

Opis
Zdesperowana, by uratowac chora matke, niesmiala i wyznajaca tradycyjne wartosci Floris Middleton podejmuje prace jako asystentka Erica Brightona, dominujacego i cynicznego magnata domu mody. To, co zaczyna sie jako zawodowa relacja, szybko przeradza sie w moralnie niejednoznaczny i namietny kontrakt BDSM, zmuszajac Floris do konfrontacji z wlasnymi granicami i niespodziewanymi pragnieniami. Gdy ich intensywna relacja poglebia sie posrod korporacyjnego sabotazu i ukrytych zdrad, Floris i Eric musza poruszac sie w swiecie wladzy, przyjemnosci i zaskakujacych slabosci, by okreslic, czy ich wiez to prawdziwa milosc, czy jedynie niebezpieczna gra dominacji i uleglosci.
Rozdział 1
May 8, 2026
POV Floris
Jakiś dupek w prochowcu wpadł na mnie na Schipholu, nawet nie mówiąc "przepraszam", i szczerze? Idealna, kurwa, metafora tego, jak układała się cała ta amsterdamska przygoda.
"Jasne, nie ma sprawy," wymamrotałam, wyrywając moja mściwą walizkę z pęknięcia w płytce, podczas gdy pasażerowie przepływali wokół mnie, jakbym była częścią wyposażenia. "Uwielbiam, gdy obcy ludzie mnie taranują. Naprawdę wprowadza w nastrój międzynarodowych możliwości zawodowych."
Lotnisko było chaosem w korporacyjnej formie - błyszczące powierzchnie i ludzie udający, że ich życie się nie rozpada.
Meanwhile, stałam tam wyglądając jak uchodźca z bezrobotnej Doliny Krzemowej: płaszcz sprzed trzech sezonów, buty, które przetrwały prawdziwą powódź, włosy trzymające się kupy dzięki złości i wsuwkom.
Pięć stóp czystego sarkazmu owiniętego w desperację, bursztynowe oczy, które widziały zbyt wiele technologicznego bzdury, usta, które nie mogły się o tym zamknąć.
Tak, to ja - Floris Middleton, absolwentka MIT zamieniona w persona non grata, wystarczająco zdesperowana, by uciec do miasta, gdzie ludzie jeżdżą na rowerach w garniturach jakby to było normalne, a wszyscy mówią lepiej po angielsku niż połowa Ameryki.
Także, najwyraźniej, jedyne cholerne miejsce, które zatrudniłoby wpisaną na czarną listę analityczkę cyberbezpieczeństwa z historią doprowadzania Bardzo Ważnych Osób do wielkiej, wielkiej złości.
"Floris Middleton?" Obróciłam się i prawie wylądowałam twarzą w mojej walizce.
Korporacyjny Klon Barbie stała tam - czarny prochowiec, zero wyrazu twarzy, uzbrojona w clipboard. Plakietka: Juno, Rekruterka: Lynx Solutions.
"Um, tak. To ja."
"Spóźniłaś się."
"Dosłownie nie jestem spóźniona." Słowa wyskoczyły, zanim zdążyłam je przefiltrować. "Mój telefon pokazuje 10:47, lot wylądował na czas-"
"Spóźniłaś się," powtórzyła, jakby mogła zgiąć czasoprzestrzeń przez administracyjną złośliwość. "Chodź za mną."
Świetnie. Dwadzieścia sekund w Amsterdamie i już zawalam istnienie.
Samochód był absurdalnie drogi - skórzane siedzenia warte więcej niż całe moje wykształcenie. Przycisnęłam się do okna, obserwując jak Amsterdam przemyka w drogich szarościach i brązach oraz podejrzanych neonach, które wyglądały jak zalegalizowany występek reklamujący się.
"Odnośnie tej pracy-" zaczęłam.
"Zaszła zmiana," przerwała Juno, nie odrywając wzroku od tabletu. "Oryginalne stanowisko zostało obsadzone dziś rano."
Mój żołądek się zapadł. "Co? Ale pozycja analityka danych w TechFlow - mieliśmy podpisaną umowę-"
"Pozostało jedno stanowisko. Brighton Systems. Asystentka wykonawcza."
Zamrugałam mocno. "Próbujesz zrobić ze mnie sekretarkę dla magnata od nadzoru?"
"Asystentka wykonawcza," poprawiła z precyzją sugerującą, że miała już tę rozmowę. "Doskonała płaca. Pełne świadczenia. Zapewnione mieszkanie."
"Mam tytuł magistra cyberbezpieczeństwa z MIT. Zaprojektowałam protokoły szyfrowania, których NSA wciąż nie może złamać. Nie jestem od przynoszenia kawy i zarządzania kalendarzem."
Juno w końcu na mnie spojrzała, z wyrazem twarzy ciepłym jak kontrola skarbowa. "Z tego co wiem, dług medyczny twojego brata. 84,000 dolarów. Eksperymentalne leczenie, którego potrzebuje? 5,000 miesięcznie. Brak ubezpieczenia."
Lodowata woda do układu nerwowego. Zamknęłam się.
"Brighton Systems oferuje kompleksową opiekę zdrowotną dla najbliższej rodziny pracowników. Retroaktywne pokrycie, istniejące schorzenia. Bez limitów, bez ograniczeń."
Moja determinacja pękła jak tani tynk. "Jaki jest haczyk?"
"Nie ma haczyka. Podpisz wstępną umowę, przejdź proces rekrutacji, leczenie twojego brata zaczyna się natychmiast."
Podała mi tablet. Umowa załadowana, kursor migający jak cyfrowe bicie serca.
"Nie googluj go," dodała, prawie nonszalancko.
W sekundzie gdy Juno zostawiła mnie w ich psychopatycznie minimalistycznym lobby, wyciągnęłam telefon i wygooglowałam wszystko o Ericu Brightonie.
Zarzuty o szpiegostwo korporacyjne. Pozwy od sygnalistów. Byli pracownicy z NDA grubszymi niż podręczniki. Jeden uroczy nagłówek: "Nadchodzi Lodowy Człowiek: Dlaczego Pracownicy Erica Brightona Nie Wytrzymują Sześciu Miesięcy."
Moje ręce trzęsły się podczas przewijania cyfrowych historii grozy.
To było zawodowe samobójstwo. Dokładnie ten toksyczny korporacyjny koszmar, przed którym uciekałam przez trzy lata po tym, jak afera z whistleblowingiem w Nexus Tech zostawiła mnie bezrobotną, na czarnej liście i emocjonalnie zniszczoną.
Ale twarz Jake'a przemknęła przez mój umysł. Mój młodszy brat, walczący z białaczką jak na pełny etat. Który przepracował się przez community college, podczas gdy ja żyłam najlepszym akademickim życiem na MIT, nigdy nie prosząc o pomoc.
Nigdy o nic nie prosił, nigdy nie narzekał, zadzwonił do mnie z płaczem w zeszłym miesiącu, bo ubezpieczenie odmówiło przeszczepu szpiku kostnego, który mógłby dosłownie uratować mu życie.
Kiedy Juno wróciła z gotową umową, podpisałam bez czytania ani słowa.
Bo czasem nie wybierasz między dobrymi a złymi opcjami. Czasem wybierasz, którą wersję piekła jesteś w stanie przetrwać.
Brighton Systems zajmowało dwanaście pięter architektonicznego zastraszania w dzielnicy finansowej Amsterdamu. Budynek wyglądał jak płynny obsydian - czarne szkło i ostre kąty zaprojektowane tak, by goście czuli się zbędni.
Recepcjonistka nie miała brwi i nosiła lateks jak strój biznesowy. Nie odezwała się, po prostu zeskanowała moją siatkówkę czymś, co wyglądało jak narzędzie chirurgiczne.
Bip. Dostęp przyznany.
Piętro zarządu to było połączenie deprywacji sensorycznej z kryjówką złoczyńcy. Bez mebli, bez sztuki, bez śladów ludzkiej obecności. Tylko monitory nadzoru pokazujące transmisje z całego świata w czasie rzeczywistym - ruch w Londynie, metro w Tokio, może transakcja narkotykowa w São Paulo.
Stojąc przed tym wszystkim niczym cyfrowy imperator: Eric Brighton.
Bez butów. Grafitowy garnitur wart więcej niż mój samochód. Ciemne włosy perfekcyjnie potargane, jakby przejechał po nich ręką tylko raz.
Nie odwrócił się, gdy weszłam.
"Panno Middleton. Spóźniła się pani."
"Właściwie-" Odwrócił się i w tym momencie zapomniałam, jak się formułuje słowa.
Zdjęcia mnie nie przygotowały. Muzealna struktura kości, blada skóra, ostre kości policzkowe, usta, które nigdy się nie uśmiechały. Stalowoszare oczy jak arktyczna woda.
Ten człowiek wyglądał, jakby zamawiał śmierć między posiłkami.
"Nie spóźniłam się," zdołałam powiedzieć.
"W takim razie pani telefon kłamie." Podszedł bliżej - droga woda kolońska zmieszana z niebezpieczeństwem. "Na jakie dokładnie stanowisko pani aplikowała?"
"Asystentka zarządu. Wsparcie administracyjne, planowanie-"
"Źle." Okrążył mnie jak drapieżnik. "Jest pani tutaj, ponieważ posiada pani konkretne umiejętności, których potrzebuję. Ponieważ udowodniła pani, że poświęci wszystko dla tego, co uważa za słuszne. I ponieważ pani brat umiera."
Wstrzymałam oddech. "Skąd-?"
"Wiem wszystko, Floris. MIT summa cum laude. Szyfrowanie Phantom Protocol w wieku dwudziestu czterech lat. Ujawniła pani nielegalną inwigilację sędziów federalnych przez Nexus Tech, została wpisana na czarną listę wszystkich większych firm technologicznych."
Zatrzymał się przede mną. "Teraz jest pani wystarczająco zdesperowana, by pracować dla kogoś takiego jak ja."
"Kogoś takiego jak pan?"
"Kogoś, kogo sprawdziła pani w Google mimo wyraźnych instrukcji. Kogoś, którego reputacja panią przeraża. Kogoś, kogo uważa pani za zdolnego do strasznych rzeczy." Jego uśmiech mógłby ciąć szkło. "Nie myli się pani."
Podszedł do swojego biurka. "Pani prawdziwa praca nie polega na asystowaniu. To analiza bezpieczeństwa. Zapobieganie szpiegostwu korporacyjnemu. Znajdowanie luk w moim systemie, zanim zrobią to wrogowie."
"A jeśli odmówię?"
"Leczenie pani brata zostanie przerwane. Jego dług zostanie sprzedany firmom windykacyjnym prowadzonym przez kreatywnych ludzi. Zostanie pani deportowana, niezdolna do zatrudnienia do końca życia."
Pokój się skurczył. "Szantażuje mnie pan."
"Oferuję wybór. Będzie pani dla mnie pracować, chronić moje interesy, a pani brat będzie żył. Odmówi pani, i oboje przekonają się, jak smakuje desperacja."
"Dlaczego ja? Setki analityków bezpieczeństwa nie ma mojego bagażu."
"Bagaż tworzy lojalność. Zdesperowani ludzie pracują ciężej. Udowodniła pani, że zniszczy swoje życie, by ujawnić prawdę." Oparł się o biurko. "Szanuję to. Mogę to wykorzystać."
"Co się stanie, gdy pan mnie już wykorzysta?"
"Zależy, jak użyteczna się pani okaże."
Monitory zamigotały. Sala szpitalna. Moje serce się zatrzymało.
Jake. Śpiący, podłączony do maszyn, ale spokojny. Po raz pierwszy od miesięcy wyglądał spokojnie.
"Wygląda dobrze," zauważył Eric. "Nowe leczenie działa. Liczba białych krwinek znacznie się poprawiła."
"Już pan zaczął jego leczenie?"
"Ubezpieczenie autoryzowało dziś rano. Zabawne, jak szybko rzeczy się procesują, gdy zna się odpowiednich ludzi." Ulga i wściekłość splątały się w mojej piersi. "Czy mamy porozumienie?"
Spojrzałam na twarz Jake'a, potem z powrotem na człowieka trzymającego nasze życia w rękach. "Jakie jest moje pierwsze zadanie?"
Jego uśmiech był zimowy. "Uklęknij."
Zamarłam. "Słucham?"
"Zasada pierwsza: każdy zaczyna od dołu. Każdy najpierw uczy się pokory." Wskazał na podłogę. "Uklęknij."
"Nie jestem- To nie jest-"
"Następne leczenie pani brata jest w piątek. Byłoby niefortunne, gdyby pojawiły się komplikacje z autoryzacją."
Moje nogi zamieniły się w wodę. To było szalone, poniżające, dokładnie ten typ nadużycia władzy, którego przysięgłam sobie nigdy więcej nie tolerować. Każdy feministyczny instynkt we mnie krzyczał, żebym wyszła, żebym powiedziała temu psychopacie dokładnie, gdzie może sobie wsadzić swoją ofertę pracy.
Ale twarz Jake'a była na tym ekranie, spokojna po raz pierwszy od miesięcy. A czasami przetrwanie oznacza przełknięcie dumy wraz ze wszystkim innym, co myślałaś, że wiesz o sobie.
Opadłam na kolana na zimnym marmurze.
"Grzeczna dziewczynka," powiedział Eric miękko. "Teraz możemy zacząć. Będziesz robić wszystko, co powiem. Bo jestem jedynym, który utrzymuje twojego brata przy życiu."

Spark Me Tenderly
30 Rozdziały
30
Treść

Zapisz

My Passion
Copyright © 2026 Passion
XOLY LIMITED, 400 S. 4th Street, Suite 500, Las Vegas, NV 89101