
Opis
"Nie spodziewalem sie, ze cie rozmnoze, mala dziewczynko" - powiedzial, jego glos bez emocji, ale jego oczy plonely zadza. "Bylas tylko zabawka, ktora uzywalem, dopoki sie nie znudzilem, ale nie pozwole, zeby jakiekolwiek moje dziecko dorastalo jako bekart". Moje serce stanelo w gardle na widok takiej okrutnosci, bezwzglednosci jego slow. Czy takim tylko bylo dla niego znaczenie, jakie mialam? Mloda niewinna kobieta i starszy, bezwzgledny szef mafii, ktory nie moze sie jej nacieszyc. Kiedy cyniczny, znuzony szef mafii, Lucien Delano, spotyka osiemnastoletnia Proserpine Martinez, ona zakochuje sie w nim, nie zdajac sobie sprawy, ze jest dla niego tylko zabawka. Kiedy w koncu pojmie rzeczywistosc, bedzie juz za pozno. W ciazy i sama, odwazna mloda kobieta podejmuje decyzje, ktora zaskakuje Dona. Ucieka. Ale Don nigdy nie byl zostawiany przez kobiete. To on zostawia je. Zdenerwowany, postanawia ich odzyskac. Co sie stanie dalej? Przeczytaj, zeby dowiedziec sie, jak burzliwi, namietni kochankowie walcza ze swoimi emocjami i samymi soba.
Rozdział 1
Apr 27, 2026
Dwa lata temu...
'Hej, dzieciaku,' powiedział głos z drugiej strony pokoju w hostelu, tonem, który zawsze mnie drażnił.
Westchnęłam, odwracając się, by spojrzeć na moją współlokatorkę, Marianne Weston. Blondynka o figurze modelki, wysoka i smukła, która nienawidziła mnie bez powodu, którego mogłabym się domyślić.
Może dlatego, że byłam tak różna od niej, pochodzę z małego miasteczka i nie jestem zamożna, może?
Jak zawsze, leżała na swoim łóżku, wyglądając jak milion dolarów, z papierosem zwisającym z perfekcyjnie wypielęgnowanej ręki.
*
Dobrze, pozwólcie, że się przedstawię; jestem Proserpina Martinez, z małego miasteczka o nazwie Annabel's Run i musiałam dosłownie drapać się, by zdobyć stypendium na jedną z najlepszych uczelni w sąsiednim wielkim mieście Charlesville.
Rodzice mojej współlokatorki byli bogaci, co jest niedopowiedzeniem. Obsypują swoją piękną, rozpieszczoną córkę absurdalnie drogimi prezentami, które wyrzuca jak zużyty papier.
W przeciwieństwie do bezwstydnie szczęśliwej panny Weston, nigdy nie widziałam mojego ojca i nie wiem, kim był; moja matka zniknęła z mojego życia, gdy miałam trzy lata. Poszła na randkę z kierowcą ciężarówki, obiecując wrócić za kilka godzin. Nigdy nie wróciła.
Jedyne mądre rozwiązanie, jakie zrobiła, to zostawić mnie ze swoją siostrą, moją ciocią Beth, zanim zniknęła. Mój wujek, Stan Lawford, filar społeczeństwa, nigdy nie pozwalał mi zapomnieć, jakim ciężarem dla niego jestem i jego sześcioosobowej rodziny oraz jak mam szczęście, że mam dach nad głową i jedzenie na talerzu. Przytłoczona poczuciem winy, starałam się przypodobać, biorąc na siebie większość obowiązków domowych i wkrótce zarządzałam gotowaniem, ponieważ ciocia Beth miała dużą rodzinę, z nowym dzieckiem prawie co roku.
Nie byłam zbyt hojnie obdarzona urodą; niska i zaokrąglona, za bardzo biuściasta, jak zwykła wzdychać moja ciocia, a z moimi ciemnokasztanowymi włosami wiedziałam, że nie jestem pięknością. Moje usta były zbyt pełne, a brązowe oczy zbyt duże...
Pracując na różne sposoby, jako kelnerka, opiekunka do dzieci, cokolwiek mogłam robić, zarobiłam na bilet Greyhound, kiedy byłam pewna swojego stypendium.
Uciekłam z kieszonkowego miasteczka Annabel's Run po liceum, z stypendium, co nie mniej, co wprawiło mojego zgorzkniałego wujka w osłupienie. Kiedy dziewczyny w moim wieku chodziły na randki lub śmiały się ze swoimi sympatiami, ja kułam w bibliotece lub szorowałam garnki w restauracji, w której pracowałam wieczorami po szkole. Miałam wielkie marzenia, by dostać się do pracy; moje dziecięce marzenie polegało na odnalezieniu mojej matki, a może i ojca...?
Ale z wiekiem przychodzi dojrzałość i wkrótce zrozumiałam, że żadne z nich nigdy nie wróci.
*
Więc wyruszyłam z moimi skromnymi pieniędzmi i gotówką, którą ciocia Beth potajemnie wcisnęła mi w ręce, pełna marzeń.
Ale rzeczywistość w wielkim mieście była o wiele gorsza, niż się spodziewałam.
Moja współlokatorka, Marianne, mnie nienawidziła. Ciągle robiła złośliwe uwagi, chociaż starałam się być miła, kiedy przydzielono mi pokój z nią w akademiku na uczelni, chętna, by wtopić się w ten nowy świat i nawiązać przyjaźnie. Nienawidziła, że wolałam się uczyć, co uniemożliwiało jej sprowadzanie swoich chłopaków i spędzanie z nimi nocy. Teraz skulona na swoim łóżku, czytam, starając się ignorować jej złośliwe spojrzenia.
Nie pasowałam również do innych studentów; z moją dość ograniczoną i starą garderobą, często byłam obiektem złośliwych żartów, choć na ogół je ignorowałam. Po latach życia w drwinach można się do tego przyzwyczaić.
Jednak ciągłe kpiny mojej współlokatorki bolały. Byłam rozpaczliwie samotna i bez przyjaciół, z którymi mogłabym wyjść, czułam się nieszczęśliwa.
Tak było przez cały zeszły miesiąc, ale tego wieczoru spojrzała na mnie, błysk w jej pięknych niebieskich oczach.
'Chcesz wyjść z nami dziś wieczorem, Martinez?' wyciągnęła w swoim teksaskim akcencie.
Usiadłam, opadając szczęka z szoku.
Później miałam sobie wyrzucać, że nie podejrzewałam czegoś. Powinnam była zgadnąć, że nie ma dobrych intencji, ale wtedy byłam po prostu zbyt szczęśliwa, że mnie zaakceptowała, bo byłam samotna i po prostu nie pasowałam.
'Tak,' powiedziałam z entuzjazmem i zobaczyłam diabelską radość na jej twarzy, którą szybko ukryła. To powinno mnie ostrzec, ale byłam zbyt szczęśliwa.
'To ubierzmy cię,' powiedziała, z chytrym uśmiechem na twarzy, jej oczy przesuwające się lekceważąco po mojej pulchnej sylwetce.
'Umm...dokąd idziemy?' zapytałam cicho, czy mam jakieś ubrania porównywalne do wystawnej garderoby tej teksaskiej dziewczyny.
Wzruszyła ramionami i powiedziała tajemniczo: 'Gdzieś, gdzie nigdy nie byłaś, kochanie.'
*
Siedem godzin później stałyśmy przed dużym budynkiem, mrocznym i posępnym, niemal ukrytym w zaułku.
Kiedy stałyśmy przed dużymi drzwiami, zadrżałam. To tylko zimno, powiedziałam sobie, ale byłam przerażona. Uczucie niepokoju przenikało moje ciało i nie mogłam pozbyć się niepokoju, który towarzyszył mi przez cały wieczór.
Moja sukienka, czy raczej to, co z niej było, była koronkową czerwoną rzeczą, która ledwo zakrywała moje pełne piersi i oblepiała moje szerokie biodra lubieżnie. Sięgała moich kolan, ale to dlatego, że należała do Marianne, która była o wiele wyższa i szczuplejsza niż ja. W rzeczywistości musiałam się w nią wcisnąć! Marianne zrobiła mi makijaż oczu, a przydymiony wygląd sprawił, że wyglądałam jak zupełnie inna osoba, ktoś, kto obiecuje wiele... Co do moich ust, pomalowała je na czerwono, miękką, zmysłową czerwienią i zadrżałam. Gdyby wujek Stan mnie zobaczył, padłby trupem z oburzenia, pomyślałam, powstrzymując histeryczny chichot.
Przełykając ślinę, zapytałam cicho, przesuwając się z nogi na nogę, balansując chwiejnie na wysokich obcasach,
'Ummm...gdzie my jesteśmy, Marianne?'
'Zamknij się,' syknęła, podchodząc do drzwi i stukając w masywny kołatkę.
Drzwi otworzyły się, a mężczyzna z napompowanymi mięśniami i żelowanymi czarnymi włosami, zmarszczył brwi na nas, jego spojrzenie złagodniało, gdy spojrzał na Marianne.
'Mamy przepustkę,' zamruczała, a on mrugnął, zanim skinął głową, jego małe oczy przemykające po jej wyciągniętej ręce. Jego pożądliwe oczy przesunęły się po mnie i skuliłam się, nienawidząc jego spojrzenia; sprawiało, że czułam się niekomfortowo, ale poszłam naprzód, posłusznie podążając za Marianne do środka, gdy drzwi zamknęły się za nami, odcinając świat.

Possession of the Mafia Don
154 Rozdziały
154
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101