
Opis
Sameera Bhatt opuszcza Mumbaj, aby zapomniec o wspomnieniach przeszlosci. Szansa spotkania pijanego, nieprzytomnego, ale przystojnego nieznajomego wzbudza w niej cos, czego nie spodziewala sie juz nigdy wiecej poczuc. Przyjmujac wymarzona posade nowej szefowej Dzialu Projektow i Rozwoju w Silvercorp, szybko zostaje uwiklana w nieustanna walke woli z Ryanem Silvertonem, dziedzicem bogactwa Silvercorp, obiektem jej fantazji przez ostatni rok. Co gorsza, mezczyzna nawet nie pamieta o niej! Dla Ryana Silvertona pozbycie sie natretnej kobiety, ktora probuje nim rzadzic, jednoczesnie probujac naprawic balagan, ktory sam spowodowal i odzyskac swoja pozycje jako szef dzialu - pozycje, ktora teraz zajmuje wspomniana natretna kobieta - nie powinno byc zadnym problemem. O ile nie ulegnie niewytlumaczalnemu pragnieniu, by ja bezmyslnie pocalowac. Mimo goracych klotni i niezgod, miedzy tymi dwoma upartymi osobami iskrzy sie inny rodzaj namietnosci, i czasami, ta namietnosc jest po prostu zbyt kuszaca, by jej sie oprzec. Niech sie zacznie gra, zwyciezca bierze wszystko.
Rozdział 1
May 8, 2025
Drzwi windy otworzyły się, odsłaniając ciało oparte o lustrzaną ścianę.
"Czy jest martwy?" Sameera mówiła szeptem, jej oczy skupione na nieprzytomnym mężczyźnie z zafascynowaniem śmiercią. Jego nogi zostały rozpostarte przed nim, głowa opuszczona na ścianę. Jego usta zwisały lekko otwarte, cienka linia śliny spływała z kącika do jego brody. Jasne światło z góry oświetlało bezpośrednio jego odwróconą twarz, a Sam nie mogła nie zauważyć, jak przystojny był, z klasycznie wyrzeźbionymi kośćmi policzkowymi, mocną szczęką i przyjemnie ułożonymi rysami.
"Nie, powinniśmy poczekać na kolejną windę." Yash przewrócił nosem na silny zapach unoszący się z wnętrza windy.
"Czujesz?" Yash wskierzył palcem na śpiącego mężczyznę. "Ten idiota jest pijany i pewnie zasnął w drodze do mieszkania."
Sam wąchała i rzeczywiście, cuchnienie alkoholu i coś, co podejrzanie pachniało jak wymiociny, uderzyło jej w nozdrza.
"Uch, to obrzydliwe."
Mężczyzna jęknął, przesunął głowę na klatkę piersiową, nogami nerwowo drżącymi. Szybko się uspokoił i ponownie zasnął, delikatne chrapanie wypełniając przestrzeń. Był ubrany w czarny garnitur biznesowy, który wydawał się mocnym kontrastem do obecnego obrazu pijanego człowieka.
Prawdopodobnie jakiś młody szpaner, który wypił za dużo po godzinach pracy. Biorąc pod uwagę, że dzisiaj jest dopiero wtorek, a poziom upojenia, który doprowadził do tej chwili, czekał go potworny kac w pracy jutro.
"Chodź," Yash objął ręką jej biceps, odciągając ją. Podniósł czekające obok drzwi walizkę i pokazał Sam, żeby sięgnęła po mniejszy bagaż. "Pójdziemy schodami. Moje mieszkanie jest na siódmym piętrze, więc to nie powinno być zbyt męczące."
Wyczerpana po osiemnastu godzinach samolotu, plus dodatkowe dwie godziny spędzone na nawigowaniu po koszmarze, którym jest system komunikacji miejskiej w Nowym Jorku; nerwy Sama protestowały przeciwko pomysłowi dodatkowego wysiłku. Poza tym, jakim cudem Yash spodziewał się przenieść pięć walizek na siódmym piętrze?
"Poczekaj, Yash!" Chwyciła brzeg drzwi, żeby je zatrzymać przed zamknięciem, i przesunęła swoją walizkę o brzeg. "Skorzystajmy z windy; jestem zbyt zmęczona na schody dziś wieczorem."
"Czy ty na poważnie? Chcesz jechać z nim?" Spojrzał na nią z niedowierzaniem i wskazał palcem na rozłożonego mężczyznę. "Zapomnij o tym. Biorę cię na plecy, a później wrócę po twoje rzeczy."
Był tego pewien. Jako zapalony miłośnik fitnessu, Yash ćwiczył regularnie, a mocne mięśnie ramion i barków, wystające spod koszulki, o tym świadczyły. Prawdopodobnie był w stanie z łatwością zabrać ją i dwie walizki.
Odpowiedział na tym punkcie stawiając walizkę i zbliżając się, ale Sam nie dała się namówić. Odepchnęła się, kładąc rękę na jego piersi, żeby zatrzymać go, jej brązowe oczy ostrzegająco mrygały. "Nawet o tym nie myśl."
"W takim razie przygotuj się na wspinaczkę," skrzyżował ramiona na piersi w uniwersalnym geście męskiej upartości. "Bo nie ma szans, żebyś jechała z nim."
Opanowała chęć przekręcenia oczami, zastanawiając się po raz kolejny, dlaczego zdecydowała się zamieszkać z nim, zamiast znaleźć własne miejsce. Yash był kwintesencją nadopiekuńczego starszego brata, jego upór stale kolidował z jej asertywną naturą.
Wydawało się to dobrym pomysłem w momencie, gdy przyszło jej powiadomić rodziców o opuszczeniu Mumbaju. Z pewnością to złagodziło wiele ich lęków związanych z myślą, że ich ostatnie dziecko i jedyna córka przeprowadza się na inny kontynent, podejmuje nową pracę i zasadniczo zaczyna nowe życie.
Kiedy wspomniała, że praca jest w Nowym Jorku i zamierza zamieszkać u Yasha, Parvati Bhatt od razu wzięła telefon, by przekazać długą listę instrukcji synowi, dotyczących ochrony jego siostry. Dopiero po tym uległa i zmusiła swojego męża do zgody.
Chciałaby, żeby była to jej inny brat, Amir – spokojniejszy z rodzeństwa – u którego mogłaby się zatrzymać, ale niestety mieszkał w Kanadzie.
"Słuchaj," Sam głęboko odetchnęła, starając się wyrzucić irytację i podniosła palec, żeby podkreślić swoje argumenty. "Po pierwsze, on jest nieszkodliwy – śpi, z miłością świętą. Po drugie, musimy znosić smród najwyżej przez dwie minuty. Po trzecie, jeśli spróbuje cokolwiek, zawsze możesz mu ślepić, żeby wrócił do świata śpiących."
Podniosła czwarty palec, przekazując ostatni argument. "Możemy zabrać wszystkie moje rzeczy w jednym kawałku; w końcu będę mogła wziąć prysznic i zdrzemnąć się."
Yash rozważył jej argumenty i westchnął. "Dobrze. Ale stój z dala od niego, jak najdalej, dopóki nie przeniosę reszty twoich rzeczy do środka."
Mrużąc oko na upartą siostrę, wskazał na krzesło naprzeciwko, poczekał, aż siądzie, zanim ruszył po resztę bagaży.
Tym razem Sam naprawdę przewróciła oczami. To było absolutnie absurdalne, ale skoro oznaczało, że odniosła sukces, zgodziła się. Ponadto, usiąść było doskonałym pomysłem, ponieważ jej obolałe nogi westchnęły z ulgą.
Spojrzała z powrotem na mężczyznę, zastanawiając się, kim jest i jaka jest historia za jego przystojną twarzą. Obserwowanie ludzi i poznawanie powodów, dla których się zachowują, było czymś, co lubiła robić w wolnym czasie. Jeszcze na studiach prawie zdecydowała się na psychologię, ale ostatecznie wybrała swoją inną pasję, zarządzanie przedsiębiorstwem.
Ten garnitur nie był tani, a Rolex, który zauważyła na jego prawym nadgarstku, mógłby spokojnie opłacić jej czesne na uniwersytecie kilkadziesiąt razy. Trzeźwy prawdopodobnie był zapatrzonym w siebie milionerem, zadowolonym z nicnierobienia oprócz wydawania pieniędzy tatusia, picia i zabaw z kobietami... albo mężczyznami dla przyjemności.
Yash wrócił, taszcząc resztę bagażu. Rzucił ostatnie spojrzenie na milionerowskiego dzieciaka, wszedł do windy i postawił walizki, wyglądając jakby wciągnął kwas. Sam przeszła, żeby dołączyć do niego, uwolniła drzwi, które ponownie się zamyknęły. Powietrze zdawało się zagęszczać zapachem, resztki posiłku z samolotu groziły powrotem.
"Ach, co za smród." Jej próba żartu została przyjęta mrocznym spojrzeniem.
"Nie możesz narzekać, to ty zabiegałeś o tę zabawę." Yash nacisnął przycisk do ich piętra i odsunął się, prawie wpychając Sama w ścianę.
"Żartowałam." Przekręciła oczami na Yasha. "Serio, musisz się rozluźnić, braciszku."
"Haha. Teraz zamknij się, próbuję nie oddychać."
"Znasz go?" Jej oczy zatrzymały się na śpiącym mężczyźnie. Z bliska zauważyła, że jego włosy nie były dokładnie blond, raczej mieszanką kilku jasnobrązowych odcieni, dłuższe na środku. Z nudów zmierzyła się z pragnieniem poznania koloru jego oczu. Czy będą niebieskie, zielone, czy brązowe, jak jej?
"Tak," niechętne przyznanie sprawiło, że spojrzała na Yasha. "Widziałem go wcześniej. Zazwyczaj spotykam go, kiedy oboje wychodzimy do pracy. Myślałem, że jest porządnym gościem, ale wygląda na to, że się myliłem."

Playing Dirty
61 Rozdziały
61
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101