
Opis
Jestem Melody, corka drugiego najsilniejszego Alfy w tej czesci swiata. Jestem plama na idealnym wizerunku mojego ojca tylko dlatego, ze urodzilam sie bez wilka, a przynajmniej tak wszyscy mysleli. Moj ojciec nie mogl sie doczekac, zeby sie mnie pozbyc, a okazja nadarzyla sie w dniu, w ktorym mial zostac koronowany na wicehrabiego. Obudzilam sie w lozku z nieznajomym, a pozniej zaszlam w ciaze. Zostalam wyrzucona z domu i wygnana przez ojca. Piec lat pozniej wrocilam do swojej watahy z dwojka szczeniat, tylko po to, by odkryc, ze sa wierna kopia Krola Alf; mojego partnera, ktory mnie odrzucil. Czy to on byl tym okrutnym mezczyzna, ktory wykorzystal mnie tamtej nocy?
Rozdział 1
Apr 2, 2026
Melody
Rozkoszowałam się radością tej chwili, gdy odkryłam, że mój wieloletni zauroczenie, książę królestwa Mallory, jest moim przeznaczonym partnerem.
Nie mogłam się doczekać, by mu o tym powiedzieć.
Biegłam godzinami, od watahy mojego ojca aż do pałacu; tylko po to, by przekazać tę wiadomość mojemu rzekomemu partnerowi.
Derek często mnie unikał za każdym razem, gdy próbowałam z nim porozmawiać. Nie wiem dlaczego, ale wydaje się, że mnie nienawidzi.
Moja nastoletnia głowa była przepełniona tą nowiną, przez co nie pomyślałam nawet, co się stanie, jeśli mu o tym powiem. Byłam bardzo szczęśliwa. Myślałam, że więź przeznaczenia po prostu sprawi, że mnie pokocha, niezależnie od tego, co czuł wcześniej.
Dotarłam do pałacu, dysząc jak pies. Pozwolono mi wejść, bo to nie był pierwszy raz, gdy odwiedzałam księżniczkę.
Ale tym razem, zamiast do komnaty księżniczki, poszłam prosto do komnaty księcia. Rumieniłam się jak głupia, gdy otwierałam drzwi, dokładnie tak jak wtedy, gdy towarzyszyłam Sophii.
Podniósł lekko głowę, ale odwrócił wzrok, gdy tylko mnie zobaczył.
„Czego chcesz? Powiedz Sophii, że jestem zbyt zajęty, nie chcę, aby mi przeszkadzano.”
Jego głos był szorstki; sprawił, że miałam ochotę wycofać się i nie mówić mu niczego, ale ekscytacja wzięła górę. Zebrałam w sobie tyle odwagi, ile tylko mogłam i postanowiłam mu powiedzieć.
„Nie przyszłam do Sophii.”
„Więc?” Nie mógł się doczekać, aż mnie wyrzuci.
„Przyszłam ci coś powiedzieć.”
„Mów!” Brzmiał niecierpliwie; jakby nie mógł się doczekać, żeby mnie pozbyć. Jakby moja obecność była dla niego trucizną.
„Ja... My... Ja... Czy wiesz...”
„Wyjdź, dopóki nie masz do powiedzenia czegoś sensownego?”
Nie. Pokręciłam głową. Muszę mu powiedzieć.
„Czy wiesz, że my... Że jestem twoją partnerką? Twoją przeznaczoną partnerką.” Głupio podkreśliłam, jakby nie zrozumiał, dopóki tego nie dodam.
Wyraz jego twarzy mówił mi, że już wiedział.
„No i?” Jego chłodna odpowiedź potwierdziła moje przypuszczenia. Już wiedział.
„Myślałam... Chciałam...”
Głos ugrzązł mi w gardle, gdy nagle przygwoździł mnie do ściany. Derek zawarczał i chwycił mnie za szyję.
„Powiedziałaś komuś?” Wydychał mi prosto w twarz.
Nie mogłam mówić, bo ściskał mi szyję. Mogłam jedynie pokręcić głową.
„Komu jeszcze powiedziałaś?! Odpowiedz mi!”
Zorientował się, że nie mogę odpowiedzieć, bo ściskał mnie za mocno za szyję.
„Mów, zanim oderwę ci głowę od ciała!”
„Nie... nikomu... nie powiedziałam.” Udało mi się wycharczeć te słowa.
„Lepiej. A teraz wynoś się! Nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy!”
„Ja... ja jestem twoją partnerką.” Głupio powtórzyłam, jakby to miało coś zmienić.
„Nie chcę na partnerkę takiej bezkręgosłupowej, tchórzliwej, bezwilczej owcy jak ty!”
„Ale...” Zająknęłam się, nie mogąc wypowiedzieć słowa pod jego spojrzeniem.
Nie zdążyłam wypowiedzieć słów, które miałam na końcu języka, zanim chwycił mnie za ramię i przyciągnął do swojej szerokiej piersi. Pochylił się do mojego ucha, by szeptać dostatecznie głośno, żebym usłyszała.
Jego zimny głos przeszył mnie dreszczem, gdy powiedział: „Ja, Derek Marvin, odrzucam cię jako moją partnerkę!”
Nie czekając na moją odpowiedź. Wyrzucił mnie za drzwi.
Nogi mi się ugięły i upadłam na podłogę za drzwiami jego gabinetu. Zaszkliły mi się oczy, ale nie zamierzałam dawać mu satysfakcji.
Nazwął mnie bezkręgowcem.
Podniosłam się z ziemi i opuściłam pałac. Moje kroki stawały się coraz cięższe, gdy wracałam do watahy mojego ojca; przypominały mi, jak długą drogę przeszłam.
Słowa Dereka przeszywały mnie jak noże. Cięły i raniły bezlitośnie całe moje ciało.
Nie wiedziałam, jak daleko zaszłam w tak krótkim czasie, dopóki nie szłam przez bezkresną aleję. Wydaje się, że niebo także postanowiło mnie ukarać za moją głupotę, bo nagle lunął deszcz.
O czym ja w ogóle myślałam?
Czy oczekiwałam, że Derek rzuci się na mnie i pocałuje mnie, gdy tylko powiem mu, że jestem jego partnerką?
On mnie nienawidzi i nigdy nie przestaje mi tego okazywać.
Jak mogłam myśleć, że przyjmie mnie z otwartymi ramionami?
Głupia! To słowo pasuje do mnie zbyt dobrze.
Wróciłam do domu i pozwoliłam, by deszcz mnie przemoczył. Przynajmniej wyświadczył mi przysługę, zmywając moje łzy.
Mogłam wypłakać całe swoje serce.
Tam, w deszczu, złożyłam przysięgę, że nigdy więcej nie będę słaba ani tchórzliwa. Już nigdy nie będę tą bezkręgową dziewczyną.
Od teraz już nigdy nie będę taka sama!
~~~~~~~~~~
Kilka dni po moich dziewiętnastych urodzinach zostałam wezwana do gabinetu ojca. Musiał mieć coś ważnego do powiedzenia, inaczej by mnie nie wezwał.
Wszyscy już czekali, gdy dotarłam.
„Dzień dobry, ojcze,” starałam się brzmieć spokojnie.
Moje serce waliło jak szalone. Chociaż wiedziałam, że niczego nie zrobiłam źle, nie mogłam powstrzymać strachu.
— Spóźniłaś się! — warknął ojciec. Jego oczy przeszywały mnie wzrokiem niczym sztylety.
— Przepraszam, ojcze, zaspałam.
To była jedyna wymówka, jaką zdołałam wymyślić. Nie stać mnie na gniew ojca, a patrząc na wyraz jego twarzy, mogę spodziewać się czegoś więcej niż tylko jego gniewnego pokazu.
— Ojcze, przejdźmy do rzeczy — ponaglił Malfoy.
Malfoy to mój młodszy brat i chociaż jestem od niego o dwa lata starsza, wygląda na większego z szerokimi ramionami i niesamowitą sylwetką.
— Tak, ojcze — dodał mój starszy brat, Malcolm.
Ci dwaj to ulubieńcy ojca. Przystojne twarze, idealne ciała i wzrost, a do tego wilk. Cechy, których mi brak.
— Chodzi o nadchodzące wydarzenie mojej koronacji — zaczął ojciec, przypominając, że ma zostać mianowany wicehrabią królestwa Mallory. — Chcę, żeby wszystko było w idealnym porządku. Masz zachowywać się wzorowo. Nie przynieś mi wstydu.
Te słowa skierowane były do mnie. Wiem o tym, bo ojciec patrzył na mnie, mówiąc.
— Czy to jasne?! — grzmotnął ojciec, przywracając mnie do rzeczywistości.
— Ta... Tak, ojcze! — przytaknęłam żarliwie.
Zastanawiam się, dlaczego moje serce bije tak mocno. Jestem pewna, że wszyscy słyszą, jak szybko wali.
— Król i cała jego rodzina, a także inni ważni goście, będą tutaj — ojciec stał teraz tuż przede mną. — Nie będę tolerował żadnego niewłaściwego zachowania ani niezdarności.
Wiedziałam, że mówi do mnie. Nie musiał stawać przede mną. Teraz byłam przerażona do granic możliwości.
— Przyjęte, ojcze — Malfoy przyszedł mi z pomocą.
Chwycił moją już spoconą dłoń i ścisnął ją, przekazując mi odrobinę ciepła.
Poczułam się trochę spokojniejsza i zdołałam odpowiedzieć ojcu.
— Przyjęte, ojcze — powtórzyłam.
— Dobrze, teraz wyjdź — wzdrygnęłam się na głos ojca. Nie czekałam na powtórzenie polecenia.
Gdy tylko wyszłam, zostawiając inteligentnych ludzi, by omawiali koronację. Ojciec miał mi tylko przekazać ostrzeżenie. Nie byłam częścią zespołu. Nie wolno mi było planować ani przygotowywać się z nimi.
Taki przywilej mają ci, którzy mają wilka, jak sądzę.
Nie mam tego luksusu, bo jestem bezwilcza.
Cieszyłam się, że wyszłam. Mogłam w końcu odetchnąć, gdy tylko znalazłam się na zewnątrz. Wracając do swojego pokoju, w głowie odtwarzałam wszystkie ojcowskie przestrogi.
Wolałabym nie brać udziału w uroczystości niż stać się powodem do wstydu.
Następnego dnia była koronacja ojca. Zauważyłam, że już przybyło wielu gości. Wszyscy byli zajęci, tylko ja nie miałam nic do roboty.
Wróciłam do swojego pokoju i postanowiłam się przespać, ale wiedziałam, że to tylko ściągnie na mnie gniew ojca. Natychmiast poszłam się wykąpać, by przygotować się na bankiet.
Wkrótce nadszedł czas koronacji. Wlekłam się do sali bankietowej wbrew własnej woli, bo musieliśmy powitać królewską świtę.
Książę podszedł do nas z kilkorgiem innych za sobą, w tym z Sophią.
— Witajcie, wasze książęce mości — dygnęłam.
— Melody! — Sophia mnie przytuliła, nie zważając na swój wizerunek. — Tak długo się nie widziałyśmy.
— Savoir-vivre, Sophia! — Książę szepnął, choć brzmiało to jak wykrzyknięte szeptem.
Jego niechęć do mnie była widoczna na twarzy. Zastanawiam się, co zrobiłam, by tak mnie nienawidził.
Chociaż chciałabym go unikać, nie mogłam tego zrobić. Musimy powitać naszych gości, tego wymaga uprzejmość.
Koronacja przebiegła pomyślnie i udało mi się zachować spokój. Nie zepsułam uroczystości i za to byłam wdzięczna.
Wstałam, żeby wrócić do swojego pokoju. Nie dlatego, że ktoś zauważy moją nieobecność.
Poza tym wypiłam trochę za dużo, dzięki Malcolmowi i Malfoyowi.
Chcieli, żebym się dobrze bawiła i rzeczywiście tak było, dopóki przed oczami nie stanęła mi twarz Dereka. Był przyjacielem Malcolma, więc naturalne było, że razem z nim dzielił wino.
Postanowiłam przespacerować się po ogrodzie, by oczyścić umysł.
Już nie zależy mi na księciu. Moje głupie zauroczenie nim zmyło się podczas tamtego deszczowego wieczoru, dwa lata temu. Ale zastanawiam się, dlaczego czuję się nieswojo, widząc te młode damy zachwycone jego osobą.
Już mi przeszło! Naprawdę mi przeszło — powtarzałam sobie, by przekonać własne serce.
Miałam zamglony wzrok, kiedy wstałam, żeby iść. Udało mi się utrzymać postawę damy, wracając do swojego pokoju.
Szeroko się uśmiechałam, szczęśliwa, że dziś nie przyniosłam ojcu wstydu. Może jutro dostanę od niego poklepanie po głowie.
Kiedy już myślałam, że mój dzień był idealny, nagle usłyszałam czyjś głos za sobą. Nie mogłam pojąć, co się dzieje, aż wszystko wokół mnie pociemniało, a ostatnie, co usłyszałam, to: — Ta się nada.

Pregnant and Rejected: His Wolfless Mate
111 Rozdziały
111
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101