

Opis
Jedenascie lat temu Soren mial wybor - stanac po stronie najlepszego przyjaciela albo chronic siebie. Wybral przetrwanie. Smial sie, gdy inni chlopcy znalezli list milosny Nico. Patrzyl, jak jedyna osoba, ktora naprawde go znala, zostala rozszarpana na kawalki. A potem przez kolejna dekade udawal, ze to nic nie znaczylo. Teraz maja dwadziescia osiem lat, sa przegrani i utkneli w tej samej podupadajacej ekipie Formuly 1 - Soren, zloty chlopak, ktorego kamery nie moga sie napatrzec, ukrywajacy pustke za usmiechem, ktory potrafilby sprzedac wszystko, oprocz prawdy; i Nico, lodowaty rywal, ktory sam zdecydowal, kiedy sie ujawnic, i nigdy nie wybaczyl chlopakowi, ktory go do tego zmusil. Ledwo moga dzielic jeden garaz bez rozlewu krwi. Ale z wrogami, ktorzy kiedys byli dla siebie wszystkim, jest pewien problem - nienawisc nigdy do konca nie przykrywa tego, co kryje sie pod spodem. A sezon, ktory musza spedzic ramie w ramie, wlasnie to udowodni.
Rozdział 1
Apr 27, 2026
[Perspektywa Nico]
*Jedenaście lat temu*
List w mojej szafce miał mnie zabić. Nie w przenośni. Dosłownie.
Serce waliło mi o żebra, jakby próbowało się wydostać, a każdy oddech był kradziony. Dwa lata połkniętych słów, bezsennych nocy i ostrożnych milczeń skupiły się w trzech stronach ręcznie pisanego wyznania, schowanego za moimi zapasowymi rękawiczkami.
A dziś w końcu miałem wręczyć swój wyrok śmierci.
— Twój sektor drugi to była jebana tragedia — powiedział Soren, zderzając się ze mną na tyle mocno, że aż się zachwiałem. Jego śmiech był zaraźliwy — zawsze taki był. W tym tkwił problem. — Ten zakręt pokonałeś jak moja babcia, gdy jedzie do kościoła.
— Przynajmniej wiem, gdzie są moje punkty hamowania. Twoje były gdzieś w erze mezozoicznej.
Wydobył z siebie kolejny śmiech, a ten dźwięk uderzył mnie jak cios fizyczny. Boże, byłem tak cholernie zgubiony. — Odważne słowa od kogoś, kto prawie zaparkował w pułapce żwirowej.
Robiliśmy ten taniec już od pięciu lat — lekkie przekomarzanie, przypadkowe dotknięcia, to, jak zasypiał mi na ramieniu podczas analizy nagrań, jakby to nic nie znaczyło. Jakby to mnie powoli nie zabijało.
Bo Soren Lindqvist był piękny w ten sposób, który rujnuje ludzi. Ostro zarysowane kości policzkowe, oczy w kolorze zimowych burz, idealnie pełne usta i uśmiech, który sprawiał, że nie potrafiłem myśleć prosto.
Gorzej niż piękny — był mój. Mój amigo, mój najlepszy przyjaciel. Mój człowiek. Jedyny, który wiedział, że ćwiczę przemowy zwycięzcy po portugalsku, gdy nie mogę spać.
Nie miał pojęcia, co mi robi.
Poznaliśmy się, gdy mieliśmy dwanaście lat, w akademii kartingowej dla juniorów we Włoszech, gdzie żaden z nas nie mówił wystarczająco dobrze po włosku, żeby czuć się jak u siebie.
Soren nauczył mnie szwedzkich przekleństw, twierdząc, że to komplementy. Zorientowałem się dopiero za trzecim razem, gdy nazwałem instruktora "pieprzonym idiotą", myśląc, że chwalę jego technikę.
Przed wszystkimi gra — głośniej, ostrzej, zawsze pod publikę. Ze mną zrzuca maskę. Jest po prostu sobą: irytujący, szczery i tak bezwstydnie prawdziwy, że coś ściskało mnie w piersi w sposób, którego już nawet nie próbowałem sobie tłumaczyć.
Dwa lata. Dwa lata od tamtej nocy na dachu akademii Formuły 4, kiedy powiedział: "Jesteś jedyną osobą, która naprawdę mnie rozumie, wiesz?"
Dwa lata patrzenia, jak Soren się śmieje i czucia, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Dwa lata odtwarzania przypadkowych dotknięć, analizowania rozmów w poszukiwaniu znaczenia, którego pewnie tam nie było, powtarzania sobie amanhã — jutro będę wystarczająco odważny.
Dwa lata, odkąd zrozumiałem, że to, co czuję, to nie tylko przyjaźń. To było coś wulkanicznego, coś, co sprawiało, że paliła mnie skóra za każdym razem, gdy mnie dotykał.
Dziś wieczorem to się skończy. Tak czy inaczej.
Przepchnęliśmy się przez drzwi szatni i uderzył nas znajomy chaos — piętnastu młodych kierowców w różnym stanie rozebrania, powietrze gęste od potu, testosteronu i tej szczególnej okrutności nastoletnich chłopaków, którzy wyczuwają słabość.
Moja szafka była trzy dalej od jego. Wystarczająco blisko, bym czuł jego perfumy — coś drogiego, co ojciec przysłał ze Szwecji. Wystarczająco blisko, bym musiał patrzeć w podłogę, gdy zrzucał kombinezon, żeby nie przestać oddychać.
— Jutro kwalifikacje będą brutalne — mówił. — Widziałeś, jak Leclerc pokonywał siódmy zakręt? Chłopak ma lód we krwi.
Kiwnąłem głową, nie ufając swojemu głosowi. List wydawał się promieniować ciepłem przez metalowe drzwiczki.
Plan był prosty. Poczekać, aż zostaniemy sami. Wręczyć mu kopertę. Poprosić, żeby przeczytał później. Odejść, zanim zaczną mi się trząść ręce.
Proste.
Zakręciłem zamek szyfrowy — pamięć mięśniowa, trzy liczby, które mógłbym nakręcić we śnie. Drzwiczki otworzyły się, zobaczyłem moje zapasowe rękawice dokładnie tam, gdzie je zostawiłem, ale listu nie było.
Zimny strach zalał mi żyły, taki, który sprawia, że obraz bieleje na brzegach. Przewracałem rzeczy coraz bardziej rozpaczliwie. Kombinezon, zapasowy kask, batony energetyczne, które mama przysłała z Brazylii—
— Czegoś szukasz, Almeida? —
Głos Marco Drexlera przeciął hałas jak ostrze. Stał trzy szafki dalej, trzymając mój list w palcach jak coś martwego. Jego uśmiech był jak z koszmaru: sam zęby i złośliwa radość.
W szatni zapadła cmentarna cisza — ten szczególny bezruch, który oznaczał, że zaraz poleje się krew, a mój świat przechylał się na bok.
— Znalazłem ten mały liścik miłosny schowany na bok — oznajmił Marco, rozwijając list z teatralną powolnością. — Może chłopaki chcieliby usłyszeć, co nasz brazylijski książę pisze w wolnym czasie.
Odchrząknął i zaczął czytać prześmiewczym falsetem.
„Nie wiem, jak to powiedzieć inaczej, niż po prostu to powiedzieć. Za każdym razem, gdy mnie dotykasz—even przypadkiem—czuję, jakbym płonął. Kiedy razem pracujemy przy samochodach i twoja dłoń muska moją, przez następne pięć minut nie mogę normalnie oddychać.”
Rozległ się śmiech—okrutny i ostry, mający obedrzeć skórę z kości.
Nie. Nie, nie, nie. Te słowa były prywatne. Święte. Moje.
„Chciałem ci wtedy powiedzieć, że jesteś jedyną osobą, która kiedykolwiek sprawiła, że czuję się w ten sposób. Jakbym tracił rozum. Jakbym nie mógł myśleć jasno, gdy jesteś blisko.”
Ktoś wydał odgłos mdłości. Inny chłopak gwizdnął nisko i sprośnie.
Gardło mi się zacisnęło. Tak właśnie miałem umrzeć—nie w samochodzie wyścigowym przy 200 kilometrach na godzinę, ale stojąc w szatni, gdy moje sekrety stawały się rozrywką dla innych.
„Dwa lata próbowałem przekonać siebie, że to minie,” kontynuował Marco, rozkoszując się każdym słowem niczym winem. „Ale nie minęło. Jest tylko gorzej, a ja nie wiem, czy czujesz coś podobnego. Może nie. Może przez to wszystko między nami się rozpadnie.”
Cała sala oddychała teraz jak jeden organizm, piętnaście par oczu utkwionych w rozgrywającym się okrucieństwie.
„Ale już dłużej nie mogę udawać, że nie chcę cię pocałować. Że nie leżę bezsennie w nocy, myśląc, jakby to było, gdybyś też mnie chciał.”
Nastąpiła ogłuszająca cisza.
Potem ktoś zaczął się śmiać—wysoko, histerycznie—a szatnia wybuchła. Gwizdy, głosy, których nie byłem w stanie rozróżnić przez szum w uszach, gdy kolejne osoby dołączały, aż dźwięk stał się jak drut kolczasty na mojej skórze.
Wzrok Marco odnalazł Sorena w tłumie, gdy mój najlepszy przyjaciel stał nieruchomo, blady jak zima. „Kto chce zgadnąć, o kim nasz mały maricón śni po nocach?”
„Założę się, że o którymś z instruktorów!” zawołał ktoś.
„Nie ma mowy—to Rossi,” powiedział James. „Zawsze się gapi podczas odpraw.”
„To jest kurwa obrzydliwe,” zaśmiał się Rossi.
„Może to którykolwiek z nas,” dodał Marcus. „Lepiej dziś sprawdźcie swoje łóżka!”
Stałem zupełnie nieruchomo, patrząc, jak moje życie rozpada się w zwolnionym tempie. Jest pewna dyscyplina w pozostawaniu bez ruchu, gdy twój świat płonie—chciałbym powiedzieć, że to ja wybrałem.
Ale prawda była taka, że moje ciało po prostu przestało słuchać poleceń.
Uśmiech Marco stał się drapieżny. „Łap, Lindqvist. Twój list miłosny.”
Kartki przeleciały przez powietrze w idealnym łuku. Soren złapał je odruchowo, a jego wzrok padł na charakter pisma, który rozpoznałby wszędzie—przez pięć lat wykładów przerzucaliśmy się notatkami.
Patrzyłem, jak odwraca się lekko od grupy, by czytać, a czas skrystalizował się, każda sekunda była ostra jak brzytwa.
To było to. To musiało być to.
To tutaj Soren miał udowodnić, że jest tym, za kogo zawsze go uważałem.
Powiedziałby Marco, żeby się odpierdolił. Spojrzałby na mnie z dezorientacją, niepokojem, a nawet odrzuceniem—byle czymś ludzkim. Byle czymś, co przyzna, że ten, który krwawi na tej podłodze, to jego najlepszy przyjaciel.
Soren czytał przez to, co wydawało się godzinami. Widziałem, jak jego ramiona się napinają, a twarz układa się w coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem. Zimną i odległą. Obcego w znajomej, pięknej twarzy.
Potem się zaśmiał—prawdziwym śmiechem—a dźwięk ten przeszył moją klatkę piersiową jak włócznia.
„Jezus Maria…” powiedział Soren, jego głos niósł się po nagle ucichłej sali. „Wyobrażacie to sobie?” Zmierzył mnie wzrokiem jak coś, co zdrapał z buta. „On? Jakbym kiedykolwiek…” Zadrżał teatralnie. „To jest kurwa obrzydliwe.”
Sala eksplodowała. Teraz głośniej, złośliwiej, upoważniona jego udziałem. Marco poklepał Sorena po ramieniu, jakby od zawsze byli przyjaciółmi.
„Trzeba się było domyślić,” ktoś krzyknął. „Zawsze wiedziałem, że coś z nim nie tak.”
„Lepiej pilnujcie się pod prysznicami, chłopcy!”
„Pewnie walił konia, myśląc o każdym z nas!”
Soren zgniótł mój list—dwa lata rozpaczliwej szczerości—i rzucił w stronę kosza. Nie trafił, kartki wylądowały na mokrych płytkach jak potrącone zwierzę.
Patrzyłem, jak mój najlepszy przyjaciel odchodzi z paczką, która właśnie mnie rozszarpała, i poczułem, jak coś w mojej piersi staje się bardzo, bardzo ciche.
Nie złamane, bo złamane sugeruje, że można to naprawić. To było coś innego, coś ostatecznego.
Então é assim. Tak to właśnie jest.
Oddałem mu serce, a on nakarmił nim wilki.
Śmiech podążał za mną z szatni, korytarzem, w noc, gdzie wreszcie, wreszcie mogłem przestać udawać, że jeszcze oddycham.
Ale wciąż tu byłem. Wciąż stałem.
I nigdy, przenigdy nie popełnię już błędu, by powierzyć komuś prawdę.

Rival Hearts
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101