

Opis
Lily Reilly miala plan - utrzymac dobre oceny, uszczesliwiac swojego chlopaka i starac sie nikogo nie zawiesc. Ale kiedy jedyna rzecz, ktora uwazala za bezpieczna, rozpada sie przed nia, znajduje sie na moscie, gotowa zniknac. Wtedy pojawia sie Jake Roberts - zarozumialy, lekkomyslny i calkowicie nieoczekiwany. W trzy miesiace, obiecuje, zmieni jej zycie. Z lista rzeczy do zrobienia jako ich mapa i setka zasad do zlamania, Lily zaczyna czuc cos, czego nie czula od lat: zywa. Ale uzdrawianie nie zawsze jest liniowe, a zakochanie sie w chlopaku takim jak Jake moze byc najbardziej ryzykownym punktem na jej liscie.
Rozdział 1
Jan 18, 2026
Lato ledwo się zaczęło, a ja już czułam, że się rozpadam.
Podczas gdy wszyscy w szkole ekscytowali się wycieczkami samochodowymi i nocowankami, ja mogłam myśleć tylko o Travisie. Moim chłopaku. Mojej bezpiecznej przystani. Chłopaku, z którym byłam od trzech lat.
A przynajmniej, kiedyś nim był.
Ostatnio coś się zmieniło. Nie odpisywał już tak szybko. Odwoływał plany. A kiedy byliśmy razem… to jakby mnie tam wcale nie było. Zauważyłam to. Oczywiście, że zauważyłam. Ale nic nie powiedziałam. To nie w moim stylu. Uśmiechałam się dalej, udawałam, wmawiałam sobie, że może po prostu potrzebuje trochę przestrzeni.
Więc postanowiłam to naprawić — jedynym sposobem, jaki znałam.
— Pojadę do niego do domu — powiedziałam Erin, mój głos ledwo szeptem, gdy siedziałyśmy pod drzewem za szkołą.
Erin spojrzała na mnie. — Czekaj, tak… bez zapowiedzi?
Kiwnęłam głową i uniosłam małą papierową torebkę, którą spakowałam. — Mam jego ulubione przekąski i te bilety do kina, które znalazłam w internecie. Pomyślałam, że moglibyśmy gdzieś wyjść. Tylko we dwoje. Tak jak kiedyś.
Zmarszczyła brwi, przygryzając wargę. — Lil… nie wiem. On dziwnie się ostatnio zachowuje.
— Wiem — przyznałam. — Dlatego to robię. On po prostu potrzebuje przypomnienia. My nadal jesteśmy nami.
Erin już nie naciskała. Może dlatego, że wiedziała, że i tak bym nie odpuściła, nawet gdyby próbowała.
Mamie też nic nie powiedziałam. To zakończyłoby się katastrofą.
— Randki niszczą dziewczyny — zawsze powtarzała. — Skup się na przyszłości, a nie na chłopcach z futbolu.
Więc powiedziałam jej, że uczę się u Erin. Potem wymknęłam się z domu z bijącym sercem i narastającą w piersi nadzieją.
Słońce paliło bezlitośnie, gdy szłam do Travisa, ale ledwo to zauważyłam. Moje myśli były zbyt głośne. O nim. O tym, jak kiedyś było. O tym, jak bardzo potrzebowałam, by coś — cokolwiek — wreszcie się udało.
To lato miało być moje.
Nie napisałam do niego, gdy dotarłam pod dom. To zepsułoby niespodziankę.
Drzwi były otwarte. Ręka lekko mi drżała, gdy je pchałam.
— Travis? — zawołałam, wchodząc do środka.
Z korytarza unosiła się para — był pod prysznicem. Idealny moment, pomyślałam. Może uda mi się zrobić jedno z tych uroczych, flirtujących wejść, jakie dziewczyny robią w filmach.
I wtedy go zobaczyłam.
Świeżo po prysznicu. Mokre włosy. Ręcznik owinięty wokół bioder. Patrzył na mnie, jakby zobaczył muchę, która wleciała przez okno.
— Ashley? — jego głos był płaski. Bez uśmiechu. Bez ciepła. Po prostu… irytacja.
Próbowałam się uśmiechnąć, unosząc lekko torbę. — Pomyślałam, że cię zaskoczę. Przyniosłam przekąski i bilety do kina, i pomyślałam, że—
Wtedy z łazienki za nim wyszła Angela.
— Kochanie, mogę zabrać tę bluzę do domu? Pachnie tobą — zapytała go, zamykając drzwi łazienki. Gdy Travis jej nie odpowiadał, podążyła za jego wzrokiem i zobaczyła mnie stojącą w korytarzu.
Angela.
Nic dziwnego, że unikała i ignorowała moje wiadomości. Myślałam, że jest moją przyjaciółką, bo zawsze się troszczyła i od czasu do czasu sprawdzała, co u mnie, ale chyba się pomyliłam. Była zajęta pieprzeniem mojego chłopaka na boku. Uniosłam brwi, patrząc na nią, czekając aż coś powie.
Mrugnęła. — Och. Um… hej. Niespodzianka?
Wpatrywałam się w nią. Potem w niego. I nie powiedziałam ani słowa.
Dłonie mi zmarzły. W klatce piersiowej coś pękło. Wypuściłam torbę z rąk.
I uciekłam.
Słońce było zbyt jasne. Oddychałam płytko. Biegłam i biegłam, nie patrząc, dokąd niosą mnie nogi. Wszystko, co trzymałam do tej pory razem na taśmie i nadziei, po prostu… rozsypało się.
Nie zatrzymałam się, dopóki nie dotarłam do mostu.
Nie był wysoki. Nie taki jak w filmach. Po prostu zwykły kawałek metalu i betonu nad rzeką. Ale było cicho. Spokojnie.
Podeszłam do krawędzi. Dłonie zacisnęłam na barierce.
I po raz pierwszy pozwoliłam sobie o tym pomyśleć — Może nie muszę już tego ciągnąć.
Szkoła. Rodzice. Oczekiwania. Kłamstwa. Sztuczne uśmiechy. Byłam zmęczona. Tak bardzo zmęczona.
Wiatr przesunął się obok mnie, jakby się żegnał.
Zamknęłam oczy.
— To będzie szybko — wyszeptałam. — Może nikt nawet nie zauważy.
Pochyliłam się do przodu.
I wtedy coś — nie, ktoś — złapał mnie od tyłu. Mocno.
— Hej! — krzyknął ktoś, szorstko i w panice. — Co ty wyprawiasz?!
Krzyknęłam, potykając się do tyłu, gdy silne ramiona odciągnęły mnie od krawędzi. Upadłam na chodnik, z trudem łapiąc oddech.
Spojrzałam w górę, łapczywie łapiąc powietrze.
I wtedy go zobaczyłam.
Wysoki. Rozczochrane ciemne włosy. Ramiona jak mur. Twarz, którą znałam tylko z plakatów futbolowych i szeptanych plotek na korytarzu.
Jake Roberts.
Kapitan drużyny futbolowej East Haven High — naszej rywalizującej szkoły. Typ, który zostawiał za sobą szlak złamanych serc i złamanych zasad. Każdy znał jego imię. Każdy miał swoją historię.
Co, do cholery, on tu robił?

My Secret Deal with the Bad Boy Captain
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101