

Opis
Zycie Sophie Hale bylo uporzadkowanym chaosem zarzadzanym wedlug palety barw, dopoki tragiczna, misyjna technika jej chlopaka w koncu jej nie zlamala. Jedna noc w klubie zmienia wszystko: tajemniczy mezczyzna w masce, ktory wie dokladnie, jak sprawic, by zapomniala wlasne imie, tuz zanim zostaje zmuszona zniknac, zanim zdazy ja schwytac. Teraz ma dwa problemy. Problem pierwszy: ,,Private Room Service" - anonimowy nadawca wiadomosci z klubu, ktory systematycznie przeprogramowuje jej umysl za pomoca psychologicznej wojny pod przykrywka gry wstepnej. On zada jej calkowitej uleglosci, a ona odkrywa, ze byc moze naprawde pragnie mu ja oddac. Problem drugi: Profesor Adrian Lewis - literackie zniszczenie w doskonale skrojonym garniturze, ktory sprawia, ze studenci placza samym swoim istnieniem. Typ akademickiego drapieznika, ktory przenika przez kazda obrone, jaka Sophie budowala przez dwadziescia dwa lata. I nie moze przestac fantazjowac, jakby to bylo poczuc jego dlonie, gdyby kiedykolwiek przestal oceniac prace i zaczal oceniac ja. To, co zaczyna sie od nocnych wiadomosci o charakterze seksualnym i zakazanych marzen, przeradza sie w niebezpieczna gre, w ktorej stawka jest cos wiecej niz tylko orgazmy. Niektorych uzaleznien nie da sie bezkarnie karmic. Niektore fantazje sa zbyt niebezpieczne, by je realizowac. A niektore sekrety maja tendencje do wybuchania w misternie kontrolowanym swiecie.
Rozdział 1
May 15, 2026
[Perspektywa Sophie]
"Ahh..." Dźwięk wyrywa mi się z ust, zanim zdążę go powstrzymać. Jęk. Cichy. Odmierzony. Prawie jak odruch.
Nie dlatego, że coś czuję. Nie dlatego, że tego chcę. Ale dlatego, że powinnam.
Ciężar Ethana przygniata mnie, jego wilgotna klatka piersiowa przylega do mojej, pchnięcia mechaniczne, jakby jego ciało działało na autopilocie. Zawsze zaczyna powoli, jakby myślał, że to do czegoś doprowadzi—nigdy nie doprowadza.
W pokoju jest ciemno, ale mam otwarte oczy, wpatruję się w wentylator sufitowy nad nami, który skrzypi, obracając się powoli w kółko. Próbuję liczyć obroty. Cokolwiek, by się uziemić.
Nie myślę o Ethanie. Myślę o moim wibratorze—tym w kształcie róży, który trzymam ukryty w szufladzie na skarpetki. Myślę o tym, jak to jest, gdy robię to sama.
Gdy mam kontrolę. Gdy nikt nie sapie nade mną jakby odhaczał kolejną zmianę.
Ethan jęczy, nisko i zmęczony, przekłada ciężar. Misjonarz . Zawsze misjonarz. Nawet nie próbuje niczego innego. Znam ten rytm jak własną kieszeń. Rozgrywka rozgrywającego. Przewidywalny. Sama siła, zero finezji.
Kiedyś był złotym chłopakiem naszej szkoły—kurtka z literą, dołeczek w brodzie, dumni rodzice na trybunach. A ja chyba byłam tą mądrą dziewczyną, która dobrze wyglądała u jego boku.
Jesteśmy razem od trzeciej klasy liceum. Wtedy to wystarczało. Być chcianą. Być wybraną. Ale teraz?
Teraz leżę nieruchomo, patrząc bez wyrazu, podczas gdy on robi swoje, już wiedząc, że nie dojdę. Znowu .
Tak jest od lat.
Już od jakiegoś czasu chcę z nim zerwać, ale on jest taki... znajomy. Jego głos, ręce, nawet zapach jego perfum—Axe coś tam, zawsze trochę za mocny.
Nienawidzę zmian. Zawsze tak miałam.
Ale dziś próbuję. Obejmuję jego szczękę, czując zbierający się tam pot. „Kochanie, możesz... trochę mocniej?” szepczę.
Nie odpowiada. Po prostu porusza się dalej jak pieprzony metronom.
„A gdybyśmy…”, poruszam się pod nim, przekręcam biodra, próbuję go nakierować. „Spróbowali od tyłu?”
Zatrzymuje się. Na ułamek sekundy. Potem z lekkim parsknięciem: „Nie. Po co zmieniać coś, co działa?”
Żołądek ściska mi się w supeł. Działa dla kogo ? Zaciskam usta, starając się nie westchnąć. „Jasne. Tak.”
Próbuję uciszyć głos w głowie. Ten, który porównuje go do mężczyzn z książek, które po kryjomu czytam pod kołdrą. Książek, w których dziewczyna jest przyciskana do ściany, szczytuje raz za razem, krzycząc jego imię.
Gdzie kontrola jest bronią, a poddanie trzeba sobie zasłużyć.
Powtarzam sobie, żeby przestać czytać te bzdury. Te mroczne romanse to fantazja. Fikcja. Wręcz niebezpieczne. Ale Boże, przynajmniej coś przy nich czuję.
Kładę dłoń na jego klatce piersiowej, żeby go ustabilizować. Warczy zirytowany. „Znowu co?”
Zawahałam się, zanim w końcu powiedziałam: „A gdybyś mnie... poddusił ?” Zatrzymuje się. Zimny. „Nie mocno,” dodaję szybko, cicho. „Tylko trochę. To taki motyw. Ludzie tak robią, czasem...”
Cisza. Potem jego twarz wykrzywia się w grymasie obrzydzenia.
„Co jest z tobą nie tak?” mówi ostro, wysuwa się ze mnie z mokrym dźwiękiem i zsuwa z mojego ciała, jakbym była trędowata.
Mrugam na niego, oszołomiona. Gorączkowo szukam prześcieradła, zakrywając piersi, chociaż robiliśmy to już setki razy. „Ethan—”
„Serio właśnie zabiłaś klimat,” mówi, sięgając po telefon ze stolika nocnego. „Chcesz być teraz bita w łóżku? Jezu, Soph.”
„Nie powiedziałam ‘bita’,” mamrotam. „To... To tylko taki fetysz, wiesz. To nie tak, że—”
„O, to teraz lubisz odjechane akcje?” przerywa mi, wstając. „Co, mam cię jeszcze bić po twarzy? Napluć ci do buzi? Może mam cię nazwać pieprzoną dziwką od razu?”
Wyobrażenie sobie, że Ethan naprawdę by to zrobił, sprawiło, że właśnie zrobiło mi się mokro. Cholera.
„Nie o to mi chodziło,” szepczę, kurcząc się w sobie. Policzki mi płoną.
„Boże, dlatego nie oglądam z tobą pornoli,” rzuca, zaczyna chodzić po pokoju. „Nakładasz sobie do głowy takie rzeczy z TikToka albo jakiejś tandetnej erotyki, którą myślisz, że nie wiem, że czytasz, i nagle mam cię co— dominować ?”
„Po prostu…” ściskam prześcieradło mocniej. „Rzadko ostatnio dochodzę, Ethan. Myślałam, że może—”
„Wow.” Odwraca się do mnie. „Czyli to teraz moja wina?”
„Nie! Ja nie—”
„Masz problemy,” warczy. „Może powinnaś się zastanowić, dlaczego w ogóle cię to kręci.”
Te słowa uderzają jak kubeł zimnej wody. Siedzę naga, odsłonięta, patrząc jak zbiera z podłogi bokserki. Odwrócony do mnie plecami, cały spięty, z urażoną dumą.
„Nie kręci mnie nic,” mówię ledwo słyszalnym głosem. „Po prostu próbuję się dowiedzieć, czemu nic nie czuję.”
Zastygł w pół kroku, a jego głos staje się niebezpiecznie cichy. „Nic?”
Powinnam się wycofać. Przeprosić. Załagodzić sytuację, jak zawsze. Ale coś we mnie pęka.
„Nic,” powtarzam, tym razem głośniej. „Trzy lata, Ethan. Ostatnie trzy pieprzone lata udawania, bo ani razu nie zapytałeś, czy mi się podoba.”
Odwraca się powoli. Jego twarz to burza. „Czyli cały czas mnie okłamywałaś?”
„A ty siebie nie oszukiwałeś?” rzucam, zaskakując nas oboje. „Naprawdę myślałeś, że te teatralne jęki są prawdziwe? Że dochodziłam za każdym razem dokładnie po dwóch minutach jak w zegarku?”
Napina szczękę. „Zachowujesz się jak suka.”
„Nie, jestem po prostu szczera. Wreszcie.” Wstaję, nadal trzymając prześcieradło. „Wiesz, o czym myślę, kiedy uprawiamy seks?”
Nie odpowiada.
„O liście zakupów. O pracy z socjologii na poniedziałek. O tym, czy wyłączyłam prostownicę.” Mój głos nabiera siły. „Dosłownie o wszystkim, tylko nie o tobie!”
„Pierdol się, Sophie.”
„Już to zrobiłeś. Jak zwykle kiepsko.”
Cisza między nami rozciąga się jak przepaść. Patrzy na mnie, jakbym wyrosła mi druga głowa. Jakby przez te wszystkie lata potulna i miła dziewczyna właśnie pokazała kły.
„Wiesz co?” mówi, zakładając dżinsy. „Masz rację. To jest pojebane. My jesteśmy pojebani.”
„Wreszcie w czymś się zgadzamy.”
Chwyta klucze z mojej komody, ruchy ostre i wściekłe. „Nie dzwoń do mnie.”
„Nie miałam takiego zamiaru.”
Drzwi trzaskają tak mocno, że aż zatrzęsły się ramki na zdjęcia.

Please Harder, Professor
300 Rozdziały
300
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101