

Opis
Rena Vale nigdy nie wierzyla w przeznaczenie-dopoki Proby Ksiezycowe nie zwiazaly jej duszy z Krolem Alfa i nie obudzily mocy, ktora swiat uwazal za wymarla. Wyrzucona z okrutnej akademii do krolestwa wilkow i koron, musi poruszac sie po labiryncie polityki, proroctw i zakazanych pragnien, podczas gdy jej swiatlo staje sie zbyt silne, by je ukryc. Miedzy burzookim Alfa, ktory przysiagl ja chronic, a chlopakiem, ktorego niegdys kochala, serce Reny moze ocalic ich wszystkich lub sprowadzic zgube. Gdy starozytni wrogowie powstaja, a sam ksiezyc nazywa ja ,,Lsniaca", dziewczyna musi zdecydowac, czy ugiac sie przed losem-czy roztrzaskac go na kawalki.
Rozdział 1
Nov 27, 2025
POV: Rena Vale
„Powiedz to na głos, Vale—odkryj swój los”, mruczy Hailey za moimi plecami, słodka jak watą cukrową, a ostra jak brzytwa. Śpiew narasta zgodnie z rytmem, bo królowa pszczół nigdy nie musi podnosić głosu, by ją słuchano.
Klaszcze w takt subwooferów, podczas gdy transparenty—Northwood Academy Lunar Trials: Odkryj Swój Los!—zwisają z krokwi jak zmęczone konfetti.
Całe miejsce pachnie potem splecionym z brokatowym sprayem i owocowym ponczem, obietnicą sztucznych owoców, która zalega w gardle. Zastanawiam się, czy nadzieję da się rozpylić jak aerozol i użyć przeciwko stypendystom, którzy nie potrafią przestać marzyć.
„Oddychaj ze mną”, szepcze Lyria w mojej głowie, wstążka chłodnego powietrza wijąca się przez gorąco, które wspina się po mojej szyi. „Wdech—wstrzymaj—wydech. Jestem tu.”
Staram się posłuchać, ale oddech się rwie, gdy reflektory przypinają mnie w ceremonialnym kręgu. Zbyt jasno, zbyt gorąco, zbyt wyraźnie chcą zamienić moje kości policzkowe w dowód, że można mnie unieruchomić, jeśli przyłoży się wystarczająco dużo prądu.
Starsza klasa otacza pierścień z głodem, twarze przechylone jak słoneczniki, które nauczyły się pić plotki zamiast światła.
„Patrz w górę”, ponagla znów Lyria, ale mój wzrok już znalazł Aurena Blackthorna po drugiej stronie zakreślonych kredą znaków, rozpartego tak, jakby sala gimnastyczna powstała po to, by mógł tu ćwiczyć znudzenie.
Nosi niedbałą królewskość—ciemne włosy ułożone dokładnie tak, jak chcą, ramiona skrojone do każdej plotki, usta wygięte w półuśmiechu.
Auren obserwuje nauczycieli na podium jakby to było kolejne spotkanie po całowaniu kolejnej dziewczyny za trybunami.
Ten widok drapie coś surowego pod moimi żebrami, bo chłopak, w którym podkochuję się od drugiej klasy liceum, tej nocy wygląda na najmniej zainteresowanego.
„Rena, krąg się budzi”, oddycha Lyria, i czuję to zanim podłoga rozbłyśnie—runy pulsują pod moimi butami, brzęczenie prześlizguje się przez stopy i pnie po kręgosłupie. Magia zaciska się wokół mojego ciała, a iskra kłuje za mostkiem, gdzie Lyria podnosi głowę, jakby właśnie wyczuła zapach.
Czujna bez paniki, skupiona bez spokoju.
Światło odpowiada na wezwanie, wznosi się z malowanych symboli w dwóch kolorach, które nigdy nie powinny się spotkać—srebrnym ode mnie, złotym od Aurena. Pasma wspinają się i splatają, aż łączą przestrzeń i wiążą się między naszymi piersiami połyskującym węzłem, który sprawia, że tłum wstrzymuje oddech jak jedno żywe stworzenie.
„Cicho—patrzcie”, mówi ktoś przy transparentach, a chmara telefonów wzlatuje, bo dowód smakuje lepiej niż prawda.
Głos Hailey rozbija westchnienie na brokat. „Nie wierzę!”, piszczy, rozpromieniona jak podczas ulubionego serialu, który zdradza swoich fanów.
Poświata splata się ciaśniej, przędąc miękką złotą nić przez moje srebro, aż powietrze odpycha moją skórę. Rozumiem z pewnością, która przypomina spadanie bez pędu: moim przeznaczonym jest Auren .
„Nie odwracaj wzroku”, mówię sobie, ale i tak to robię—wracam do jego oczu.
Najpierw pojawia się w nich przerażenie.
Auren podchodzi, aż jałowiec i dym przesuwają się pod światłem stroboskopu, a jego usta ledwie się poruszają, podczas gdy każde słowo wykuwa się we mnie z kunsztem rzemieślnika.
„Nie jesteś dla mnie wystarczająco dobra.”
Słowa są proste, zwyczajne, niemal łagodne w ciszy, a jednak opadają jak pieczęć na dekrecie, którego nie zdążyłam przeczytać przed podpisaniem.
„Co ty właśnie powiedziałeś?” pytam, a dźwięk jest cichy, łatwy do zniszczenia, wstyd mi, gdy wychodzi z ust—echo tej dwunastoletniej mnie, która słyszała, jak pedagog tłumaczy upór na „znaj swoje miejsce”.
Pochyla się, nie na tyle blisko, by dotknąć, ale wystarczająco, by zawłaszczyć powietrze.
Głos Aurena sunie jak skalpel chirurga, który rości sobie litość, a jednak rozdziela. „Nie ekscytuj się. To niczego nie zmienia.”
Prostuje się, podnosi podbródek ku wirującym światłom i oddaje resztę sali. „Odrzucam to przeznaczenie.”
Wokół nas detonuje hałas w niechlujnym deszczu—śmiech udający szok, szok udający współczucie. Chór szeptów syczy jak gniazdo, którego nie zauważyłaś, zanim nadepnęłaś.
Gorąco zalewa moje policzki, odpływa, powraca w cyklu kar i powtórzeń, a wewnątrz mnie Lyria wydaje dźwięk, którego nigdy wcześniej od niej nie słyszałam. Złamany skowyt, który pełznie wzdłuż mojego kręgosłupa i zadaje pytanie, którego moje usta nie potrafią uformować.
"Dlaczego on—Rena, dlaczego on to zrobił—"
W mojej piersi nie ma miejsca na odpowiedź. Nie, gdy powietrze ściska się boleśnie, a blask kręgu blednie, zostawiając mnie obrysowaną upokorzeniem.
Komentarz Hailey tnie ponownie, wypowiedziany tak, by dotarł jak najdalej. "Wygląda na to, że Srebrny Nikt nie miał błyszczeć," śpiewa do swojego dworu, a jej chichoty iskrzą jak krzesiwo.
"Muszę się ruszyć," mówię do Lyrii, a moje ciało słucha zanim mózg zdąży zagłosować.
Obracam się ku wyjściu, bo jeśli pierwsza łza spadnie tutaj, nazwą ją moim imieniem i będą sprzedawać jej wersje przez resztę ostatniego roku.
Czyjeś palce łapią mój nadgarstek z właścicielską pewnością, która odbiera mi resztki tlenu.
Auren trzyma tak, jakby wykupił do tego prawo wyrokiem, a jego głos opada do niskiego szeptu. "Rena, lepiej, jeśli nie będziesz miała nadziei."
Ogień rozlewa się pod moją skórą, nie jako ciepło kogoś, komu zależy, lecz czyste pieczenie granicy, którą powinnam była wyznaczyć już dawno temu.
Wciąż czuję jego dłonie na swoim ciele, jak drżało pod jego dotykiem. Chciałabym móc cofnąć czas i odepchnąć go. Z jego słodkimi słowami. 'Ty i ja na zawsze' – powiedział tamtej nocy, nie wiedząc, że 'na zawsze' skończyło się tak szybko.
"Puść," mówię, wkładając w te słowa żelazo.
Jego uchwyt nie słabnie.
Wyrywam się mimo to – wystarczająco mocno, że boli – a drżenie w moim głosie zamienia się w coś, co mogę wykorzystać, gdy podnoszę go dla tych, którzy zebrali mój ból. "Nie dotykaj mnie więcej."
Zaskoczenie rozbija jego wyraz twarzy.
Przepycham się przez ciała i szepty oraz syropowe: "Uciekaj, wilczku" Hailey. Muzyka dalej dudni, bo muzyka nigdy nie dba o to, co podkreśla. Światła wirują, bo światła kochają widowiska. Mój oddech huczy mi w uszach jak ocean w muszli, której nie mogę odłożyć.
Zimne powietrze uderza mnie w twarz, gdy drzwi sali gimnastycznej otwierają się pod moimi rękami.
Potykam się krok, dwa, trzy w noc i niemal zderzam się z sylwetką, której przed chwilą tam nie było.
Zatrzymuję się gwałtownie, serce podskakuje, wzrok układa się na nowo, by zrozumieć to, co moje ciało już wie. To nie jest uczeń bawiący się w niebezpieczeństwo, nie nauczyciel udający kontrolę. To mężczyzna zbudowany jak wyrok, którego wzrost sprawia, że wejście wydaje się małe, ramiona oprószone mgłą, tatuaże rysujące mapy na przedramionach, zanim znikną pod czarną koszulką.
Stoi z taką nieruchomością, która nie pyta o pozwolenie ani burz, ani dziewczyn, które właśnie wybiegły z sali, gdzie ich przyszłość zamieniono w treść.
Oczy w kolorze burzowej szarości śledzą mnie, a gdy udaje mi się wydusić przeprosiny plączące się na języku – "Przepraszam, nie chciałam—" on mówi: "Rena Vale?"
Dźwięk mojego imienia owija powietrze ciaśniej wokół moich żeber, a głowa Lyrii podnosi się we mnie nagle, uszy czujne, ogon sztywny. W jej zębach uwięzło pełne podziwu warknięcie.
"Czujesz to?" pyta oszołomiona, a ja czuję, Boże, czuję — coś elektrycznego i starszego niż to, co próbowała wyczarować kadra. Puls, który pełznie po mojej skórze i spłyca oddech.
Mężczyzna robi niespieszny krok bliżej, kruczoczarny kosmyk opada mu na czoło, spojrzenie czyta moją twarz. Wiatr zmienia się i przynosi jego zapach przez próg — sosna i zimowa burza.
"Kim jesteś?" pytam, głos niepewny, ale twardy. Jego usta wyginają się, nie w uśmiech, lecz w coś ostrzejszego.
"Już wiesz," mówi. "Spójrz na mnie, Rena."
Patrzę i rozpoznanie eksploduje za moimi oczami, zanim mój umysł zdąży nadążyć: burzowoszare spojrzenie, obecność wyginająca powietrze, legenda, która nigdy nie należała do porannych ogłoszeń, a jednak je nawiedzała.
Król Alfa.
Moje tętno uderza w gardło tak mocno, że aż boli, gdy reszta jego imienia uderza jak błyskawica.
Kai Riven stoi trzy stopy ode mnie, patrząc z wyrazem, w którym mieszają się szok, rozpoznanie, głód i coś pierwotnego, na co nie znam słów. A potem wszystkie te emocje osiadają w wyrazie, który wydaje się niebezpiecznie bliski przeznaczeniu.
Ciepło drży ze mnie wraz z oddechem, którego nie pamiętam, bym go zaczerpnęła, a Lyria szepcze jedno słowo. "Tak."
On też to poczuł.

Moonfire: A Wolf Queen’s Awakening
100 Rozdziały
100
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101