

Opis
Ksiaze Kieran, naznaczony bliznami i cyniczny, staje przed niemozliwym wyborem. Krolestwo Lykanow chwieje sie na krawedzi wojny, a tylko strategiczne malzenstwo moze zapobiec rozlewowi krwi. Jego ojciec zada, by wybral jedna narzeczona sposrod trzech poteznych corek Alf: lagodnej uzdrowicielki Lilith Moonwhisper, zacietej wojowniczki Astrid Ironheart lub genialnej strateg Nyx Stormcaller. Lecz los rozbija w pyl wszelkie zasady. Gdy dotyk Kierana rozpala bezprecedensowy wiez partnerska, odkrywa cos niemozliwego - jest przeznaczony wszystkim trzem kobietom. W swiecie, gdzie jeden partner jest swietym prawem, trzy wiezi moglyby zniszczyc wszystko. Kazda z kobiet budzi inna czesc jego duszy: uzdrawiajacy dotyk Lilith topi jego zatwardziale serce, wojowniczy duch Astrid dorownuje jego wlasnej sile, a strategiczny umysl Nyx uzupelnia jego przywodztwo. Gdy polityczne napiecia eksploduja, a pradawne prawa krusza sie, Kieran musi uznac swoje trzy partnerki albo patrzec, jak jego krolestwo plonie. Ale uznanie ich oznacza sprzeciwienie sie tradycji, wzniecenie rewolucji i ryzykowanie wszystkiego, co przysiagl chronic.
Rozdział 1
Jul 24, 2025
[POV Kieran]
Najbardziej ekskluzywny dom publiczny na Królewskim Terytorium śmierdział tanimi perfumami, potem i rozpaczliwym pragnieniem.
Wyciągnąłem się na aksamitnych poduszkach, z na wpół pustym kielichem mocnego miodu zwisającym z palców, obserwując kobiety w różnych stadiach rozebrania wykonujące swoje wyćwiczone uwodzenie.
Dwa lata na Południowych Pustkowiach pozostawiły mnie głodnym czegoś, co nie wiązało się ze stalą i krzykami. Jechałem ciężko przez dni, by dotrzeć do tego miejsca, potrzebując wypłukać smak wojny z ust.
"Wasza Wysokość płonie dziś niespokojną energią." Głos brunetki mruczał jak miód i grzech. Jej palce z nabożną precyzją śledziły świeże blizny po bitwie na mojej piersi, każdy dotyk wysyłał iskry przez moje zmęczone wojną ciało. "Pozwól mi rozpalić inny rodzaj ognia."
Jej usta odnalazły moją szyję, zęby muskały wrażliwą skórę, podczas gdy jej towarzyszka - złotowłosa piękność o oczach jak płynny bursztyn - przycisnęła się do mojego drugiego boku.
Ich połączone ciepło odpędzało chłód, który osiadł w moich kościach podczas tygodni krwawych kampanii.
W wieku trzydziestu lat udoskonaliłem sztukę fizycznej satysfakcji bez emocjonalnego zaangażowania - podtrzymując swoją reputację jako pożądanego księcia, jednocześnie trzymając serce bezpiecznie pod kluczem.
"Smakujesz stalą i burzami," szepnęła blondynka, jej oddech gorący przy moim uchu. "Chcę posmakować czegoś słodszego."
Złapałem jej nadgarstek, mój uchwyt stanowczy, ale nie okrutny, gdy studiowałem jej zarumienioną twarz. "A co sprawia, że sądzisz, że posiadam cokolwiek słodkiego?"
"Każdy ma coś delikatnego ukrytego pod zbroją." Jej wolna ręka powędrowała niżej na moich spodniach, śmiało zajmując terytorium. "Nawet książęta wojownicy."
Śmiech brunetki był gardłową muzyką. "Szczególnie książęta wojownicy. Cała ta moc, cała ta kontrola - to musi być wyczerpujące nosić taki ciężar."
Ich pieszczoty stały się śmielsze, bardziej natarczywe. Wyćwiczone uwodzenie zaprojektowane, by rozbroić najbardziej zdyscyplinowanych mężczyzn.
Przez chwilę pozwoliłem sobie zanurzyć się w doznaniu, pozwolić śmiertelnym przyjemnościom przyćmić krzyki umierających wilków, które nawiedzały moje noce.
"Powiedz nam swoje najgłębsze pragnienie," rozkazała brunetka, jej usta muskające moją szczękę. "Czego książę pragnie, gdy nikt nie patrzy?"
"Zmartwychwstania," powiedziałem, mój głos przecinający ich czar jak ostrze przez jedwab.
Obie kobiety zamarły.
"Wasza Wysokość?" Głos blondynki zadrżał, pewność siebie zastąpiona dezorientacją.
"Czy potraficie wskrzesić umarłych?" Usiadłem, złote oczy płonące drapieżną intensywnością. "Dwanaście wilków zginęło pod moim dowództwem trzy noce temu. Czy wasze znaczące talenty mogą uciszyć ich krzyki?"
Starannie skonstruowane uwodzenie rozpadło się. Brunetka odsunęła się, jej malowany uśmiech pękał. "Mój panie, z pewnością dzisiejszy wieczór jest przeznaczony na przyjemność, nie-"
"Nie prawdę?" Pozwoliłem mojemu wilkowi wypłynąć na powierzchnię, moc promieniowała z mojej skóry jak ciepło z kuźni. "Jak odświeżające."
Obie kobiety znieruchomiały. Ludzie posiadali instynktowne rozpoznawanie drapieżników, nawet gdy ich umysły odmawiały uznania. To właśnie dlatego wolałem kupowane towarzystwo.
Żadnych emocjonalnych przywiązań do wykorzystania, żadnych słabości, które wrogowie mogliby wykorzystać.
Widziałem zbyt wielu dobrych żołnierzy umierających, bo miłość sprawiła, że się zawahali, zbyt wielu przywódców zniszczonych przez serca górujące nad taktycznym myśleniem.
Więź partnerska szczególnie mnie brzydziła - magiczny przymus udający romans wydawał się niewolnictwem najgorszego rodzaju.
Drzwi eksplodowały do wewnątrz, drewno rozprysło się o kamień.
Każde serce zadrżało. Kobiety rzuciły się do tyłu, podczas gdy ja pozostałem nieruchomy, choć mój uchwyt zacisnął się, aż metal jęknął.
W drzwiach stał chłopiec, może szesnastoletni, z piersią falującą z przerażenia na przerwanie księciu. Jego szeroko otwarte oczy znalazły moje i prawie uciekł.
"Wasza Wysokość." Jego głos się załamał. "Król Theon żąda twojej natychmiastowej obecności w sali tronowej. Sprawa nie może czekać ani godziny."
Mój wyraz twarzy pociemniał. Ojciec wiedział lepiej, niż przerywać mój prywatny czas, chyba że sytuacja była naprawdę poważna.
"Czyżby?" Odstawiłem kielich z rozmyślną ostrożnością. "I jaki kryzys wymaga takiej pilności?"
"Powiedział-" Jabłko Adama chłopca podskoczyło. "Powiedział, żeby ci przekazać, że wilki wyją."
Lód skrystalizował się w moich żyłach.
Wstałem jednym płynnym ruchem, odprawiając kobiety z przypadkową obojętnością. Ich pełne nadziei wyrazy twarzy rozpadły się w rozczarowanie, gdy się ubierałem, ale nic nie czułem.
Były teraz cieniami, nieistotnym ludzkim ciepłem w świecie, który miał stanąć w płomieniach.
***
Drzwi sali tronowej jęknęły pod moimi dłońmi. Wewnątrz pochodnie tańczyły na kamiennych ścianach wyrzeźbionych w krwawą historię naszej watahy.
Ojciec stał przed wielkim paleniskiem, srebrne włosy łapiące światło ognia. Nawet nieruchomy, promieniował autorytetem, który sprawiał, że odlegli Alfowie klękali bez pytania.
"Kieran." Nie odwrócił się. "Zamknij drzwi."
Wykonałem polecenie, dźwięk odbił się echem jak pogrzebowy dzwon. "Chłopiec wspomniał o wyciu."
"Poetyckie dziecko." Jego śmiech nie zawierał ciepła.
Mapy pokrywały masywny dębowy stół - terytoria oznaczone czerwonym atramentem przypominającym świeżą krew. Szpilki znaczyły znajome lokacje: miejsca bitew, masakr, miejsca gdzie dyplomacja umarła z krzykiem.
"Wysokie Watahy są na krawędzi wojny." Jego srebrne oczy, tak podobne do moich, były ciężkie od zmartwienia. "Zachodni Alfa obwinia Północnego o ostatnią potyczkę graniczną. Zasoby Południowego się kurczą, czyniąc ich zdesperowanymi. Nasze sojusze się rozpadają."
Kiwnąłem głową, przyzwyczajony do jego bezpośredniości. "Jaki jest twój rozkaz, Ojcze? Kolejna kampania?"
Potrząsnął głową, głębokie westchnienie uciekło. "Nie, mój synu. Małżeństwo."
Cisza opadła z ciężarem kata.
"Małżeństwo?" Zaśmiałem się bez humoru. "Chcesz rozwiązać kontynentalną wojnę przysięgami małżeńskimi?"
"Nie tylko małżeństwo, Kieran. Więź partnerska."
"Absolutnie nie." Mój wilk wyskoczył do przodu, głos wydobył się jako warknięcie. "Nie będę hodowany jak bydło dla politycznej wygody."
"Twoje osobiste pragnienia umarły w momencie, gdy odziedziczyłeś tę koronę!" Jego ryk wstrząsnął starożytnymi oknami. "Myślisz, że wybrałem miłość, gdy związałem się z twoją matką?"
"I spójrz, jak pięknie się to skończyło." Słowa uciekły, zanim mądrość mogła interweniować. "Nie żyje od dziesięciu lat, a ty wciąż wzdrygasz się na jej imię."
Jego ręka trzasnęła przez moją twarz szybciej, niż śmiertelne oczy mogły podążyć. Pozwoliłem, by uderzenie wylądowało, pozwoliłem mu zobaczyć, że jego przemoc nic nie znaczy.
"Nie będziesz mówił o swojej matce z takim brakiem szacunku." Jego głos opadł do śmiertelnej ciszy. "Zmarła chroniąc to królestwo."
Wyprostowałem się, czując smak krwi. "Więc nie hańb jej pamięci, prostytuując mnie dla politycznych korzyści."
"Jesteś księciem koronnym najpotężniejszej watahy w pięciu terytoriach. Twoja linia krwi niesie moc, o której inni mogą tylko marzyć."
"A jeśli odmówię?"
"Wtedy upadniemy." Proste słowa niosące nieskończoną wagę. "Sojusze się kruszą. Terytoria płoną. Tysiące umierają."
Wpatrywałem się w tego człowieka, który ukształtował mnie w swoją idealną broń.
"Kiedy wyruszam?"
"Jutro o wschodzie księżyca. Najpierw Wataha Srebrnego Księżyca."

Seductive Trinity of Mates
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101