
Opis
To nie jest milosc od pierwszego wejrzenia, to nawet nie jest natychmiastowe zauroczenie, to walka, by odmowic sobie nawzajem czegokolwiek wiecej. Daniella Turner przenosi sie z rodzinnego Silvertun w Teksasie na University of Maine, gdzie poznaje Braxtona Gale'a Halla, swojego partnera i lokalnego sportowca, zyjacego na koszt rodzicow. Jednak kiedy Daniella zostaje wciagnieta w niebezpieczna sytuacje, Braxton po prostu nie moze sie powstrzymac, by jej nie uratowac...
Rozdział 1
May 18, 2026
„Ella!”
Odwróciła się gwałtownie, zerkając przez ramię na rozgardiasz pomiędzy rozstawionymi przyczepami.
„Muszę iść, Trix.”
Dziewczyna, z którą stała, skinęła głową.
„Daniella!” — rozległy się słabe wołania jej ciotki.
„Napiszę do ciebie!” — zawołała przez ramię.
„Powinnaś dziś przyjść!”
Odwróciła się do przyjaciółki i uśmiechnęła się, cofając się powoli: „Zobaczę, zapytam, ale nie wstrzymuj oddechu!”
„Wymyknij się!”
Zaśmiała się i zaczęła biec w stronę dużej, białej przyczepy typu gooseneck, cztery przyczepy dalej, przemykając za otwartymi drzwiami ciężarówki, dotarła do tyłu czerwonego pickupa.
„Jestem, Abi.”
„Gdzie byłaś?” — ciotka wyszła z wnętrza przyczepy, zamykając boczne drzwi na klucz.
„Tu i tam.” — wzruszyła ramionami.
„Mhm. Chodźmy.”
Obracając się na pięcie, podbiegła na stronę pasażera, zrzucając kowbojki.
„No i, posprzątałaś?” — zapytała ciotkę.
Odpalając samochód, Abigail spojrzała na nią: „Nieźle, pierwsze miejsce w 2D.”
„Aha.” — Ella wyglądała przez okno. — „Nieźle.”
„Jak na tę młodą, nie, radzi sobie świetnie. Widziałas w ogóle przejazdy? Czy może patrzyłaś na coś innego?”
„Ha.” — utrzymywała uśmiech. — „Po prostu spędzałam czas z Trixie i kilkoma osobami.”
„Jak się ma?”
„Dobrze.” — Ella wzruszyła ramionami, dłubiąc przy dziurze w dżinsach. — „Wieczorem robią ognisko nad rzeką.”
Abigail skinęła głową.
„Myślałam, żeby pójść.” — dodała Ella.
Ciotka spojrzała na nią wymownie: „Tym razem ci nie pomogę.”
„No weź!” — Ella jęknęła. — „Mam osiemnaście lat.”
„Jeszcze nie. Dopiero pod koniec roku.”
„Za tydzień kończę szkołę! Wszyscy będą się bawić. To niesprawiedliwe.” — odchyliła głowę na zagłówek.
Abigail się uśmiechnęła: „Ella, wiesz przecież—”
„Wiem.” — westchnęła, mrucząc pod nosem.
„Zapytań go.” — powiedziała Abigail cicho.
„Serio?!” — Ella rozpromieniła się.
„Ale...” — zaczęła Abigail — „...tylko jeśli obiecasz, że będziesz się dobrze zachowywać.”
„Pff. Zawsze jestem grzeczna.”
Abigail uniosła brew: „Nie, nie zawsze. Dlatego jesteś w tym zamieszaniu z Coltenem.”
„Wystarczy raz się zabawić i całe życie zniszczone.” — westchnęła teatralnie.
„Ella.” — Abigail westchnęła.
„Dobrze, ale on nie może mi rozkazywać całe życie.”
Abigail uśmiechnęła się: „Będzie próbował.”
„Argh.” — wymamrotała Ella.
„Dostałaś już odpowiedź z uczelni?”
Ella zawahała się: „Uh, nie, jeszcze nie.”
„To dziwne.” — zamyśliła się Abigail. — „Powinniśmy zadzwonić.”
„Nie.” — Ella zbyła temat, wyglądając przez okno i mając nadzieję, że nie będą już o tym rozmawiać.
„Powinnaś przynajmniej pójść na rok po liceum.”
„Pójdę.”
„Wyglądasz, jakby cię to nie interesowało, kochanie, tak szczerze.”
Ella przewróciła oczami, życząc sobie, żeby dali jej w końcu spokój z tematem i pozwolili robić, co chce.
„To nie to. Po prostu nie... chcę iść do tych szkół.” — wyjaśniła.
„Czyli wybrałaś inne?”
„No, nie do końca—”
„Ella.” — Abigail ucięła temat. — „Jeden rok, gdziekolwiek. Poza tym, na studiach jest masa przystojnych chłopaków.”
„Taa.” — Ale chłopcy nie byli tym, co najbardziej zajmowało Ellę, i gdy jechali, pogrążyła się w swoich myślach. Po godzinie wjechali na podjazd rancza.
Ella wyskoczyła, gdy samochód zatrzymał się przy dużej, czerwonej stodole, i poszła na tył, by pomóc ciotce rozładować.
W przyczepie odwiązała jednego z koni, wyprowadziła go na słońce i czekała, aż Abigail zdejmie drugiego.
Podążyła za ciotką do stajni, wprowadziły konie do boksów, upewniając się, że każdy ma siano i wodę.
„Chyba są nadal na tyłach.” — Abigail spojrzała w głąb alejki. — „Chodźmy zobaczyć, jak im idzie.”
Ella powłóczyła nogami za nią, coraz bardziej zostając w tyle, niezbyt chętna, by sprawdzać, jak jej wujek radzi sobie z wypalaniem znaków, ale gdy zobaczyła jednego z przyjaciół, przyspieszyła krok.
Abigail zatrzymała się przy bramie, zerkając na cielaki czekające jeszcze na wypalenie znaku Red Valley Ranch.
„Hej, Brant!” — Ella uśmiechnęła się do kowboja na koniu, który przejeżdżał obok ogrodzenia.
„Cześć, Ella.” — Odwzajemnił uśmiech. — „Jak wyścig?”
„Strąciłam drugi. Podłoże było takie sobie.” — Wspięła się na barierkę, siadając na samej górze.
„Szkoda.” — chłopak skomentował, poprawiając linę w dłoni, podczas gdy jego koń robił kółko przed Ellą.
„Strąciłaś drugi? Na tej starej klaczy?”
Ella spojrzała w górę, mrużąc oczy w słońcu, gdy jej wujek odwiązywał cielaka i podchodził do ogrodzenia.
„Złe podłoże.” — wyjaśniła Abigail. — „Widzę, że dużo zrobiliście.”
„Większość.” — Colten przetarł czoło dłonią. — „Jak ci poszło, piękna?”
„Drugie miejsce w 2D.” — uśmiechnęła się Abigail. — „A ona nawet jeszcze nie biega na całego.”
„Mówiłem, że nadrobi to swoim rozkapryszeniem.”
Ella patrzyła, jak wujek pochyla się nad poręczą, by pocałować żonę, więc odwróciła wzrok, a jej oczy zatrzymały się na Brancie, który kręcił liną piękne okręgi po każdej stronie siebie.
„No, czyżbyś był klaunem rodeo?” — rzuciła zaczepnie.
Brant się uśmiechnął. — „Oj, przestań, stokrotko.”
„Po prostu zazdrościsz, że nie jesteś taki ładny jak ja.” — Ella wystawiła mu język.
Roześmiał się. — „No pewnie, masz mnie. Zawsze chciałem być ładny.”
Colten klasnął w dłonie: „Bierz następnego cielaka, Brant.”
Ella przewróciła oczami na to, że wujek musi przerywać jej każdą rozmowę z chłopakiem, przeskoczyła nogami przez ogrodzenie i zeskoczyła na ziemię. — „Dawaj, klaunie!” — rzuciła do Branta, po czym odeszła.
Abigail dołączyła do niej i ruszyły do domu.
„Biedni ci chłopcy, Ella. Ty ich dręczysz.”
„Brantowi się podoba.”
„Na pewno coś mu się podoba.” — zauważyła Abigail.
„Ale jest człowiekiem. ” — zaśpiewała Ella, łapiąc za klamkę drewnianego domu.
„To fakt.” — powtórzyła Abigail, zamykając drzwi. — „Wszystko zrozumiesz, Ella. Ja się nie martwię.”
„Colten się martwi.” — mruknęła Ella pod nosem.
„Hej.” Abigail uśmiechnęła się. „Tylko nie znajdź sobie jutro partnera, a twój wujek będzie w porządku.”
Ella przewróciła oczami. „Tak. Idę się tylko umyć.”
„W porządku. Zacznę robić kolację.” Ella ruszyła w stronę schodów. „Zapytasz go, prawda?”
Abigail zatrzymała się, patrząc na nią. „Och!” Skinęła głową. „Ognisko, tak, zobaczę, co da się zrobić.”
„Dzięki!” Ella uśmiechnęła się, wbiegając po schodach do swojego pokoju, żeby się odświeżyć i, miejmy nadzieję, dostać zgodę na ognisko.
#
Nadeszła pora kolacji i Ella usiadła na krześle przy dużym, dębowym stole, gdy Abigail kończyła nakładać ostatnie dania.
Przewijała telefon, łapiąc wzrokiem wiadomości, które się nagromadziły.
Trixie
Musisz wyjść. Mówię poważnie.
Ella chciała odpisać, kiedy do pokoju wszedł Colten, umyty na kolację, ale wciąż w swoich zakurzonych, starych dżinsach.
„Dobrze.” Abigail wróciła, trzymając przyprawy. „Możemy jeść.”
Colten usiadł. „To znaczy: odłóż telefon.”
Ella przewróciła oczami, wrzucając telefon na kolana. „Tylko czytałam wiadomość.”
Colten chrząknął i cała trójka zaczęła nakładać sobie jedzenie.
Abigail zaczęła rozmawiać – to, jak ta kobieta zawsze miała tyle do powiedzenia swojemu mężowi, irytowało Ellę, ale zwykle wystarczało, by Colten nie zrzędził jej nad uchem.
Rozmawiali o koniach i krowach, potem o ciężarówce i traktorze, potem znowu o koniach i pod koniec kolacji Ella już nie mogła się doczekać, aż Abigail zapyta o ognisko.
„Um, więc...” odezwała się Ella, kiedy Colten skończył steka.
Jej wujek odchylił się na krześle. „To była dobra kolacja.”
Abigail uśmiechnęła się. „Dziękuję.”
„Tak, było super.” dodała Ella. „Więc...” Wpatrywała się w ciotkę.
Abigail przechyliła głowę, gdy Ella rzuciła jej znaczące spojrzenie. „Och! Och, racja.”
Colten spojrzał na nie obie. „Co?”
„Ella chce wiedzieć, czy może dziś wieczorem spotkać się ze znajomymi.”
„Tak?” Colten pochylił się, sięgając po piwo.
Ella przyglądała mu się, wypatrując na jego twarzy jakichkolwiek emocji – dobrych czy złych – związanych z decyzją, która miała zapaść. „Tak, tylko parę osób.”
„Gdzie?”
„Nad rzeką.” powiedziała mu Abigail. „Mogę ją podwieźć.” Colten zawahał się. „Nie wiem, czy to dobry pomysł.”
„Proszę.” Ella błagała. „To taka rzecz na zakończenie szkoły.”
„Brzmi jak impreza.” mruknął.
„Spotkanie.” poprawiła Ella.
„Nad rzeką, z alkoholem.”
„Colten.” Abigail zmrużyła oczy.
Zamruczał, odwracając wzrok od obu kobiet. „Czuję, że powinnaś nadal mieć szlaban za ostatni raz.”
„To było dwa miesiące temu!” wybuchnęła Ella.
„I nie robiłaś swoich obowiązków.” wskazał Colten.
„Robiłam większość.” odparła, marszcząc brwi.
„Większość to nie wszystko.” poprawił ją. „Jak mam ci ufać, że nie zrobisz czegoś głupiego ponownie, skoro nawet nie potrafisz wykonać prostych poleceń, jak nakarmienie kilku krów?”
Ella zacisnęła zęby. „Po co mam karmić te głupie krowy? Nawet ich nie lubię.”
„To ciekawe,” Colten stwardniał na twarzy, „biorąc pod uwagę, że czekają cię większe obowiązki, a chcesz, żebym czuł się dobrze z tym, że idziesz się bawić, skoro pewnego dnia...”
„Tak, rozumiem, pewnego dnia odziedziczę to głupie ranczo i Forenone!” Ella wstała. „To nie moja wina, że nie możesz mieć dzieci!”
Przy stole zapadła cisza, szczególnie na twarzy ciotki, której oczywiste poczucie winy w tej sprawie ją dręczyło.
„Siadaj.” Głos Coltena pociemniał.
Ella wbiła wzrok w wujka, nie ustępując, ale walcząc ze swoim sumieniem. „Nie!”
„Ella, siadaj!” Wskazał na jej krzesło.
„Nie!” Ruszyła w stronę schodów.
„Ella!”
„Daj jej spokój, Colten.” Cichy głos Abigail był ostatnim, co usłyszała, wbiegając po schodach do swojego pokoju i trzaskając za sobą drzwiami. Łzy i nagromadzona złość wobec wujka pochłonęły ją i zapadła się w poplątane koce, czując się bardziej jak upomniana siedmiolatka niż siedemnastoletnia dziewczyna, która zaraz miała skończyć szkołę.
Minęło kilka minut, zanim usłyszała, jak ktoś otwiera drzwi – ku jej niezadowoleniu, to był Colten.
„Daniella.”
„Nie chcę o tym rozmawiać.” Mruknęła w koce, ukrywając przed nim przewracanie oczami.
„To nie jest opcja.”
Mamrotała coś niewyraźnie.
„To, co powiedziałaś na dole, zraniło Abigail.”
Westchnęła. „Wiem.”
„To dlaczego to powiedziałaś?” naciskał. „Możesz wyjść spod koca?”
Usiadła, patrząc na niego. „Chcę tylko pójść na ognisko.”
Colten pokręcił głową. „Nie.”
Zacisnęła zęby, znowu padła w koce.
„Musisz przeprosić ciotkę.”
„A wtedy mogę iść?”
„Nie, Ella.” – westchnął z irytacją.
Usiadła gwałtownie. „Dlaczego chcesz mnie trzymać zamkniętą?”
„Bo nie myślisz o konsekwencjach!” zagotował się. „Nie rozumiesz–”
„Co tu rozumieć!” warknęła. „Nie jestem twoim betą, nie możesz mną cały czas rządzić i mówić mi, co mam robić.”
Colten się napiął. „Trochę się pogubiłem, skąd ci się wzięło, że możesz tak do mnie mówić?”
Wzruszyła ramionami. „Może dlatego, że nigdy nie wolno mi robić niczego.”
„Chodzi ci o to, że nie wolno ci wychodzić, upijać się i narażać na oczywiste niebezpieczeństwo, tak, to naprawdę nie ma sensu.” warknął. „Jak zdecydujesz się być normalną osobą, możesz zejść na dół i przeprosić. W innym wypadku – nie zawracaj sobie głowy.” Wyszedł z jej pokoju, trzaskając drzwiami.
Zacisnęła zęby, znów opadła na koce i wpatrywała się w sufit. „Pieprzyć to.” Jej złość na wszystko była już tak duża, że chciała zrobić coś, co pewnie jeszcze bardziej wkurzy jej wujka, ale miała to już gdzieś.
Chwyciła nową parę dżinsów i nową koszulkę, z której jeszcze nie zdjęła metek, wrzuciła je do przypadkowej torby i zebrała jeszcze kilka potrzebnych rzeczy. Otworzyła okno, wspięła się na parapet i wyszła. Nie obchodziło jej, czy ją złapią, bo na koniec dnia i tak by ją złapali.
Wślizgnęła się na gzyms, włożyła plastikową torbę z ubraniami do ust i skoczyła, zmieniając się w płową wilczycę z białym nosem i kufą.
Zniżyła głowę, zaciskając torbę między kłami, przesunęła się pod wykuszowym oknem salonu i przeszła za dom, zatrzymując się w cieniu, by sprawdzić, czy nie ma przypadkowych pracowników rancza.
Kiedy dotarła do rzeki, słyszała już ciche odgłosy imprezy zaczynającej się za zakrętem. Zmieniła się z powrotem w ludzką postać, przebrała się w przyniesione ubrania i roztrzepała włosy.
"Bez makijażu... super." westchnęła i zaczęła przedzierać się przez zarośla w stronę imprezy.
Wyglądając zza krzaka, wsunęła włosy za uszy i zobaczyła Trixie i Branta oraz wielu innych absolwentów, którzy pili przy ognisku i rozmawiali.
Starając się wyglądać swobodnie, wyszła z cienia i podbiegła do Trixie, lawirując między ludźmi i zakrywając przyjaciółce oczy.
"Buu!"
"Aaa!" Trixie szybko się uwolniła i rzuciła jej się w ramiona, już dość pijana, "Jesteś tu!"
"Jestem." Zaśmiała się Ella.
Brant uśmiechnął się do niej, "Dotarłaś, stokrotko."
"Dotarłam." Ella usiadła obok niego, a Trixie podała jej drinka.
"Z kim przyjechałaś?" Brant popijał piwo.
"Przyszłam na piechotę." Ella wzruszyła ramionami.
"Na piechotę?" Brant mrugnął na nią.
"Tak."
"Przyjechałbym po ciebie."
"Przyszłam na piechotę." Zbyła go, a chwilę później na polanę wjechała ciężarówka, muzyka dudniła, a światła były jaśniejsze niż cokolwiek innego, oślepiając wszystkich.
Brant uniósł rękę, by zasłonić światło, "Idioci."
Trixie zachichotała, "Oo, chłopcy."
Ella zmrużyła oczy, gdy światła zgasły, ale muzyka grała dalej, a chłopcy wysiadający z ciężarówki byli przystojni – przynajmniej tylko tak potrafiła ich opisać.
Trixie zawyła cicho, a Ella szturchnęła ją łokciem.
Sączyła swój napój, gdy zaczęli się mieszać z tłumem, jeden z nich złapał jej spojrzenie i puścił do niej oko.
Trixie wybuchła chichotem, "O rany, on się na ciebie gapi."
Ella przygryzła wargę, ukrywając uśmiech, i odwróciła wzrok, "Cicho bądź."
Wysoki, dobrze zbudowany chłopak podszedł do nich i stanął prosto przed Ellą, "Cześć."
Ella spojrzała na niego, "Hej."
"Jestem Tanner." Uśmiechnął się.
"Ella." Wydusiła z siebie, popijając drinka.
Spojrzał na Branta obok niej, "Stary, nie masz nic przeciwko?"
Brant zmarszczył brwi i wstał, "Nie ma sprawy, stary."
Ella patrzyła, jak Brant odchodzi, a Tanner zajmuje jego miejsce obok niej.
"Jak tam?" zapytał.
Ella wzruszyła ramionami, "Jakoś leci."
"Trochę się nudzisz?" zapytał.
"Trochę." Przytaknęła.
Uśmiechnął się, "Jesteś typem dziewczyny, która mówi jednym słowem?"
"Nie." Powstrzymała uśmiech.
Zaśmiał się, "Co pijesz?"
Trixie nachyliła się do niej, "Dobrze pije. To ja zrobiłam."
"A ty to...?" Uśmiechnął się do niej.
"Trixie." Wyciągnęła rękę, "Trixie Daniels."
"Rozumiem." Uśmiechnął się, "Miło cię poznać."
Zachichotała, "Wzajemnie."
"Mam jeszcze coś w ciężarówce, chcecie spróbować?"
Trixie jako pierwsza przyjęła ofertę, ale Ella się zawahała.
"Co dokładnie?" zapytała.
"A to ważne?" Trixie wtrąciła się.
Tanner wstał, "Po prostu whisky."
To wystarczyło Elli, wstała i poszła za nim do ciężarówki. Gdzieś pomiędzy alkoholem, Tannerem i głośną muzyką country Ella znalazła się leżąca na brzegu rzeki, wpatrzona w czyste niebo, śmiejąc się.
"Muszę iść..." wymamrotała Trixie.
"Co! Nie!" Ella wyciągnęła do niej rękę, łapiąc ją.
"Muszę, tata mnie zabije, jeśli się jeszcze spóźnię..." czknęła.
Ella puściła ją, przewracając oczami, "Jestem w dużo większych tarapatach niż ty."
"Jakich tarapatach?" zapytał Tanner, siedząc na kamieniach obok nich.
"Wszelkich." Zaśmiała się Ella, "Mój wujek, może mnie za to powiesić."
"Nie powiesi cię." Trixie wymamrotała, "Nie może zabić ostatniej linii alfy..."
Ella pacnęła ją, "A daj spokój."
Tanner patrzył na nie, "O czym wy mówicie?"
Obie spojrzały na niego, mrugając.
"Nic, nic..." wymamrotały obie i Ella popchnęła Trixie, "Idź, Trix, do domu!"
Wystawiła jej język.
Trixie odpowiedziała tym samym, "Do zobaczenia!"
"Na razie." powiedział Tanner i patrzył, jak odchodzi.
Ella zerknęła na niego.
"Czyli nie powinnaś tu być?"
"O, nie." Zaśmiała się, "Nie powinnam."
Uśmiechnął się łobuzersko, "Lubisz kłopoty?" Ella zawahała się, "Nie, po prostu lubię czuć się, jakbym nie była w klatce."
Pochylił się w jej stronę, "Chcesz się przejechać?"
Ella zamrugała, rozważając opcje, "Jeśli odstawisz mnie do domu."
"Mogę to zrobić, skarbie." Pomógł jej wstać i wrócili razem na imprezę.
"Ella!"
Spojrzała w górę i zobaczyła Branta chwiejącego się w jej stronę, "Brant."
Podszedł do niej, "Szukam cię wszędzie."
Skrzywiła się, "Powinieneś iść do domu, Brant."
"Tak." Brant popatrzył na Tannera, "Idziesz z nim?"
Ella wzruszyła ramionami, zerkając przez ramię, gdzie Tanner czekał na nią.
Brant chwiał się w swoim upojeniu, "Nie rób nic głupiego."
Ella szturchnęła go żartobliwie, "Wyglądam ci na głupią?"
"Idziesz?" zawołał do niej Tanner.
"Tak." Ella przytaknęła, odsuwając się od Branta, "Na razie."
"Ella, Coltenowi się to nie spodoba."
Ella uśmiechnęła się do niego, "Coltenowi nic się nie podoba, oprócz mojej ciotki. Na razie."
Brant rzucił Tannerowi zmęczone spojrzenie, "Na razie, stokrotko." bełkotał, cofnął się, gdy wsiadała do ciężarówki, ręce na biodrach.
Ella zapadła się w skórzane siedzenia podniesionej ciężarówki i zamknęła drzwi pasażera, wszystko w tej sytuacji mówiło: źle. Ale obwiniała za to wujka, nauczył ją być podejrzliwą wobec wszystkiego i unikać reszty. A to, cóż, to tylko sprawiało, że jeszcze bardziej miała ochotę robić te złe rzeczy.
Spojrzała na Tannera, "Jedźmy."
Uśmiechnął się do niej, "Brzmi dobrze."

Maine (Wolfstate Chronicles)
29 Rozdziały
29
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101