

Opis
Dwudziestodwuletnia dziewica, Mikaela Wallace, przez cale zycie byla wzorowa corka - az do dnia, gdy jej miliarder-ojciec oglasza jej zareczyny z nieznajomym podczas jej wlasnych urodzin. Stojac przed wyborem miedzy zaaranzowanym malzenstwem a calkowitym bankructwem, Mikaela odkrywa ostateczny akt buntu: wystawia swoja dziewictwo na aukcje w internecie za prawie pol miliona dolarow. To idealny plan, by wykupic swoja wolnosc tym, co dla Taty ma najwieksza wartosc. Ale gdy przybywa do pokoju hotelowego, tajemniczy nabywca, ktory tam na nia czeka, wcale nie jest obcy. To ta jedna osoba, ktorej zdrada moglaby calkowicie zniszczyc jej ojca. Teraz Mikaela musi wybrac: odejsc z misternie ulozonym zyciem nienaruszonym, czy poddac sie zakazanej namietnosci, ktora moze dac jej wszystko, o czym kiedykolwiek marzyla... i kosztowac ja wszystko, co znala.
Rozdział 1
Jun 26, 2026
POV Mikaela
Jest specjalny krąg piekła zwany "kończeniem dwudziestu dwóch lat w Le Bernardin, gdy elita Manhattanu ocenia twoją wartość rynkową".
Jestem solenizantką bez życzeń, piosenki czy świeczek.
Tylko oceniające spojrzenia ludzi, którzy wciąż uważają moją dziewictwo za towar wart inwestycji.
Dwadzieścia dwa lata i nigdy nie byłam przeleczona — nie tylko dosłownie, ale i w przenośni. Bo ochrona taty blokowała każdą potencjalną przygodę odkąd tylko pojawił się okres.
Ironia? Prawdopodobnie wiem o seksie więcej niż połowa tych zamężnych dam z wyższych sfer, dzięki Kindle'owi schowanemu w wydrążonym egzemplarzu "Kobiet w ekonomii".
Trzysta dwanaście parnych powieści później, a ja wciąż tkwię w tej gablocie, nietknięta i nieskazitelna jak eksponat, którego nikt nie może dotknąć.
Wtedy go zauważam — mężczyznę, którego jeszcze nigdy nie widziałam na przyjęciach mojego ojca.
Ciemne włosy z odrobiną srebra, linia szczęki ostra jak brzytwa, wystarczy by przeciąć każdy bullshit, obserwuje salę z ledwo skrywaną pogardą.
Jest starszy, może pod czterdziestkę, ale emanuje czymś, czego brakuje tym korporacyjnym zombie: prawdziwą, pierdoloną żywotnością.
Jego oczy spotykają moje dokładnie na trzy uderzenia serca i cząsteczki tlenu między nami spontanicznie eksplodują.
Zanim zdążę przetworzyć, co się właśnie stało, już wstaje, szepcze coś do mojego ojca i rusza do wyjścia z telefonem przy uchu.
Telefon alarmowy czy wygodna ucieczka?
Tak czy inaczej, znika, zostawiając mnie dziwnie bez tchu i aż boleśnie świadomą, jak nudni są wszyscy inni.
"Uśmiechnij się, Mikaela" — matka syczy przez lśniące licówki. "Andersonowie patrzą."
Patrzcie, jak wykonuję swój najlepszy trik: przemiana w Perfekcyjną Córkę™ w 0,5 sekundy.
Oczy ciepłe, lecz nie zapraszające. Uśmiech uprzejmy, ale nie prowokujący. Moja szmaragdowa sukienka (wybrana oczywiście przez mamę) odsłania akurat tyle, by pokazać, że mam ciało, ale nie tyle, by zasugerować, że mogłabym chcieć go używać.
Jestem praktycznie chodzącym prospektem z cyckami — niesamowity potencjał zysku, minimalne ryzyko, zero sprawczości.
"Chryste, te ego są tak wielkie, że powinni im doliczać za dodatkowe miejsca," mruknęła Josie, ledwo poruszając ustami za kieliszkiem. "Sto lat, przy okazji. Jak to jest, gdy twoje urodziny zamieniają się w wydarzenie networkingowe?"
Śmiech poderwał mi się w gardle, który zdusiłam w uprzejmy kaszel.
Josie ratowała mi rozum od czasów szkoły z internatem — jedyny człowiek, który prześwietlał moją perfekcyjną córkę i widział kajdanki pod spodem.
"Pani Wallace, wykonała pani znakomitą pracę z córką," powiedział pan Covington. "Tyle wdzięku, tyle gracji. Już nie robią takich młodych dam."
Poczułam, jak kolejny kawałek mojej duszy się kruszy, podczas gdy matka promieniała. "Dziękuję, Edwardzie. Zawsze wierzyliśmy, że odpowiednie wychowanie jest kluczowe."
Odpowiednie wychowanie.
Jakby moje życie było czymś więcej niż starannie wyreżyserowanym spektaklem, który ma dobrze wyglądać przy imperium Gunthera Wallace'a.
Nigdy nie randkowałam, nigdy nie byłam na szkolnej potańcówce, nigdy nie pracowałam. Byłam ubierana, edukowana i kształtowana w idealny dodatek.
Idealny materiał na dziewicę-żonę.
"Przepraszam," mruknęłam, wstając gwałtownie. "Muszę się odświeżyć."
Restauracyjna łazienka była na szczęście pusta, gdy wpadłam do środka, ściskając marmurowy blat, patrząc w swoje odbicie.
Za mną drzwi trzasnęły.
"Jesteś jakieś trzydzieści sekund od kompletnego załamania w Chanel," ogłosiła Josie.
"Duszno mi," wyszeptałam, głos rozpadł się jak tanie szkło. "Dwadzieścia dwa pierdolone lata i nigdy nie oddychałam niefiltrowanym, niezatwierdzonym powietrzem. Mój prezent urodzinowy? Nawet nie prawdziwe akcje — tylko pieprzone zestawienie funduszu powierniczego z kasą, której nie mogę ruszyć, aż będę praktycznie w menopauzie."
"Słuchaj," Josie pochyliła się, cała w trybie biznesowym. "Jutro wieczorem porywam twój tyłek. Idziemy do prawdziwych klubów, z prawdziwą muzyką i prawdziwymi ludźmi, którzy nie kalkulują rodowodu, zanim spojrzą ci w oczy."
Przez jedną elektryzującą sekundę zobaczyłam to — wolność rozciągającą się przede mną jak dziki, nieodkryty kontynent.
Moja klatka ścisnęła się od pragnienia tak dzikiego, że aż przypominało atak serca.
Potem rzeczywistość walnęła jak designerskie kowadło. Dwie dekady premium tresury zdusiły tę iskrę z przerażającą skutecznością.
"Nie mogę," wyszeptałam, nienawidząc drżenia w głosie, a jeszcze bardziej tej chorej ulgi pod rozczarowaniem. "Pamiętasz ostatni raz? Ochrona? Finansowa gilotyna?"
Palce zbielały mi na marmurze, kości groziły przebiciem skóry.
"Kawa jutro. Gdzieś sterylnie."
Wyraz twarzy Josie się załamał, i oto było to, czego nie mogłam znieść—czyste, pierdolone współczucie. Chwyciła mnie za rękę; pozwoliłam jej, wstyd palący mnie żywcem.
„Jasne, kawa będzie w porządku”, powiedziała łagodnie, co było w jakiś sposób gorsze niż gniew. Rozumiała moją żałosną kapitulację bez osądzania, okazując mi dobroć, na którą nie zasłużyłam.
Kiedy wracamy do stołu, zamieram.
Tajemniczy mężczyzna wrócił, teraz siedzi po prawicy mojego ojca.
Z bliska jest jeszcze bardziej oszałamiający—pewny siebie w sposób, który pochodzi z prawdziwego przeżywania życia, a nie tylko gromadzenia majątku.
„Ah, Mikaela, jesteś wreszcie”, mówi ojciec, zirytowany moją nieobecnością. „Chciałbym, żebyś poznała Caleba O’Briena, mojego starego przyjaciela i wspólnika w interesach. Caleb, to moja córka.”
Więc to on.
Wszystko wskakuje na swoje miejsce, gdy zauważam, jak ojciec klepie Caleba po ramieniu—gest zażyłości rzadko okazywany w jego ściśle kontrolowanym świecie.
Chociaż wyraźnie młodszy od mojego ojca o kilka lat, subtelne linie wokół oczu Caleba świadczą o doświadczeniu, o życiu przeżytym pełniej niż tylko w salach konferencyjnych i przy bilansach.
Boże, jaki on piękny.
Caleb wstał, przewyższając mnie co najmniej o dwadzieścia pięć centymetrów. Wyciągnął rękę, jego głos był niski i pewny siebie.
„Witaj, Mikaelo. Ostatni raz widziałem cię, gdy miałaś dwa kucyki i chowałaś się za nogami matki. Muszę przyznać, że lata między wtedy a teraz były dla ciebie… łaskawe.”
Jego wzrok przesunął się po mnie—nie ordynarnie, ale dokładnie. Jakby katalogował każdy szczegół, każdą zmianę od tamtej dziewczynki z kucykami do tego, kim się stałam.
Przez dokładnie trzy sekundy patrzył na mnie jak mężczyzna na kobietę, która przykuła jego uwagę.
A potem się opanował. Mrugnął. Wrócił do uprzejmego trybu rodzinnego przyjaciela tak płynnie, że prawie wmawiałam sobie, że to wymyśliłam.
Prawie.
Moja dłoń lekko drżała w jego ręku przez ułamek sekundy, a od prostego kontaktu i komplementu ciepło wspinało mi się po szyi.
„Dziękuję”, wyszeptałam.
Ale nie mogłam przestać na niego patrzeć. Przez całą kolację moje oczy wciąż odnajdywały Caleba.
Każdy uśmiech, każda cicha nuta jego śmiechu, każde spojrzenie w moim kierunku sprawiały, że ściskało mnie w piersi w sposób, którego nie znałam. On nie próbował przynależeć—on po prostu był.
„Wychowana jak należy”, mówił pan Hennington. „Prawdziwa dama. Dziewczyna, która zna swoje miejsce w społeczeństwie.”
Czułam, jak uśmiech zastyga mi na twarzy, gdy grzecznie kiwnęłam głową, umierając w środku.
„Jeśli jeszcze jeden facet nazwie cię ‘prawdziwą damą’, ochrzczę go Cabernetem”, szepnął Caleb, usta niebezpiecznie blisko mojego ucha.
Z gardła wyrwał mi się zduszony śmiech—towarzyskie samobójstwo—wywołując u mojej matki zabójcze spojrzenie. Oczy Caleba zmarszczyły się w kącikach, zachwycony moim potknięciem.
Później, w trakcie nieznośnej ciszy przy stole, znów się pochylił. „Te korporacyjne żerowiska—to twój klimat?”
Moje usta zadrgały, wciąż oszołomione jego wcześniejszym buntem. „Tylko wtedy, gdy to ja jestem nagrodą licytowaną na aukcji”, rzuciłam beznamiętnie.
Caleb wybuchnął zaskoczonym, ciepłym śmiechem. Po raz pierwszy ktoś przy tym stole zareagował na mnie jak na coś więcej niż tylko trofeum.
Chwila zawisła między nami—elektryczna, ale krótka.
Gdy ojciec wstał, trzymając kieliszek szampana, wreszcie się rozluźniłam. Toast urodzinowy, rutynowe potwierdzenie mojego istnienia, potem deser i wolność—przynajmniej w tej ograniczonej wersji, jaka była mi dostępna.
„Chciałbym podziękować wszystkim za przybycie na tę wyjątkową okazję”, zaczął ojciec, a jego donośny głos uciszył rozmowy. „Dziś świętujemy nie tylko dwudzieste drugie urodziny mojej córki, ale także doniosłe ogłoszenie.”
Zamarłam, a ulgę zastąpiło zdziwienie.
„Z wielką przyjemnością ogłaszam zaręczyny mojej córki, Mikaeli, z Anthonym Harrisem, spadkobiercą Harris Financial. Nasze rodziny połączą się tej jesieni podczas wydarzenia towarzyskiego sezonu.”
Świat się przechylił.
Zaręczyny? Anthony Harris? Nigdy go nawet nie poznałam.
Kiedy wokół mnie rozległy się oklaski, lekko odwróciłam się w prawo, tam gdzie obok mnie siedział Caleb.
Ta bliskość była nagłą torturą, każda cząsteczka powietrza między nami była naładowana czymś, czego nie umiałam nazwać, ale czułam się jakbym się topiła.
Jego uśmiech zniknął, zastąpiony zaciśniętą szczęką, twardą jak kamień. Tak mocno ściskał kieliszek do wina, że widziałam, jak krew odpływa mu z kostek palców, zostawiając je białe jak kość na tle kryształu.
Coś mrocznego i nieprzebłaganego zamigotało w jego oczach, gdy spojrzał na mojego ojca, jakby widział go po raz pierwszy, zanim ich spojrzenie spotkało się z moim.
Błysk tak szybki, że mogłam go sobie wyobrazić, ale wypalił się przez otępienie wdzierające się do środka jak trucizna.
Wtedy zrozumiałam, że nie jestem tylko córką.
Byłam towarem, który właśnie został sprzedany.

My V-card for Daddy's Friend
45 Rozdziały
45
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101