

Opis
Dwudziestodwuletni Neil Davis od siedemnastego roku zycia wielbil mistrza Formuly 1, Raya Vane'a. Zdobycie wymarzonej pracy jako mechanik w zespole Ray'a powinno byc spelnieniem wszystkich jego marzen - az do chwili, gdy przypadkowo staje sie swiadkiem, jak jego idol bierze udzial w dominujacej, intymnej scenie ze swoim menedzerem. Ray Vane, trzydziestotrzyletni kierowca ukrywajacy swoja prawdziwa tozsamosc, nie toleruje niedomowien. Kiedy Neil popelnia katastrofalny blad techniczny, ktory niemal konczy kariere Ray'a, to wlasnie Ray bierze na siebie wine - i razem z nia odbiera Neilowi wolnosc. Cena za milczenie? Calkowite podporzadkowanie. Uwieziony jako osobisty mechanik Ray'a, Neil zostaje wciagniety w swiat psychologicznej dominacji i ukrytych pragnien. Ale Ray to nie jest zwykly Dom - to ten sam czlowiek, ktory lata temu zniszczyl jego brata, Leo, lamiac go tak bardzo, ze Leo do dzis nie potrafi wymowic jego imienia bez nienawisci. Uwieziony miedzy ostrzezeniami brata a wlasnym zakazanym pozadaniem, Neil odkrywa, ze dlug, ktory zaciagnal, mozna splacic tylko w jeden sposob: na kolanach, pod kontrola Ray'a, oddajac wszystko, czym jest, mezczyznie, ktory trzyma w zelaznym uscisku zarowno jego kariere, jak i serce.
Rozdział 1
May 21, 2026
Perspektywa Neila
Pięć lat temu miałem siedemnaście lat i byłem przekonany, że wiem, czego chcę.
Najpierw uderzył mnie ryk—silniki wyły, dźwięk wibrował w mojej piersi i trząsł kośćmi. Potem rozmyte sylwetki motocykli pędzących tak szybko, że ledwo mogłem je śledzić.
Tłum wokół mnie falował, tysiące ludzi na nogach, krzyczących, pełnych elektrycznej energii. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś podobnego.
Zapach palonej gumy i benzyny, żar bijący od toru, czysty chaos tego wszystkiego—tonąłem w tym, i nie chciałem wypływać na powierzchnię.
A wtedy go zobaczyłem.
Ray Vane przekroczył linię mety jako pierwszy, jego motocykl był smugą czerni i srebra. Dwadzieścia osiem lat, a już legenda.
Zwolnił, zatrzymał się i zeskoczył z motocykla z płynną gracją, która sprawiała, że wyglądało to na bezwysiłkowe. Gdy sięgnął i zdjął kask, wstrzymałem oddech.
Gęste, czarne włosy, lekko wilgotne od potu, opadły mu na czoło, zanim odgarnął je w tył w rękawiczce.
Nawet z miejsca, w którym stałem na trybunach, widziałem ostre rysy jego twarzy—mocny podbródek, wysokie kości policzkowe, rodzaj męskiej urody, która nie potrzebuje łagodności, by być powalającą.
Jego kombinezon wyścigowy opinał szerokie ramiona i potężną sylwetkę, ciało ukształtowane przez lata fizycznej dyscypliny. Poruszał się z absolutną pewnością siebie, każdy gest był zamierzony i kontrolowany. Jakby był właścicielem toru. Jakby był właścicielem świata.
Potem obrócił się lekko i dostrzegłem jego oczy: szare, zimne, przeszywające.
Serce uderzyło mi w żebra. Gorąco rozlało się po mnie—pożądanie zmieszane z podziwem, zmieszane z czymś ostrzejszym, bardziej desperackim. Chciałem być bliżej.
Chciałem, żeby na mnie spojrzał. Chciałem istnieć w jego świecie, znaczyć dla niego coś więcej niż tylko kolejną twarz w tłumie.
Miałem siedemnaście lat i byłem całkowicie, beznadziejnie zafascynowany.
— Neil? Neil, kochanie, jesteśmy na miejscu.
Głos mamy sprowadził mnie z powrotem do teraźniejszości. Zamrugałem, wspomnienie rozwiało się, gdy skupiłem wzrok na desce rozdzielczej przede mną. Staliśmy zaparkowani przed siedzibą zespołu. Mój pierwszy dzień.
— Przepraszam — powiedziałem. — Po prostu się zamyśliłem.
— O przystojnych facetach? — zapytała mama, uśmiechając się do mnie z miejsca pasażera. — Może poznasz tam jakichś przystojnych facetów.
Tata roześmiał się za kierownicą. — Jezus, Claire. Daj chłopakowi spokój.
— Co? Tylko mówię, ma dwadzieścia dwa lata i jest singlem. Odrobina romansu w pracy jeszcze nikomu nie zaszkodziła. — Odwróciła się do mnie, oczy jej błyszczały rozbawieniem. — Prawda, kochanie? Nie byłoby miło?
Uśmiechnąłem się mimo siebie. Zawsze tacy byli—wspierający, żartobliwi, zupełnie niezrażeni faktem, że jestem gejem.
Tata dosłownie przybił mi piątkę, kiedy się ujawniłem w wieku szesnastu lat. Mama zapytała, czy mam już chłopaka. Byli takimi rodzicami, których inni queerowi nastolatkowie zazdrościli, i wiedziałem, jakie mam szczęście.
— Jestem tu do pracy, mamo — powiedziałem. — Nie po to, żeby znaleźć chłopaka.
— Możesz robić obie rzeczy — odparła. — Wielozadaniowość to ważna umiejętność.
— Claire — powiedział tata, ale uśmiechał się dalej.
— Dobrze, dobrze. — Sięgnęła do tyłu i uścisnęła moją dłoń. — Jestem z ciebie dumna, wiesz o tym? To naprawdę coś wielkiego.
To naprawdę było coś wielkiego. Formuła 1—marzenie, które ścigałem od siedemnastego roku życia. A teraz tu byłem, miałem przejść przez te drzwi i zacząć pracę w tej samej ekipie co Ray Vane.
Tylko że Leo też powinien tu być.
Ta myśl uderzyła mnie jak zwykle—nagle, ostro, z poczuciem winy. Mój starszy brat, mój najlepszy przyjaciel. Ten, który nauczył mnie wszystkiego o motocyklach.
Mieliśmy to robić razem. Pracować w tej samej drużynie, naprawiać jego motocykl, może zbliżyć się do Raya. Taki był plan.
Ale Leo został wyrzucony z zespołu zaraz po tym, jak przyjąłem pracę.
To mnie nadal dręczyło. Wydawało się czymś więcej niż przypadkiem, ale nie wiedziałem, co o tym myśleć. Wiedziałem tylko, że Leo mi nie wybaczył, że zostałem. Uważał, że wybrałem zespół zamiast niego. Wybrałem Raya zamiast rodziny.
Może miał rację.
— No dobra — odezwał się tata, przerywając ciszę. — Pokaż im, na co cię stać, mały.
Złapałem torbę, pożegnałem się i wysiadłem z samochodu. Siedziba piętrzyła się przede mną, sama stal i szkło, i obietnica. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do środka.
To był mój pierwszy dzień i jeszcze nie udało mi się zamienić z Rayem ani słowa.
Byłem blisko. Wystarczająco blisko, by słyszeć jego głos, patrzeć jak pracuje, wyłapywać jego sylwetkę między spotkaniami, treningami i obowiązkami wobec sponsorów. Ale blisko to nie to samo, co naprawdę z nim porozmawiać.
Za każdym razem, gdy wydawało mi się, że mam szansę, ktoś inny go odciągał—jakiś inżynier z pytaniem, członek zespołu z problemem, sponsor potrzebujący jego uwagi.
Dziś nie było inaczej. Spędziłem poranek w garażu, wykonując diagnostykę jednego z motocykli. Ray przeszedł dwa razy.
Za pierwszym razem rozmawiał przez telefon, jego głos był niski i urywany, rozmawiał o aerodynamice.
Za drugim razem był otoczony przez trzy osoby, wszyscy mówili naraz. Wyglądał na zmęczonego, ale skupionego, jego szare oczy były ostre, gdy słuchał.
Nie zauważył mnie. A jeśli zauważył, to nie dał tego po sobie poznać.
— Nie bierz tego do siebie — powiedział Caleb, jeden z innych mechaników, kiedy przyłapał mnie na gapieniu się. — Ray zawsze taki jest—zawalony robotą po uszy. Ale nie jest przez to dupkiem, wiesz? Po prostu ma dużo na głowie.
— Wiem — odpowiedziałem. — Rozumiem.
I naprawdę rozumiałem. Ray nie sprawiał wrażenia dupka. Nie był nieuprzejmy ani lekceważący czy okrutny, po prostu był zajęty. Ciągle w ruchu, rozrywany na setki stron, zawsze pracujący.
To miało sens—był mistrzem świata, oczywiście że nie miał czasu rozmawiać z każdym mechanikiem zespołu. Ale i tak obserwowałem go z daleka, z nadzieją.
Pod koniec dnia większość zespołu już się rozeszła. Kończyłem ostatnie poprawki, kiedy Caleb podbiegł z korytarza.
— Hej, Ray zostawił swoją torbę ze sprzętem — zawołał do nikogo konkretnego. — Już wyszedł. Ktoś musi mu ją zanieść.
Serce mi przyspieszyło. To była moja szansa.
— Zaniosę — powiedziałem, może aż za szybko.
Caleb wzruszył ramionami i rzucił mi torbę. — Magazyn sprzętu. Pewnie coś jeszcze odbiera zanim wyjdzie.
Złapałem torbę i ruszyłem bocznym korytarzem, puls przyspieszał z każdym krokiem. Może w końcu porozmawiamy, może wreszcie dostanę coś więcej niż przelotne spojrzenie.
Skręciłem za róg w stronę magazynu sprzętu i zastygłem.
Magazyn sprzętu był schowany w zacisznym kącie siedziby, otoczony stosami części zamiennych i maszyn. Cicho. Prywatnie. A tam, pośrodku wszystkiego, stał Ray.
Nie był sam. Jego menedżer klęczał przed nim, ręce miał związane za plecami czymś, co wyglądało na skórzany pasek.
Rozpoznałem go od razu—oczywiście, że tak. Zapamiętałem wszystko o Rayu, nawet ludzi, z którymi pracował, z którymi rozmawiał, którzy krążyli w jego orbicie.
Menedżer nazywał się David. Był po trzydziestce, profesjonalny, zawsze nienaganny. Ale teraz wyglądał na wszystko, tylko nie profesjonalnego.
Ray stał nad nim, tak blisko, że niemal się dotykali. Jego dłoń sięgnęła powoli, z rozmysłem, a kciuk przejechał po dolnej wardze Davida. Dotyk był delikatny, niemal czuły. Potem Ray przycisnął kciuk do ust Davida, a David rozchylił wargi.
Ray wsunął mu kciuk do środka, na język. David zaczął ssać.
Wstrzymałem oddech. Mózg mi się zresetował. Nie mogłem się ruszyć, nie mogłem oderwać wzroku, nie mogłem pojąć, co widzę. To nie było to, czego się spodziewałem. To nie było…
Głos Raya przeciął ciszę, niski i rozkazujący: — Oczy na podłogę.
Wzrok Davida natychmiast opadł.

Owned by the Champion
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101