

Opis
Serafina weszla do dynastii Verrelli jako wyrachowana pionek - piekna, posluszna, do poswiecenia. Przez trzy lata grala role idealnej zony. Potem jej maz przyprowadzil do domu inna kobiete. - To jest Anastazja - powiedzial Matteo, odsuwajac krzeslo. - Bedzie moja druga zona. Kazali jej dzielic sie nim. Oddac swoje lozko. Usmiechac sie przy rodzinnych kolacjach, podczas gdy jej nastepczyni spala z jej mezem pietro wyzej. - Zostaniesz w niebieskim pokoju - mowili. - Teraz Anastazja potrzebuje apartamentu malzenskiego. Ale czego nie wiedzieli? Serafina jest w ciazy. I nie jest tym, za kogo ja maja. To Serafina Dorian - dziedziczka kryminalnego imperium, wychowana w tajemnicy i szkolona, by przetrwac. Chcieli, by byla cicha i zlamana. Zamiast tego obudzili w niej cos dzikiego. Teraz kobieta, ktora wyrzucili do pokoju goscinnego, ma sie stac ich najgorszym koszmarem. - Oddaliscie jej moj pierscionek, moj dom, mojego meza. W porzadku. Teraz odbiore wam wszystko, co posiadacie - zaczynajac od waszego nazwiska.
Rozdział 1
Mar 21, 2026
Serafina
— Matteo, proszę. — Mój głos łamie się, jakbym była jakąś zdesperowaną nastolatką, a nie dorosłą kobietą w sukni od projektanta. — Po prostu… spójrz na mnie. Naprawdę na mnie spójrz.
Nawet nie podnosi wzroku, poprawiając platynowe spinki do mankietów — te, które kupiłam mu na naszą pierwszą rocznicę. Jego ciemne włosy są perfekcyjnie ułożone, ani jeden kosmyk nie jest nie na miejscu, bo nie daj Boże, żeby Matteo Verrelli wyglądał choć trochę mniej niż nienagannie. Ostry podbródek, te zimne szare oczy, które kiedyś sprawiały, że przewracało mi się w żołądku, a teraz po prostu mnie mdli. Jest cały z ostrych kątów i drogich garniturów, jakby wyrzeźbił go jakiś szalony artysta, który zapomniał dodać duszy.
— Jestem zajęty, Serafina. — Jego głos jest płaski, lekceważący. Jakbym była służącą proszącą o podwyżkę.
— Kiedy nie jesteś zajęty? — Stoję w naszej sypialni — poprawka, jego sypialni, w której akurat sypiam — w tej idiotycznej, szmaragdowozielonej jedwabnej sukni, która kosztowała więcej niż samochody większości ludzi. Ten kolor miał podkreślać moje ciemne oczy, sprawiać, że moja oliwkowa skóra lśni. Przynajmniej tak kiedyś myślałam. Teraz czuję się, jakbym przebierała się w czyjeś życie.
— Kocham cię. — Słowa wypadają ze mnie jak spowiedź, rozpaczliwe i żałosne. — Wiem, że to małżeństwo zaczęło się jako… interes, ale kocham cię. Kocham cię już od dwóch lat i po prostu muszę wiedzieć, czy jest w tobie choćby część, która mogłaby—
— Nie.
Jedno słowo. Dwie litery. Całkowite unicestwienie.
— Nie. — Prostuje krawat, sprawdza Rolexa. — Mamy układ, Serafina. Nie komplikuj go… uczuciami.
Uczuciami. Jakby miłość była jakimś niewygodnym skutkiem ubocznym po napiciu się złej wody.
Rodzinna kolacja tego wieczoru to mistrzowski pokaz wojny psychologicznej. Viviana siedzi na czele stołu jak królowa przewodnicząca egzekucji, jej idealnie ułożone srebrne włosy odbijają światło świec. Ostrzy na mnie pazury już od trzech lat, a dziś celuje w samo gardło.
Viviana Verrelli — z domu Rossi, córka pomniejszego tytoniowego barona — wdarła się do tej rodziny czterdzieści lat temu, będąc ładniejszą i bardziej bezwzględną niż ktokolwiek inny. Przez dekady doskonaliła sztukę niszczenia innych kobiet, nie tracąc przy tym swojej świętoszkowatej fasady. Zaczęła od pierwszej żony ojca Matteo, która tajemniczo nabawiła się „problemu z alkoholem” i zginęła w wypadku samochodowym. Potem systematycznie eliminowała każdą kobiecą konkurentkę. Jestem tylko najnowszą ofiarą w długim łańcuchu strat.
— Serafina, cara — zaczyna, głos ociekający fałszywą słodyczą — może powinnaś znów pójść do doktora Martinellego. Z powodu twoich… problemów z płodnością.
Słowa uderzają jak policzek. — Nie mam problemów z płodnością.
— To dlaczego — wtrąca się Bianca, kręcąc makaron jakby rozmawiała o pogodzie — nie dałaś nam jeszcze dziedzica? Trzy lata to chyba wystarczająco dużo czasu, prawda?
Bianca Verrelli — dwadzieścia osiem lat, młodsza siostra Matteo i żywy dowód na to, że przywilej może stworzyć potwora. Wszystko dostaje na srebrnej tacy, a mimo to musi niszczyć innych dla rozrywki. Wygląda jakby właśnie zeszła z wybiegu w Mediolanie — ostre kości policzkowe, drapieżna gracja, ciemne włosy upięte w perfekcyjny kok. Porusza się jakby była właścicielką każdego pokoju, do którego wchodzi, a technicznie rzecz biorąc, tak jest, bo tatuś posiada pół północnych Włoch.
Jej specjalność to wojna psychologiczna ukryta pod płaszczykiem siostrzanej troski. To ona „przypadkowo” zaprosiła byłą dziewczynę Matteo na naszą rocznicową kolację. To ona „zapomniała” powiedzieć mi o dress code’zie na rodzinnych uroczystościach, przez co byłam niedostatecznie ubrana i upokorzona. To ona rozpowiada plotki o mojej „niestabilności” każdemu, kto zechce słuchać.
— Może po prostu się nie stara — mruczy Bianca ze swojego krzesła, nawet nie podnosząc wzroku znad wina. — U nas w rodzinie żony zawsze znały swoje obowiązki.
Płonę na twarzy. — Doskonale rozumiem swoje obowiązki.
— Tak? — Uśmiech Viviany mógłby zamrozić piekło. — Bo z mojej perspektywy jesteś sporym rozczarowaniem. Ani dzieci, ani wartościowych koneksji, żadnych umiejętności poza wyglądaniem ładnie na przyjęciach.
— Ukończyłam studia z wyróżnieniem—
— Na państwowej uczelni — przerywa Bianca ze śmiechem. — Jakież to… urocze.
Matteo milczy. Po prostu kroi cielęcinę, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie, a nie rozbierali mnie na czynniki pierwsze.
— Może — ciągnie Viviana — czas rozważyć inne rozwiązanie. Dziewczyna Costello z Neapolu jest naprawdę śliczna, a jej ojciec posiada—
— Dość. — Głos Matteo przecina napięcie. — Serafina i ja zajmiemy się naszym małżeństwem prywatnie.
Moje serce robi ten głupi, drobny podskok nadziei. Może jednak mu zależy. Może—
— Właściwie — kontynuuje, odkładając nóż — chciałbym zjeść z tobą jutro kolację. Tylko we dwoje. Musimy porozmawiać.
Cały następny dzień spędzam w żałosnym stanie nadziei. Może to już. Może wreszcie zacznie o nas walczyć. Idę do fryzjera, kupuję nową sukienkę — czerwoną, jedwabną, opiętą na każdej krągłości — i faktycznie pozwalam sobie uwierzyć, że trzy lata małżeństwa mogą coś znaczyć.
Restauracja jest idealna. Kameralna. Przy świecach. Taka, gdzie padają oświadczyny i ratuje się małżeństwa.
— Wyglądasz pięknie — mówi Matteo, gdy przychodzę, i przez chwilę widzę mężczyznę, w którym się zakochałam.
— Dziękuję. — Siadam do boksu, serce wali mi w piersi. — To miłe. Od dawna nie—
— Serafina, chciałbym ci kogoś przedstawić.
Słowa spadają na mnie jak kubeł zimnej wody. — Co?
Wtedy się pojawia. Wysoka, blond, absolutnie olśniewająca w ten bezwysiłkowy sposób, który krzyczy rosyjska arystokracja. Ma na sobie prostą czarną sukienkę, która pewnie kosztuje więcej niż mój samochód, i porusza się jakby była właścicielką świata.
— To Anastasia Ruffo — mówi Matteo, wstając, by pocałować ją w policzek. — Anastasio, to moja żona, Serafina.
Żona. Mówi to tak, jakby to był tytuł stanowiska, które zaraz zlikwiduje.
— Przyjemność — mruczy Anastasia z akcentem, podając perfekcyjnie zadbaną dłoń. — Matteo tyle mi o tobie opowiadał.
Patrzę na jej rękę, jakby była wężem. — Tak?
— Proszę, usiądź. — Matteo wskazuje na krzesło naprzeciw mnie. — Mamy dużo do omówienia.
— Myślałam, że to kolacja dla dwojga — udaje mi się wydusić.
— Jest — odpowiada. — Dla dwojga, którzy się liczą.
Okrutność tych słów odbiera mi dech.
— Serafina — mówi Anastasia, siadając wygodnie, jakby to jej miejsce — chcę, żebyś wiedziała, że mam ogromny szacunek do tego, co zrobiłaś dla rodziny Verrellich.
— Co zrobiłam?
— Twoja służba — kontynuuje gładko. — Trzy lata lojalności. To godne podziwu.
Służba. Jakbym była cholerną służącą.
— Ale teraz — mówi Matteo, sięgając przez stół po dłoń Anastazji — czas, by rodzina ruszyła naprzód. Anastasia wnosi potrzebne nam kontakty. Wpływy polityczne. Zaplecze finansowe.
— Co chcesz powiedzieć? — Ale już wiem. Boże, już wiem.
— Mówię, że nasz układ spełnił swoją rolę. — Jego głos jest rzeczowy, jakby omawiał fuzję firm. — Dokumenty są już przygotowane. Zostaniesz sowicie wynagrodzona, oczywiście.
— Wynagrodzona? — Słowo wychodzi ze mnie zdławione.
— Żenię się, Serafina. Z kimś, kto naprawdę może pomóc tej rodzinie się rozwinąć.
Restauracja wiruje wokół mnie. — Ale przecież jestem twoją żoną.
Jego spojrzenie się wyostrza. — Nadal jesteś. A od teraz Anastasia też nią będzie.

My Husband Asked For A Second Wife
150 Rozdziały
150
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101