
Opis
Scisle profesjonalne. Takie bylo ogolne wyobrazenie, jakie miala Liliana, kiedy zdecydowala sie zostac prywatna stewardesa. Tego, czego sie nie spodziewala, bylo zainteresowanie tajemniczego, surowego i bezposredniego pana Cavaliera jej otwartym, choc naiwnym charakterem...
Rozdział 1
Oct 24, 2025
Liliana–
"Gratulacje, pani Chavez, została pani zatrudniona." – powiedziała uprzejma sekretarka z serdecznym uśmiechem, ściskając mi dłoń.
"Dziękuję, ale proszę mówić mi Liliana." Odwzajemniłam uśmiech, czując, jak podnosi mi się na duchu, a nerwy na chwilę odpuszczają.
Kiedy wcześniej weszłam do biura po otrzymaniu telefonu zwrotnego po rozmowie z innymi kandydatami, nerwy niemal mnie dusiły, ale teraz czułam, jakby ktoś zdjął mi ciężar z klatki piersiowej. Nawet jeśli tylko na chwilę, teraz musiałam martwić się już tylko o stres pierwszego dnia.
"A mnie możesz mówić Jenna. Ponieważ mamy teraz gorący okres, większa część procesu wdrożenia odbędzie się mailowo, ale nie szkodzi, musimy od razu wskoczyć na głęboką wodę. Będziesz dyżurować trzy razy w miesiącu, a wydatki hotelowe i podróże pokrywa firma. Musisz tylko pojawić się na prywatnym lotnisku godzinę przed odlotem, żeby się przygotować. Obsługujemy różnych partnerów, klientów i biznesy, więc nie zdziw się, jeśli dziś będziesz lecieć z panią A, a w przyszłym tygodniu z panem Z. Niezbyt często się zdarza, by hostessy latały tylko jednym odrzutowcem, ale każdy z naszych członków ma swoje preferencje. Szkolenie zaczynasz jutro z Chamille, a polecisz do Kalifornii z państwem Dunn. To sympatyczna para, polubisz dla nich pracować. Traktuj to jako ogólne szkolenie, ale postaraj się nadążyć, bo jak tylko ich odstawisz, wrócisz tutaj, a twoja druga podróż będzie do Rzymu z panem Frantzem Cavalierem." Jenna wyjaśniała wszystko najszybciej, jak się dało.
"Czekaj – sama?" Przerwałam jej, ale szybko przeprosiłam, uświadamiając sobie, że jestem w pracy ledwie dwie minuty, a już zapomniałam o manierach.
Jenna spojrzała na mnie i po prostu się zaśmiała, mówiąc: "Nie, głuptasie. Chamille będzie z tobą. Masz całe 7 zmian, czyli w naszym przypadku podróży, na szkolenie. Połączyłam cię z Chamille, bo szybko się uczysz. Przecież świetnie poradziłaś sobie podczas mini-szkolenia na rozmowie z zespołem, więc wiem, że dasz radę."
"Dobrze." Przytaknęłam, wzdychając i próbując uspokoić serce, które niemal wyskoczyło mi z piersi na myśl, że już po jednej podróży miałabym lecieć sama.
"Rozumiesz, że przy takiej liczbie podróży zwykle zaczynamy nową osobę od serii łatwych lotów i dopiero potem przechodzimy do bardziej wymagających klientów, ale jesteś inteligentną kobietą, więc wierzę, że poradzisz sobie świetnie. Po prostu trzymaj się Chamille i rób sobie mentalne notatki. W hotelu z Chamille możesz zadawać tyle pytań, ile chcesz, ale nigdy przy klientach. Wyślę ci resztę grafiku do wieczora mailem. Jeśli będziesz miała pytania, możesz kontaktować się ze mną osobiście, w przeciwnym razie – witamy na pokładzie." Jenna mówiła, jakby miała te kwestie przećwiczone wcześniej. Byłam lekko przytłoczona, ale wciąż podekscytowana, więc tylko szerzej się uśmiechnęłam, przytaknęłam energicznie i dodałam: "Dziękuję."
Po wymianie pożegnań zostałam wyprowadzona z jej biura, potem opuściłam budynek i skierowałam się na przystanek autobusowy naprzeciwko, skąd autobus miał zawieźć mnie do centrum.
Mieszkanie blisko, ale nie dokładnie w mieście, miało swoje zalety. I swoje wady.
Siedząc na przystanku, postanowiłam zadzwonić do mamy i przekazać jej wiadomość.
Gdy tylko telefon zaczął dzwonić, zauważyłam, jak pod budynek firmy podjeżdża czarny, luksusowy samochód z logiem, którego nawet nie znałam.
Z ciekawości starałam się wyglądać na zajętą rozmową, ale nie spuszczałam wzroku z auta.
Kierowca otworzył drzwi i wysiadł. Miał na sobie czarny garnitur i czarny kapelusz. Okrążył samochód i otworzył prawe tylne drzwi.
Jak tylko to zrobił, z auta wysiadł wysoki mężczyzna w idealnie skrojonym, czarnym garniturze. Zdołałam zobaczyć tylko jego profil, ale nawet w okularach nie mogłabym dostrzec go wyraźnie.
Czarne włosy miał ulizane i starannie zaczesane. Przedziałek z przodu układał się na lewą stronę. Ledwie skinął głową kierowcy i po prostu wszedł do budynku.
"Halo? Lili!" Mama zawołała, przywołując mnie z powrotem z moich myśli. "Mamo, cześć. Przepraszam, zgadnij co?" "Dostałaś pracę?" Trafiła w dziesiątkę. "Dostałam pracę!" potwierdziłam podekscytowana, gdy moje kolana podskakiwały jak u dziecka jadącego na festyn. "O tak! Niech żyją te europejskie czekolady!" Moja najlepsza przyjaciółka wiwatowała, a ja przewróciłam oczami mówiąc: "Tak, jasne, żebyś mogła drażnić tatę, bo ma słabość do słodyczy i jest na granicy cukrzycy?" "Tak, cóż, na to zasłużył po tylu latach drażnienia mnie w łóżku—" "Mamo, zatrzymam cię w tym miejscu." Przerwałam jej szybko, aż policzki mi się zarumieniły na myśl, co mogłaby powiedzieć dalej. "Dobrze, dobrze. Jestem z ciebie bardzo dumna, kochanie. Idź, zobacz świat, może nawet poznasz jakiegoś przystojnego cudzoziemca i dasz mi dużo wnuków." "Mamo." Przeciągnęłam słowo, po czym zachichotałam. "Co? Starzeję się, twój ojciec już nie tak łatwo przyspiesza mi bicie serca." "Dobra, pa mamo. Kocham cię." Powiedziałam, próbując zakończyć rozmowę. "To Liliana?" usłyszałam głos taty przez telefon. "Tak! Dostała pracę!" Mama krzyknęła, przez co aż skrzywiłam się i odsunęłam telefon od ucha. "Hej hej! Niech żyją drogie, starzone wina!" Ucieszył się tata, a Liliana pokręciła głową, łapiąc się za twarz. Kocham moich rodziców. "Nie możesz pić, to ci nie służy." Usłyszała przez telefon upomnienie mamy. "A co, jesteś moją matką?" "Tylko kiedy mnie o to prosisz—" "Pa, kochani!" zawołałam i niemal wyrwałam telefon z ucha, zanim rodzice znów zdołaliby mnie na całe życie zszokować. Kręcąc głową i wciąż podekscytowana nową pracą, zaśmiałam się właśnie, gdy podjechał autobus. W autobusie zajęłam się telefonem, starając się nie podnosić wzroku i nie patrzeć w oczy blondynowi, który nie odrywał ode mnie wzroku, odkąd weszłam. Za każdym razem, gdy zerkałam w górę, był tam. W duchu modliłam się, by autobus dojechał do mojego przystanku, i kiedy to się stało, nie pożałowałam ani chwili. Wyskoczyłam z autobusu niemal biegiem, ledwo dziękując kierowcy. Przerzuciłam torbę na prawe ramię i ruszyłam do outletów w centrum handlowym, gdzie kupiłam nową walizkę — poręczną i w odpowiednim rozmiarze. Potem wybrałam kilka niezbędnych rzeczy na wyjazd, a następnie udałam się do sklepu z mundurami, który poleciła Jenna, gdzie kupiłam cztery komplety ubrań na następne dwa wyjazdy. Szukając ostatnich drobiazgów, zadzwonił mój telefon z nieznanego numeru. Nieufnie odebrałam: "halo?" "Cześć! Czy to Liliana?" odezwał się po drugiej stronie wesoły kobiecy głos. "Tak, to ja." odpowiedziałam ostrożnie, rzucając nerwowe spojrzenie przez ramię. "Cześć, tu Chamille. Dzwonię, żeby upewnić się, że wszystko masz gotowe. Jenna powinna była przekazać ci listę rzeczy, które musisz zabrać, a po tej rozmowie prześlę ci wszystkie informacje dotyczące lotnisk, do których i z których będziemy podróżować." "Cześć Chamille, właśnie dopinam ostatnie sprawy na miejscu." "Dobrze, zwykle musisz być godzinę wcześniej, ale potrzebuję cię tam co najmniej półtorej godziny przed odlotem, żebyśmy mogły się poznać, byś mogła obejrzeć samolot i zapoznać się z osobami, które będą podróżować z nami." "Okej, brzmi świetnie." odpowiedziałam, gotowa na przygodę. "Kolejny lot to bardzo wymagający klient, który jest niezwykle skrupulatny, dlatego musisz być na miejscu co najmniej dwie godziny przed odlotem, żeby poznać jego rutynę. Po odstawieniu rodziny Dunnów, omówimy szczegóły dotyczące drugiego klienta. Ale na razie wracaj do domu i odpocznij." Chamille wyjaśniła uważnie. A ja potwierdziłam "Zrobione", po czym po kilku uwagach Chamille, rozmowa się zakończyła. Kończąc ostatnie sprawunki, ruszyłam do domu. Gdy w końcu dotarłam, opadłam na kanapę, zrzucając wszystkie torby na podłogę. Zdjęłam buty, rozpuściłam włosy z profesjonalnego koka. Moje długie, brązowe włosy wysunęły się z gumki i wsuwek, a skóra głowy natychmiast się rozluźniła — westchnęłam z błogością. Siedziałam przez chwilę, podsumowując dzień, zanim zdecydowałam się wstać i się spakować. Spakowałam dodatkowy mundur, kosmetyki, rzeczy osobiste i bieliznę, ręcznik, trochę ubrań na zmianę, dokumenty podróżne oraz wszystko, co mogło mi się przydać, w tym ładowarkę i słuchawki. Gdy już byłam pewna, że mam wszystko, zjadłam małą kolację i obejrzałam kilka odcinków mojego ulubionego serialu na Netflixie, potem, szykując się do snu, zadzwoniłam do rodziców, by się z nimi przywitać, a potem życzyłam im dobrej nocy, po tym jak tata przypomniał mi, żebym się pomodliła. Po wieczornym rytuale tulenia się w łóżku i mruknięciu krótkiej, sennej modlitwy zasnęłam jak dziecko.

Loving Mr. Cavalier
79 Rozdziały
79
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101