

Opis
Athena Seraphael, wilczyca bez wilka, naznaczona od urodzenia pietnem od dawna uznawanym za klatwe, zostaje zmuszona przez swojego ojca Alfe do politycznego malzenstwa z Alfa Eryndorem, ktory publicznie ja poniza i ostatecznie odrzuca, by zachowac swoje roszczenia do wladzy. Pozbawiona tytulu i wyrzucona przez rodzine, Athena szuka ukojenia i anonimowosci - tylko po to, by nieswiadomie spedzic jedna noc z nieznajomym, ktory okazuje sie byc Varianth'em, nieuchwytnym Krolem Alf. Kiedy odkrywa, ze jest w ciazy z jego dzieckiem, Athena ukrywa prawde, obawiajac sie ponownego odrzucenia, podczas gdy Emily - kobieta politycznie faworyzowana jako Luna Variantha - knuje, by ja wyeliminowac i zabezpieczyc korone.
Rozdział 1
May 17, 2026
Punkt widzenia Ateny
"Powinnaś zapukać, Luno. Czy przyszłaś tu, żeby obserwować?"
Jej głos kapał jak jedwab nasączony trucizną — zadowolony, rozbawiony — gdy siedziała naga na moim mężu, bezwstydnie obnosząc się z ich ciałami i grzechem.
Stałam skamieniała w progu, moje ciało sztywne, żołądek gwałtownie się skręcał. Migotanie świecy rzucało blade światło na kamienne ściany, tworząc upiorne cienie na łóżku — naszym łóżku — gdzie leżał mój mąż zaplątany z inną kobietą.
Alfa Eryndor nawet nie drgnął.
Jego muskularne ramiona spoczywały za głową, jego wyrzeźbiona klatka piersiowa była naga, a leniwy uśmiech rozciągał się na jego ustach, gdy patrzył na mnie jakbym była niczym więcej niż niechcianym intruzem.
Jakbym to ja nie pasowała tutaj.
Moje dłonie zacisnęły się w pięści po bokach. Powinnam była się tego spodziewać. To nie był pierwszy raz, kiedy złapałam go w objęciach innej kobiety, ale nigdy tak. Nigdy tak śmiało. Tak bezwstydnie.
Gorzki śmiech wpełzł mi do gardła, ale go przełknęłam.
"Jak długo?" Mój głos był stabilniejszy, niż się czułam. "Jak długo przyprowadzasz ją do naszych komnat?"
Kobieta przeciągnęła się jak kot, zanim zsunęła się z niego, osiadając obok Eryndora z zadowolonym westchnieniem, jej paznokcie leniwie wędrowały po jego klatce piersiowej. Nie była zawstydzona — dlaczego miałaby być? Nie miała nic do stracenia.
Eryndor prychnął, w końcu siadając. "Och, nie udawaj taka święta, Ateno. Zawsze byłaś tylko zastępstwem."
Zastępstwem.
Zmuszałam się do oddychania, mimo że moje płuca paliły. "Jeśli tak bardzo mnie nienawidzisz, to po prostu mnie odrzuć, Eryndorze. Masz tę moc."
Jego usta wykrzywiły się, jego przeszywające srebrne oczy utknęły w moich. "I dać mojemu ojcu satysfakcję, że zmusił mnie do małżeństwa ze słabą, bezużyteczną kobietą? Nie, dziękuję."
Słowa bolały, ale odmówiłam pokazania tego.
"Więc mnie uwolnij," powiedziałam, głos był teraz mocniejszy. "Uwolnij mnie od tej farsy małżeństwa. Zerwij więź."
Jego uśmiech się poszerzył, gdy powoli zsunął nogi z łóżka. Kobieta obok niego nadąsała się, ale nie poruszyła, jej rozbawienie niezachwiane.
Eryndor wstał, a w chwili, gdy zrobił krok bliżej, musiałam walczyć z instynktem, by się cofnąć. Gdy stanął nade mną, dominował, emanował arogancją i okrucieństwem.
"Naprawdę myślisz, że ktoś inny cię zechce?" wyszeptał, jego głos kapał pogardą. "Popatrz na siebie, Ateno."
Moje paznokcie wbiły się w dłonie.
"Patrzyłam," powiedziałam przez zaciśnięte zęby. "I widzę kobietę, która zasługuje na coś lepszego niż zdradliwy partner."
Jego śmiech był mroczny, bez humoru. "Kobieta? Nie jesteś nawet godna tego tytułu." Jego oczy przelotnie spojrzały na moją twarz, i wiedziałam, na co patrzył. Znamię. Znamię, które naznaczyło mnie jako wyrzutka w moim własnym stadzie.
Eryndor nagle wstał, nagi, i chwycił ręcznik. Podszedł do mnie, jego oczy utkwione w mojej twarzy, gdy wyciągnął rękę, wsuwając pasmo moich ciemnych włosów za ucho, odsłaniając znamię, które zawsze próbowałam ukryć.
Mój oddech się zatrzymał.
Nie reaguj. Nie pozwól mu wygrać.
Eryndor pochylił się, jego oddech gorący przy moim uchu, gdy szepnął: "Nigdy nie byłaś dla mnie wystarczająco dobra."
Podłoga wydawała się przesuwać pod moimi stopami.
"Nawet nie masz wilka," kontynuował, jego głos teraz zimniejszy. "A jeśli kiedykolwiek go będziesz miała, obstawiam, że będzie równie szkaradny jak twoja twarz."
Wciągnęłam gwałtownie oddech, gdy się wyprostował. Ostatni cios. Nie był skończony.
"Gdyby nie twój ojciec," powiedział z szyderczym uśmiechem, "nigdy bym cię nie poślubił."
Chciałam krzyczeć. Uderzyć go. Wyrywać z jego twarzy to zadowolenie.
Ale nie chciałam dać mu satysfakcji zobaczenia, jak się łamię.
"Żal mi ciebie, Eryndorze." Mój głos był cichy, ale stanowczy. "Nawet nie zdajesz sobie sprawy, co tracisz."
Przez chwilę myślałam, że może powie coś więcej. Że może, tylko może, jest w nim cień przyzwoitości.
Ale wtedy się cofnął i wzruszył ramionami, jakby zrzucał wszelkie pozostałości irytacji.
I z uśmiechem, który przeszył mnie lodem, wypowiedział słowa, które roztrzaskały to, co pozostało z mojego serca.
"Ja, Eryndor z Księżycowego Półksiężyca, odrzucam cię, Ateno Seraphael, jako moją towarzyszkę."
Pokój wirował. Ból nierówny czemukolwiek, co kiedykolwiek czułam, rozdarł moje piersi, rozdzielając moją duszę na pół. To było, jakby nóż został wbity w moje serce, skręcony, a potem wyrwany — pozostawiając tylko ziejącą pustkę.
Zatoczyłam się, chwytając się za klatkę piersiową, gdy mój wzrok się zamazywał. Więź odrzucenia pękła gwałtownie, rozrywając coś głęboko wewnątrz mnie.
Eryndor obserwował mnie z lekką ciekawością, jakby po prostu badał efekty eksperymentu.
Dyszałam, prawie się uginając.
Odrzucenie było agonią. Więź, która łączyła nas od czasów, gdy Bogini Księżyca to ustanowiła, była rozdzierana. Ale gorsza od bólu była pustka, która nastąpiła po niej. Nieważność.
Nie byłam już jego.
Kobieta obok niego zaśmiała się. "Wygląda, jakby miała zemdleć."
Eryndor uśmiechnął się. "Może się złożyć na zewnątrz."
A potem, z ostatnim szyderczym uśmiechem, przypieczętował mój los.
"Teraz wynoś się stąd, albo wyrzucę cię osobiście."

Rejected Twice, But I Carry His Heir
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101