta, żeby nie wbić Charlesowi rysika w oko.
— Wyliczyłam to na podstawie twoich uwag z treningu — zaczynam, ale Charles już jest w pełnym ataku.
— Twoje wyliczenia były błędne, Farnese. Znowu.
W garażu panuje cmentarna cisza.
Dwadzieścia par oczu obraca się w naszą stronę, mechanicy zamarli w pół ruchu, jakby oglądali wypadek samochodowy w zwolnionym tempie. Bo właściwie tak jest.
— To są mistrzostwa, nie amatorska zabawa — kontynuuje Charles, a jego głos z każdym słowem się wzmaga. — Jeden taki błąd może nas wszystkiego pozbawić!
Moja twarz płonie tak, że mogłaby stopić stal. Najgorsze jest to, że ma rację. Ale to, że ma rację, nie daje mu prawa do rozszarpywania mnie przed całą ekipą.
Mój temperament, włoski ogień odziedziczony po Tacie razem z jego uporem, zapala się natychmiast.
— Wiem, co robię, Weinberg. Jedna drobna korekta nie robi ze mnie niekompetentnej.
— To udowodnij. — Podchodzi bliżej, szare oczy zimne jak zimowy deszcz. — Bo na razie twoja praca kosztuje mnie punkty.
Między nami aż iskrzy. Nie tylko od złości i irytacji, ale od tego samego przyciągania, które prześladuje mnie już od ponad roku.
Rozsądek mówi: uciekaj. Ale teraz wygrywa furia.
— Może gdybyś dawał jaśniejsze uwagi, zamiast oczekiwać, że czytam ci w myślach—
— Może gdybyś rzeczywiście nadawała się na ten poziom—
— Podsumowanie. — Głos Parkera przecina naszą kłótnię jak szachownica kończąca wyścig. — Sala konferencyjna. Natychmiast.
Nasz szef zespołu wygląda na kompletnie znudzonego nami obojgiem i wiem, że później oboje dostaniemy za swoje.
Charles rzuca mi jeszcze jedno miażdżące spojrzenie, po czym odchodzi, zostawiając mnie z resztkami godności zawodowej i determinacją chwiejącą się jak uszkodzone przednie skrzydło.
Sześć godzin później garaż wygląda jak miasto duchów. Zostałam tylko ja, mój laptop i tyle samonienawiści, że starczyłoby na napęd rakiety na Marsa. Przeliczyłam wszystko dwanaście razy, zmieniłam każdy parametr, sprawdziłam z danymi historycznymi.
Jutrzejszy setup będzie perfekcyjny, nawet jeśli mnie to zabije.
Słyszę kroki i spinam się cała. Znam ten krok, miarowy i zdecydowany. Jak wszystko w Charlesie Weinbergu.
Jest już w cywilnych ubraniach: ciemne dżinsy i czarny t-shirt, który przylega do ciała w sposób karygodny w większości krajów.
— Wciąż tu jesteś.
W jego głosie nie ma już wcześniejszych ostrych krawędzi, ale napięcie nadal się tli.
Nie odrywam wzroku od ekranu. Nie mogę. Nie chcę. — Naprawiam swoją rzekomo amatorską robotę.
Podchodzi bliżej i przygląda mi się, a ja nienawidzę, jak reaguje na jego bliskość moje ciało. Warunkowanie Pawłowa w najczystszej postaci.
— Eva.
Tylko moje imię, ale sposób, w jaki je wypowiada, cicho i chropowato, sprawia, że podnoszę wzrok wbrew sobie.
I już jest: ten wzrok, który od trzynastu miesięcy jest moją zgubą.
Głód zmieszany z frustracją, zmieszany z czymś, czego nie chcę nazywać, bo gdybym to nazwała, stałoby się prawdziwe — a Charles nie zna prawdziwości.
Dał mi to jasno do zrozumienia kilka miesięcy temu, gdy głupio zapytałam, czym dla siebie jesteśmy.
— Niczym. Nie ma między nami nic i nigdy nie będzie.
Wspomnienie piecze jak świeże skaleczenie papierem.
— Byłem sfrustrowany — mówi cicho, przechodząc za moje krzesło. — Zespół patrzył…
— Więc mnie upokorzyłeś.
Moje słowa brzmią pewniej, niż się czuję, ale moja złość jest dziś bardzo skomplikowana. Spleciona z pożądaniem, bólem i żałosną nadzieją, że może tym razem będzie inaczej.
Jego dłonie ściskają oparcie mojego krzesła, knykcie białe od wysiłku.
— Nie będę przepraszał za to, że chcę wygrywać. — Jego oddech muska moje ucho, a po kręgosłupie przebiega mi dreszcz. — Ale nie powinienem był wyładowywać się na tobie. Zwłaszcza przy wszystkich. Przepraszam.
Odwracam się gwałtownie na krześle, nagle uwięziona między nim a biurkiem, nasze twarze są o włos od siebie.
— To niczego nie zmienia — szepczę, choć serce wali mi jak szalone.
— Nigdy nie zmienia — zgadza się, głos szorstki jak żwir.
Między nami aż iskrzy, jak w tej krótkiej chwili przed uderzeniem pioruna, gdy wszystkie włosy stają dęba i już wiesz, że masz przerąbane.
Jego wzrok zsuwa się na moje usta i przysięgam, czuję to spojrzenie jak fizyczny dotyk.
Kiedy zbliża się bardziej, nie cofam się. Jego dłoń unosi się, kciuk sunie po mojej dolnej wardze, a oboje wiemy, że to kompletnie niszczy moją zdolność podejmowania decyzji.
Unoszę brodę, tak blisko, że czuję jego oddech na skórze, a potem całujemy się, jakby świat miał się zaraz skończyć.
Jego usta są gorące i zachłanne na moich. Szarpię go za koszulkę, desperacko chcąc poczuć jego skórę, a on plącze dłonie w moich włosach, ciągnąc tak mocno, że aż jęczę.
Podnosi mnie na blat roboczy jak szmacianą lalkę, narzędzia z hukiem spadają na podłogę, a ja mam gdzieś ten hałas.
— Nie powinniśmy — sapczę mu w usta, głos drży, bo moje ciało już wrzeszczy ‘tak’.
— Nigdy nie powinniśmy — warczy w odpowiedzi, zęby muskają moją szyję. — Ale zawsze to robimy.
Zanim zdążę zaprotestować, już mnie podnosi, jakbym nic nie ważyła, niesie przez przyćmione korytarze, a moje nogi oplatają go odruchowo.
Wiem, dokąd idziemy—magazynek między działem inżynierii a symulacją, zamknięte zaplecze. Zamek szczęka za nami, a Charles przyciska mnie do ściany z taką siłą, że aż odbiera mi dech.
Jego usta znów rozbijają się o moje, tym razem bez żadnych zawahań. Całuje mnie, jakby chciał mnie sobie wziąć na własność, a ja mu na to pozwalam.
Moje dłonie już rwą jego ubrania, podciągam mu koszulkę, paznokcie wbijają się w jego tors. Jego palce są na mojej talii, wsuwają się pod pasek spodni, a ja wyginam się w jego stronę, bo potrzebuję więcej. Już teraz.
— Charles… — jęczę, głos mi się łamie.
— Tak? — szepcze, usta przy moim uchu. — Powiedz mi, czego chcesz.
Nie odpowiadam słowami. Chwytam jego dłoń i wciskam ją sobie między nogi, niemal błagając, by mnie dotknął.
Nie trzeba mu tego powtarzać — jego palce wsuwają się pod moje majtki, odnajdują mnie mokrą, a ja gryzę go w ramię, tłumiąc jęk, który chce się wyrwać z moich ust.
— Kurwa… — warczy, jego palce naciskają mocniej, krążą dokładnie tam, gdzie trzeba.
Moje biodra unoszą się na jego dłoni, chcąc więcej, i on mi to daje.
Jego palce wchodzą we mnie, pieprzą idealnym rytmem — nie umiem już myśleć. Kciuk zatacza kółka na najczulszym miejscu, już drżę, nogi mi się trzęsą, gdy się go trzymam.
— Charles — szepczę, prawie bezgłośnie. — Nie przestawaj…
— Nigdy — obiecuje, jego oddech gorący na mojej szyi. — Nie przestanę, dopóki nie będziesz krzyczeć moje imię.
I wiem, że będę.
Bo przy Charlesie Weinbergu nigdy nie potrafiłam powiedzieć nie.

Love Track For Three
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101