
Opis
Mowia, ze granica miedzy miloscia a nienawiscia jest cienka, ale gdzie konczy sie jedno, a zaczyna drugie? Kiedy cos tak czystego staje sie czyms tak toksycznym, ze nawet ty sam nie potrafisz pojac, kiedy wszystko sie zmienilo? Ta historia zaczyna sie w dniu, w ktorym zgineli moi rodzice. To byl dzien, w ktorym czulam, ze cale moje zycie sie skonczylo. Gdybym tylko wiedziala wtedy, ze to dopiero poczatek burzy, ktora bede musiala przetrwac. Walczac o utrzymanie sie przy strzepach mojego rozpadajacego sie zycia, znalazlam pocieszenie w ramionach kogos, kogo tak naprawde nie znalam. Jego niebezpiecznie przystojny wyglad i smiertelny urok pochlonely mnie, i wbrew wszystkim instynktom, upadlam. Stal sie moim swiatem, powietrzem, ktorym musialam oddychac, jedynym, na ktorym, jak sadzilam, moglam polegac... ale potem, w mgnieniu oka, wszystko sie zmienilo. Kiedy prawda o moim istnieniu i rzeczywistosci wyszla na jaw, odrzucil mnie i podpalil moj swiat, pozostawiajac mnie, bym splonela w plomieniach jego nienawisci. Nawet wtedy bylismy wciaz spleceni razem jednym przeznaczeniem. Nazywam sie Yileyna De'Lacor i to jest moja historia.
Rozdział 1
May 18, 2026
***
W oczach mężczyzny przede mną nie było miłości ani emocji... pochłaniały je jedynie jasno płonące płomienie nienawiści.
"Powiedz mi... czym jesteśmy?" zapytałam cicho. Ból w moim ciele był duszący i bez względu na to, jak bardzo starałam się pozostać silna, nie mogłam ukryć bólu w swoim głosie.
"Niczym więcej niż Niebem i Piekłem." Jego głos był równie zimny, niszcząc resztki mojej determinacji.
"W takim razie zabij mnie," wyszeptałam ochryple, próbując zignorować ból zdrady, który rozrywał mnie od środka.
Bezlitosny uśmieszek ozdobił jego przystojną twarz. Jego palce zacisnęły się pod moim podbródkiem, wywołując iskry od jego dotyku przepływające przeze mnie; przyjemne, ale równie bolesne. Był tak blisko... a jednak tak daleko...
"To byłoby zbyt łatwe... ale zapewniam cię, gdy z tobą skończę, będziesz żałować, że się urodziłaś."
"Nie mówisz tego na poważnie..."
"Patrz." Odwrócił się, popychając mnie brutalnie na ziemię. "Spalcie ją."
Moje serce zamarło, głowa opadła, gdy ból jego odrzucenia przeszył mnie na wskroś. Nawet gdy zostałam oblana benzyną, nie poruszyłam się, starając się nie wymiotować od ostrego, gryzącego zapachu, który całkowicie mnie otaczał, trzymając oczy mocno zamknięte. Czy nie zdawał sobie sprawy, że już płonę w agonii od bólu, który zadał mi wewnątrz?
Moje oczy piekły, gdy zmusiłam się do ich otwarcia, obserwując jak odchodzi, mając nadzieję... modląc się... że zawróci i zmieni zdanie. Że być może głęboko w nim wciąż istnieje ten mężczyzna, którego kochałam.
Kiedyś powiedział, że jestem jego kryptonitem... czy to wszystko było kłamstwem?
Zatrzymał się, a moje serce podskoczyło z błyskiem nadziei, ale wtedy to zobaczyłam – płonącą zapałkę w jego dłoni, gdy jego oczy spotkały się z moimi...
***
YILEYNA
Zapach piwa i miodu wypełniał powietrze, mieszając się przyjemnie z odgłosami rozmawiających i flirtujących mężczyzn i kobiet w Białej Gołębicy. Mimo że wyglądała jak lokalny pub, wszyscy wiedzieli, że Biała Gołębica była domem publicznym, który był zajęty każdego dnia, niezależnie od pory roku.
Noc zapadła na ulicach Westerfell. Ciepło słońca wciąż unosiło się w powietrzu mimo jego nieobecności. Delikatna bryza tańcząca na mojej skórze była ciepła, gdy owinęłam dłoń wokół delikatnego nadgarstka mojej najlepszej przyjaciółki, Charlene. Jej zielone oczy się rozszerzyły, a światła z latarni wiszących na każdej ścianie rzucały cienie na jej delikatne rysy, podkreślając piegowate kropki zdobiące jej policzki i nos.
"Yileyna, naprawdę?" Szepnęła, jej serce waliło, gdy spojrzałam na nią z niskiego muru, na którym kucałam.
"Tam na dole nie ma nic ciekawego do oglądania, moja królowo," odpowiedziałam, moje oczy iskrzyły się z podekscytowania.
Nie, nie powinno nas tam być i byłam pewna, że gdyby którekolwiek z naszych rodziców się dowiedziało, na pewno by nie pochwalili, ale czym jest życie bez odrobiny ryzyka? Będąc córkami par Alfy i Bety, obie byłyśmy wysokiej klasy i wszyscy wiedzieli, kim jesteśmy, więc lepiej żebyśmy nie zostały złapane.
"Dobra," westchnęła, rumieniąc się, gdy pozwoliła mi wciągnąć się na mur.
Obie zeskoczyłyśmy cicho na drugą stronę. Byłam zadowolona, że nie było strażników po tej stronie, ale o tym wiedziałam. Zaplanowałam to doskonale. Ostatnim razem, gdy tu byłam, widziałam wiele i nie będę kłamać, byłam ciekawa, co się tam dzieje. A raczej, zniszczyć niewinność Charlene. Kochałam tę dziewczynę, ale była zdecydowanie zbyt sztywna i nieświadoma.
Przecisnęłyśmy się przez krzewy, a ja położyłam dłoń na moich blond włosach, gdy zaplątały się w gałęzie za nami. Wydostając się na drugą stronę, zebrałam spódnicę sukienki Charlene. W przeciwieństwie do mnie, która ubrała się w spodnie i top z odkrytymi plecami, ona miała na sobie ładną letnią sukienkę, która cała zaplątała się w gałęzie.
"Ał," skrzywiła się.
"Jesteś przyszłą Królową Alfą. Naprawdę krzywisz się od takiego bólu?" Szepnęłam, pomagając jej się uwolnić.
"To wciąż boli. Tam były ciernie." Wydęła wargi, sprawiając, że zrobiło mi się jej żal.
Miałam właśnie odpowiedzieć, gdy dźwięki pomruków i jęków dotarły do moich uszu, i przyłożyłam palec do ust. Jej oczy były wielkie jak spodki, sprawiając, że moje usta wykrzywiły się w uśmieszku.
To było ekscytujące.
Pociągnęłam ją, aż dotarłam do mojego miejsca, szczeliny szerokości dłoni za zasłoną z bluszczu, która zakrywała drewniany płot, który wydawał się być złamany i nikt tego nie zauważył. Powoli sięgnęłam do przodu i odsunęłam bluszcz, gestem pokazując Charlene, żeby też się przesunęła. Było to zaledwie kilka stóp nad jednym z okien w domu publicznym. W tę ciepłą pogodę okno było otwarte, dając nam idealny widok na to, co działo się w środku.
Charlene sapnęła i nawet moje oczy się rozszerzyły na widok sceny przed nami: dwóch dobrze umięśnionych mężczyzn, których mogłam rozpoznać jako wojowników po grubych mięśniach ich nóg i ramion, stało twarzą do siebie, obaj penetrując tę samą kobietę. Jej ramiona i nogi były owinięte wokół jednego z mężczyzn, podczas gdy drugi mężczyzna trzymał jej biodra od tyłu, gdy w nią wchodził. Erotyczne dźwięki ich spotykającej się skóry i ich pełne pożądania jęki i pomruki wypełniały powietrze, sprawiając, że moje policzki się zarumieniły. Blada, kremowa skóra kobiety była pokryta błyszczącym potem, jej piersi uderzały o klatkę piersiową mężczyzny, przed którym stała, jej usta spotykały jego zachłannie.
"Bogini, Yileyno! Nic dziwnego, że jesteś taka grzeszna! Jak często przychodzisz kalać swoje oczy?" Syknęła Charlene.
Wydęłam wargi, odrywając wzrok od męskiego członka, zastanawiając się, jak do cholery to mogło się zmieścić w jej tyłku. Była raczej drobna...
"Nie, to pierwszy raz, kiedy widzę coś, co przykuło moją uwagę." Stłumiłam chichot, gdy sapnęła.
"Podoba ci się to...?" Zapytała, rumieniąc się, gdy nie odważyła się spojrzeć ponownie.
"Hmm, wygląda na zabawne." Wzruszyłam ramionami.
Co mi się podobało? Moje serce podskoczyło, gdy pewna twarz przyszła mi na myśl, a moje policzki zapłonęły, gdy jego piękne bursztynowe oczy wypełniły mój umysł - jedyny mężczyzna, który potrafił sprawić, że mój żołądek się zaciskał, a moje łono pulsowało z pragnienia. Pierwszy i jedyny mężczyzna, którego kiedykolwiek pragnęłam w intymny sposób.
"O moja bogini, podoba ci się!" Wykrzyknęła Charlene, całkowicie błędnie interpretując mój rumieniec.
"Kto tam jest?" Ktoś krzyknął, wyrywając mnie z myśli o tym, jak pewien seksowny wilkołak mógłby się ze mną kochać.
"Cholera!" Syknęłam. Mimo że użyłyśmy małego zaklęcia maskującego zapach, które kupiłyśmy od sprzedawcy kilka dni temu, wydawało się, że zorientowali się, że tu jesteśmy. "Uciekaj!"
Błyskawicznie stanęłam na nogi, chwytając Charlene za nadgarstek i pędząc wąską ścieżką. Fizycznie niemożliwe było, aby którykolwiek z dorosłych męskich wilków zmieścił się tutaj, więc wiedziałam, że na razie jesteśmy bezpieczne.
"O bogini, chroń nas! Jeśli Ojciec się dowie, że tu byłyśmy," szepnęła Charlene, jej serce waliło, gdy kontynuowałam wędrówkę wąską ścieżką, starając się nie syczeć z bólu, gdy przeciskałam się przez szczelinę między płotem a dużymi krzewami za nami. Moje piersi zahaczyły o szorstkie drewno płotu przede mną.
"Chyba widziałem jakichś smarkaczy z tyłu! Jestem pewien, że to ci chłopcy od wcześniej!" usłyszałam warkot mężczyzny. Szłyśmy dalej, modląc się, żeby nas nie złapali.
"Yileyno, nie zmieścisz się," Charlene zaskomlała w panice, gdy szczelina zrobiła się węższa.
"Już prawie jesteśmy."
Zatrzymałam się, próbując usłyszeć, czy wciąż ktoś nas śledzi, ale wydawało się, że ktokolwiek to był, poddał się. Odetchnęłam z ulgą, posyłając Charlene uspokajający uśmiech, zanim spojrzałam w górę na ciemne, czyste niebo, zauważając, że mimo braku chmur, gwiazdy były ukryte. Dziwne.
"Jeszcze trochę, potem wspinamy się. Nikt nas nie zobaczy przy bagnach."
Kiwnęła głową, a ja spojrzałam na bezksiężycowe niebo przed wzięciem głębokiego oddechu, czując się nieco klaustrofobicznie w ciasnym miejscu. Charlene była znacznie szczuplejsza z mniejszym biustem, ale wiedziałam, że nie będę w stanie iść dalej. Musiałyśmy się wspiąć.
"Pójdę pierwsza."
Wskazałam w górę i sięgnęłam. Złapałam za płot i wycisnęłam się na zewnątrz. Wiedziałam, że moje plecy będą pokryte zadrapaniami i będzie bałagan z upewnieniem się, że nie zostały we mnie drzazgi ani nic innego.
Wzięłam głęboki oddech świeżego powietrza, szczęśliwa, że stamtąd wyszłam, gdy zamarłam. Charakterystyczny, zgniły zapach wdarł się do mojego nosa, zastępując zapach ciepłej nocy i krzewów.
Moje serce waliło, gdy spojrzałam na bagna, a żołądek mi się ścisnął, gdy zobaczyłam watahę wilków, które zbliżały się powoli. Było ich zbyt wiele, by policzyć, ich głowy były nisko opuszczone, ich ciemne futro zmatowiałe i brudne. Ich czerwone oczy lśniły głodem, gdy patrzyły przed siebie w kierunku zewnętrznego muru Westerfell.
Włóczędzy...
Byłyśmy pod atakiem.
"Zostań na dole," szepnęłam do Charlene tak cicho, jak to możliwe.
"Co się dzieje?"
"Nic, nie ruszaj się i pozostań w ukryciu," odpowiedziałam spokojnie. "Obiecaj mi."
Zawahała się, zanim kiwnęła głową z rezygnacją.
Nie było możliwości, żeby dostały się do niej w tej wąskiej alejce, będzie bezpieczna, dopóki tam zostanie, ale miasto nie było. Musiałam wszystkich zaalarmować.
Trzymając się nisko, trzymałam się cieni i zaczęłam skradać się w kierunku muru miejskiego. Jak oni w ogóle dostali się tutaj na bagna? To miejsce było puste, z lasem po lewej i patrolem, nie wspominając o tym, że samo przejście przez to miejsce było niebezpieczne.
Nie spuszczałam wzroku z rosnącego blasku świateł miasta. Wszystko, czego potrzebowałam, to dostać się wystarczająco blisko, by zaalarmować jednego strażnika, który mógłby podnieść alarm i przekazać wiadomość.
Dotarłam właśnie do muru zewnętrznego miasta, gdy niski, złowieszczy warkot sprawił, że odwróciłam się, akurat gdy jeden z wilków skoczył w moją stronę. Odskoczyłam do tyłu, serce waliło mi jak młotem. Moja kryjówka została odkryta.
Odwróciłam się, chwytając płonącą pochodnię z uchwytu nade mną i zamachnęłam się nią na wilka.
"ATAK! JESTEŚMY POD ATAKIEM!" krzyknęłam na całe gardło, wiedząc, że ktoś mnie usłyszy. Moje serce było burzą emocji, gdy uderzyłam wilka pochodnią w głowę. "Całe Westerfell wie, że tu jesteście," syknęłam.
Jestem córką moich rodziców, przyszłą betą tej watahy i nie będę...
Mój umysł opustoszał, gdy nagle zobaczyłam ogromną falę ciemnych wilków biegnących w moją stronę. Ile ich było?
Coś przeleciało obok mojej głowy i sapnęłam z przerażeniem, gdy cała sekcja muru eksplodowała. Gruz i szczątki poleciały we wszystkich kierunkach, a ja zostałam zrzucona z nóg przez siłę uderzenia. Płomienie wybuchły i zaczęły się rozprzestrzeniać wysoko i szybko, szybciej niż było to naturalnie możliwe. Co to było?
"Yileyno!"
Moje serce podskoczyło na głos, który mnie zawołał, właśnie gdy ten sam wilk znowu rzucił się na mnie.
"Tato!" krzyknęłam.
"Beta William! Nie wychodź tam!"
"Moja córka tam jest!" usłyszałam warkot taty.
"Beta! To niebezpieczne!"
Zobaczyłam tatę biegnącego w moją stronę, zmieniającego się w locie i wgryzającego się w szyję włóczęgi, powstrzymując go przed atakiem na mnie.
"Wejdź do środka, Yileyno!" krzyknęła mama.
Odwróciłam się, dostrzegając ją tuż przed tym, jak się zmieniła. Włosy powiewały mi na twarzy, gdy kiwnęłam głową, odgarniając je i biegnąc w stronę zniszczonego muru. Choć chciałam pomóc, byłabym tylko rozproszeniem. Musiałam dostać się do środka i przynajmniej upewnić się, że teren jest czysty.
Więcej mężczyzn i kobiet przyłączało się do taty i mamy, niektórzy w ludzkiej formie, inni w wilczej.
"Bogini, pomóż nam!" szepnęłam, obserwując zniszczony zewnętrzny mur miasta, zastanawiając się, jaki rodzaj zaklęcia był w stanie przebić się przez nasze obrony.
Wspięłam się po gruzach, ale jeśli myślałam, że wewnętrzne mury będą lepsze, myliłam się...
Strach i panika przeszyły moje serce, gdy zobaczyłam scenę przede mną. Pełne bólu krzyki członków mojej watahy wypełniły moje uszy. Smród miedzianej krwi i spalonego ciała wypełnił mój nos, wywołując mdłości.
Włóczędzy rozszarpywali każdego, kogo mogli dosięgnąć, rozrywając ich na kawałki swoimi krwawymi paszczami. Zwłoki naszych ludzi były rozrzucone na ziemi, a ból w mojej piersi był duszący. Jakbym tonęła pod wodą, ale nie było powierzchni, przez którą można by się przebić, by znaleźć ulgę. Wydawało się, że nie ma końca horrorowi, który pustoszył moją watahę.
Zobaczyłam siedmioletniego syna Gammy Henry'ego, Rhysa, płaczącego, gdy ogromny wilk pokryty krwią i brudem rzucił się na niego. Jego oczy płonęły nienawiścią.
"Nie!" krzyknęłam w panice, biegnąc w ich stronę. Zamachnęłam się pochodnią w mojej dłoni, tylko po to, by on wytrącił ją z mojego uścisku. "Rhys! Uciekaj!"
Pozostał zamrożony w miejscu. Rozejrzałam się, ale wszędzie był chaos i wtedy zdałam sobie sprawę, że zaatakowali nas ze wszystkich stron.
Wilk przede mną warknął złowieszczo, jego pazury rozdarły mnie, gdy brutalnie rzucił mnie na ziemię.
Poderwałam się, krzycząc do Rhysa, żeby się ruszył. Włóczęga warknął, jego płonące czerwone oczy wpatrywały się we mnie. Chwyciłam pochodnię z ziemi i wbiłam mu ją w oczy, wykorzystując szansę i odciągając Rhysa od chaosu.
"Beta padł!" Ktoś krzyknął, sprawiając, że zamarłam.
Odwróciłam się, z sercem w gardle. Krew pompowała głośno w moim ciele, a zimny dreszcz mnie ogarnął. Bogini, nie...
Zmusiłam swoje ciało do ruchu, próbując ruszyć z powrotem na zewnątrz. Musiałam dostać się do taty!
Ktoś zablokował mi drogę i wpadłam prosto na twarde, umięśnione piersi. Szarpnęłam się do tyłu, próbując go minąć, ale silna para rąk złapała mnie w talii.
"Yileyno!"
"Puść mnie! Tata jest tam! Mama też!"
"Yileyno!" Jego głęboki warkot sprawił, że zamarłam. "Posłuchaj mnie."
Wpatrywałam się w bursztynowe oczy mojego zauroczenia. Jego dłonie ujęły moją twarz, zmarszczka przecięła jego brew. Tym razem to nie jego piękno ani dotyk mnie uderzyły, ale słowa, które opuściły te pełne usta.
"Jest za późno. Nie żyją."
I właśnie tak, mój świat runął wokół mnie, rozdzierając mnie bólem i poczuciem winy. Nawet ja nie zdawałam sobie sprawy, że krzyk, który przeszył powietrze, należał do mnie...

My Alpha's Betrayal: Burning in the Flames of his Vengeance
150 Rozdziały
150
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101