

Opis
Dwudziestodwuletnia dziewica Mikaela Wallace byla idealna corka przez cale swoje zycie - do momentu, gdy jej ojciec miliarder oglasza jej zareczyny z nieznajomym podczas jej wlasnego przyjecia urodzinowego. Stajac przed wyborem miedzy aranzowanym malzenstwem a calkowita finansowa ruina, Mikaela odkrywa ostateczna forme buntu: wystawienie swojego dziewictwa na aukcje online za prawie pol miliona dolarow. To idealny plan, by kupic swoja wolnosc tym, co Tatus ceni najbardziej. Ale gdy pojawia sie w pokoju hotelowym, tajemniczy kupiec, ktory na nia czeka, nie jest wcale nieznajomym. To jedyna osoba, ktorej zdrada calkowicie zniszczylaby jej ojca. Teraz Mikaela musi wybrac: odejsc z nietknieciem starannie zbudowanym zyciem, albo poddac sie zakazanemu pragnieniu, ktore mogloby dac jej wszystko, czego kiedykolwiek pragnela... i kosztowac wszystko, co kiedykolwiek znala.
Rozdział 1
Mar 30, 2026
POV Mikaela
Istnieje specjalny krąg piekła zwany "obchodzeniem dwudziestych drugich urodzin w Le Bernardin, podczas gdy elita Manhattanu ocenia twoją wartość rynkową."
Jestem solenizantką bez życzeń, bez piosenki, bez świeczek.
Tylko oceniające spojrzenia ludzi, którzy uważają, że moje dziewictwo wciąż jest wartościowym towarem inwestycyjnym.
Dwadzieścia dwa lata i nigdy nie zostałam zerżnięta, i to nie tylko dosłownie, ale też w przenośni. Bo ochroniarze tatusia blokowali każde potencjalne doświadczenie od czasu dojrzewania.
Ironia? Prawdopodobnie wiem więcej o seksie niż połowa tych żonatych bywalczyń salonów, dzięki Kindle'owi ukrytemu w wydrążonym egzemplarzu "Kobiet w ekonomii".
Trzysta dwanaście pikantnych powieści później, wciąż jestem uwięziona w tej gablocie, nietknięta i nieskazitelna jak eksponat kolekcjonerski, którym nikomu nie wolno się bawić.
Wtedy go widzę - mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie spotkałam na przyjęciach ojca.
Ciemne włosy muśnięte srebrem, szczęka dość ostra, by przeciąć każde kłamstwo, obserwuje salę z ledwo skrywaną pogardą.
Jest starszy, może po trzydziestce, ale emanuje czymś, czego brakuje tym korporacyjnym zombie: prawdziwą, kurwa, siłą życiową.
Jego oczy spotykają moje przez dokładnie trzy uderzenia serca, a cząsteczki tlenu między nami spontanicznie się spalają.
Zanim zdążę przetworzyć, co się właśnie stało, on wstaje, szepcze coś do mojego ojca, po czym kroczy w stronę wyjścia z telefonem przy uchu.
Pilny telefon czy wygodna ucieczka?
Tak czy inaczej, zniknął, pozostawiając mnie dziwnie bez tchu i nagle świadomą, jak nudni są wszyscy inni.
"Uśmiechnij się, Mikaela," syczy matka przez swoje licówki. "Andersonowie patrzą."
Obserwujcie mój największy trik: przemianę w Perfekcyjną Córkę™ w 0,5 sekundy.
Spojrzenie ciepłe, ale nie zapraszające. Uśmiech przyjemny, ale nie prowokujący. Moja szmaragdowa sukienka (oczywiście wybrana przez matkę) pokazuje dokładnie tyle skóry, by udowodnić, że ją mam, ale nie na tyle, by sugerować, że mogłabym czerpać z tego przyjemność.
Jestem właściwie chodzącym prospektem z cyckami - niesamowity potencjał zwrotu, minimalne ryzyko, zero sprawczości.
"Chryste, ego tych ludzi jest tak wielkie, że powinni im doliczać za dodatkowe miejsca," mruknęła Josie, ledwo poruszając ustami zza kieliszka. "Swoją drogą, wszystkiego najlepszego. Jak to jest mieć swój wyjątkowy dzień przekształcony w event networkingowy?"
Śmiech podszedł mi do gardła, który zdusiłam w grzeczny kaszel.
Josie ratowała moje zdrowie psychiczne od czasów szkoły przygotowawczej, jedyny człowiek, który potrafił prześwietlić moje bullshity perfekcyjnej córeczki i dostrzec kajdanki pod spodem.
"Pani Wallace, wykonała pani niezwykłą pracę z córką," powiedział pan Covington. "Taka klasa, taki wdzięk. Już nie robią takich młodych dam."
Poczułam, jak moja dusza kruszy się jeszcze bardziej, gdy matka promieniała. "Dziękuję, Edwardzie. Zawsze wierzyliśmy, że właściwe wychowanie jest kluczowe."
Właściwe wychowanie.
Jakby moje życie było czymkolwiek innym niż starannie wyreżyserowanym występem, mającym dobrze świadczyć o imperium Gunthera Wallace'a.
Nigdy nie chodziłam na randki, nigdy nie byłam na szkolnej potańcówce, nigdy nie pracowałam. Zostałam ubrana, wykształcona i uformowana w idealny dodatek.
Idealna kandydatka na żonę-dziewicę.
"Przepraszam," wymamrotałam, gwałtownie wstając. "Muszę się odświeżyć."
Łazienka restauracji była błogo pusta, gdy pchnęłam drzwi, chwytając marmurowy blat i wpatrując się w swoje odbicie.
Za mną drzwi trzasnęły.
"Jesteś około trzydzieści sekund od całkowitego załamania psychicznego w Chanelu," oznajmiła Josie.
"Duszę się," wyszeptałam głosem kruszącym się jak tanie szkło. "Dwadzieścia dwa pieprzone lata i nigdy nie oddychałam niefiltrowanym, niezatwierdzonym powietrzem. Mój prezent urodzinowy? Nawet nie prawdziwe certyfikaty akcji - tylko pieprzone zestawienie funduszu powierniczego z pieniędzmi, których nie mogę tknąć, dopóki praktycznie nie wejdę w menopauzę."
"Słuchaj," Josie nachyliła się, całkowicie poważna. "Jutro w nocy porywam cię. Idziemy do prawdziwych klubów z prawdziwą muzyką i prawdziwymi ludźmi, którzy nie kalkulują rodowodu przed nawiązaniem kontaktu wzrokowego."
Przez jedną elektryzującą sekundę zobaczyłam to - wolność rozciągającą się przede mną jak jakiś dziki, niezmapowany kontynent.
Moja klatka piersiowa ścisnęła się z pragnieniem tak dzikim, że przypominało zawał serca.
Potem rzeczywistość runęła jak designerskie kowadło. Dwie dekady ekskluzywnego warunkowania zmiażdżyły tę iskrę z przerażającą skutecznością.
"Nie mogę," wyszeptałam, nienawidząc drżenia w swoim głosie, nienawidząc jeszcze bardziej chorej ulgi pod moim rozczarowaniem. "Pamiętasz ostatni raz? Ochronę? Finansową gilotynę?"
Moje palce zbielały na marmurze, kości groziły przebiciem skóry.
"Kawa jutro. Gdzieś zdezynfekowanym."
Twarz Josie opadła i oto było to - czego nie mogłam znieść - czyste pieprzone współczucie. Chwyciła moją dłoń; pozwoliłam jej, wstydem spalając się żywcem.
"Jasne, kawa pasuje," powiedziała łagodnie, co było w jakiś sposób gorsze niż złość. Zrozumiała moje żałosne poddanie się bez osądzania, życzliwość, na którą nie zasłużyłam.
Kiedy wracamy do stołu, zamarzam.
Tajemniczy mężczyzna wrócił, teraz siedzi po prawej stronie mojego ojca.
Z bliska jest jeszcze bardziej oszałamiający - pewny siebie w sposób, który wynika z faktycznego życia, a nie tylko gromadzenia bogactwa.
"Ah, Mikaela, jesteś wreszcie," mówi mój ojciec, zirytowany moją nieobecnością. "Chciałbym, żebyś poznała Caleba O'Briena, starego przyjaciela i partnera biznesowego. Caleb, to moja córka."
Więc to jest on.
Wszystko układa się w całość, gdy zauważam rękę ojca poklepującą ramię Caleba - gest zażyłości rzadko okazywany w ściśle kontrolowanym świecie Ojca.
Choć wyraźnie młodszy od mojego ojca o kilka lat, delikatne zmarszczki wokół oczu Caleba mówią o doświadczeniu, o życiu przeżytym w pełni poza salami konferencyjnymi i bilansami.
Boże, jest przepiękny.
Caleb wstał, górując nade mną o co najmniej dwadzieścia pięć centymetrów. Wyciągnął rękę, jego głos niski i pewny.
"Witaj, Mikaela. Ostatnim razem, gdy cię widziałem, nosiłaś warkoczyki i chowałaś się za nogami matki. Muszę przyznać, że lata między tamtym czasem a teraz były... łaskawe."
Jego oczy przesunęły się po mnie - nie ordynarnie, ale dokładnie. Jakby katalogował każdy szczegół, każdą zmianę od tamtej dziewczynki z warkoczykami do tego, kim się stałam.
Przez dokładnie trzy sekundy, patrzył na mnie jak mężczyzna patrzy na kobietę, która przykuła jego uwagę.
Potem się opamiętał. Mrugnął. Wrócił do trybu uprzejmego przyjaciela rodziny tak płynnie, że prawie przekonałam sama siebie, że to sobie wyobraziłam.
Prawie.
Moja dłoń zadrżała w jego przez najkrótszą chwilę, ciepło wspinające się po mojej szyi na ten prosty kontakt i jego komplement.
"Dziękuję," wymamrotałam.
Ale nie mogłam przestać na niego patrzeć. Przez całą kolację moje oczy ciągle wracały do Caleba.
Każdy uśmiech, każdy niski pomruk jego śmiechu, każde spojrzenie w moim kierunku sprawiało, że moja klatka piersiowa zaciskała się w nieznany sposób. On nie starał się przynależeć, po prostu przynależał.
"Została właściwie wychowana," mówił pan Hennington. "Prawdziwa dama. Dziewczyna, która rozumie swoje miejsce w społeczeństwie."
Poczułam, jak mój uśmiech zastyga na twarzy, gdy uprzejmie przytakiwałam, umierając w środku.
"Jeśli jeszcze jeden mężczyzna nazwie cię 'prawdziwą damą', ochrzczę go Cabernet," wymruczał Caleb, jego usta niebezpiecznie blisko mojego ucha.
Zdławiony śmiech wyrwał mi się - społeczne samobójstwo - wywołując laserowe spojrzenie mojej matki. Kąciki oczu Caleba zmarszczyły się, cholernie zachwycony moim potknięciem.
Później, podczas męczącej konwersacyjnej posuchy, znów się nachylił. "Te korporacyjne uczty - to twoja bajka?"
Moje usta drgnęły, wciąż pod wpływem jego wcześniejszego buntu. "Tylko gdy jestem nagrodą wystawioną na aukcję," odpowiedziałam beznamiętnie.
Caleb wybuchnął zaskoczonym śmiechem, szczerym i ciepłym. To był pierwszy raz, gdy ktokolwiek przy stole zareagował na mnie jak na coś więcej niż trofeum.
Chwila zawisła między nami, elektryzująca, ale krótka.
Kiedy Ojciec wstał, z kieliszkiem szampana w dłoni, w końcu się rozluźniłam. Toast urodzinowy, rutynowe uznanie mojego istnienia, potem deser i wolność - przynajmniej ta ograniczona wersja, która była dla mnie dostępna.
"Chciałbym podziękować wszystkim za przybycie na tę wyjątkową okazję," zaczął Ojciec, jego władczy głos uciszając wszystkie rozmowy. "Dziś świętujemy nie tylko dwudzieste drugie urodziny mojej córki, ale także przełomowe ogłoszenie."
Zamarzłam, ulga ustąpiła miejsca dezorientacji.
"Z wielką przyjemnością ogłaszam zaręczyny mojej córki, Mikaeli, z Anthonym Harrisem, dziedzicem Harris Financial. Nasze rodziny połączą się tej jesieni w tym, co obiecuje być wydarzeniem towarzyskim sezonu."
Świat przechylił się na bok.
Zaręczyny? Anthony Harris? Nigdy go nawet nie spotkałam.
Gdy wokół mnie wybuchły oklaski, odwróciłam się lekko w prawo, gdzie siedział obok mnie Caleb.
Bliskość nagle stała się torturą, każda cząsteczka między nami naładowana czymś, czego nie potrafiłam nazwać, ale co przypominało tonięcie.
Jego uśmiech zniknął, zastąpiony szczęką zaciśniętą tak mocno, że mogłaby kruszyć kamienie. Jego uchwyt na kieliszku wina był tak silny, że widziałam krew odpływającą z jego knykci, pozostawiając je kościsto białe na tle kryształu.
Coś mrocznego i bezlitosnego błysnęło w jego oczach, gdy spojrzał na mojego ojca, jakby widział go po raz pierwszy, zanim spotkał moje spojrzenie.
Błysk tak krótki, że mogłam go sobie wyobrazić, ale przeszył odrętwienie rozlewające się we mnie jak trucizna.
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie jestem tylko córką.
Byłam towarem, który właśnie został sprzedany.

My V-card for Daddy's Friend
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101