

Opis
Kiedy swiat Jasmine Johnson wali sie po jednej nocy pelnej zlamanego serca, zostaje z nia sekret, ktory zmienia wszystko. Lata pozniej los prowadzi ja do Blackwood Academy-miejsca cieni, wladzy i mezczyzny, ktorego zapach wciaz nawiedza jej sny. Gdy zakazane prawdy wychodza na jaw, a milosc zderza sie z dziedzictwem, Jasmine musi walczyc nie tylko o swoje serce, lecz takze o przyszlosc syna, ktory je nosi. W swiecie, gdzie namietnosc moze zniszczyc, a odkupienie uratowac, odwaga jednej kobiety sprawdzi, jak daleko moze siegnac milosc w starciu z ciezarem przeznaczenia.
Rozdział 1
Nov 27, 2025
Dom Kappa pulsuje basem, który rozbrzmiewa w mojej klatce piersiowej—każde uderzenie synchronizuje się z wódką pulsującą w moich żyłach.
Boże, już jestem zbyt pijana na to wszystko. Powietrze smakuje tanim piwem i czyimiś designerskimi perfumami—pewnie Ashley. Ona zawsze topi się w tym gównie, jakby próbowała przykryć zapach desperacji. Czerwone kubki solo leżą wszędzie niczym porzucone modlitwy do bogów.
"Kurwa, ta muzyka dosłownie sprawi, że mózg mi wypłynie uszami," oznajmia Jessica, oglądając swój manicure w migoczącym, jarzeniowym świetle kuchni, które sprawia, że wszystkie wyglądamy jak piękne trupy. "Przysięgam na Boga, jeśli Brad puści jeszcze jeden remix, uduszę go jego własnym kablem aux."
Śmieję się, ale to wychodzi źle—zbyt wysoko, zbyt desperacko. "Widziałaś Nathana? Miał tu już być, a napisałam do niego z pięć razy." Nienawidzę, jak bardzo brzmię na potrzebującą, nienawidzę idealnie wykrojonych brwi Jessiki w tym geście, który oznacza, że kataloguje sobie tę chwilę na przyszłe oskarżenia.
"O mój Boże, Jas, jesteś dosłownie obsesyjna," mówi, ale w jej głosie jest coś niemal współczującego, co sprawia, że chcę zniknąć. "Pewnie jest na górze i robi swoje udręczone intelektualne show. Wiesz, czyta Nietzschego, podczas gdy wszyscy inni naprawdę się bawią." Przewraca oczami. "Marcus tu jest, swoją drogą. Nadal cytuje martwych poetów, jakby kogokolwiek to obchodziło."
"Nathan taki nie jest," upieram się, choć dokładnie taki jest. I właśnie dlatego go kocham—kochałam? Kocham. Czas teraźniejszy. My jesteśmy czasem teraźniejszym.
"Cokolwiek musisz sobie powiedzieć, kochanie." Jessica już się odwraca, jej uwagę przyciąga Marcus, który gestykuluje dziko, pewnie tłumacząc, dlaczego egzystencja jest bezsensowna albo coś równie pretensjonalnego. "Pewnie jest w pokoju Tylera. Trzecie drzwi po lewej. Postaraj się nie wyglądać zbyt desperacko, kiedy go znajdziesz."
Pokazuję jej środkowy palec, ale już jej nie ma, pochłonięta przez tłum ciał pachnących potem, możliwościami i młodością gnijącą na krawędziach. Przedzieram się przez salon, mijając pary ocierające się o siebie, jakby próbowały stopić się w jedną osobę, mijam grupę robiącą shoty z czyjegoś brzucha.
Kręci mi się w głowie—kiedy stałam się dziewczyną, która goni facetów po imprezach? Kiedy stałam się tak cholernie żałosna?
Schody górują przede mną, chwytam poręcz, lepka od nie wiadomo czego. Każdy stopień wydaje się monumentalny, jakby wspinała się ku czemuś nieuniknionemu. Korytarz na drugim piętrze rozciąga się, drzwi uchylone niczym usta gotowe wyjawić sekrety. Muzyka dudni przez podłogę, stłumiona, lecz natarczywa, dopasowując się do rytmu mojego serca, które nagle bije zbyt szybko i głośno.
Trzecie drzwi po lewej. Słyszę w głowie głos mojego profesora literatury renesansowej: "Piekło Dantego ma dziewięć kręgów, ale prawdziwe piekło to powtarzalność." No więc jestem tu, gotowa powtórzyć ten sam głupi schemat—szukam Nathana, zawsze szukam Nathana, jakby był odpowiedzią na pytanie, którego nawet nie potrafię zadać.
Drzwi są lekko uchylone, światło lampy wylewa się na korytarz jak miód. Otwieram je i mój cały świat pęka na pół.
Nathan leży rozciągnięty na niepościelonym łóżku Tylera, jego ciemne włosy—te, przez które jeszcze wczoraj przesuwałam palce, gdy czytał mi fragmenty "Tajemnej historii"—rozsypane na poduszce. Koszulka podciągnięta, odsłania te kości biodrowe, które wczoraj śledziłam palcami jak czytając alfabet Braille’a, próbując zrozumieć język jego ciała.
Jakaś blondynka, której nigdy wcześniej nie widziałam, siedzi na nim okrakiem, jej dłonie spoczywają na jego klatce piersiowej tam, gdzie moje były dwanaście godzin temu. Głowa odrzucona w ekstazie, wydaje te drobne dźwięki, od których chce mi się wymiotować.
Pokój pachnie potem, seksem i zdradą, tą szczególną mieszanką, która pali, gdy przełykasz i gdy wraca z powrotem. Jego oczy są zamknięte, zatracony w niej, w tej chwili, która niszczy wszystko, co zbudowaliśmy pięknymi słowami i jeszcze piękniejszymi kłamstwami.
Nie mogę oddychać. Nie mogę myśleć. Nie mogę istnieć w tej rzeczywistości, w której Nathan—mój Nathan, który nazywał mnie swoją Beatrycze, swoją muzą, swoim cholernym wszystkim—jest pod kimś innym, jakbym nigdy w ogóle nie istniała.
Moja wizja pęka jak upuszczone lustro. Łzy spływają gorące i natychmiastowe, zamieniając scenę w impresjonistyczny obraz ciała i cienia. Patrzę jeszcze przez sekundę—jeszcze jedną sekundę tortur, potwierdzenia, że tak, to się dzieje naprawdę, to się dzieje—i wtedy się cofam, ręką zakrywając usta, żeby nie krzyknąć, nie zwymiotować, nie wydać żadnego dźwięku, który mógłby mu zdradzić, że go widziałam. Że zobaczyłam, kim naprawdę jest.
Potykam się, pięta zaczepia o próg. Potem biegnę.
Jesteś taka głupia, tak cholernie głupia. Oczywiście, że się tobą znudził. Nie jesteś wystarczająco mądra, wystarczająco ładna, nie jesteś wystarczająca, nigdy nie byłaś. Wszystkie te piękne słowa, te cytaty z martwych poetów, wszystko kłamstwa. Byłaś tylko kolejną dziewczyną do zdobycia, kolejnym wycięciem na jego intelektualnym łóżku.
Korytarz zlewa się w tunel dźwięku i upokorzenia. Nadal widzę ich pod powiekami—jej wygięte plecy, jego ręce na jej biodrach, sposób, w jaki poruszali się razem, jakby robili to już wcześniej. Może tak było. Może wtedy, gdy pisałam głupie wiersze o jego zielonych oczach, on pieprzył ją w każdym pokoju każdego domu na każdej imprezie.
Schody rozmazują się pod moimi stopami. Źle obliczam pierwszy stopień, ciało rzuca się w pustkę i przez chwilę myślę: Dobrze, pozwól mi spaść, pozwól mi złamać coś, co boli bardziej niż to.
Ale silne ramiona łapią mnie, przyciągają do twardej piersi. Przez łzy nie widzę jego twarzy, tylko cienie i przytłaczający zapach perfum—coś drogiego i mrocznego, jak jesienne noce i spalony papier, jak biblioteki po północy.
„Ej, ostrożnie,” jego głos jest głęboki, obcy, zatroskany. „W porządku?”
Już nie myślę. Jestem tylko bólem w sukience, tylko wódką i wściekłością w ludzkiej postaci. Bez namysłu, popędzana przez ból, alkohol i potrzebę poczucia czegokolwiek poza tą agonią, zaciskam dłonie na jego koszuli i miażdżę ustami jego usta.
Sztywnieje—zszokowany—potem odpowiada, jego wargi poruszają się z nieoczekiwaną czułością, która zamienia się w głód. Ciągnę go w górę, z dala od schodów, potrzebuję tej kotwicy, żeby nie utonąć. Nie wiem, kim jest i nie obchodzi mnie to. To nie Nathan. To jedyne, co się liczy.
„Jesteś pewna—” zaczyna pytać przy moich ustach.
„Nie mów,” dyszę, ciągnąc go mocniej. „Proszę, po prostu nie mów.”
Moje plecy znajdują ścianę, potem framugę drzwi, potem ciemność pustego pokoju pachnącego proszkiem do prania i zupełnie nieprzypominającego pretensjonalnych perfum Nathana. Wpadamy na chłodne prześcieradła, a ja pozwalam sobie rozpaść się na doznania: jego ręce pełne czci i desperacji, jego ciężar jak rozgrzeszenie, ciemność, która ukrywa, kim naprawdę jesteśmy.
Poruszamy się razem w ciemności, dwoje nieznajomych tworzących własny, tymczasowy wszechświat, gdzie zdrada nie istnieje, gdzie ciała nie mogą kłamać, gdzie mogę przez kilka minut udawać, że nie rozpadam się od środka. Zamykam oczy i próbuję zapomnieć twarz Nathana, próbuję zapomnieć wszystko poza tą chwilą, tą nieświadomością, tym pięknym błędem.
Świt sączy się przez obce zasłony jak wcielony wstyd. Budzę się sama, ciało boli w sposób jednocześnie znany i obcy. Nieznajomy odszedł—oczywiście, że tak. Zbieram ubrania drżącymi rękami i uciekam jak banał, którym się stałam.
Nasz pokój w akademiku wiruje, gdy wchodzę. Jessica porusza się, tusz rozmazany pod oczami jak wojenny makijaż po wczorajszej bitwie. „Jezus Maria, gdzie ty, kurwa, byłaś? Nathan cię wszędzie szukał. Wyglądał na naprawdę zmartwionego, pierwszy raz w swoim pretensjonalnym życiu.”
Śmiech, który ze mnie ucieka, jest gorzki jak przypalona kawa. „Widziałam go z kimś innym,” mówię, głosem pustym jak martwe drzewo. „Wczoraj. On był... oni byli...” Nie mogę dokończyć. „Spałam z kimś.”
Jessica siada prosto w łóżku, nagle zupełnie trzeźwa. „Co? Kto? Jasmine, co ty, kurwa, mówisz? Ty nigdy nawet—użyłaś zabezpieczenia?”
Cisza rozrasta się między nami jak wstrzymany oddech. Dotykam ust, wciąż opuchniętych, wciąż smakujących perfumami i katastrofą. W głowie mam pustkę, gdzie powinna być jego twarz.
„Jasmine, odpowiedz. Użyłaś, kurwa, zabezpieczenia?”
Nie mogę odpowiedzieć. Dosłownie nie pamiętam. Cisza rośnie, nabiera zębów, pazurów, staje się czymś potwornym między nami.

My Lovely Headmaster
100 Rozdziały
100
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101