

Opis
Ashley Waters miala plan - utrzymac dobre oceny, zadowolic swojego chlopaka i starac sie nikogo nie zawiesc. Jednak kiedy jedyna rzecz, ktora uwazala za bezpieczna, rozpadla sie tuz przed jej oczami, Ashley znalazla sie na moscie, gotowa zniknac. Wtedy pojawil sie Jake Roberts - pewny siebie, lekkomyslny i calkowicie nieoczekiwany. W ciagu trzech miesiecy, obiecal, zmieni jej zycie. Z lista rzeczy do zrobienia jako mapa i setka zasad do zlamania, Lily zaczyna czuc cos, czego nie czula od lat: ze zyje. Ale leczenie nie zawsze przebiega liniowo, a zakochanie sie w chlopaku takim jak Jake moze byc najbardziej ryzykowna pozycja na jej liscie.
Rozdział 1
Jul 17, 2026
Lato ledwo się zaczęło, a ja już czułam, że się rozpadam.
Podczas gdy wszyscy w szkole ekscytowali się wycieczkami samochodowymi i nocowankami, ja mogłam myśleć tylko o Travisie. Moim chłopaku. Moim bezpiecznym miejscu. Chłopaku, z którym byłam przez trzy lata.
A przynajmniej kiedyś nim był.
Ostatnio coś się zmieniło. Nie odpisywał już tak szybko. Odwoływał plany. A gdy byliśmy razem... to tak, jakby mnie tam wcale nie było. Zauważyłam. Oczywiście, że zauważyłam. Ale nic nie powiedziałam. Taka już jestem. Nadal się uśmiechałam, udawałam, wmawiałam sobie, że może po prostu potrzebuje przestrzeni.
Więc postanowiłam to naprawić — jedynym znanym mi sposobem.
– Pojadę do niego do domu – powiedziałam Erin, mój głos był ledwie szeptem, kiedy siedziałyśmy pod drzewem za szkołą.
Erin spojrzała na mnie znacząco. – Chcesz… tak po prostu, bez zapowiedzi?
Kiwnęłam głową i podniosłam małą papierową torebkę, którą spakowałam. – Mam jego ulubione przekąski i te bilety do kina, które znalazłam w internecie. Pomyślałam, że moglibyśmy wyjść. Tylko we dwoje. Jak dawniej.
Zmarszczyła brwi, przygryzając wargę. – Lil… nie wiem. Ostatnio dziwnie się zachowuje.
– Wiem – przyznałam. – Dlatego to robię. Potrzebuje tylko przypomnienia. Nadal jesteśmy my.
Erin nie naciskała. Może dlatego, że wiedziała, że i tak bym nie ustąpiła.
Mamie też nie powiedziałam. To skończyłoby się katastrofą.
– Chłopcy tylko psują dziewczynom życie – zawsze powtarzała. – Skup się na przyszłości, nie na futbolistach.
Więc powiedziałam jej, że będę się uczyć u Erin. A potem wymknęłam się z domu z bijącym sercem i rosnącą nadzieją w piersi.
Słońce było bezlitosne, gdy szłam do Travisa, ale ledwo to zauważyłam. Myśli były zbyt głośne. O nim. O tym, jak było kiedyś. O tym, jak bardzo potrzebowałam, żeby coś — cokolwiek — w końcu się udało.
To lato miało być moje.
Nie napisałam, kiedy dotarłam pod jego dom. Zrujnowałoby to niespodziankę.
Drzwi wejściowe były otwarte. Ręka mi się lekko trzęsła, gdy je pchałam.
– Travis? – zawołałam, wchodząc do środka.
Z korytarza unosiła się para — był pod prysznicem. Idealnie, pomyślałam. Może uda mi się zrobić jeden z tych słodkich, flirtujących wejść, jak w filmach.
I wtedy go zobaczyłam.
Świeżo po prysznicu. Mokre włosy. Ręcznik wokół bioder. Patrzył na mnie jak na muchę, która wleciała przez okno.
– Ashley? – jego głos był płaski. Bez uśmiechu. Bez ciepła. Tylko… irytacja.
Próbowałam się uśmiechnąć, podnosząc lekko torebkę. – Chciałam cię zaskoczyć. Przyniosłam przekąski i bilety do kina, pomyślałam, że—
Wtedy z łazienki za nim wyszła Angela.
– Kochanie, mogę zabrać tę bluzę do domu? Pachnie tobą – zapytała go, zamykając drzwi łazienki. Ponieważ Travis jej nie odpowiedział, podążyła wzrokiem za jego spojrzeniem i zobaczyła mnie stojącą w progu.
Angela.
Nic dziwnego, że mnie ostatnio unikała i ignorowała moje wiadomości. Myślałam, że jest moją przyjaciółką, bo zawsze się troszczyła i czasem do mnie pisała, ale chyba się myliłam. Jest zbyt zajęta pieprzeniem mojego chłopaka na boku. Uniosłam brwi, patrząc na nią, czekając aż coś powie.
Zamrugała. – Och. Um… cześć. Niespodzianka?
Patrzyłam na nią. Potem na niego. I nie powiedziałam ani słowa.
Dłonie mi zmarzły. W klatce piersiowej coś pękło. Torebka wypadła mi z rąk.
I wybiegłam.
Słońce było zbyt jasne. Mój oddech był zbyt płytki. Biegłam i biegłam, nie zwracając uwagi, dokąd niosą mnie nogi. Wszystko, co trzymałam dotąd na słowo honoru i nadziei, po prostu… rozpadło się.
Nie zatrzymałam się, aż dotarłam na most.
Nie był wysoki. Nie taki jak w filmach. Po prostu zwykły kawałek metalu i betonu nad rzeką. Ale było cicho. Spokojnie.
Podeszłam do krawędzi. Dłonie zacisnęły się na barierce.
I pierwszy raz pozwoliłam sobie pomyśleć — Może nie muszę już tego ciągnąć.
Szkoła. Rodzice. Oczekiwania. Kłamstwa. Sztuczne uśmiechy. Byłam zmęczona. Tak strasznie zmęczona.
Wiatr musnął mnie, jakby żegnając.
Zamknęłam oczy.
– Szybko pójdzie – szepnęłam. – Może nikt nawet nie zauważy.
Pochyliłam się do przodu.
Wtedy coś — nie, ktoś — chwycił mnie od tyłu. Mocno.
– Hej! – krzyknął głos, szorstki i spanikowany. – Co ty robisz?!
Krzyknęłam, potykając się w tył, gdy silne ramiona odciągnęły mnie od krawędzi. Upadłam na chodnik, z trudem łapiąc oddech.
Spojrzałam w górę, dysząc.
I tam był.
Wysoki. Potargowane ciemne włosy. Ramiona jak mur. Twarz, którą znałam tylko z plakatów piłkarskich i szkolnych plotek szeptanych w korytarzach.
Jake Roberts.
Kapitan drużyny futbolowej East Haven High — rywali naszej szkoły. Ten typ, który zostawiał za sobą ślady złamanych serc i zasad. Wszyscy znali jego imię. Każdy miał jakąś historię.
Co on, do cholery, tutaj robił?

My Secret Deal with the Bad Boy Captain
75 Rozdziały
75
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101