
Opis
To prawda, co mowia o malzenstwie: zawsze jeden z partnerow jest szczesliwszy od drugiego. ~~~ Swiat Julie rozpada sie, gdy jej maz, Ryan, wyjawia, ze chce otwartego malzenstwa. Jego powod: potrzebuje dziecka, poniewaz dotychczas im sie nie udalo. Julie niechetnie zgadza sie, aby uratowac swoje malzenstwo. Nastepnego dnia Ryan wraca do domu ze swoja sekretarka, potwierdzajac dlugotrwale podejrzenia Julie, ze mieli romans za jej plecami. Julie, zrozpaczona i wsciekla, szuka pocieszenia w barze, gdzie spotyka fascynujacego nieznajomego o imieniu Luke, ktory zmienia zasady gry. Julie zwierza sie Lukowi przy drinkach, a on proponuje ryzykowny plan: bedzie udawal jej "chlopaka", aby odwrocic sytuacje na Ryanie. Julie zgadza sie, rozpoczynajac serie wydarzen, ktore zakwestionuja wszystko, co sadzila, ze wie o milosci, lojalnosci i o sobie.
Rozdział 1
Apr 29, 2026
~~Julie~~ Mój mąż, Ryan, stoi na scenie karaoke, robiąc z siebie pośmiewisko. Jego koszula jest rozpięta do połowy, krawat dawno porzucony, a policzki zaróżowione od nadmiaru whisky. "I ja... zawsze będę cię kochać..." śpiewa, zamykając oczy. Jego głos jest okropny. Obok niego, praktycznie przyklejona do jego boku, stoi jego sekretarka, Emily. Jej lewa ręka obejmuje talię Ryana, a palce delikatnie muska jego plecy, gdy śpiewa. Jest ode mnie młodsza, co najmniej o pół dekady, ma szeroko otwarte oczy i idealne krągłości, ubrana w obcisłą, głęboko wyciętą sukienkę, która sprawia, że jej obecność jest niemożliwa do zignorowania. Pochyla się do Ryana, szepcząc coś mu do ucha, a on odrzuca głowę do tyłu, śmiejąc się. Patrzy na nią jak na najzabawniejszą osobę na świecie. Nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. Ostatni raz widziałam go tak szczęśliwego w dniu naszego ślubu, siedem lat temu. Wtedy jego oczy błyszczały, gdy na mnie patrzył. Teraz światło w nich przygasło; świecą dla kogoś innego. Wokół mnie wszyscy się śmieją. To firmowa impreza kwartalna, a pracownicy są rozluźnieni po kilku drinkach za dużo, uznając występ Ryana i Emily za zabawny. Ale wiem, z czego naprawdę się śmieją. Śmieją się ze mnie. Żona CEO, siedząca tutaj, podczas gdy jej mąż praktycznie obmacuje swoją sekretarkę na oczach wszystkich. Szepty, boczne spojrzenia, nawet nie próbują tego ukrywać. "Myślisz, że się pocałują?" ktoś szepcze za mną. "Na pewno. Zakładam, że będą robić więcej niż całować się po tym," odpowiada ktoś inny, a oboje chichoczą.
Odwracam się, żeby spojrzeć na ludzi rozmawiających. Młodzi, pijani i prawdopodobnie naćpani trawką. Muszą być stażystami. Tylko osoby z zerową wiedzą o hierarchii firmy mogłyby wygłosić takie stwierdzenie w pobliżu żony swojego pracodawcy.
Albo po prostu ich to nie obchodzi.
Dziewczyna z potarganymi blond włosami i czerwonymi policzkami spogląda na mnie. "Cześć!" mówi, nieco zbyt głośno. "Pracujesz tutaj?"
Czy pracuję tutaj? Moje oczy zwężają się. Ona jest zdecydowanie stażystką.
Jest ładna, taka ładność, która przychodzi z młodością i arogancją. Chłopak obok niej leniwie opiera ramię na jej ramionach.
Nie odpowiadam. Po prostu się na nich gapię, zimno i bez mrugnięcia.
Zanim zdążę powiedzieć coś, co sprawiłoby, że pożałują swojego istnienia, słyszę, jak ktoś woła moje imię.
"Julie!" mówi głos, przyciągając moją uwagę.
Nawet zanim się odwrócę, wiem, kto to jest. Samantha, wiceprezes ds. marketingu. Obie pracujemy dla Paragon Jewels, firmy Ryana, wiodącego producenta luksusowej biżuterii w Ameryce Północnej. Jej pozycja jest tuż poniżej mojej, więc jest jedną z niewielu, które wykrzykują moje imię, jakbyśmy były przyjaciółkami, chociaż nimi nie jesteśmy.
"Samantha," odpowiadam, zmuszając się do uprzejmego uśmiechu.
"Nie wiedziałam, że tu jesteś, Julie. Właśnie mówiłam zespołowi marketingowemu, że musimy cię bardziej zaangażować!"
"Och?" mówię. "Dlaczego?"
"Cóż, jesteś szefową marketingu i wszyscy chcą cię poznać! Trudno cię teraz złapać. Poza tym, nigdy nie mamy okazji porozmawiać w pracy," mówi, przesadnie mrugając.
Jej wzrok wędruje na scenę, gdzie Ryan i Emily kołyszą się razem, dzieląc mikrofon, śmiejąc się, jakby byli na prywatnej randce, a nie na firmowym wydarzeniu.
"Więc, pani O'Brien," mówi z uśmieszkiem, "jak podoba się pani show do tej pory?"
Drwi ze mnie. Ta pieprzona suka.
Wymuszam jasny uśmiech. "Och, to jest... fantastyczne," mówię, starając się zachować powagę. "Cieszę się, że ciężka praca mojego męża jest nagradzana taką... oddaniem jego zespołu."
Tłum teraz bije brawo, dając Ryanowi i jego sekretarce owacje na stojąco. Chyba skończyli swoje bzdury.
Ale wtedy Ryan mówi do mikrofonu. "Zanim zejdziemy, mamy dla was jeszcze jedną piosenkę!"
Więcej oklasków. Więcej śmiechu. A ja chcę, żeby ziemia się otworzyła i mnie pochłonęła.
Samantha patrzy na mnie z litością w oczach. „Cóż... umm,” mówi. „Spotkam się z tobą później.” Szybko się wymawia. Za mną słyszę, jak ci stażyści znów szepczą. „O mój Boże. Słyszałeś, co ona powiedziała? To jest pani O'Brien.” Odwracam się, by rzucić im ostatnie spojrzenie, a chłopak niespokojnie się przemieszcza, ciągnąc dziewczynę na nogi. „Chodźmy,” mruczy pod nosem, i potykają się, zerkając na mnie, zanim znikną w tłumie. Dobrze. Niech biegną. Odwracam się z powrotem do sceny, moje serce wali w piersi. Ryan śpiewa „Everything I Do” – jeśli można to nazwać śpiewaniem. Emily jest teraz przyciśnięta do niego, jej ręka przesuwa się po jego ramieniu w sposób, który sprawia, że mój żołądek się skręca. Jest całkowicie bezwstydna, a on jest zbyt pijany, by to zauważyć – albo co gorsza, nie obchodzi go to. Nie mogę tego dłużej znieść. Bez zastanowienia odsuwam krzesło i wstaję. Moje obcasy stukają o podłogę, gdy maszeruję w stronę sceny. Czuję ciężar spojrzeń wszystkich na sobie, a szepty cichną, gdy zdają sobie sprawę, co się dzieje. Czekali na to – czekali, by zobaczyć, czy się załamię. Ale nie obchodzi mnie to. Skończyłam udawać idealną żonę. Wchodzę po schodach na scenę, każdy krok wydaje się cięższy od poprzedniego. Ryan początkowo mnie nie zauważa, zbyt zagubiony w swoim pijanym występie, ale Emily mnie dostrzega i jej uśmiech blednie. Dobrze.
"Ryan," mówię. "Wychodzimy teraz."
Ryan patrzy na mnie zaskoczony. "Dlaczego?" bełkocze, wciąż trzymając mikrofon. "Impreza dopiero się zaczyna."
Zaciskam zęby, moje pięści są zaciśnięte. "Chodźmy. Teraz."
"Julie, no dalej," mówi, brzmiąc teraz zirytowany, jakbym to ja psuła mu wieczór.
Nie mogę się powstrzymać. Coś we mnie pęka.
Bez słowa odwracam się i idę w stronę tyłu sceny. Technik siedzący w kabinie spogląda na mnie, ich twarze bledną, gdy się zbliżam.
"Kto tu jest odpowiedzialny?" pytam.
Wszyscy wskazują na mężczyznę stojącego obok konsoli dźwiękowej, trzymającego do połowy zjedzonego pączka. Jego oczy rozszerzają się, gdy mnie widzi.
"Pani O'Brien," jąka się, szybko odkładając pączka na bok. "Czy jest coś, co mogę dla pani zrobić?"
"Wyłączcie to. Wszystko," mówię. "Impreza się skończyła."
Mruga, niepewny, czy mówię poważnie, ale jedno spojrzenie na moją twarz i rzuca się do posłuszeństwa. Jego ręce latają po kontrolkach, a w ciągu kilku sekund głośniki milkną z ostrym piskiem. Światła przygasają. Muzyka umiera. Cisza opada na pokój niczym ciężka kurtyna, a jedynym dźwiękiem są moje obcasy, gdy wracam na środek sceny.
Ryan stoi tam, z mikrofonem bezużytecznym w dłoni.
"Julie, co do cholery?" mamrocze Ryan.
Spotykam jego wzrok, czując ciężar wszystkiego, co trzymałam w sobie zbyt długo. "Miałeś swoją zabawę," mówię cicho, ale z wystarczającą stalą w głosie, by powstrzymać go przed powiedzeniem czegokolwiek więcej. "Teraz to koniec."
Nie czekam na odpowiedź. Chwytam go za ramię i zaczynam prowadzić go w dół schodów.
Ryan potyka się lekko, zaskoczony moją nagłą stanowczością. Jego oczy przelatują po tłumie, szukając czegoś, może wsparcia, czy potwierdzenia, ale wszystko, co znajduje, to szeroko otwarte oczy i stłumione szepty. Wszyscy są zbyt zszokowani, zbyt rozbawieni rozwijającym się dramatem, by stanąć w jego obronie.
Szepty zaczynają się od razu. Słyszę urywki rozmów, gdy przechodzimy. Niech mówią. Niech się śmieją.
Ryan jest zbyt pijany, by ze mną walczyć, zbyt zawstydzony, by protestować. Po raz pierwszy to on jest cichy, a ja mam kontrolę.
Justin, ochroniarz/kierowca Ryana, widzi nas nadchodzących i już zaczyna działać. Podchodzi, otwierając tylne drzwi samochodu bez słowa.
Ryan mamrocze coś pod nosem - może przeprosiny, może wymówkę - ale ja się nie zatrzymuję. Nawet na niego nie patrzę. Zaciskam uchwyt, zmuszając go do wejścia na tylne siedzenie mocnym pchnięciem, a on osuwa się do samochodu.
"Zabierz nas do domu," mówię, wsiadając za Ryanem. Następnie zatrzaskuję drzwi.

My Husband Wants an Open Marriage
104 Rozdziały
104
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101