
Opis
To byl Walentynki; dzien milosci. Arianna poszla na randke ze swoim chlopakiem, spodziewala sie, ze tej nocy sie jej oswiadczy, ale stalo sie zupelnie odwrotnie. Oznajmil, ze ich zwiazek nie dziala i nie moze juz dluzej udawac. Wyszedl wiec z jej zycia, a takze wyjechal z kraju. Byla zalamana i skonczyla w barze, gdzie zamierzala utopic smutki w alkoholu. Troche sie upila i wtedy pojawil sie przystojny nieznajomy. Oboje skonczyli w hotelowym pokoju, a nastepnego ranka, zanim zdolala sie obudzic, jego juz nie bylo. Gdyby tylko wiedziala, ze ta jednorazowa przygoda zakonczy sie niespodziewana ciaza. Byla w ciazy z kims, kogo imienia nawet nie znala, z zupelnie obcym czlowiekiem. Szesc miesiecy pozniej natknela sie na magazyn ze zdjeciem tego mezczyzny. "Oliver Gomez; Biznesmen roku" Wtedy zdala sobie sprawe, ze ojciec jej dziecka to PAN PREZES! Stawia mu czola, ale miliarder i prezes zarzadu wszystkiemu zaprzecza. Jednak ona nie zamierza sie poddac, nie bez walki.
Rozdział 1
May 19, 2026
To był dzień miłości, 14 lutego 2014 roku. Arianna siedziała cierpliwie, czekając na swojego chłopaka. Nie otrzymała dziś żadnych wyjątkowych prezentów, kwiatów, kartek ani listów, ale i tak była szczęśliwa, bo miała spędzić czas ze swoim ukochanym.
Zorganizowała romantyczną kolację w restauracji na dziś wieczór i wszystko było gotowe. Och! Poza nim. Kto wie, dlaczego tak długo mu schodzi, to on powinien na nią czekać, ale teraz jest odwrotnie.
Stukała palcami o stół i bez przerwy zerkała na zegarek na nadgarstku.
Restauracja migotała czerwonymi światłami, a pary wchodziły i wychodziły w pasujących strojach w kolorach czerwieni i bieli, niektóre z dziećmi przebranymi za małe urocze aniołki.
Oczywiście, nawiązanie do Erosa – greckiego boga miłości z łukiem i strzałą. Myślała, żeby zdobyć jeden z tych symboli Amora, ale po chwili namysłu dała sobie spokój.
Na jej okrągłym stoliku leżały czerwone róże, które zamówiła, by uczynić tę chwilę bardziej wyjątkową. Jej czerwona suknia bez ramiączek wręcz krzyczała "walentynki!"
***
Arianna była sierotą, świeżo po studiach; studiowała sztuki kreatywne i projektowanie. Miała nadzieję, że pewnego dnia spełni marzenia o zostaniu modelką.
***
Właśnie wtedy zobaczyła, jak jej długo wyczekiwany chłopak wchodzi do restauracji i zmarszczyła czoło. Nie dość, że spóźnił się na ich randkę, to jeszcze ubrany był na czarno. Czemu choć raz w życiu nie może się postarać być romantyczny? To przecież dzień miłości, na litość boską!
Dave Simons, jej chłopak od ośmiu miesięcy. Dla niej to było coś poważnego. Był wysoki, przystojny, z modnym undercutem, który naprawdę dobrze wyglądał. Tak jak ona, nie był bogaty, ale przynajmniej nie można go było zaliczyć do totalnych biedaków.
Bez trudu ją odnalazł i usiadł przy stole, naprzeciw niej. Nawet się nie uśmiechnął.
"Dave... obiecałeś mi, że tym razem się nie spóźnisz" – poskarżyła się i wydęła usta.
Arianna była bardzo piękną młodą kobietą, z tych, które wyglądają olśniewająco bez makijażu. Miała skórę bladą jak księżyc, całkowicie nieskazitelną. Jej włosy były czarne, kręcone, jedwabiście gładkie i zupełnie naturalne, nie musiała używać lokówki jak większość dziewczyn. Miała szmaragdowo zielone, piękne oczy, które idealnie pasowały do jej twarzy.
Była obdarzona długimi rzęsami i brwiami, do których nie potrzebowała sztucznych dodatków, jej długi nos był perfekcyjnie umiejscowiony, a usta lśniły nawet bez ich zwilżania. Była niczym amerykańska wersja bogini Afrodyty.
"Aria, byłem zawalony robotą" – odpowiedział sucho, jakby to nie było nic wielkiego.
Arianna poczuła rozczarowanie jego odpowiedzią. Naprawdę? Praca była ważniejsza niż ich walentynkowa randka? Nawet nie przeprosił, a przecież się specjalnie dla niego wystroiła i nawet tego nie pochwalił.
Postanowiła jednak odpuścić; w końcu był już tutaj.
"No dobrze, w porządku, a jaki prezent dla mnie masz?" – zapytała z podekscytowanym spojrzeniem.
Nie oczekiwała od niego zbyt wiele, ale ucieszyłaby się, gdyby tej nocy w końcu zadał to pytanie.
Od dłuższego czasu o tym marzyła, wierzyła, że to szkoła go powstrzymywała przez ostatnie miesiące, ale teraz studia były już za nią i przyszedł czas, by pójść dalej.
"Yyy... właściwie bardzo się spieszyłem, więc nie zdążyłem nic dla ciebie kupić; mam też inny powód..."
"Daj spokój Dave" – przerwała mu ponownie rozczarowana.
Przyszedł spóźniony, ubrany na czarno i nawet prezentu nie ma, co mu chodzi po głowie?
"To naprawdę nie fair Dave, nic mi nie kupiłeś. Zasada jest taka, że w walentynki powinieneś mi coś podarować" – wymamrotała tym anielskim głosem.
"Nieważne, ja mam dla ciebie coś, co na pewno ci się spodoba" – powiedziała, próbując rozjaśnić twarz i ukryć rozczarowanie.
Wzięła swoją torebkę z drugiego krzesła i położyła na stole, po czym zaczęła w niej czegoś szukać.
"Aria, muszę ci coś powiedzieć" – powiedział z kamienną twarzą.
"Chwileczkę Dave, już jestem" – ucięła go. W końcu znalazła to, czego szukała i uśmiechnęła się.
"Spójrz, co ci kupiłam!" – zawołała i wyjęła piękny zegarek marki SD1970 Stelldive.
Kosztował ją sto dolarów, ale zaczęła odkładać już w grudniu. Dla dziewczyny bez pracy to było naprawdę coś.
Uśmiech na twarzy Arianny zgasł, kiedy zobaczyła, że jej chłopak nie jest zachwycony prezentem, na jego twarzy pojawił się tylko lekko przygnębiony wyraz.
"Dave? Wszystko w porządku?" – spytała z pytającym spojrzeniem. "To przez zegarek? Nie podoba ci się? Mogę go oddać, jeśli nie chcesz."
"Po prostu pozwól mi powiedzieć, Aria!" – niemal na nią krzyknął z frustracji i zamilkła.
Dave westchnął, po czym spuścił wzrok. "Wybacz Aria, ale to nie działa" – wyznał.
Arianna była zdezorientowana. Co nie działa? Zegarek czy randka?
"Co masz na myśli Dave, jeśli nie podoba ci się zegarek, mogę go oddać, a jeśli nie masz dziś nastroju, możemy się spotkać innego dnia."
"Nie o to mi chodzi Aria, mam na myśli to, że ten związek nie działa, nie mogę już tego ciągnąć."
W jednej chwili poczuła, że jej świat się wali. To przecież 14 lutego, a nie 1 kwietnia, co on mówi?
"To jakiś żart, prawda? To twoja wielka walentynkowa niespodzianka? Bo już cię przejrzałam" – wymusiła uśmiech, mając nadzieję, że jej podejrzenia są słuszne, że to tylko głupi żart.
"Wybacz mi, Aria, ale nasza droga tutaj się kończy. Nie możemy już tego ciągnąć, starałem się traktować cię jak ukochaną, ale zrozumiałem, że widzę w tobie tylko przyjaciółkę."
"Nie... Nie Dave, to musi być żart, nie możesz się ze mną rozstać. Kocham cię Dave i wszystko szło przecież dobrze, więc dlaczego to mówisz?"
Łzy już napływały jej do oczu. Czy to naprawdę się dzieje? Zrywa z nią po ośmiu miesiącach fałszywych nadziei.
"Powiedz mi Aria, co dokładnie szło dobrze?" – spytał z wyrazem zamglonego spojrzenia na twarzy.
"Myślałam, że mamy plany na ślub, planowaliśmy wspólne zakupy rzeczy dla dziecka w wakacje, planowaliśmy przeprowadzkę do nowego domu i rozpoczęcie nowego życia. Czyż nie mówiliśmy, że będziemy mieli piękną córeczkę? I że ona..."
"To wszystko byłaś ty, Aria, to były twoje pomysły, nie moje. Wiem, że próbujesz nas pchać do przodu, ale to po prostu nie działa, doszliśmy do ściany i najlepszą decyzją jest rozstanie się, musimy się rozstać" – ogłosił Dave.
"Nie, proszę, nie rób mi tego Dave, jeśli widzisz mnie tylko jako przyjaciółkę, możemy się nawet pobrać. Naprawdę nie narzekam, tylko mnie nie zostawiaj" – błagała, walcząc o opanowanie łez.
"Słuchaj Aria, zasługujesz na coś lepszego, jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką poznałem, jesteś też miła i kochana, ale nie potrafię cię pokochać jako życiową partnerkę.
Masz jeszcze całe życie przed sobą. Mam nadzieję, że to nie wpłynie na naszą przyjaźń; jutro wyjeżdżam z tego miasta. Proszę, dbaj o siebie i życzę ci pięknego życia."
Po tych słowach wstał i wyszedł. Arianna osłupiała, to były najgorsze walentynki w historii i w tej właśnie chwili przysięgła sobie, że nigdy więcej ich nie będzie obchodzić.
Wciąż siedziała na krześle, gdy jej ukochany stopniowo znikał w ciemnych ulicach, już nigdy miała go nie zobaczyć. Przynajmniej tak myślała. Właśnie wtedy, gdy wydawało się jej, że między nimi zacznie się coś poważnego.
Po takim zawodzie w walentynki był tylko jeden kierunek…
"Klub!!"
Właśnie tak, alkohol był jej sposobem na radzenie sobie z żałobą, złą przyzwyczajeniem, które wykształciła po śmierci rodziców.
Ciąg dalszy nastąpi!!

My Baby's Daddy Is Mr. CEO
115 Rozdziały
115
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101