
Opis
Ostrzezenie: 18+, mocne tresci dla doroslych, zawartosc seksualna. Zajawka: "Nie wierze w Boga, Hailey," wyszeptal, gdy jego silne dlonie objely moje biodra i uniosly mnie z jego kolan, sadzajac na swoim biurku. "Ale... gdybym wierzyl, podziekowalbym mu za to, ze cie stworzyl." Cichy jek wyrwal mi sie z ust, gdy jego dlonie wsunely sie pod moja szkolna spodnice, a palce musnely moja cipke przez majtki. "Damien, jestes moim bratem..." zdolalam wyszeptac posrod przytlaczajacych pragnien. To bylo tak bardzo zle. Wydal z siebie ochryply smiech, pochylajac sie blizej mojego ucha, jego usta musnely moj platek ucha. "Sprostowanie - przyrodni brat." "Ale-" Zanim zdazylam cokolwiek powiedziec, jego dlon szybko wsunela sie pod moje majtki, palce dotknely nagiego, mokrego ciepla i wlasnie kiedy jek mial wydostac sie z moich ust, jego usta gwaltownie spotkaly sie z moimi, tlumiac krzyk bolu i rozkoszy, gdy dwa jego palce wbily sie we mnie dokladnie tak, jak czulam je w moich snach... *** Kiedy zostalam przeciagnieta przez caly kraj do Los Angeles, by zamieszkac z nowym mezem mojej mamy i jego synem, ostatnia rzecza, jakiej sie spodziewalam, bylo to, ze moj nowy brat bedzie dla mnie zakazany. Tym bardziej nie wyobrazalam sobie, ze znajde sie w pokusie tego, co zakazane. Damien Black: grzesznie przystojny, nieodparcie pociagajacy i pozornie pozbawiony ciepla. Emocje nic dla niego nie znaczyly; dziewczyny byly dla niego tylko zabawkami do lozka. I oto pojawil sie moj najwiekszy blad - uwierzylam, ze moge byc dla niego kims wiecej niz tylko zabawka... moze kims wiecej niz kolejnym trofeum w jego kolekcji. Bylam jego brudnym malym sekretem, ktorego nie chcial wypuscic, zaakceptowac, calkowicie zniszczyc ani naprawic. Bylam jego zabawka. Coz... jego ulubiona.
Rozdział 1
Feb 14, 2026
Hailey
– Czy naprawdę musimy się z nimi dziś spotkać, mamo? – jęknęłam, naciągając buty, leżąc na łóżku mamy. To nie buty mnie denerwowały, tylko te niespodziewane spotkania, które mi organizuje.
– Tak, taki jest plan – odpowiedziała, nakładając róż na policzki, zawsze z klasą. – Zanim zaczniesz swoje „czemu mi nie powiedziałaś wcześniej”, wiedziałam, że uciekłabyś do Isli na noc i dzień. Dlatego powiedziałam ci dopiero teraz.
Miała rację. Gdybym miała wybór, wolałabym wylegiwać się u Isli niż iść na to nagłe rodzinne spotkanie. Serio, o co tyle hałasu?
Coby’ego już znałam. Cała ta szopka wydawała się zorganizowana dla tego małego diabła – tak, tak go przezywałam. Syn Cobiego, Damien czy jak mu tam, ma z jedenaście albo dwanaście lat, zgaduję. Byłam zbyt zajęta telefonem, gdy mama o nim wspominała.
Ale tu pojawia się problem – ten nowy brat.
Jeśli będzie tak wkurzający, jak podejrzewałam, pewnie nie wytrzymam i szarpnę go za ucho. Nie miałam pojęcia, jak jest małe, ale powinno wystarczyć.
– Wiesz, że nie przepadam za dzieciakami, prawda? – przewróciłam oczami. Drugie małżeństwo mamy było spoko; Coby zazwyczaj ją uszczęśliwiał, był jedynym – po moim ojcu, na szczęście martwym – który wywoływał uśmiech na jej twarzy.
– Wiem, że nie znosisz dzieciaków – zaśmiała się – ale uwierz mi, jego nie znienawidzisz.
– Oczywiście, że znienawidzę. Rodzeństwo jest okropne – skrzywiłam się – szczególnie młodsze. Widziałam, jak Isla cierpi. Ostatnie, czego chcę, to własny mały demon. Nie mogłaś znaleźć kogoś innego? Kogoś bez dzieci?
– Hailey, spokojnie – zaśmiała się mama, poprawiając włosy, kiedy wstała – wyglądała olśniewająco, zawsze taka była – zawsze piękna i perfekcyjna. – Nie będzie z nim problemu. Damien jest całkiem rozsądny.
– Rozsądny? To jedenastoletnie dziecko, mamo! – spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
Serio, żartuje sobie ze mnie?
Po raz kolejny jej śmiech wypełnił pokój, tym razem podczas spryskiwania się perfumami.
– Dość gadania, załóż to. – Podała mi delikatną bransoletkę. Zawsze pomagała mi się szykować, bo byłam w tym beznadziejna. Gdy sama próbowałam, szafa zamieniała się w pobojowisko – bałaganiara i niechlujna, to cała ja. Szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie to zbytnio. Dziś, przy lekkim chłodzie na zewnątrz, ubrałam prosty beżowy sweter i czarne legginsy, do tego czapkę i masywne buty. Dziękowałam wszystkim bogom, że mama nie wcisnęła mnie w jakieś eleganckie ubranie, bo byłam w tym fatalna.
– To ty wychodzisz za mąż. Czemu ja mam się tak stroić?
– Bo jesteś moją córką.
– To żadna sensowna wymówka.
– Jak najbardziej sensowna. Jeśli ci nie pasuje, znajdź własną – odparła. Zauważywszy, że nie założyłam jeszcze bransoletki, chwyciła mnie za rękę i zapięła ją na moim nadgarstku, po czym spryskała mnie swoimi perfumami.
Ugh, nienawidziłam tego zapachu.
– Mamo, nie! – gwałtownie się odsunęłam, marszcząc nos. – Nie cierpię tego zapachu!
– Ja nienawidzę twoich. Są za słodkie – odparła z grymasem, próbując psiknąć jeszcze raz, ale się odsunęłam.
– Wolę słodkie zapachy. Twoje są za ostre – jęknęłam, sięgając po swoje perfumy na jej toaletce i oblewając się nimi, by zamaskować jej zapach.
– Dobrze, rób jak chcesz – poddała się, zakładając biały płaszcz i chwytając kluczyki do auta. – No chodź, nie możemy się spóźnić.
Odetchnęłam z ulgą, gdy odłożyła swoje perfumy, ale kiedy wychodziła z pokoju, przyszła mi do głowy myśl.
– Czekaj, może powinniśmy kupić czekoladki dla Damiena? – dogoniłam ją. – To przecież dzieciak! Może łatwiej się do nas przekona, jeśli przyniesiemy mu coś takiego.
***
Dotarłyśmy do restauracji, która okazała się lokalem Cobiego, jednym z wielu należących do niego w całym kraju. Poza tym, że był dobrym człowiekiem, mama wyraźnie podkreślała, że Coby jest bogaty. Nie do końca rozumiałam, jakie to ma znaczenie, ale nauczyłam się to mieć na uwadze. Podejrzewałam, że tak podkreślała, bo przez większość naszego życia nie przelewało nam się.
Może chciała mi pokazać, że teraz mogę mieć wszystko, czego zapragnę? Może tak.
Wchodząc do restauracji, Coby stał w holu.
Patrzyłam, jak twarz mamy rozpromienia się szerokim uśmiechem, gdy go dostrzega, a jego wyraz twarzy odbija tę radość, gdy napotykają się ich spojrzenia.
"Hej, kochani," Coby podszedł do nas, jak zawsze nienagannie ubrany w garnitur. Za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, gdy był w tym mieście, właśnie wracał z biznesowych spotkań lub innych oficjalnych zobowiązań. Był zapracowanym człowiekiem i podziwiałam, jak zawsze znajdował czas dla mojej mamy, rozumiejąc, jak bardzo potrzebuje uwagi, by funkcjonować.
Objął moją mamę. "Boże, jak za tobą tęskniłem."
"Ja też za tobą tęskniłam, kochanie."
O rany! Przecież dosłownie widzieli się wczoraj.
Szybko pocałował ją w policzek, po czym odwrócił się, by mnie przytulić. "Hej, Hailey."
"Hej."
"Przysięgam, za każdym razem, gdy ją widzę, wygląda, jakby odmłodniała o rok," zaśmiał się, kradnąc mi kapelusz i przeczesując mi włosy.
"To było obraźliwe, Coby."
"Jesteś urocza, Hailey. Nie mogę się powstrzymać," zaśmiał się, prowadząc nas do środka. Mama, jak to ona, wyciągnęła z torebki grzebień i podała mi go.
"Popraw się."
"To nie ma znaczenia. Twój narzeczony i tak zaraz ci je znowu rozczochra," rzuciłam na tyle głośno, żeby Coby usłyszał, wywołując kolejny jego śmiech. Oczywiście, to był jego zwyczaj, gdy byłam w pobliżu. Traktował mnie jak dziecko, a przecież wcale nim nie byłam.
"Nigdy mnie nie słuchasz, mały łobuzie," westchnęła mama, chowając grzebień z powrotem do torebki, podczas gdy ja przeczesałam włosy palcami.
"Proszę, usiądźcie," Coby odsunął krzesła najpierw mamie, potem mnie.
"A gdzie jest Damien, kochanie?" zapytała mama, kiedy zajęliśmy miejsca.
"Musiał się czymś ważnym zająć, skarbie. Zaraz tu będzie. Wiesz, jaki jest punktualny."
Zaraz, czym może się zajmować dziecko?
Zanim zdążyłam zapytać, zauważyłam, że oczy Coby'ego powędrowały ku wejściu. "Chyba już jest."
Odwróciłam się w stronę drzwi oczekując dzieciaka, na którego czekałam, a zamiast tego wszedł opalony Adonis w szykownym czarnym garniturze. Jego oczy były hipnotyzująco szare, kości policzkowe ostre, nos prosty i wyraźny. Jego opalona cera lśniła w ciepłym świetle, podkreślając rzeźbione rysy i wyrazistą linię szczęki, a usta miał idealnie pełne i różowe.
Wow!
Czy on w ogóle był człowiekiem?
Czemu dawałam się rozpraszać? Przecież miałam poznać tego gówniarza— to znaczy, Damiena. Ten facet, który właśnie wszedł, nie mógł być chłopakiem, którego się spodziewałam. Ale reakcja Coby'ego... Czyżby ten mężczyzna był opiekunem Damiena? Może Coby potrzebował kogoś do opieki nad dzieckiem, skoro sam był wiecznie zajęty.
Tak. To musiał być opiekun.
Ale z drugiej strony, kto zatrudnia tak przystojnego, seksownego, kuszącego faceta do opieki nad dzieckiem? I kto go tak ubiera? W tym momencie... byłam trochę zazdrosna o Damiena, chociaż jeszcze nie poznałam tego małego diabła.
Ku mojemu zaskoczeniu, mężczyzna podszedł do nas, a ja zobaczyłam, jak mama i Coby wstają.
"Hej, Kochanie," mama go przytuliła, a on niepewnie odwzajemnił uścisk. Jego burzowe oczy na chwilę spotkały się z moimi i natychmiast zamarłam na miejscu.
"Hej, Madison," jego ton był pozbawiony ciepła, w przeciwieństwie do zapraszającej twarzy, gdy zajął miejsce naprzeciwko nas, obok Coby'ego.
"Czemu tak długo?" zapytał Coby.
"Spotkanie trochę się przeciągnęło, a potem miałem jeszcze papiery do ogarnięcia. Musiałem to wszystko zamknąć w ciągu godziny," jego ręce powoli sięgnęły po płaszcz, a przez chwilę trudno mi było oddychać.
Kim on był? Wiem, że to brzmi głupio, ale mama jasno powiedziała, że Damien to jedenastoletni syn Coby'ego, którego mam traktować jak starsza siostra.
Teraz jeszcze trudniej było mi oderwać od niego wzrok, gdy zdejmował płaszcz, odkrywając białą koszulę i twarde mięśnie pod nią, kiedy odpiął dwa pierwsze guziki.
O Boże.
Coś było ze mną nie tak. Moje serce... czułam, że zaraz eksploduje.
"Yyy... gdzie jest Damien?" w końcu wyrzuciłam z siebie, próbując zachować spokój.
Coby parsknął śmiechem, potem mama, a na ustach nieznajomego pojawił się lekki uśmiech, a jego oczy błysnęły rozbawieniem, gdy patrzył na mnie.
"Powiedziałam coś zabawnego?"
"Gdzie myślisz, że jest Damien?" zapytała mama, ledwo powstrzymując śmiech.
"W szkole, chyba?"
"Powiedz jej," Coby poklepał nieznajomego po plecach, chichocząc. "Powiedz jej, gdzie jest Damien."
Uśmiech nieznajomego się poszerzył, a moje serce zaczęło walić, dłonie zrobiły się spocone, a wszystkie zmysły wyostrzyły.
"Cóż," zaczął, głos miał gładki jak jedwab, "nie wiem, którego Damiena szukasz, Króliczku, ale mogę cię zapewnić, że ten Damien, o którym wspominała twoja mama, to ja."
O cholera!"

New Brother: His Dirty Little Secret
21 Rozdziały
21
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101