

Opis
W swiecie podzielonym miedzy ludzkie krolestwa a wampirza arystokracje, pokoj wisi na wlosku zaaranzowanych malzenstw-ludzkie narzeczone sa poswiecane wampirom, by zapobiec wojnie. Gdy ojciec Rosalind oddaje jej zycie, by ocalic swoje krolestwo, dziewczyna zostaje zona Doriana Northa, ksiecia wampirow. Dorian jest wszystkim, czego sie boi-zimny, niebezpieczny, stworzenie, ktore pije krew podczas uczt, a ona patrzy na to z przerazeniem. Gdy Rosalind porusza sie po zdradliwym dworze wampirow, gdzie siostra Doriana, Lydia, obserwuje ja z zaborczym spojrzeniem, a szlachetni wampirzy knuja w cieniu, zaczyna dostrzegac pod potworem czlowieka. Podczas gdy ludzkie bunty rozpalaja sie w calym krolestwie, a spiski rozkwitaja w murach zamku, Rosalind musi zdecydowac, gdzie naprawde lezy jej lojalnosc. Jej maz z dnia na dzien slabnie z powodu tajemniczego schorzenia. Wlasna rodzina Rosalind knuje przeciwko wampirom. W ukrytym ogrodzie zamku rosna pradawne granatowce, ktorych owoce niosa straszna cene dla tych, ktorzy odwaza sie ich skosztowac. Kiedy wybucha przemoc i krew zalewa korytarze Wintergrave, Rosalind staje przed niemozliwym wyborem, ktory zdecyduje nie tylko o jej losie, ale takze losie potwora, ktorego byc moze zaczela kochac.
Rozdział 1
Nov 27, 2025
Czy pochowają mnie w tej sukni, czy może książę Dorian North woli swoje martwe panny młode nagie?
Ta myśl sprawia, że mam ochotę śmiać się albo krzyczeć. Zamiast tego siedzę zupełnie nieruchomo, gdy Agnes zaciska sznurki gorsetu tak mocno, że oddychanie staje się świadomym wyborem.
Każdy przemyślany wdech przypomina mi, że wciąż żyję. Na razie.
Niezliczone pokolenia ludzkiej szlachty wysyłały swoje córki do wampirzej arystokracji, a my wciąż nie wiemy, co dzieje się z ciałami. Traktaty nazywają to „związkami dyplomatycznymi”—jakby dyplomacja wymagała krwi.
„Proszę się nie ruszać, moja pani,” mruczy starsza pokojówka Agnes.
Odcina ostatnią nitkę z mojej sukni—krwistoczerwony jedwab zamiast ślubnej bieli. Bo to nie jest zwykły ślub. To przypomina rytuał pogrzebowy, a ja jestem jednocześnie trupem i żałobnicą.
„Dziewczyna z rodu Arellano wytrzymała tylko trzy dni,” szepcze Clara, wplatając rubiny w moje włosy—wampirze barwy, nie nasze. Czerwień dla dominacji, dla wiekowego traktatu, który powstrzymuje ich przed osuszeniem nas do cna. „Jej ojciec otrzymał oficjalne podziękowanie za poświęcenie dla pokoju.”
Podziękowanie. Śmierć jego córki przyniosła mu kawałek pergaminu z pieczęcią wampirzej rady.
Zastanawiam się, czy go oprawił, czy spalił.
„Nie powinniśmy nazywać tego poświęceniem,” ostro poprawia Agnes. „Sojusz małżeński honoruje oba nasze rody.”
Kłamstwa, które opowiadamy sobie, by móc spać w nocy.
Jakby było w tym cokolwiek honorowego—ludzcy szlachcice prostytuujący swoje dzieci potworom w zamian za ochronę, za przywilej zachowania swoich ziem. Za iluzję, że jesteśmy partnerami, a nie ofiarami.
Młodziutka Clara, sama ledwie szesnastoletnia, dalej opowiada plotki, które krążą po pokojach służby.
„Mówią, że ściany w Wintergrave Manor krwawią podczas burz,” szepcze, przypinając ostatnią rubinową spinkę. „Że sam kamień płacze za tym, co tam się dzieje…”
„Cicho z takimi opowieściami,” strofuje Agnes, choć jej palce drżą, gdy poprawia mi dekolt. „Nie ma potrzeby straszyć naszej pani.”
Drzwi otwierają się bez pukania—ciche wtargnięcie, które sprawia, że wstrzymuję oddech.
Moja osobista służąca Mira, moja najdroższa przyjaciółka od dzieciństwa, stoi w progu. Ściska złożony płaszcz, jakby miał ją zakotwiczyć w tej chwili, oczy ma spuchnięte od płaczu, który próbowała desperacko ukryć.
„Wybacz mi,” jej głos łamie się przy tych słowach. „Potrzebowałam jeszcze chwili, by się pozbierać. Z moją panią.”
Agnes i Clara spuszczają głowy i cofają się, rozumiejąc ciężar tego pożegnania. Mira podchodzi do mnie, jej palce poprawiają materiał, który nie wymaga poprawiania, dotyka moich włosów, jakby chciała zapamiętać ich fakturę.
„Nie musisz tego robić,” szepcze, choć obie znamy kłamstwo w tych słowach. „Powiedz tylko słowo, a sama zarygluję drzwi. Zabarykadujemy się, aż nas stamtąd wywloką krzyczące.”
„Obie wiemy, jakby się to skończyło. Po prostu by je wyważyli, a wtedy byłoby jeszcze więcej krwi do rozliczenia.”
Przyciska czoło do mojego ramienia, wdychając mój zapach—olejek lawendowy i słaby ślad perfum matki, których użyłam dziś na pamiątkę.
„Idę z tobą,” oznajmia.
„Nie.” To słowo trzeszczy jak bicz. „Absolutnie nie.”
„Kontrakt pozwala na jedną ludzką towarzyszkę.” Rozwija papier—już go widziała, pewnie ukradła z gabinetu ojca. „Podjęłam decyzję.”
„Twoją decyzję?” Wściekłość zalewa mnie nagle, gorąca i gwałtowna. „Twoja decyzja to umrzeć razem ze mną? To nie jest odwaga, Miro, to głupota.”
„A wejście samotnie do Wintergrave Manor to co? Strategia?” Śmieje się gorzko. „Chcesz wiedzieć, co myślę? Myślę, że czujesz ulgę. Myślę, że jakaś część ciebie chce zniknąć w tamtym dworze i nigdy nie wrócić, bo życie w żałobie jest trudniejsze niż śmierć z obowiązku.”
Uderzenie prawdy boli bardziej niż jakikolwiek fizyczny cios.
Bo ma rację. Boże, ona ma rację.
Te ostatnie trzy miesiące, patrząc jak matka gaśnie, trzymając ją za rękę w bólu, kłamiąc, że wszystko będzie dobrze… To mnie wypatroszyło.
Zanim zdążę ułożyć słowa odpowiedzi, odmowy, ratunku dla niej, wchodzi Ojciec.
Patrzy na moje odbicie w lustrze, ale nie spotyka moich prawdziwych oczu. Jakby już przekroczyła granicę, której żywi nie mają odwagi przekroczyć spojrzeniem.
„Twoja matka chciała, żebyś to miała,” mówi, kładąc sznur pereł na toaletce. Matczyne perły ślubne, wciąż ciepłe z jego kieszeni. „Miała je na sobie, kiedy się pobieraliśmy. Dwadzieścia trzy lata temu, wczoraj.”
Wczoraj. Kiedy ją pochowaliśmy.
Kiedy ziemia na jej grobie była jeszcze świeża, a ojciec już podpisywał kontrakty z królewskim rodem wampirów.
Jego spojrzenie przesuwa się na Mirę i coś przemyka w jego wyrazie twarzy. „Mira może ci towarzyszyć. Kontrakt na to pozwala.”
Podbródek Miry wędruje w górę, bunt błyszczy w jej ciemnych oczach. „Idę tam, gdzie moja pani.”
„Zatem sprawa przesądzona.” Odwraca się, a każde słowo spada jak grudka ziemi na trumnę. „Dwie córki stracone zamiast jednej.”
W tych słowach coś pęka w jego głosie—ledwo wyczuwalne, ale słyszę to.
To pęknięcie, gdzie jego opanowanie zderza się z sumieniem. Dłoń zaciska na framudze, knykcie bieleją pod skórą, jakby podpisanie tego kontraktu postarzało go o dekady w jednej chwili.
„Mój panie,” odzywa się cicho Agnes, „może dziewczyna Mira mogłaby zostać—”
„Wysłałbym tam obcą?” Jego głos ledwie słychać. „Jakieś przerażone dziecko kupione dziś rano na targu, które nie zna jej zwyczajów, temperamentu?”
Nadal nie chce na nas spojrzeć.
„Mira jest z nami już siedem lat. Są praktycznie jak siostry.”
Siostry. To słowo pali. Pamiętam dzień, w którym Mira przybyła—dwunastoletnia, chuda jak ptak, oczy ogromne ze strachu. Jej rodzice mieli długi, których nie mogli spłacić i zamierzali sprzedać ją do fabryk.
To matka nalegała, byśmy ją przyjęli, a po miesiącu już zakradałyśmy się do swoich łóżek, szepcząc historie na odpędzenie nocy.
„A mimo to ją wysyłasz,” mówię.
W końcu się odwraca i jego twarz jest mapą dawnych i nowych żałób.
„Bo nie pozwoli ci iść samej. Dziś rano zaproponowałem jej wolność. Złoto, które starczyłoby na nowy początek. Odmówiła.” Jego śmiech jest pusty. „Powiedziała, że siostry nie zostawiają się potworom. Nawet te ‘kupione’ siostry.”
Chcę zaprzeczyć. Słowa tłoczą się w gardle—protesty, usprawiedliwienia, kłamstwa. Ale Mira zawsze potrafiła przejrzeć mój pancerz i zobaczyć przestraszoną dziewczynkę pod spodem. Zna mnie za dobrze.
To przerażające i pocieszające zarazem.
„Powóz,” mówi cicho, pilnie Agnes.
„Już?” Mój głos nie drży. Małe zwycięstwo.
„Książę North… nie może się doczekać spotkania z panną młodą.” Coś przelotnie miga na twarzy ojca—wina? Strach?
Przez okno widzę go—czarny jak rana na tle dnia, zaprzężony w konie poruszające się zbyt płynnie, zbyt cicho.
Mira chwyta mnie za rękę, gdy schodzimy po schodach.
Zebrali się wszyscy służący, podając kwiaty i szepcząc błogosławieństwa w moje dłonie, gdy przechodzę. Córka kucharki tuli się do matczynej spódnicy, oczy szerokie od strachu, który rodzi się wraz ze świadomością, że potwory są prawdziwe.
Schodzę po schodach, zapamiętując wszystko. Skrzypienie trzeciego stopnia, które zawsze zdradzało moje nocne wędrówki. Zapach wosku pszczelego i cytrynowego olejku na poręczy. Portret matki, patrzący z malowaną pogodą, gdy jej córka kroczy ku ciemności.
Deszcz siecze nas, gdy wychodzimy na zewnątrz, natychmiast przesiąkając jedwab i postanowienia.
Drzwi powozu otwierają się same—nie dotyka ich żadna dłoń. Wnętrze zieje czarnym aksamitem i cieniami, pachnie żelazem i starymi różami. Wsiadam pierwsza. Mira podąża za mną, siadając obok, nasze dłonie odnajdują się w ciemności.
„Jesteś pewna?” pytam jeszcze raz.
„Jestem pewna od czasu, gdy jako dzieci bawiłyśmy się w ogrodzie twojej matki,” odpowiada Mira, ściskając moje palce. „Gdzie ty, tam i ja. Nawet do samego piekła.”

Married to the Vampire Prince I Swore to Fight
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101