

Opis
Ucieklam od niebezpiecznego bylego, rozpaczliwie pragnac nowego poczatku. Nie spodziewalam sie, ze wpadne prosto na mezczyzne jeszcze bardziej zakazanego. Profesor Victor Larsen. Ojciec mojej najlepszej przyjaciolki. Zonaty. Genialny. Dwa razy starszy ode mnie. I patrzy na mnie tak, jakby juz wiedzial, jaka jestem dziewczyna. Nie powinien mnie dotykac. Nie powinien mnie pragnac. Zdecydowanie nie powinien patrzec na mnie tak, jak patrzy, gdy wchodze do jego sali wykladowej. Ale moj byly nie zamierza odejsc. Victor nie pozostaje niewinny. A ja jestem uwieziona miedzy dwoma mezczyznami- jeden chce mnie odzyskac, drugi chce mnie zlamac. Ale jesli znowu mam upasc... Chce, zeby to bylo dla niego.
Rozdział 1
Feb 15, 2026
POV Elisa
Jest coś takiego w tanim winie: to właściwie płynna odwaga w butelce za 30 złotych, a dokładnie tego potrzebuję, kiedy po raz pierwszy wchodzę do mieszkania Liv.
Sześć tygodni znajomości, a ona już zaprasza mnie do siebie, jakbyśmy nie były w zasadzie obcymi osobami, które po prostu siadają obok siebie na stosunkach międzynarodowych. Niektórzy mają tę nadprzyrodzoną zdolność, żeby po prostu ufać — fajnie musieć mieć rodziców, którzy cię nie spieprzyli.
Liv praktycznie powala mnie na swoją kanapę, cała w energii golden retrievera w ludzkiej postaci. W mieszkaniu pachnie jak spełnienie mokrych snów każdej tablicy na Pintereście: waniliowe świece i chleb czosnkowy.
"Historie grozy po rozstaniu, dawaj. Zacznę pierwsza."
Dwie godziny później jesteśmy w połowie butelki, a ona opisuje chyba najbardziej żałosne spotkanie seksualne w historii ludzkości.
"I wtedy — przysięgam na Boga — on po prostu zaczął płakać." Liv odrzuca swoją blond głowę na poduszki kanapy. "W trakcie."
Podciągam kolana pod brodę. "Co zrobiłaś?"
"Co mogłam zrobić? Przytuliłam go. Poklepałam po plecach. Powiedziałam, że wszystko w porządku." Liv parska śmiechem do swojego kieliszka. "Najgorszy orgazm w moim życiu. Zero gwiazdek. Nie polecam."
Śmiech przychodzi łatwiej, niż się spodziewałam. Może to wino. Może to ta piegowata twarz Liv, rozświetlona tym specyficznym rumieńcem, który sprawia, że białe dziewczyny wyglądają jak seksowne pomidory.
Ma te pływackie ramiona, przez które jej zbyt duża bluza wygląda na zamierzony styl, a nie "depression chic", i kiedy szturcha moją stopę swoją, nie odskakuję od razu. Postęp.
"Teraz ty," mówi. "Mów."
Mój uśmiech gaśnie. Słowa grzęzną mi w gardle jak rozbite szkło.
"No dawaj," naciska Liv, teraz łagodniej. "Taki jest cały sens dzisiejszego wieczoru. Poza tym, moja rodzina jest tak pojebana, że nic, co powiesz, mnie nie zszokuje. Wspominałam już, że mama przyprowadza do domu swojego instruktora jogi, kiedy tata jest na wieczornych wykładach? Dosłownie ich słyszę przez ściany. To obrzydliwe."
"Twoja mama ma romans?"
"Romans y , liczba mnoga. Ten od jogi, ktoś z jej klubu książki, pewnie też ten facet od remontu kuchni." Liv opróżnia kieliszek. "Czekają, aż skończę szkołę, zanim zrobią to oficjalnie, chyba."
Idealna rodzina nie jest idealna.
"To... ciężkie," udaje mi się powiedzieć.
"Whatever. Teraz ty. Opowiadaj o swoim katastrofalnym exie."
Powiedz jej. Zasługuje, by wiedzieć, w jaki bajzel się wpakowała.
"Miał na imię Kilian." Słowa smakują jak popiół. "Ma czterdzieści pięć lat."
Brwi Liv niemal odlatują, ale milczy.
Mądra dziewczyna. Wie, kiedy zamilknąć i pozwolić traumie płynąć.
"Byliśmy razem cały rok. Miał penthouse w centrum — marmur wszędzie i okna tak wielkie, że ptaki pewnie dostają PTSD."
Wpatruję się w swoje wino.
"Myślałam, że jestem wyjątkowa. Mówił, że jestem 'inna niż wszystkie.'"
"Co się stało?"
"Chciałam iść na studia. Rewolucyjny pomysł, co? Kobieta chce się uczyć." Ta gorycz jest znajoma, jak stara przyjaciółka. "Powiedział, że to 'urocze', że myślę, iż tego potrzebuję. Że miejsce kobiety jest — i tu cytuję — 'w kuchni.'"
Dłoń Liv ląduje na moim kolanie, ściska delikatnie. "Obrzydliwe. Choć w sumie przyda ci się ta edukacja, skoro już oblewasz zajęcia mojego taty."
"Dzięki za przypomnienie. Esej o Hobbesie mnie dobija."
"Tata pomoże. Naprawdę świetnie tłumaczy, kiedy nie jest w trybie profesora." Liv dolewa nam wina. "Ale serio, co się stało z tym dupkiem?"
Opróżniam kieliszek.
"Kiedy i tak się zapisałam, wysłał moje zdjęcia do jednego z profesorów tutaj. Intymne zdjęcia. Zrobiłam je, kiedy skończyłam osiemnaście lat."
Cisza, która nastaje po tym, mogłaby udusić całą wioskę.
"Czekaj." Liv odstawia kieliszek z ostrym stuknięciem. "On zrobił co ?"
"Zdjęcia, które miały być tylko dla niego. Pokazał mi maila, którego wysłał. Był z tego dumny."
Ten skurwiel.
Wspomnienie wraca z krystaliczną ostrością HD: zadowolona twarz Kiliana, kiedy otwierał swoją pocztę. Wiadomość z załącznikami, które rozpoznałam już po miniaturkach.
Victor L…
To wszystko, co zdążyłam zobaczyć, zanim urwało resztę nazwiska.
Oto, co wiem o mężczyznach: wszyscy to ten sam algorytm w różnych skórach. Zobacz kobietę, zdobądź kobietę, kontroluj kobietę, ukarz kobietę za to, że ma własne myśli.
— Elisa, to jest… — Liv się jąka. — To nielegalne.
— Wiem.
— Wiesz, który to profesor?
— Nie. Ale jestem pewna, że to jakiś losowy wykładowca, którego nigdy nie spotkam.
— Jutro zgłaszamy tego gnoja. — Podskakuje. — Herbata. I tata musi cię poznać — będzie wiedział, co robić.
Zanim zdążę wytłumaczyć, że wciąganie w to kolejnych mężczyzn mieści się gdzieś między „niepotrzebne” a „proszę, Boże, nie”, Liv jest już w połowie korytarza.
— TATO! Chodź tutaj!
Mężczyzna, który pojawia się w drzwiach, wygląda jakby DILF i profesor literatury mieli dziecko i wychowali je na NPR i rzemieślniczym piwie.
Granatowy henley podciągnięty, by odsłonić przedramiona, które widziały zarówno siłownię, jak i kartę biblioteczną. Ciemne włosy z tym srebrzystym akcentem, który sprawia, że mężczyźni w średnim wieku myślą, że są George'em Clooneyem. Okulary w cienkich oprawkach, które jakoś sprawiają, że wygląda bardziej niebezpiecznie, a nie mniej.
Znam tę twarz. Siedziałam na jego wykładzie trzy dni temu.
— Elisa, to mój tata, profesor Victor Larsen.
Świat się przechyla.
Larsen.
Profesor Victor L.
Byłam tak rozproszona, gapiąc się na niego podczas wykładów, że nigdy nie zapamiętałam jego pełnego nazwiska.
Nasze spojrzenia się spotykają i przysięgam na Boga, czas naprawdę staje w miejscu. Jak na Netflixie, gdy wciskasz pauzę. Jego kostki bieleją na uchwytach kubków, które trzyma, ale twarz ma całkowicie niewzruszoną.
Ten mężczyzna — ojciec mojej najlepszej przyjaciółki — widział mnie nago. Ma te zdjęcia zapisane gdzieś, pewnie. Każdy facet tak robi. Trzymają je jak trofea.
Ale jego twarz niczego nie zdradza. Żadnego głodu, żadnego rozpoznania poza uprzejmym potwierdzeniem. Jakby te zdjęcia nic nie znaczyły. Jakbym ja nic nie znaczyła.
To nie tak działa. To nie tak działają mężczyźni.
— Tato, to moja przyjaciółka, Elisa Valenti.
O, on wie. Doskonale wie, kim jestem.
— Jest na twoim wykładzie z Myśli Politycznej o jedenastej — ćwierka Liv, nieświadoma nuklearnej katastrofy rozgrywającej się trzy metry dalej.
Victor stawia przede mną kubek. Nasze palce się muskają i czekam na ten gest — to zatrzymane dotknięcie, kciuk, który „przypadkiem” gładzi skórę. Ale nic.
Co do cholery?
— Panno Valenti — mówi, głosem jak styczeń.
— I tato, nie uwierzysz, co ją spotkało. To—
— Liv. — Mój głos brzmi zduszony. Oboje odwracają się w moją stronę. — Naprawdę, nie chcę nudzić twojego taty moimi dramatami.
Proszę, przestań mówić. Proszę, proszę, przestań mówić.
Liv marszczy brwi, zdezorientowana, ale szybko się zbiera. — Dobrze, okej. Ale tak serio — ona ma problem z esejem o Hobbesie. Powinieneś ją poduczyć! Na przykład prywatne sesje. Już teraz ledwo zalicza.
Wzrok Victora znów odnajduje mój. Nadal nic. Zero zainteresowania, żadnego przyznania się, że widział mnie rozebraną na egipskiej bawełnie.
Powinien mnie pragnąć. Wszyscy mnie pragną.
— Znajdę czas — mówi cicho.
— Super! — Liv klaszcze, jakby właśnie rozwiązała światowy głód. — Jutro po wykładzie, gabinet taty. Jesteś uratowana!
Udaję coś, co mogłoby uchodzić za uśmiech, jeśli dobrze się przyjrzeć, podczas gdy moje tętno robi najlepszy techno-remiks w uszach.
Reszta rozmowy to tortura. Liv trajkocze o wymaganiach kursu, podczas gdy Victor i ja ostrożnie omijamy nuklearną bombę czającą się między nami. Ale ja przyglądam mu się teraz z nową ciekawością.
Facet, który dostaje takie zdjęcia i czuje... nic? Niemożliwe. Udaje. Musi. Gra szlachetnego profesora, a pewnie każdej nocy wali sobie do moich fotek, kiedy jego zdradzająca żona zasypia.
Udowodnię to. Udowodnię, że jest jak każdy inny facet — ledwo poskromione zwierzę udające cywilizowanego.
Gdy w końcu wstaję, by wyjść, moje nogi mają strukturę rozgotowanego spaghetti.
Victor odprowadza mnie do drzwi. Jego pożegnalne słowa są tak ciche, że słyszę je tylko ja. — Czternasta. Nie spóźnij się.
Drzwi zamykają się z ostatecznością wieka trumny.
Telefon wibruje, zanim zdążę zejść po schodach. Na ekranie świeci się imię Liv.
Liv: mówiłam, że mój tata jest najlepszy ♡
Wpatruję się w wiadomość, gardło mam suche jak pustynia.
Najlepszy? To się jeszcze okaże.

My Professor Wants Me Ruined
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101