

Opis
Co jesli najgorszy moment twojego zycia zostawia cie uwieziona w chacie z trzema mezczyznami, ktorzy patrza na ciebie tak, jakbys byla czyms, co moga sobie przywlaszczyc-a po raz pierwszy nie chcesz uciekac? Po zdradzie, ktora kosztuje ja wszystko, Kelly ucieka w burze z niczym oprocz sekretow i przyszlosci, na ktora nie jest gotowa. Wypadek sprawia, ze zostaje uwieziona posrodku niczego z trzema surowymi nieznajomymi-starszymi, intensywnymi, niemozliwymi do zignorowania-a nagle przetrwanie nie jest juz jedyna stawka. Zmuszona do przebywania w ciasnej przestrzeni, otoczona goracem, napieciem i czujnymi spojrzeniami, ktore niczego nie przeoczaja, Kelly zaczyna sie rozpadac na sposoby, na ktore nigdy wczesniej sobie nie pozwalala... zwlaszcza gdy kazde spojrzenie wydaje sie byc wyborem, ktorego nie powinna podejmowac. Ale niektore pragnienia nie pojawiaja sie pojedynczo-a ci mezczyzni takze nie. Kazdy z nich wyzwala w niej cos innego: kontrole, ciekawosc, glod. Razem? Cos znacznie bardziej niebezpiecznego. Gdy granice sie zacieraja, a pod powierzchnia pojawia sie zazdrosc, Kelly zostaje rozdarta miedzy zyciem, przed ktorym sie ukrywa, a tym, ktore rozwija sie wokol niej-tym, w ktorym nie oczekuje sie od niej wyboru, lecz tylko odczuwania. Jednak sekrety nie pozostaja pogrzebane na zawsze, i kiedy jej przeszlosc zderza sie z kruchym swiatem wewnatrz chaty, bedzie musiala zdecydowac: odejsc, zanim wszystko ja pochlonie... albo zaryzykowac wszystko dla wiezi, ktora nigdy nie miala prawa istniec.
Rozdział 1
Apr 2, 2026
Perspektywa Kelly
Ucieczka traci swój urok, gdy biegniesz w stronę Florydy w czerwcu, a każda aplikacja pogodowa krzyczy ostrzeżenia, które zignorowałaś, bo emocjonalna katastrofa ogłupia człowieka.
Moje knykcie bieleją na kierownicy. Deszcz bębni w szybę, jakby niebo miało osobistą vendettę, a wycieraczki przegrywają tę walkę.
– No dalej, no dalej, no dalej – mamroczę, pochylając się do przodu, jakby dodatkowe pięć centymetrów miało mi pomóc zobaczyć przez ścianę wody.
Powinnam była zatrzymać się dwie godziny temu. Powinnam była zrobić wiele rzeczy inaczej.
Ale jest coś w przyłapaniu narzeczonego z ręką na innej kobiecie: czas nie zwalnia, jak obiecują filmy. Przyspiesza.
Jedna sekunda – stoję w progu u Masona z pozytywnym testem ciążowym w kieszeni, jeszcze ciepłym, i przygotowaną przemową o tym, jak bardzo się boję, ale może to wcale nie jest takie złe, a w następnej obserwuję, jak szminka Brittany rozmazuje się na jego szczęce.
Byłam dość głupia, by wykrztusić to właśnie tam, na progu: – Jestem w ciąży.
– Boże, Kelly, ty kompletna idiotko – szepczę do swojego odbicia w lusterku wstecznym. Nawet teraz, tygodnie później, słyszę, jak żałośnie pełen nadziei był mój głos.
Trzy sylaby. Tyle wystarczyło, by przypieczętować mój los.
Patrzyłam, jak twarz Masona zmienia się z irytacji w kalkulację w mniej niż dwie sekundy. Szybko policzył: jeśli jestem w ciąży, a on jest zdradzającym eks, traci wszystko.
Swoją pozycję w firmie mojej rodziny. Dostęp do fortuny Goodwinów, do której przez lata się przygotowywał.
Więc zaatakował pierwszy. I uderzył mocno.
Nagłówki pojawiły się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin: „Kelly Goodwin próbowała mnie złapać na dziecko”.
– Kurwa! – samochód na chwilę wpada w poślizg, zanim opony ponownie łapią przyczepność. Mocno wydycham powietrze nosem. – Ogarnij się, Kelly. Umieranie w rowie to nie jest ten motyw zemsty, który planowałyśmy.
A mój ojciec – Edward Goodwin, człowiek, który przez trzydzieści lat żałował, że nie urodziłam się z innymi chromosomami – spojrzał na człowieka, który mnie zdradził, i zobaczył w nim pewniejszą inwestycję niż we własnym dziecku.
Zostałam usunięta ze stanowiska CEO firmy, którą mój dziadek zbudował własnymi rękami.
Mason został tymczasowym CEO, dopóki mój młodszy brat „nie przejrzy na oczy” i nie wróci z jakiegoś europejskiego kraju, gdzie udaje, że odnajduje siebie.
– Tymczasowy – spluwam to słowo jak truciznę. – Tymczasowy, jasne.
GPS ogłasza, że do celu zostało piętnaście minut. Uczucie ulgi zalewa mnie – trzy miesiące odosobnienia w odległej chacie wynajętej na nazwisko mojej asystentki.
Ciąża jest na siedem tygodni. Wciąż nie wiem, czego chcę.
Zachować. Nie zachować. Wychować sama. Zniknąć całkowicie i stać się kobietą, która lepi garnki w małym nadmorskim miasteczku i nikomu nie mówi o przeszłości.
Każda opcja wydaje się pułapką z zębami, a ja już krwawię po ostatniej, w którą wpadłam.
Jedyne, co pali mnie w środku, to to: Mason nigdy nie zbliży się do mojego dziecka.
Jeśli zdecyduję się je zatrzymać.
Droga ostro zakręca, a deszcz właśnie w tym momencie przechodzi z agresywnego w biblijny.
– No nie, tylko nie to…
Opony tracą przyczepność.
Samochód się obraca. Świat się przekrzywia. Metal wrzeszczy o coś solidnego, moje ciało szarpie się na pasie, a wszystko gaśnie.
Budzę się na dźwięk pukania – głośnego, natarczywego, pilnego.
Przez zalaną deszczem szybę pojawia się męska twarz: stalowoszare oczy, ciemne włosy przyklejone do czoła, szczęka napięta z niepokoju.
Krzyczy coś, czego nie słyszę przez szybę.
Gdy moje niezdarne palce w końcu znajdują blokadę, szarpie drzwi i pochyla się, a deszcz spływa z jego twarzy na moje ramię.
– Jesteś ranna? – Jego głos jest głęboki, przebija się przez mgłę w mojej głowie. – Możesz się ruszać? Spójrz na mnie – coś boli?
– Nie. – Mrugam, próbując wyostrzyć wzrok. – Chyba nic mi nie jest.
Studiuje moją twarz, jakby mi nie wierzył, spojrzeniem omiata czoło, szyję, ramiona. Jego dłoń unosi się blisko mojego ramienia, ale mnie nie dotyka.
– Zawroty głowy? Mdłości? Straciłaś przytomność przed czy po uderzeniu?
– Po. – Przełykam ślinę. – Chyba tylko na chwilę.
– Dasz radę wstać?
Podaje mi rękę. Biorę ją – ciepłą, spracowaną, pewną – i wyciągam się z samochodu. W momencie, gdy staję pionowo, świat przechyla się na bok. Chwytam jego ramię, żeby nie upaść.
– Spokojnie. – Jego uchwyt się wzmacnia, podtrzymuje mnie. – Piłaś coś?
To pytanie obraża mnie tak bardzo, że prostuję się jak struna. – Słucham? Nie jestem tak nieodpowiedzialna, a jeśli wiedziałbyś o mnie cokolwiek… – Urwałam. Zaciskam usta.
Co ja robię? Nie jestem temu obcemu nic winna.
Patrzy na mnie, z uniesioną brwią, wyraźnie czekając na resztę zdania.
– Nieważne – mamroczę. – Nic mi nie jest.
– Nie jest. Twój samochód jest w połowie w rowie. – Wskazuje na moją wypożyczoną furę, i w końcu widzę szkody: przód zgnieciony o drzewo, tylne koła bezradnie zawieszone nad błotem. – Robi się ciemno. Deszcz się nasila. Najbliższy holownik przyjedzie dopiero rano.
– To co dokładnie proponujesz? – Unoszę brew.
– Moja chata jest dziesięć minut stąd. Możesz tam przeczekać burzę. – Zawiesza głos, czytając podejrzliwość w mojej twarzy. – Nie jestem seryjnym mordercą. Po prostu facet, który wracał z miasta i zobaczył twoje światła wirujące na drodze.
– Dokładnie tak powiedziałby seryjny morderca.
– Słuszna uwaga. – Kącik jego ust drga. – Ale druga opcja to noc w rozbitym samochodzie podczas burzy na Florydzie, więc myślę, że ze mną masz większe szanse.
Nienawidzę, że ma rację. Nienawidzę, że moje opcje skurczyły się do: zaufać obcemu albo utopić się w własnej wypożyczalni. Moja ręka nieświadomie wędruje do brzucha.
Jesteś wykończona. Jesteś w ciąży. Utknęłaś. Podejmij decyzję.
– Dobrze – mówię. – Ale jeśli mnie zamordujesz, będę cię straszyć do końca życia.
– Zanotowane.
Przechodzi do bagażnika bez słowa i wyciąga moje dwie walizki Louis Vuitton, ładując je na tył swojej ciężarówki.
Jeśli ma jakieś zdanie o designerskim bagażu, zatrzymuje je dla siebie.
Jazda jest napięta, deszcz bębni o dach jak pięści. W jego aucie pachnie kawą i sosną, a z nagrzewnicy leci ciepłe powietrze na moje przemoczone ubrania. I tak się trzęsę.
– Jake. – Nie patrzy na mnie, wzrok utkwiony w drodze. – Jake Sanders. Jestem tu na ryby.
– Kelly. – Zawieszam głos. Przez zamgloną szybę przemyka ptak – ciemne skrzydła na tle szarości. – Kelly Bird. Turystka. Przejeżdżam tylko.
– Bird? – Teraz patrzy na mnie, sceptycyzm wypisany na twarzy. – To naprawdę twoje nazwisko?
– A Sanders to twoje?
– Touché. – Wraca wzrokiem do drogi, ale zauważam cień uśmiechu. – No to, Kelly Bird, turystko nad turystkami, wybrałaś sobie świetny czas na przejazd. Burza ma trwać kilka dni.
– Zawsze miałam idealne wyczucie czasu.
– Widzę.
Ciężarówka staje. Przez deszcz widzę chatę: ciepłe światło bijące z wnętrza, dym wijący się z komina, cienie przemieszczające się za zasłoniętymi oknami. Moje serce zamiera.
Cienie. W liczbie mnogiej.
Jake gasi silnik i odwraca się do mnie.
– Moi kumple są w środku. Nie gryzą. – Zawiesza głos, coś nieczytelnego mignęło w tych stalowoszarych oczach. – Chyba, że ładnie poprosisz.

My Three Way Florida Escape
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101