

Opis
Kiedy zamkniety w sobie pianista koncertowy Leo Mercer zostaje przydzielony do mentorowania odwaznej jazzowej cudowni Zoe Washington, ich elektryzujaca chemia wywoluje same niewlasciwe akordy. Nekany przez tragedie, Leo przysiagl, ze juz nigdy nic nie poczuje - dopoki ogien Zoe nie rozpalil na nowo jego pasji. Ale ich rosnaca wiez jest niebezpieczna. Gdy wplywowy wuj Zoe postanawia zniszczyc reputacje Leo, ich romans staje sie skandalem, ktory tylko czeka, by wybuchnac. Uwiezieni miedzy ambicja a pozadaniem, Leo i Zoe musza zaryzykowac wszystko dla milosci, ktora lamie wszystkie zasady. Od potajemnych prob, przez skradzione pocalunki, az po prawdziwa milosc, ktora miala trwac NA ZAWSZE.
Rozdział 1
Jun 19, 2025
PERSPEKTYWA ZOE
Moje palce zawisły nad klawiszami fortepianu, kiedy wzięłam głęboki oddech. Fortepian koncertowy przede mną lśnił w świetle audytorium, jednocześnie zapraszający i przerażający swoją doskonałością. Trzy twarze spoglądały na mnie zza stołu—komisja przesłuchaniowa do najbardziej prestiżowego konserwatorium muzycznego w kraju. Cała moja przyszłość balansowała na ostrzu następnych pięciu minut.
„Kiedy tylko będzie pani gotowa, panno Washington”, powiedziała kobieta pośrodku, a jej okulary w srebrnych oprawkach odbiły światło.
Kiwnęłam głową, próbując zignorować pot spływający po plecach. Utwór, który przygotowałam, wyparował z mojej pamięci. Ale to w porządku. Zawsze najlepiej grałam, gdy odpuszczałam i po prostu... grałam.
Moje palce odnalazły środkowe C i zamknęłam oczy. Pierwsze dźwięki popłynęły nieśmiało, po czym nabrały pewności, gdy poczułam znajomy dreszcz muzyki przepływającej przeze mnie. Nie zagrałam starannie wyćwiczonego Chopina, nad którym pracowałam przez miesiące. Zamiast tego pozwoliłam pojawić się melodii—czemuś nowemu, czemuś mojego autorstwa. Progresje jazzowe mieszały się z klasycznymi wpływami, rytm zmieniał się i ewoluował jak żywy organizm.
Nie wiem, jak długo grałam. Czas zawsze znikał, gdy siedziałam przy fortepianie. Ale kiedy w końcu otworzyłam oczy i oderwałam dłonie od klawiszy, zastała mnie cisza.
Kobieta w srebrnych okularach coś zanotowała. Mężczyzna po jej lewej wyglądał na pod wrażeniem. Trzeci juror, chudy mężczyzna z wiecznym grymasem, lekko kręcił głową.
„Dziękujemy, panno Washington”, powiedziała kobieta. „To było... nieoczekiwane.”
Zebrałam swoje nuty—kartki, na które nawet nie spojrzałam—i skinęłam głową. „Dziękuję za szansę.”
Na korytarzu czekał na mnie wujek Marcus, jego wysoka sylwetka oparta o ścianę z nonszalancją kogoś, kto tu pasuje. Wyprostował się, kiedy mnie zobaczył, unosząc pytająco brwi.
„No i? Jak poszło?”
„Improwizowałam”, powiedziałam, przygotowując się na jego reakcję.
Jego twarz pociemniała. „Co zrobiłaś? Po całej tej pracy nad Chopinem?”
„Wiem, wiem. Ale w tamtej chwili to było właściwe.” Nerwowo bawiłam się teczką z nutami. „Wyglądali na pod wrażeniem. No, dwójka z nich.”
Marcus przetarł twarz dłonią. „Zoe, to nie jest jakiś jam session w klubie jazzowym. To Konserwatorium Westfield. Tu są zasady, tradycje.”
„Ale czy muzyka nie powinna być wyrazem? Przekazywaniem emocji?”
„Zachowaj te filozofie na czas po przyjęciu”, odparł, zerkając na zegarek. „Chodź, obiecałem, że przyprowadzę cię do pokoju nauczycielskiego. Załatwiłem ci natychmiastową opinię.”
Podążyłam za nim marmurowym korytarzem, a moje kroki odbijały się echem. Wujek Marcus poruszał się z autorytetem kogoś, kto prowadzi orkiestry, kogoś, kogo się słucha. Słynny Marcus Washington, którego rekomendacja w ogóle zapewniła mi to przesłuchanie.
„Pamiętaj”, szepnął, gdy podchodziliśmy do drzwi, „bądź wdzięczna za każdą krytykę. Ci ludzie mogą zdecydować o twojej karierze.”
Pokój nauczycielski był cały z ciemnego drewna i skórzanych mebli. Trójka jurorów siedziała w skupieniu na fotelach i spojrzeli na nas, gdy weszliśmy.
„Ach, Marcus”, odezwała się kobieta w srebrnych okularach, wstając, by uścisnąć mu dłoń. „A to musi być twoja siostrzenica. Proszę, usiądźcie.”
Usiadłam na skraju skórzanego fotela, dłonie splecione na kolanach.
„Panno Washington”, zaczął sędzia wyglądający na pod wrażeniem, „ma pani niezwykły, surowy talent. Pani improwizacja pokazała wyjątkową muzyczną intuicję.”
„Ale”, wtrącił się sędzia z grymasem, „pokazała też zasadniczy brak dyscypliny technicznej i przygotowania.”
Kiwnęłam głową, przyjmując krytykę. „Rozumiem.”
„To, co mój kolega ma na myśli”, odezwała się kobieta, „to że pani podejście jest... niekonwencjonalne. Ma pani wyraźny dar, ale potrzebuje on właściwego ukierunkowania.”
Wujek Marcus chrząknął. „Zoe ma solidne podstawy. Prowadzę ją od szóstego roku życia. Jej skłonności jazzowe czasem przyćmiewają klasyczne wykształcenie, które jej zapewniłem.”
Ugryzłam się w język. Tak, to on zaczął mnie uczyć gry na fortepianie, ale moje „skłonności jazzowe” wyrosły mimo jego ciągłego zniechęcania.
„Cóż”, powiedziała kobieta, „zdecydowaliśmy się zaoferować pannie Washington warunkowe przyjęcie.”
Serce mi podskoczyło. „Warunkowe?”
„Potrzebuje pani intensywnej opieki mentorskiej, aby dopracować umiejętności techniczne. Pani naturalne zdolności są wyjątkowe, ale niezdyscyplinowane.”
Wujek Marcus energicznie pokiwał głową. „Oczywiście. Potrzebuje struktury, zasad.”
„Pozwoliłam sobie przydzielić pani opiekuna, który specjalizuje się w takich przypadkach”, dodała, wręczając mi kopertę. „Wszystkie szczegóły są w środku. Gratulacje, panno Washington.”
Spotkanie zakończyło się uściskami dłoni i uprzejmymi uśmiechami. Na korytarzu ściskałam kopertę przy piersi, ledwo wierząc, że to dzieje się naprawdę.
„Miałaś szczęście”, powiedział wujek Marcus, gdy szliśmy w stronę wyjścia. „Ta improwizacja mogła pójść w każdą stronę.”
„Ale się udało”, uśmiechnęłam się szeroko. „Jestem przyjęta!”
„Warunkowo”, przypomniał. „Nie sądź, że to potwierdza twoje... niedbałe podejście. Teraz musisz się wziąć do roboty.”
Przewróciłam oczami, gdy nie patrzył, i wyjęłam telefon. Musiałam powiedzieć komuś, kto naprawdę się ucieszy.
Spotkamy się u Joey’ego za 30 minut? Mam wieści. napisałam do Kaia.
Odpowiedział po sekundzie: Dobre czy złe?
DOBRE. Stawiam drinki.
Kiedy dotarłam do Joey’ego, mojego ulubionego baru niedaleko kampusu, Kai już tam był, jego ciemne loki opadały mu na oczy, gdy machał do mnie z naszego zwykłego boksu w kącie.
„No i?” zapytał, gdy usiadłam naprzeciwko.
„Dostałam się”, powiedziałam, a świadomość tego w końcu do mnie dotarła. „Warunkowe przyjęcie, ale jestem!”
Twarz Kaia rozjaśnił szeroki uśmiech. Zawołał kelnerkę. „Dwa razy to, co zwykle, proszę. Świętujemy!”
Gdy przyniosła nasze drinki, uniósł swój kieliszek. „Za Zoe Washington, przyszłą legendę muzyki.”
Stuknęłam swoim szkłem o jego, a ciepło rozlało się po mnie, nie mając nic wspólnego z alkoholem. Z Kaiem byliśmy od miesięcy w tej dziwnej przestrzeni—więcej niż przyjaciele, ale wciąż nieoficjalnie. Żadne z nas nie chciało tego nazwać, ale w tej chwili cieszyłam się po prostu, że mam kogoś, kto rozumie, co to dla mnie znaczy.
„Dostałaś się!” Kai znów uniósł szklankę. „To kto został twoim opiekunem?”
Wyjęłam kopertę, przeglądając list w środku. Uśmiech zamarł mi na twarzy, gdy przeczytałam nazwisko.
„Leonel Mercer.” Słowa ciężko wybrzmiały w moich ustach.
Kai prawie się zakrztusił drinkiem. „Rzeźnik z Berklee? Jezu, Zoe. On pożre twoją jazzową duszę.”

Offlimits, Professor!
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101