

Opis
Kiedy Kira odkrywa swojego partnera z inna kobieta podczas swojej rui, mysli, ze wydarzylo sie najgorsze. Potem on publicznie ja odrzuca i Kira uswiadamia sobie, ze nie moze opuscic granic stada, kiedy tylko zechce. Uwieziona w stadzie, ktore jej nienawidzi, sluzac partnerowi, ktory ja porzucil, niezdolna do przemiany, dziewczyna bez wilka, ktora nie potrafila sie bronic, musi znalezc sposob, by przetrwac. Ale Kira ma dosc bycia zlamana. I zaraz udowodni, ze niektorych klatek nigdy nie stworzono po to, by ja zatrzymac.
Rozdział 1
May 22, 2026
[Perspektywa Kiry]
Gorąco uderza mnie jak gorączkowy sen podczas Uczty Cieni.
Zaczyna się jak szept pod moją skórą—delikatne ciepło, które rozpływa się po moich kończynach, w klatce piersiowej, zbiera się nisko w brzuchu. Potem zapala się. Moja krew zmienia się w płynny ogień, płonący w każdej żyle, aż dyszę za powietrzem, które niczego nie chłodzi.
Suknia przykleja się do spoconej skóry, jedwab sunie po moim ciele jak widmowe palce. Za ciasna. Zbyt wrażliwa.
Każdy oddech, każdy ruch, każdy dotyk materiału to pieszczota, której nie chcę, ale której tak bardzo, tak desperacko potrzebuję.
Święte bębny pulsują przez polanę—głęboki, pierwotny rytm, który dorównuje szaleńczemu biciu mojego serca. Wokół mnie członkowie watahy świętują w dzikim uniesieniu, ich twarze zlewają się w morze zębów, oczu i śmiechu.
Ale nie mogę się na nich skupić. Myślę tylko o nim .
Theron. Mój partner. Mój Alfa.
Przedzieram się przez tłum, nogi mam niepewne, szukając tej znajomej, szerokiej sylwetki. On mi pomoże. Musi.
Więź między partnerami napina się między nami jak pajęcza nić—tak cienka, że czasem zastanawiam się, czy w ogóle istnieje, czy wszystko sobie wymyśliłam.
Nigdy nawet nie poczułam jej właściwie, w pełni. Może dlatego, że coś jest ze mną nie tak, a może dlatego, że nigdy wcześniej się nie przemieniłam.
Ale na pewno on to czuje. Na pewno wie, że jego partnerka płonie, łamie się, potrzebuje .
Gaj leży poza ucztą, spowity pradawnymi drzewami. Obecność mojej wilczycy porusza się w mojej głowie, skomląc, pchając mnie naprzód z natarczywością graniczącą z paniką.
Chwiejąc się na nogach, idę naprzód, obraz mi się rozmazuje. Wtedy to słyszę.
„Och, Theronie!” – kobiecy stłumiony jęk, cichy i zadowolony. Potem jego głos—ten głęboki, pomrukujący warkot, który znam lepiej niż własne tętno. „Zwolnij, dobrze? Och, tak…”
Moje stopy zamierają. Płuca przestają pracować.
Nie powinnam patrzeć. Każdy instynkt krzyczy, żebym się odwróciła, odeszła. By ocalić tę kruchą nadzieję, której się trzymałam. Ale ciało mnie nie słucha.
Krok po bolesnym kroku idę naprzód, aż docieram do przerwy w drzewach.
I widzę ich.
Theron przyciska Celeste do najstarszego dębu. Jej nogi oplatają jego nagie biodra, suknia zwinięta wokół bioder. Głowę ma odrzuconą w ekstazie, kasztanowe włosy spływają w dół, gdy on się w niej porusza. W niej.
Jego dłoń plącze się w tych jedwabistych pasmach tak, jak śniłam, że znów mnie dotknie. Jego usta są na jej gardle, znacząc ją w najważniejszy sposób.
Świat przechyla się na bok, robi mi się niedobrze.
Gdy oczy Therona spotykają moje ponad jej ramieniem, czas staje w miejscu. Moje serce staje. Wszystko staje.
Przez jedno wstrzymane uderzenie serca tylko patrzymy na siebie. Czekam, aż szok pojawi się na jego twarzy. Aż pojawi się poczucie winy. Cokolwiek— cokolwiek —co powie, że to ma znaczenie. Że ja mam znaczenie.
Zamiast tego jego spojrzenie twardnieje jak kamień.
Nie przestaje. Nawet nie zwalnia, a zaczyna poruszać się szybciej i mocniej w niej.
A ja po prostu uciekam.
Moja wilczyca wyje w mojej głowie—dźwięk takiej udręki, że obraz rozmazuje mi się od łez. Słyszę ją, mówię do niej, ale nie mogę się przemienić . Nie mogę zmienić się w coś wystarczająco silnego i szybkiego, by uciec z tego koszmaru.
Jestem uwięziona w tym słabym, ludzkim ciele, podczas gdy moje serce rozpada się na kawałki zbyt małe, by je kiedykolwiek poskładać.
Uczta znów wraca do ostrości, ale wszystko się zmieniło. A może w końcu widzę to wyraźnie. Członkowie watahy patrzą na mnie z pobłażliwymi uśmieszkami, ich oczy błyszczą złośliwą satysfakcją.
Wiedzieli. Wszyscy wiedzieli.
„Patrzcie na złamaną 'wybraną Lunę'”, ktoś szydzi po lewej. „Nawet nie potrafi się przemienić. Jaka to partnerka, z którą nasz Alfa musiał się męczyć?”
Mój zapach rui nasila się wraz z moją rozpaczą, rozchodzi się falami. Patrzę z przerażeniem, jak niepołączeni partnerstwem samce podnoszą głowy, nozdrza im się rozszerzają.
Ich oczy śledzą mnie jak drapieżniki węszące ranne zwierzę. Zbliżają się, tworząc luźny krąg, a moja wilczyca warczy ostrzegawczo, choć nie potrafię tego wyrazić.
„Wilcza suka w rui”, śmieje się jedna z połączonych samic, obejmując swojego partnera. „Pewnie dlatego Alfa patrzy gdzie indziej. Kto chce Lunę, która ledwo różni się od człowieka?”
Tłum nagle się rozstępuje i Theron wkracza z Celeste u swojego boku. Ona promienieje, włosy idealnie rozczochrane, usta spuchnięte.
Przyciąga ją bliżej, dłoń obejmuje jej talię z niedbałą własnością, a moja wilczyca krzyczy .
„Wataho”, głos Therona rozbrzmiewa komendą Alfy, uciszając szepty. Jego oczy odnajdują moje wśród polany i zatrzymują się. „Przedstawiam wam moją wybraną Lunę. Celeste z rodu Srebrnego Księżyca stanie u mojego boku, urodzi moich dziedziców i poprowadzi nasze samice.”
Wataha wybucha wiwatami i wyciem. Celeste pyszni się, przyciskając pocałunek do szczęki Therona, od czego żołądek mi się przewraca.
Moja wilczyca wyje, wyje i wyje. To dźwięk, który słyszę tylko ja, bo jestem zbyt złamana, by ją wypuścić, zbyt słaba, by nadać jej formę.
Muszę odejść. Teraz.
Zanim rozpadnę się całkowicie. Zanim moja ruja popchnie mnie do desperackiego czynu.
Odwracam się i biegnę w stronę granicy, ciało krzyczy z potrzeby, bólu i upokorzenia. Las rozmazuje się przede mną, gałęzie szarpią suknię, rozrywając materiał.
Nie dbam o to. Muszę być gdziekolwiek, byle nie tutaj.
Czyjaś dłoń zaciska się na moim nadgarstku, brutalnie mnie zatrzymując. Garrett, jeden z wojowników Therona, patrzy na mnie z podłą satysfakcją. Palce zaciskają się mocno, aż czuję, że coś pęka.
„Pamiętasz, jak myślałaś, że będziesz naszą Luną?” Jego oddech cuchnie sfermentowanym miodowym winem. „Zanim przyłapałaś Therona, jak rżnie tamtą zwiadowczynię? Nawet twoja wilczyca wiedziała, że nie warto cię zatrzymać.”
Te słowa eksplodują w mojej piersi.
„Puść mnie”, wykrztuszam, łzy spływają mi po twarzy.
Puszcza mnie z takim pchnięciem, że się potykam. Ale nie oglądam się za siebie, po prostu biegnę dalej.
Granica wzywa mnie jak zbawienie—ta niewidzialna linia, gdzie kończy się teren watahy, a zaczyna reszta świata. Mogę odejść. Zacząć gdzieś od nowa, gdzie nikt nie zna dziewczyny bez wilka, która straciła partnera, zanim tak naprawdę go miała.
Ale uderzam w barierę z pełną prędkością.
Ból eksploduje na mojej skórze, jakbym stanęła w płomieniach. Pradawna magia trzaska we mnie, a ja krzyczę, gdy symbole wypalają się na moich nadgarstkach. Misternie świecące znaki, które palą i palą i palą .
Ponownie uderzam w niewidzialną ścianę, rozpaczliwie ją drapiąc, ale ona ani drgnie.
Nie… nie, nie, nie. Jestem uwięziona!
„Już wychodzisz, kochanie?”
Głos Therona zamienia moją krew jednocześnie w lód i lawę. Moja ruja wzrasta przez jego bliskość—jego zapach sosny i burzy zalewa moje zmysły. Moje ciało reaguje, choć umysł się cofa, i nienawidzę siebie za to.
Przysuwa mnie do drzewa z drapieżną gracją, osaczając mnie ramionami. Tak blisko czuję ją na nim.
Jaśminowy olejek Celeste zmieszany z jego potem i piżmem.
„Co mi zrobiłeś?” Wskazuję palące się znaki na nadgarstkach, głos mi się łamie.
„To nie ja, kochanie. Twoi rodzice zrobili to dawno temu.” Uśmiecha się okrutnie, gdy jego dłoń z kpiną pieści mój podbródek. Dygoczę, rozrywana między desperacką potrzebą a głębokim wstrętem. „Jesteś związana z moją ziemią. Zawsze byłaś.”
„Nie rozumiem…”
„Zrozumiesz.”
Pochyla się, jego oddech jest gorący przy moim uchu, a moja ruja skacze tak gwałtownie, że prawie się przewracam. Jego dłoń przesuwa się na moje gardło, nie ściska, tylko spoczywa tam—przypominając o jego władzy.
„Wiesz, mógłbym ci pomóc z twoim... stanem.” Kciukiem kreśli leniwe kółka na moim pulsującym miejscu, a moje zdradzieckie ciało wygina się ku niemu. „Jeszcze raz... na pożegnanie?”

Reject Me Twice
120 Rozdziały
120
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101