
Opis
Twoim losem jest cela, przykuta do sciany bez wolnosci!
Rozdział 1
Jun 24, 2025
Esmeralda
Skręciłam się w kulkę w mojej celi, przytulając potłuczone kolana do piersi i schowując głowę między kolana.
Byłam przerażona.
Bałam się spojrzeć z powrotem na obrzydliwą ciemność, która mnie otaczała. Przez księżycową boginię, nienawidziłam ciemnych miejsc, ale żadna ilość błagań nie skłoni mojego pana do zmiany zdania.
"Twojemu rodzajowi przystoi więzienie, uwięzionemu o ścianę bez wolności!", powiedział, zanim polecił strażnikom zamknąć mnie w najciemniejszej części celi, pozbawiając mnie resztek wolności i światła.
Tęskniłam za każdym miejscem, każdym miejscem poza tym zimnym, jałowym, pustym pokojem pełnym ciemności, oprócz mojego łóżka piętrowego i kilku używanych talerzy i filiżanek na zimnej podłodze. Jedyną okazją, kiedy miałam przywilej opuszczenia celi, była wtedy, gdy chciałam skorzystać z toalety, ponieważ toaleta była oddzielona od mojej celi oraz wtedy, gdy byłem polecany do pracy dla watahy, w celu pomocy w gotowaniu i sprzątaniu w przygotowaniu do ceremonii watahy.
Tęskniłem za moją rodziną. Nawet jeśli moja macocha nienawidziła mnie z pasją, a moja siostra przyrodnia chciała mnie zabić, przynajmniej sprawiali, że czułem się lepiej i kompletnie. Chciałabym móc cofnąć ręce czasu, żeby zobaczyć moich rodziców po raz ostatni. Tegośwaszczej ich trzymać, z nimi rozmawiać, poczuć ich raz jeszcze, ale to się nie wydarzy, ponieważ już nie żyli, okrutnie zamordowani przez moją zazdrosną siostrę przyrodnia, która wściekła się, ponieważ posiadałam pewne moce, których ona nie miała.
Spędziłem całe swoje życie uciekając i ukrywając się przed moją przyrodnią siostrą, która nazwała mnie swoim śmiertelnym wrogiem, ślubując, że zabierze mi życie przy najmniejszej okazji. Ale to już się nie wydarzy, ponieważ ona była już załatwiona. Tym razem miałem nadzieję, że to było na zawsze, ponieważ byłem zmęczony niekończącą się grą z uciekaniem i ukrywaniem. Uciekaniem i ukrywaniem dotarłem tam, gdzie teraz byłem.
Potrzebowałem kogoś, kto powie mi, że wszystko będzie dobrze i przejdę przez ten okres. Może mój mate, ale to było prawie niemożliwe, ponieważ mój wilk był słaby. Wyznaczenie go było trudne, chyba że on rozpozna mnie, ale to również nie było możliwe, ponieważ rzadko opuszczam swoją celę, z wyjątkiem sytuacji, gdy jestem potrzebny.
Moje ukochane rodzice byliby w odpowiedniej pozycji, aby mi to powiedzieć, ale już ich nie było, zostawiając mnie w tym okrutnym świecie. Codziennie żądałem śmierci, aby mnie do nich przekazała, ponieważ byłem nieszczęśliwy bez nich. Mimo że czekali na wyzwania, nie przestawali mówić, jakim byłam dla nich najlepszym, i jak bardzo mnie kochali.
Dźwięk kroków i brzęczenie łańcuchów zrywało mnie z moich długich rozmyślań. Tym razem byłem wystarczająco odważny, żeby spojrzeć w każdym kierunku, nie przestraszyć się ciemności, bo czułem obecność w mojej celi. Wiedziałem, że to był strażnik, nawet jeśli go nie widziałem, wiedziałem, że jest tam.
"Potrzebuję wody", wymruczałem, czyszcząc moje suche gardło, "proszę."
Chwyciłem najbliższą filiżankę leżącą na ziemi i wyciągnąłem ją w jego kierunku. Zamiast zająć się mną, po prostu kontynuował z łańcuchem, przygotowując się, żeby mnie zamknąć w nim, odbierając mi wolność. Myślałem, że tej nocy nie zostanę skutaszony, ale się myliłem, pamięć wilka była ostra, nigdy czegoś nie zapominała.
"To tylko trzy dni, ty słaba omega. Przeżyjesz pięć", jego ochrypły głos rozbrzmiewał wokół pokoju płynąc nienawiścią.
Co?! Planował zostawić mnie spragnioną na kolejne dwa dni?! Trzy dni bez wody było jak piekło i nie sądzę, żebym przetrwała kolejną godzinę bez niej, ponieważ byłam bardzo odwodniona.
"Ale mogę umrzeć...", mój głos drżał, a łzy spływały po bladej twarzy.
"Nie masz pojęcia, jak bardzo marzymy o tym, żeby się to stało", uśmiechnął się szyderczo, sprawiając, że wzdrygnąłem się.
Prawie byłem zdziwiony poziomem nienawiści, jakim darzył mnie. Nie było tajemnicą, że wszyscy w mojej wataze mnie nienawidzą z wielu powodów. Byłem słabą omegą, która nie mogła się przemienić, zostałem poczęty w wyniku pomyłki, byłem bękartem, a byłem powodem, dla którego moja rodzina została zniszczona.
"Proszę", wciągnąłem nosem powietrze, zamykając oczy, przygotowując się na to, co się stanie.
Otworzyłem oczy, gdy butelka uderzyła mnie w czoło, gorączkowo przeszukując ziemię, ponieważ moje wzroku nie było tak ostry w ciemności jak u reszty wilków, moje dłonie natrafiły na plastikową butelkę. Moja radość nie miała granic, kiedy zorientowałem się, że to butelka z wodą. Nie traciłem czasu na rozpakowywanie butelki i wypicie jej zawartości, pozwoliłem, by ożywiła moje umierające organy.
"Dziękuję", wymówiłem przez usta do strażnika, który kucał przede mną, wybierając łańcuchy, którymi mnie przywiąże do ściany.
Patrzyłem na czerwone znaki na moim ciele, które dawały mi łańcuchy, gdy nagle spadły łzy z moich oczu. To było jakby moje ramiona i kostki wiedziały, co się wydarzy, i sprzeciwiały się temu. Musiałem sobie pomóc.
"Wyciągnij ręce, Esmeraldo", nakazał strażnik, podając mi je jeszcze bliżej, kiedy irytujący dźwięk odtwarzacza zakłócał moje myśli.
Potrzebowałem wyjść stąd, musiałem sobie pomóc. Spojrzałem na strażnika, który zajmował się zamkami łańcucha, potem odwróciłem się od niego, pędząc z korytarza w dowolnym kierunku, gdzie tylko niosły mnie moje nogi. Biegnąc jak dziki zwierzę w poszukiwaniu wolności.
Teraz miałem jedyną szansę na wolność!

Mated To The Blood Alpha
115 Rozdziały
115
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101