

Opis
Dwustu gosci. Jeden zaginiony pan mlody. I zestaw zdjec, ktore zamienily Odette Marsden z panny mlodej w temat naglowkow gazet. Zniszczyla go, zanim tusz na zaproszeniach slubnych zdazyl wyschnac. Potem zniknela - nowe miasto, nowe nazwisko, pub przy porcie i sekret, przed ktorym nie potrafi uciec. Ale Liam Ashford nie jest czlowiekiem, ktory przestaje szukac. A siostra, ktora trzymala Odette za reke w najgorsza noc jej zycia? Nadal dzwoni. Niektore klamstwa przetrwaja tylko tak dlugo, jak dlugo nikt nie szuka prawdy.
Rozdział 1
May 7, 2026
[Perspektywa Odette]
On nie przyjdzie. Liam nie przyjdzie na własny ślub. Prawda?
Kwartet smyczkowy gra już trzeci raz Kanon Pachelbela, co oznacza, że albo skrzypek stracił rachubę, albo wszechświat tak zrobił. Dwieście twarzy zwraca się w stronę tyłu kościoła jak słoneczniki czekające na słońce, które nie wzejdzie.
Mój bukiet waży mniej więcej tyle, co mały pies. Ściskam go tak mocno, że kłykcie przeszły już przez biały w kolor, o którym nie wiedziałam, że moje dłonie potrafią taki przybrać.
"Pewnie utknął w korku," moja ciotka Marianne szepcze teatralnie z trzeciej ławki, a nikt w tym kościele nie wierzy w korki tak, jak wierzy w wymówki.
Wciąż się uśmiecham, bo uśmiech to ściana nośna tej całej operacji. Siedem minut, a za moim mostkiem zaczęły szczękać drzwi, i jeśli otworzą się tutaj, w tym kościele, nie przeżyję.
"Odette, chodź ze mną, tylko na minutę, proszę." Dłoń Céline na moim łokciu, jej oczy już mokre, głos bardzo się stara nie spanikować.
Pozwalam jej się poprowadzić do pokoju panny młodej, moje nogi działają nawet wtedy, gdy reszta mnie negocjuje na nowo wynajem swojego ciała.
Drzwi zamykają się z cichym kliknięciem, a kwartet gra dalej po drugiej stronie, przytłumiony i uprzejmy. Céline wciąż trzyma moją dłoń, jej ręka drży, moja też. Zwykle kocham naszą wspólną siostrzaną emocjonalność, jest taka naturalna i urocza, nawet jeśli jest adoptowana, ale nie teraz.
"Usiądź, Odette, proszę, usiądź." Jej twarz zrobiła się tak biała, że piegi wyglądają jak narysowane, a ona ściska moje palce, jakby się bała, że odlecę.
Siadam. Suknia rozlewa się wokół mnie, a Céline klęka przede mną.
"Dostałam coś godzinę temu i ciągle miałam nadzieję, że to żart." Teraz już naprawdę płacze, dłoń przyciśnięta do ust. Jej zapłakana twarz zawsze mnie rozklejała, ale teraz jestem zbyt zamarznięta i zdezorientowana, by zareagować. "Odette, tak bardzo mi przykro."
Odwraca telefon w moją stronę, ręce nie są na tyle pewne, by trzymać go prosto. Pierwsze zdjęcie to hotelowy pokój, sądząc po ogólnie luksusowym wyglądzie.
Na zdjęciu jest lampa w kształcie łabędzia i garnitur zwinięty na podłodze—ten granatowy z szarą podszewką, który miał na sobie wczoraj wieczorem, wznosząc toast za mnie, mówiąc, że jestem najlepszym, co go spotkało.
I jest Liam. Gołe ramię, twarz odwrócona w poduszkę, mała czarna plamka na jego ramieniu, którą całowałam tyle razy, że mogłabym ją narysować z zamkniętymi oczami.
Dobrze. Dobrze. To chore, że ktoś zrobił mu zdjęcie, kiedy spał, i czemu jest półnagi, czy przespał nasz ślub? Niedorzeczne, prawda?
"Jest więcej, przykro mi," szepcze Céline, przewija za mnie, bo moja dłoń nie pamięta, jak to się robi. Kolejne zdjęcie, kobiecy tył, linia kręgosłupa, włosy opadające do przodu, więc jej twarz jest tylko plotką.
Między łopatkami, tak mały, że muszę mrużyć oczy, jest tatuaż. Pokój oddala się, kwartet, dywan, lampa—wszystko się cofa, w uszach dzwoni jak czajnik za długo na gazie.
Smak metalu. Ciężar w klatce piersiowej, który znalazł szczelinę między żebrami i tam się zadomowił, a dźwięk próbuje wydostać się z gardła, ale zatrzymuję go za zębami, zanim się wydostanie.
"Odette, popatrz na mnie, proszę, jestem tutaj," mówi Céline, obejmując moje dłonie, jej łzy spadają gorące na moje kłykcie. Jeśli spojrzę na nią naprawdę, rozsypię się, a po drugiej stronie ściany jest dwieście osób.
Jeśli teraz się rozpłaczę, nie przestanę, a jeśli nie przestanę, umrę w tym kościele. Więc robię coś innego—moja twarz nieruchomieje, bo bezruch to kształt, który potrafię utrzymać, a coś za moimi oczami stygnie jak metal zimą.
"Jak dawno temu." Mój głos to nie mój głos. To kobieta zamawiająca Ubera we wtorkowe popołudnie, i to jedyny głos, jaki mi został.
"Co?" Céline mruga na mnie, zdezorientowana, a ja nie potrafię wyjaśnić, bo na wyjaśnienia nie mam tchu.
"Mówiłaś, że godzinę temu—stuknij zdjęcie, sprawdź metadane." Moje ręce zaczynają drżeć i nie mogę tego zatrzymać, więc wkładam je pod uda i siadam na nich.
Jej kciuk przesuwa się po ekranie. "Trzecia czternaście dziś rano, Odette—" i nie kończy, bo nie ma już nic do powiedzenia.
O trzeciej czternaście dziś rano leżałam w naszym łóżku, pisząc mu liścik, by znalazł go na poduszce, gdy się obudzi. Wciąż przypięty pod kubkiem, z trzema sercami narysowanymi fioletowym długopisem, bo lubił fioletowe długopisy.
"Dziękuję," mówię i brzmi to płasko, bo wszystko, co ciepłe we mnie, złożyło się i uciekło w bezpieczniejsze miejsce. "Daj mi minutę."
"Pozwól mi zostać, proszę, pozwól—"
"Minutę , Cel." Kiwa głową, całuje mnie w czoło jak robiła to nasza mama, wychodzi, drzwi zamykają się cicho.
Nie płaczę. Coś w mojej piersi się zapada, coś innego twardnieje, i nie wiem, czy się łamię, czy skamienieję, tylko że robienie rzeczy to jedyne zastępstwo dla czucia, jakie mi zostało.
Wyciągam telefon, Gemma odbiera po drugim sygnale, "Ode, czy ty przypadkiem teraz nie bierzesz ślubu?"
"Mam dla ciebie historię—Liam Ashford, Archer i Cole, przyłapany na zdradzie na kilka godzin przed ceremonią." Mój głos trzy stopy poza moim ciałem. "Zdjęcia, znacznik czasu trzecia czternaście nad ranem."
"Jezu, Ode, kochanie, gdzie jesteś, czy ty—"
"Jego świadek był na wieczorze kawalerskim, Matt Reeve, starszy analityk, piaskowe włosy, sprawdź go przed czwartą." Każde słowo wymawiam wyraźnie, nie dla Gemmy, tylko dlatego, że jest dziennikarką, a dziennikarki cenią precyzję, i bo inaczej po prostu się rozpadnę.
Długa cisza, w tle redakcja, klawiatura, jakiś facet śmieje się z fantasy footballu. "Ode, jesteś— pewna ?"
Nie jestem pewna niczego oprócz znaku na jego ramieniu i kształtu jego barków, gdy śpi, i nie potrafię tego powiedzieć na głos. "Gemma." To całe zdanie, po chwili ona wzdycha, dobra, zajmuję się tym , i rozłącza się.
Wstaję, przechodzę przez apartament, wychodzę małymi drzwiami na żwirowy parking, a światło jest obsceniczne—białe, gorące i zwyczajne, jakby nic się nie stało.
Nikt mnie nie widzi. Dwieście osób patrzy w złą stronę, wciąż obserwując drzwi, które się nie otworzą, a mój samochód zapala od razu, jakby nie miał pojęcia, jaki to dzień.
Londyński ruch puszcza mnie płynnie, jakby przeczytał atmosferę. Nie pamiętam drogi, tylko windę, klucz w naszych drzwiach, ten szczególny sposób, w jaki zacinają się, jeśli nie podniesiesz klamki.
Podnoszę klamkę bez namysłu, bo pamięć mięśniowa odchodzi ostatnia. Mieszkanie pachnie jego wodą kolońską i kawą, którą zrobił o siódmej rano, i to właśnie to—a nie zdjęcia, nie lampa, nie tatuaż—prawie mnie powala.
Uginają mi się kolana. Obejmuję blat tak mocno, że bolą mnie paznokcie, a na kuchennej wyspie stoi kubek z moją szminką na brzegu i jego odciskiem palca na uchu. Wydaję z siebie dźwięk, którego nie rozpoznaję, krótki, połykam resztę.
Jedna torba. Dżinsy, dwa swetry, szczoteczka do zębów, laptop, notes. Podnoszę liścik, który zostawiłam mu wczoraj wieczorem—trzy fioletowe serca, moje zawijaste pismo, kocham cię —i przez cztery pełne sekundy nie mogę zmusić palców, by go puściły.
Puszczam. Zatrzaskuję drzwi, wsiadam do samochodu, przekręcam kluczyk. W sekundzie zanim silnik zaskoczy—plecy tamtej kobiety, mały ciemny kształt między jej łopatkami—coś we mnie przechyla się na bok.
Widziałam już ten kształt. Nie wiem, gdzie, ale już go widziałam, i czuję, że nie spodoba mi się odpowiedź, jeśli ją sobie przypomnę.

Not His Bride
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101