

Opis
Marla Quintell nigdy nie planowala pracowac dla kogos takiego jak Ives Mercer - slynacego z chlodu prezesa Mercer House, konglomeratu medialnego majacego wiecej wladzy niz wiekszosc rzadow. Jednak gdy jej tymczasowa praca przypadkowo sprawia, ze zostaje jego asystentka wykonawcza, zostaje wciagnieta w swiat spotkan pod ogromna presja, perfekcyjnie zaplanowanych harmonogramow i szefa, ktory wydaje sie bardziej maszyna niz czlowiekiem. Ives nie lubi niespodzianek, przerw ani tego, ze Marla odmawia slepego wykonywania polecen. Ona z kolei nie znosi jego milczenia, regul ani tego, jak przenikliwie ja przejrzal. Ale gdy tajny rekopis, ktory napisal pod pseudonimem, staje sie viralem, firma pograza sie w chaosie - a Ives potrzebuje kogos, komu moze zaufac, by to wszystko opanowac. Tym kims, wbrew wszelkim oczekiwaniom, jest Marla. Wciagnieta w nocne narady strategiczne, wystepy w mediach i narastajacy kryzys wizerunkowy, przestaje byc tylko jego asystentka - na papierze zostaje rowniez rozwiazaniem: jego udawana narzeczona. Gdy za zamknietymi drzwiami biura zaczynaja iskrzyc emocje, oboje musza zdecydowac, jak daleko sa gotowi sie posunac, gdy sprawy zawodowe zaczynaja byc osobiste.
Rozdział 1
May 30, 2025
POV Marli
Miałam spędzić poniedziałek, odbierając telefony na dwunastym piętrze. Uśmiechać się, przełączać rozmowy, może udawać kaszel w piątek i dostać wypłatę za robienie absolutnego minimum. Taki był plan, kiedy Dana, moja kuzynka, zaproponowała mi tę tymczasową pracę; łatwa kasa, zero stresu. Zamiast tego byłam dziesięć minut spóźniona, nieodpowiednio ubrana i jakieś pięć sekund od rzucenia pracy. Nie powinnam była jechać prywatną windą na trzydzieste siódme piętro Mercer House. Piętro zarządu. A jednak – tam byłam.
Wychodzę z windy, obcasy stukają zbyt głośno jak na moją wygodę. Powietrze tutaj jest inne. Cieńsze. Bardziej osądzające. Nie ma recepcji. Tylko cisza, szklane ściany i niepokój. Facet przy eleganckim bocznym biurku podnosi wzrok i natychmiast marszczy brwi. „Mogę pomóc?”
„Tak, uh… jestem dziś na zastępstwie? Dana Quintell z HR mnie przysłała.”
Mruga. Podnosi słuchawkę od zestawu słuchawkowego. „Jest tutaj.”
Potem wstaje i macha w stronę ogromnych czarnych drzwi jakbym była bezpańskim kotem. „Tędy. On na ciebie czeka.”
Zawahałam się. „Na pewno?” On już siedzi z powrotem na swoim miejscu i nawet nie raczył odpowiedzieć.
Tak czy inaczej, otworzyłam drzwi i to był największy błąd w moim życiu. W środku było najzimniej, jak kiedykolwiek czułam, a pokój wyglądał... pusty. Nie było zdjęć, żadnych bibelotów. Tylko mężczyzna przy biurku, palce wystukujące coś na klawiaturze.
Poznałam go od razu. Ives Mercer. Oczywiście, że go znałam, Dana nie zamykała o nim ust. W każdy piątek wieczorem, z winem w ręku, narzekała na „tego emocjonalnie upośledzonego robota z sali konferencyjnej”, który zarządza Mercer House – czyli miliardowym imperium medialnym, którego CEO to ktoś, kto pewnie zwalnia ludzi według porządku alfabetycznego. Nazywała go Ponurym Żniwiarzem PowerPointów. Mówiła, że raz pogrążył projekt całego działu, bo ktoś użył Comic Sans w prezentacji.
Ponieważ Dana pracowała w HR, miała miejsce w pierwszym rzędzie do chaosu, panicznych rezygnacji, ludzi płaczących w windach, stażystów znikających w połowie tygodnia. Według niej Mercer nie wierzył w pochwały. Tylko w wyniki.
„Zwolniłby nawet swój cień, gdyby został w tyle”, mawiała. Tak więc, dokładnie wiedziałam, na kogo patrzę. Podniósł wzrok. Raz.
„Jesteś spóźniona”, rzucił, mrużąc lekko oczy. Tyle. Bez imienia, bez powitania.
„Ja- uh, wydaje mi się, że zaszła pomyłka”, mówię, poprawiając torbę na ramieniu. „Powiedziano mi, że mam pomagać komuś z marketingu?”
„Siadaj”, odpowiada, wskazując na biurko z boku, po czym wraca wzrokiem do ekranu. „Nie odzywaj się. Niczego nie dotykaj.”
Otworzyłam usta, żeby jeszcze raz wyjaśnić, ale spojrzenie, które mi posłał, natychmiast mnie uciszyło. To akurat nie była rzecz, o której Dana by skłamała. Więc usiadłam… na absurdalnie drogim krześle. I niczego nie dotykałam… przez pierwsze dziesięć minut. Aż zadzwonił jego telefon; głośno, ostro, echo rozległo się po biurze. Rozejrzałam się – nikogo więcej nie było. On rozmawiał na innej linii, więc odebrałam.
„Mercer House, tu-” Szumy, potem pauza.
„Proszę mnie połączyć z Mercerem,” żąda głos. „The New York Times. Chcielibyśmy umówić wywiad z panem Mercerem.”
Zaczęłam panikować. Prawdziwa, ściskająca klatkę piersiową panika. Poprosiłam o poczekanie i spojrzałam na pana Mercera, wciąż rozmawiającego przez telefon, tym swoim przerażająco spokojnym tonem. Wstałam od biurka, podeszłam do niego i zaczęłam wymachiwać rękami, wskazując na słuchawkę, bezgłośnie mówiąc „New York Times”, machając jakby mi się paliło. Nawet nie przerwał rozmowy, tylko posłał mi spojrzenie. Jedno ostre, lodowate spojrzenie. Natychmiast wróciłam do biurka i opadłam na krzesło jak po postrzale.
Wzięłam głęboki oddech, by się opanować, zanim znów odezwałam się do telefonu. „Jest teraz zajęty, mogę przyjąć dla niego wiadomość?”
Wzrokiem szukałam po biurku długopisu i kartki, przewracając kilka rzeczy w pośpiechu, gdy głos po drugiej stronie zaczynał mówić. Pisałam gorączkowo, próbując nadążyć, kiedy teczka wylądowała na biurku przede mną, z moim imieniem na wierzchu. Zamarłam, po czym odruchowo odłożyłam słuchawkę w połowie zdania.
„Co to jest?” spytałam, patrząc na niego, czując jak w piersi narasta zamieszanie.
„Nie umiesz czytać?” rzucił beznamiętnie.
Policzki zapiekły mnie z upokorzenia. Ścisnęłam teczkę mocniej. „To pomyłka. Nie powinnam tu być, pomyliliście dziewczynę.”
„Jesteś spłukana. Tamta druga nie przyjęłaby tej pracy na zastępstwo.”
Brakło mi tchu. Oczy otworzyły mi się szeroko. „Skąd-”
Pochylił się, przerywając mi głosem zbyt spokojnym, by był miły. „Wiem, że potrzebujesz pieniędzy z tej umowy.”
Przekartkowałam strony, serce mi stanęło, gdy zobaczyłam pogrubioną kwotę na dole. 200 000 dolarów. Całość od razu.
Spojrzałam na niego, oszołomiona. „Dwieście tysięcy?”
„Podpisz,” powiedział cicho i stanowczo. „I są twoje.”
„Nie rozumiesz,” pokręciłam głową. „Trafiłam tu przez pomyłkę.”
Oceniał mnie wzrokiem od stóp do głów, patrzył wystarczająco długo, bym poczuła ciarki. Wiedziałam, co widzi – zwyczajność. Nic wyrafinowanego ani nieskazitelnego, tylko dziewczynę na zastępstwo w znoszonych obcasach i pożyczonej marynarce.
„Wyglądasz... zwyczajnie,” stwierdził w końcu. „Prasa nie będzie się tobą interesować. I czy chcesz to przyznać, czy nie, te pieniądze mogłyby zmienić wszystko.”
Przełknęłam ślinę. „Co mam zrobić?”
Jego wzrok zatrzymał się na moich oczach. „Musisz zostać moją udawaną narzeczoną.”

My Hot Boss is My Fiancé
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101